Sunday, September 19, 2021
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobiety Krakowa: Dorota Wojtuń

Kobiety Krakowa: Dorota Wojtuń

Czy James Bond też nosi garnitury bespoke?

dorota-wojtuń miasto kobiet

Dorota Wojtuń / fot. Barbara Bogacka

Kobieta, która pewną ręką tworzy najlepsze męskie garnitury, znajdujące uznanie w najwyższych kręgach biznesu i władzy. Ale skąd fascynacja właśnie takim krawiectwem? Jakim kosztem Dorota Wojtuń osiągnęła tak mocną pozycję na rynku, że na pierwsze spotkanie trzeba się z nią umawiać nawet rok wcześniej?

 

Miasto Kobiet: Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Dorota Wojtuń: Jestem specjalistką ds. wizerunku, a także założycielką, właścicielką i projektantką firmy VRATELLI, która ręcznie wykonuje garnitury według metody bespoke. To metoda popularna w Wielkiej Brytanii, skąd pochodzi idea szycia na miarę wysokiej klasy garniturów. Tworzę modę oraz doradzam wizerunkowo i ulepszam profesjonalny wizerunek, prowadząc dla kobiet oraz mężczyzn szkolenia z dress code’u biznesowego i ślubnego, połączonego z psychologią ubioru, kolorów, wyglądu oraz łączenia osobowości i charakteru ze strojem. Buduję też świadome podejście do kwestii niewerbalnego przekazu, który wysyłamy na każdym kroku. Sporadycznie projektuję również na zamówienie suknie ślubne. Od 16 lat gromadzę doświadczenia zawodowe, a od prawie 11 lat prowadzę własną firmę VRATELLI, na sukces której pracuje kilkanaście osób.

 

W czasach, gdy jesteśmy tak bardzo przebodźcowani, jednym z moich założeń było stworzyć miejsce, gdzie klient może na spotkaniu ze mną, w ciszy, spokoju, zaplanować swój wizerunek ‒ zaprojektować elegancki, profesjonalny strój, a potem dopracowywać go z jedną, maksymalnie dwiema osobami, specjalnie do tego oddelegowanymi. VRATELLI to kilkanaście osób, które zajmują się tym, w czym są specjalistami – marketingiem, projektowaniem, konstrukcją odzieży, szyciem, administracją czy obsługą prawną. Wszyscy ściśle ze sobą współpracujemy, żeby firma rozwijała się w konkurencyjnych warunkach współczesnego rynku. Jeśli tylko mogę, nadzoruję prawie każdy etap pracy ‒ od pierwszego spotkania, przez projekt, konstrukcję, sprowadzenie tkanin z zagranicy, przymiarki, aż po efekt końcowy, czyli doprowadzenie do perfekcji produktu, jakim jest garnitur.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Pomysł na biznes powstawał na wielu płaszczyznach. Okazuje się, że jego fundamenty budowałam sobie nieświadomie od dawna. Gdy w moim ówczesnym przekonaniu zdobyłam odpowiednie wykształcenie, aby pracować jako dyplomatka, a do tego ukończyłam ekonomię i zarządzanie, dosyć szybko zaczęłam poważnie pracować. Zdobywałam doświadczenie zawodowe od pracy urzędniczej po branżę eksportową, gdzie miałam do czynienia z tworzeniem ubrań ‒ uczestniczyłam w wybieraniu kolekcji odzieży, poznałam też proces jej konstruowania i projektowania, To mnie zainteresowało, więc postanowiłam poza pracą dokształcać się prywatnie. Interesowała mnie zwłaszcza konstrukcja odzieży ciężkiej, czyli męskiej. Zawsze lubiłam wyzwania, a konstrukcja odzieży lekkiej, np. damskiej, wydawała mi się zbyt łatwa, poza tym było więcej osób wykwalifikowanych w tym zakresie. Zaczęłam więc naukę w szkole artystycznej, poznając i rozwijając swoją, dotychczas ukrytą, kreatywną, wrażliwą i kolorową część siebie. Piszę „dotychczas”, bo ta ujawniała się już dużo wcześniej, kiedy pisałam wiersze lub malowałam, gdy poruszało mnie głęboko piękno, estetyka i proporcje. Podróżując po Włoszech inspirowałam się tamtejszym zmysłem estetycznym, modą i sposobem bycia Włochów. Znajomy projektował wówczas odzież dla domu mody Prada. Miało mi to pośrednio pomóc w wejściu do świata mody, ułatwić spojrzenie na nią od zupełnie innej strony i rozwinąć własny biznes. Rzeczywistość okazała się bardziej wymagająca, a biznes twardszy i kosztowniejszy, niż sądziłam, więc postanowiłam to zrobić po swojemu, własnymi zasobami merytorycznymi, materialnymi i ludzkimi.

 

W swojej pracy nietypowo wykorzystuję między innymi to, że od 17 lat pasjonuję się psychologią i neuropsychologią. Interesuje mnie, jak wpływają na nas kolory, jak nasze decyzje są podświadomie determinowane, jak jesteśmy programowani, aby móc odbierać i odczytywać drugiego człowieka już na podstawie wyglądu ‒ nie tylko poprzez to, jakie preferuje ubrania, ale też jak się porusza, jak mówi, jaki ma tembr głosu, mimikę, itd. Jestem żywo zainteresowana nieinwazyjną analizą osobowości na podstawie wyglądu.

Dorota Wojtuń Miasto Kobiet portal dla kobiet

Dorota Wojtuń / fot. Barbara Bogacka

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Mnóstwo było wydarzeń, które mnie ukształtowały. Choćby to, że dosyć wcześnie zaczęłam pracować na etatach, co dało mi doświadczenie, które przydaje mi się obecnie, gdy współpracuję na co dzień z kilkunastoma osobami. Do wszystkiego doszłam sama, nie korzystałam z żadnych dotacji ani pomocy. Pieniądze na rozwój firmy pochodziły z moich własnych oszczędności z czasów, gdy pracowałam na etatach, oraz ze stypendium naukowego. Zawsze byłam niezależna i mocno stąpałam po ziemi. To się bardzo przydaje w prowadzeniu biznesu oraz finansowaniu go, gdy jeszcze nie jest dochodowy. Wiele nauczyło mnie po prostu prowadzenie własnego biznesu, doradcy, których spotykałam po drodze, współpraca z różnymi osobowościami, a także zarządzanie firmą i popełniane błędy. Między innymi dzięki temu, że wierzyłam w dobre intencje innych ludzi, utrzymałam się na rynku pomimo różnych ekonomicznych zawirowań.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Miedzy innymi fakt, że w 2017 roku moja firma dostała nobilitującą propozycję zaprezentowania się podczas 70. festiwalu filmowego w Cannes. Nie zdecydowałam się na taki krok, ponieważ wiązało się to z dość dużą inwestycją. Zresztą nigdy nie aspirowałam do stworzenia firmy globalnej, głównie dlatego, ze liczba mistrzów krawiectwa jest ograniczona, a w naszej firmie dużą rolę odgrywa bezpośredni kontakt. Każdy klient, nawet z najdalszego zakątka świata, musi się u nas pojawić osobiście. Kolejnym sukcesem jest to, że włoskie manufaktury i krawcy regularnie proponują mi współpracę w tworzeniu garniturów. Odmawiam, ponieważ moim założeniem było, aby pomimo włosko brzmiącej nazwy firmy, pracowali w niej przede wszystkim polscy fachowcy, którzy nieustannie kształcą się i udoskonalają swój warsztat. Takich nie ma już wielu, młodzi ludzie stronią od tego zawodu.

Sukcesem jest dla mnie, że osoby szanowane na całym świecie, które znają się doskonale na modzie i tworzą np. kostiumy do filmów, doceniają nasze garnitury i polecają je innym ludziom z show biznesu czy sztuki. Także fakt, że możemy sprowadzać materiały z najlepszych i najdroższych szwalni na świecie, w których zaopatrują się krawcy, szyjący dla Baracka Obamy, Leonarda di Capria, Ronalda czy Davida Beckhama.

Jest wśród nich firma, dla której Salvador Dali stworzył obrazy, a te posłużyły potem do zaprojektowania serii ekskluzywnych tkanin. Dla mnie ‒ kreatorki mody, która traktuje garnitury ze swojego atelier jako małe dzieła sztuki ‒ jest to niezwykle istotne.

Natomiast generalnie za swój sukces uważam założenie firmy bez koneksji, sponsorów i doświadczenia, oraz fakt, że zdobyłam zaufanie tylu osób ze świata kultury, sztuki, polityki i biznesu. Do mojej firmy przyjeżdżają klienci z całego świata, a terminy są rezerwowane z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym, rocznym, a w sporadycznych przypadkach nawet dwuletnim. Żyję w zgodzie z własnymi zasadami, wartościami, które przekładam również na sferę zawodową. Nie traktuję firmy jako twardego biznesu, opartego na maksymalizacji zysku, tylko jako miejsce do zmiany nastawienia ludzi, aby postrzegali siebie nawzajem pozytywniej i czerpali zadowolenie z pracy oraz faktu, że utrzymujemy się na rynku i doskonale sobie radzimy. Dzięki dywersyfikacji przychodów mam przywilej wyboru pracy, liczby oraz rodzaju projektów. Ludzie, którzy pracują ze mną od początku, również traktują pracę jako misję, wyzwanie, okazję do samorealizacji i zdobywania wiedzy, a miejsce, które stworzyłam ‒ jako miejsce rodzinne, ciepłe i przyjazne. Podobno miarą sukcesu firmy jest stopień zgrania pracowników i jakość atmosfery w pracy; u mnie pracownicy czują się zaopiekowani i traktowani wyjątkowo. Czują i doceniają to też klienci, i regularnie do nas wracają.

Jakie są Twoje supermoce?

Przewrotnie mogę powiedzieć, że zarówno moją zaletą, jak i wadą jest ogromna wrażliwość oraz empatia. Z jednej strony pomagają mi one w zrozumieniu człowieka, wyczytaniu, czego potrzebuje, jak chce być odbierany i jak się to ma do sygnałów, jakie wysyła. Dzięki temu mogę sprawić, że czuje się zrozumiany, i wyeksponować najlepsze cechy jego wyglądu. Jednocześnie cechy te stanowią przeszkodę, bo nie sprawdzają się w pracy z dwukrotnie starszymi osobami, np. politykami, a wręcz przeszkadzają. Wówczas pomagają moje męskie cechy osobowości, takie jak to, że potrafię być konkretna, zdecydowana i asertywna.

 

Moją zaletą jest komunikatywność, percepcyjność, umiejętność słuchania. Także wielozadaniowość i umiejętność robienia wszystkiego dosyć szybko, chociaż to jest również przekleństwo, bo jestem osobą, która zawsze ma mnóstwo pomysłów, ale brakuje jej czasu na realizację ich wszystkich. Niestety, do tego jestem perfekcjonistką, więc wszystko co robię zawodowo, chcę robić jak najlepiej, często kosztem własnego czasu, co może prowadzić do wypalenia zawodowego. Bardzo zależy mi, aby każdy był zadowolony ze współpracy i z efektów naszej działalności. Jeśli chodzi np. o projekty i garnitury, to traktuję je jako nasze małe dzieła sztuki. Ponieważ tworzymy ich tylko kilka miesięcznie chciałabym, aby każdy był wyjątkowy. Nierzadko mamy do czynienia z bardzo wymagającymi klientami, z którymi pracuję przez wiele miesięcy.

Najlepsza/najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?

Nigdy nie otrzymałam żadnej rady, która by mi mocno utkwiła w pamięci. Raczej uczyłam się na podstawie wniosków z obserwacji i analizy otaczającej mnie rzeczywistości, oraz z książek. To zabrzmi absurdalnie, ale przez bardzo długi czas nie traktowałam mojej pracy ani mojej firmy jako biznes. Wszystko, co robiłam, sprawiało mi tyle przyjemności, że wpadłam w klasyczny schemat pracy z pasji i jej negatywnych aspekty. Funkcjonując w biznesie od prawie 15 lat wyciągnęłam wiele lekcji, popełniłam masę błędów, wierzyłam na przykład, że poziom mojego zaangażowania wprost przełoży się na efekty, co rzeczywistość szybko zweryfikowała jako zbyt idealistyczne podejście do świata.

Masz jakieś swoje patenty/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Robić to, co się lubi, w zgodzie ze sobą, być otwartą na ludzi i ich potrzeby, słuchać i usłyszeć, co inni mają do powiedzenia (to się przydaje zarówno prywatnie, jak i zawodowo). Rada stricte zawodowa dla kobiet, które myślą o własnym biznesie: zaplanuj dokładnie swój biznes, wyznacz cele, zaplanuj finansowanie, dywersyfikuj przychody, stwórz portfel zamówień, chociażby na początek wśród znajomych, zabezpiecz się i bądź niezależna. Pomyśl, w czym jesteś dobra, wykorzystaj swoją kobiecą moc, czyli intuicję, i działaj zgodnie z sumieniem. Znajdź swoją niszę i stwórz nową jakość. Warto też znaleźć dla siebie odskocznię ‒ poza pracą mieć pasje i realizować się na innych płaszczyznach.

Najlepsza/najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Najtrudniejszą, a zarazem najlepszą decyzją, była ta o założeniu własnego biznesu. Zostałam wychowana w środowisku, które ceniło pracę na etacie jako źródło stabilizacji, więc było mi podwójnie trudno. Pewnego dnia postanowiłam zaryzykować, co wiązało się ‒ i nadal wiąże ‒ z pracą czasami 24 godziny na dobę, również w weekendy i święta. Daje to jednak niezależność, wolność i satysfakcję nieporównywalną z pracą na etacie. Zresztą, kompletnie nie nadaję się do takiej pracy ‒ odtwórczej i przewidywalnej. Dlatego tak wiele satysfakcji daje mi obecna praca, gdy każdy dzień jest inny, a ja uczę się tak wiele i poznaję całą masę niezwykłych osób.

Dorota Wojtuń Miasto Kobiet portal dla kobiet

Dorota Wojtuń / fot. Barbara Bogacka

Ciemne strony biznesu?

Praca non stop i świadomość, że muszę utrzymać ludzi. Także praca na sukces firmy, w której biznes oparty jest tylko na zamówieniach. Nie produkujemy niczego gotowego, niczego nie sprzedajemy w internecie ‒ bazujemy na portfelu zamówień od stałych klientów biznesowych, korporacji, kancelarii i mężczyzn, przygotowujących się do ślubu. Ciemną stroną mojego biznesu jest też to, że ludziom łatwo przychodzi porównywanie garniturów projektowanych i szytych w mojej firmie z tymi z linii produkcyjnych, lub co gorsza, z fabryk w Chinach. Wynika to z nieświadomości.

W nomenklaturze polskiej funkcjonuje tylko jedno określenie krawiectwa męskiego, podczas gdy w języku angielskim, skąd wywodzi się styl szycia, według którego pracujemy, jest ich jest kilka: made to measure, personal tailoring, custom tailoring, semi-bespoke, i wreszcie bespoke ‒ najwyższa, najtrudniejsza, najbardziej praco- i czasochłonna forma krawiectwa męskiego.

W dużym skrócie różni je sposób pracy, oraz liczba elementów i rozwiązań, o których można decydować. Pierwsze dwa, a czasem nawet trzy, bazują na wystandaryzowanych formach, tych samych, które są wykorzystywane przy produkcji garniturów do sklepów, czyli tzw. ready to wear lub pret a porter ‒ robionych według tych samych uśrednionych rozmiarów, produkowanych na linii produkcyjnej na akord, w liczbie kilkudziesięciu lub kilkuset sztuk dziennie. Przy takiej formule szycia jest do wyboru tylko materiał, podszewka, guziki i krój garnituru ‒ jedno lub dwurzędowy albo smoking.

 

Natomiast szycie w formule semi-bespoke czy bespoke polega na tym, że na podstawie wymiarów oblicza się i tworzy ręcznie konstrukcję garnituru, która jest bazą. Nawet nieznaczne kąty i nachylenia mają ogromne znaczenie w budowaniu sylwetki. Do jednego garnituru tworzy się taką konstrukcję trzykrotnie. Potem jest ona przekazywana do krojczego, a na samym końcu do mistrzów krawiectwa, którzy ręcznie, według starej szkoły, której nikt już nie uczy, w 80 do 100 godzin szyją garnitur. W tej metodzie jest ważny nie tylko proces tworzenia, ale przede wszystkim początkowe projektowanie i planowanie, tak jak planuje się konstrukcję budynku przed przystąpieniem do budowy. Metodę tę wyróżnia i to, że na każdym etapie możemy zmienić formę marynarki lub spodni. Na samym początku decydujemy np. o szerokości klap (powinny być wprost proporcjonalne do szerokości ramion i twarzy), o wysokości pierwszego guzika, wielkości kozerki, długości talii, ilości rozcięć z tyłu marynarki, o stylu (amerykańskim, włoskim, angielskim lub stanowiącym ich połączenie) w zależności od tego, jaki efekt chcemy osiągnąć ‒ wydłużyć sylwetkę, poszerzyć klatkę piersiową, itd.

 

Wybór tkanin ma ogromne znaczenie, bo dobieramy nie tylko rodzaj splotu (otwarty lub zamknięty, w zależności od sylwetki lub wieku), ale również połysk tkaniny lub jego brak. To wszystko ma być kompatybilne z osobą, która będzie nosić garnitur. Ma podkreślać jej wiek, pozycję zawodową, status, ale również charakter oraz urodę. Dlatego też kolory dobieramy nie tylko do wieku, ale też do koloru oczu, włosów, cery, a nawet zębów. Dla niektórych osób garnitury bespoke czy semi-bespoke to tylko ubrania; dla mnie i mojego zespołu to dzieła sztuki, efekt pasji tworzenia. Wielką wagę przywiązuję do tego, aby strój współgrał z osobą, która go nosi, kolor, rodzaj materiału i krój podkreślał jej profesjonalizm, kompetencje, wyznawane wartości i cechy osobowości.

Co Cię kręci/motywuje/irytuje?

To jest cliche, ale muszę przyznać, że najbardziej mnie motywuje zadowolenie i satysfakcja klientów i to, że mogą się ode mnie dowiedzieć czegoś nowego.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Sporadycznie projektuję wnętrza, wymyślam elementy dekoracji, wyposażenia, meble.
Jestem finalistką Miss Polski i miss regionalną, choć do konkursu trafiłam przez przypadek. Było to ciekawe doświadczenie, ale nigdy nie wiązałam przyszłości z branżą modową jako modelka. Moim ulubionym sportem jest kickboxing i K1. Z racji wykształcenia zamierzałam iść na studia doktoranckie z ekonomii, może jeszcze się na to zdecyduję.
Z ciekawostek ‒ kilka lat temu, przy pracy z aktorem Jackiem Rozenkiem, podczas pokazu, na który tworzyliśmy jego elegancki strój, zrobiono nam zdjęcie, a portale plotkarskie żywo zainteresowały się moją osobą. Ponieważ jednak taki sposób promocji nie jest zgodny z moimi zasadami, ta historia nie miała dalszego ciągu.

Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Chciałabym sukcesywnie powiększać firmę i konkretne działy, zatrudnić więcej osób, udoskonalać dział garniturów, koszul i płaszczy, wprowadzić dział koszul ready to wear, które będzie można kupić przez Internet, oraz dział dodatków. Z racji popytu na wyjątkowe, ekskluzywne rzeczy już teraz tworzymy koszule premium z guzikami z 18 karatowego złota i płaszcze ze złotymi guzikami. Chcę, żeby nasze usługi były nadal na najwyższym poziomie oraz spełniały oczekiwania najbardziej wymagających klientów. Dlatego na specjalne zamówienie projektuję również męską biżuterię, np. złote spinki do mankietów, z brylantami. Poza tym chcę stworzyć kolekcję sukien ślubnych i rozwinąć ten dział. Zamierzam więcej udzielać się szkoleniowo i doradczo na temat wizerunku, ale również więcej zadań delegować. Od dawna noszę się również z zamiarem prowadzenia bloga stricte poświęconego szyciu na miarę, wizerunkowi i niuansom z tym związanym. Taki blog podniósłby poziom wiedzy w zakresie profesjonalnego kreowania mody. Prywatnie jestem typem osoby bardzo ciekawej świata i lubię się uczyć, więc zapewne będę się rozwijać i uczyć całe życie.

Gdzie Cię znajdziemy?

www.vratelli.pl
https://www.facebook.com/Vratelli-264183343633781
IG:@vratelli.pl
………………………….
Projekt: #KobietyKrakowa
Organizator: Fundacja Miasto Kobiet
Zdjęcia: Barbara Bogacka
Makijaż: Małgorzata Braś
Miejsce: Przestrzeń Pełna Czasu 

baner

 

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Avatar
    Barbie 7 stycznia, 2021

    przepiękny garnitur!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach