Friday, May 7, 2021
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobiety Krakowa: Dorota Stobiecka

Kobiety Krakowa: Dorota Stobiecka

Ludzie, nawet jeśli znajdą się w lesie, nie umieją czasem odnaleźć przyrody w przyrodzie. Przydaje się wówczas przewodniczka

dorota-stobiecka Miasto Kobiet portal dla kobiet

Dorota Stobiecka / fot. Barbara Bogacka

Leśna dziewczyna – mówi o sobie, że jest głosem lasu. Można z nią pójść na tematyczny spacer po lesie, można też zamówić leśne urodziny, a każda z tych form kontaktu z naturą pozwala zanurzyć się w niej wszystkimi zmysłami. Jak sama przyznaje, urwała się z drzewa. Chcecie wiedzieć, z jakiego?

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Jestem ekspertką w edukacji przyrodniczej, a właściwie kimś więcej… Niektórzy mówią, że jestem „głosem lasu”. Moje miejsce jest w lesie – tam się czuję najlepiej, swobodnie, jest to moja kraina. W tej przestrzeni pomagam innym dostrzec piękno przyrody, którą jesteśmy otoczeni. Daję ludziom ślad natury, okazję do zrozumienia i realizowania swoich potrzeb z jej pomocą; od nich samych zależy, co z tym dalej zrobią.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że dawniej miasto wyglądało jak jajko, bo miało mury. Potem jak jajko sadzone, a teraz jak jajecznica. Żyjemy w takiej rozlanej, betonowej jajecznicy i nie widzimy nic poza nią. Intuicyjnie szukamy zieleni, ale czujemy, że nie działa na nas tak, jak powinna. Nawet jeśli jesteśmy w lesie, nie dajemy sobie swobody ‒ chcemy znać cel, mierzymy sobie dystans, odhaczamy punkty na trasie… Czasem ludzie nie umieją odnaleźć przyrody w przyrodzie. I wtedy wchodzę ja, cała na zielono. Pomagam im ją znaleźć i poruszyć ich na tyle, żeby potrafili z niej korzystać tak, jak potrzebują.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Nie od początku planowałam studia leśne – myślałam m. in. o biotechnologii lub farmacji, ale to leśnictwo mnie „zawołało”. Wyjechałam za nim do Krakowa, do nowego świata. Same studia były wyzwaniem – czego ja tam nie robiłam… Nie zastanawiałam się wtedy, gdzie będę pracować i co tam robić. Szukałam swojego kierunku, aż na piatym roku przydarzyła mi się okazja, aby dowiedzieć się więcej o edukacji w lasach.
Przełomem był staż w nadleśnictwie, gdzie dostałam szansę posmakowania edukacji jako organizatorka zajęć i pomysłodawczyni programu. Dużo eksperymentowałam, tam też zaczęłam tworzyć zajęcia, indywidualnie dopasowane do grupy. Zależało mi, żeby to nie było suche, ale żywe, z istotną rolą zmysłów, nawet w sali. Wprowadziłam do zajęć storytelling. W zajęciach tych uczestnicy brali aktywny udział – to był rodzaj przedstawienia. Do dziś tamto nadleśnictwo twierdzi, że edukacyjnie to był dla nich najlepszy okres – a byłam „tylko” stażystką!
Po czasie, ze względów rodzinnych, wróciłam do Krakowa, ale tu w Lasach Państwowych możliwości ograniczały się do pracy biurowej, a to nie była moja bajka.

Po kilku miesiącach różnych projektów założyłam Zmysły w Lesie. Długo się nad tym zastanawiałam, ale gdy w końcu mąż mnie szturchnął w kierunku firmy, nie było już wymówek. W Zmysłach w Lesie mój rozwój jeszcze przyspieszył. Poszłam w nową grupę docelową i rozpoczęłam organizację leśnych spacerów rodzinnych.

Bardzo mi się to spodobało, z każdym spacerem rozwijałam się razem z ludźmi. Potem były przygody ze spacerami fabularnymi – początkowo kompletnie nie mój świat, dopiero później się do nich przekonałam. I jeszcze urodziny w lesie, które cieszą się ogromną popularnością. I pomyśleć, że do pierwszych klientka mnie „zmusiła”…
Tak doszłam do miejsca, w którym jestem teraz, ale na pewno się tu nie zatrzymam!
A jeśli spytacie, z jakiego drzewa się urwałam ‒ to z daglezji. To drzewo towarzyszyło mi na stażu, zaczynało też ze mną zajęcia terenowe, podczas których tylko ja widziałam jego wyjątkowość i pokazywałam ją uczestnikom.

Stobiecka Miasto Kobiet portal dla kobiet

Dorota Stobiecka / fot. Barbara Bogacka

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Było takich kilka. Oba przyjazdy do Krakowa – najpierw na studia, kiedy trzeba było się usamodzielnić, potem porzucenie Lasów Państwowych i rozterki, co w tym Krakowie ze sobą zrobić. Pójście na taniec, jedną z lepszych przygód w życiu, która dalej trwa. Ślub – moment, od którego dzielisz swoje życie z kimś innym, i ten ktoś jest cały czas obecny, masz więcej wsparcia. Mam to szczęście, że mąż jest moim fanem. Dopinguje mnie w moich działaniach, ma na swoim sumieniu nawet kilka scenariuszy fabularnych zajęć. I oczywiście założenie firmy – tak trudna decyzja i tak stresująca, w porównaniu do pracy za biurkiem w Lasach… Wielu rzeczy muszę się uczyć, poznałam takie, o których nie myślałam, że będą mi potrzebne. Bardzo rozwojowe to jest.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Ostatnio jestem na fali medialnej ‒ pojawiłam się w Claudii, wystąpiłam w materiale Dzień Dobry TVN, zaproszono mnie do współautorstwa poradnika przyrodniczego dla rodziców i nauczycieli. Sama stworzyłam sobie stanowisko pracy, na którym nie czuję, że pracuję – świetnie się czuję w tej roli. Zostałam też certyfikowaną przewodniczką interpretacji dziedzictwa Interpret Europe. Dzięki kursowi dotarłam do takich obszarów w sobie, które pozwoliły mi wejść na wyższy poziom przeżywania natury, innego spojrzenia na opowieść – co mówić do ludzi, żeby do nich trafić. Ale i tak uważam, że mój największy sukces dalej jest przede mną!

Jakie są Twoje supermoce?

Autentyczność, ciekawość ludzi i umiejętność słuchania ich. Bardzo szybko orientuję się w potrzebach grupy. Dzięki temu daję im to, czego potrzebują, a niekoniecznie to, o co proszą. No i najważniejsze – pasja do lasu. W moich wypowiedziach, nawet tych na kręgach biznesowych, czuć, że jestem „głosem lasu”, „leśną czarodziejką”.

Najlepsza/najgorsza rada jaką w życiu dostałaś?

Tych bardzo dobrych było kilka. „Podnieś ceny!” – to hasło słyszałam przez długi czas, w końcu spróbowałam i się sprawdziło. „Biznes służy temu, żeby ludzie mogli dotknąć Twojej duszy” – to klient widzi produkt, usługę Twoimi oczami. I ostatni hit – „Jak się patrzy do tyłu, to się wolniej biegnie”. Prawdziwe tak w sporcie, jak i w rozwoju. A najgorsza? „Na swoim biznesie to za daleko nie zajedziesz.” Insynuacje, że na mojej pasji nie da się zarobić.

Masz jakieś swoje patenty/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Mój mąż bardzo mi ułatwia życie, ale nie chciałabym się nim dzielić z innymi kobietami!
Bądź otwarta na inne osoby. Z drugiej strony – sugerowanie się opinią innych rzadko jest dobrą drogą. Ludzie często papugują zdanie innych ludzi. Nie warto przejmować tym, co mówią inni, bo innych jest dużo, a każdy mówi co innego. Wciąż też uczę się nie oglądać się za siebie, tylko działać. I najlepsza rada ode mnie: Jeśli masz kryzys, to idź do lasu na trzy godziny, wróć i zacznij myśleć na nowo.

Najlepsza/najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Najlepsza ‒ poszłam na tańce. To pomogło mi się otworzyć, „wyjść ze skorupki”. Taniec i las to są dwie sytuacje, w których wychodzę z niej w pełni. Kilka razy nawet włączyłam taniec do zajęć leśnych!
Najtrudniejsza ‒ rozmowa o pracę na etat w edukacji, kiedy w ostatniej chwili postawiono mnie przed wyborem: praca albo firma. Nie zrezygnowałam ze Zmysłów w Lesie.

Ciemne strony biznesu?

Bardzo trudno znaleźć ludzi, z którymi mogę współpracować. Którzy reprezentowaliby Zmysły w Lesie sobą, miały podobne wartości. Którzy mogliby jednocześnie współtworzyć tę firmę na poziomie, byli godni zaufania i weszliby w to all-in.

Co Cię kręci/motywuje/irytuje?

Kręci mnie West Coast Swing – taniec, którego chwilowo nie mogę praktykować tyle, ile bym chciała. Jedzenie, szczególnie jak mój mąż gotuje kuchnię dalekowschodnią. Podróże ‒ poznawanie nowych zielonych miejsc w Polsce i zagranicą. Spotkania z ludźmi, fotografia przyrodnicza, no i sowy! Jestem sowiarą, zostało mi to ze studiów. Nawet na mieszkaniu mamy dużo sowich elementów!

Motywuje mnie feedback od ludzi. Zwłaszcza ten pozytywny, ale też informacje, co mogę zmienić ‒ takie wskazówki, co można lepiej zrobić. Kolejną taką rzeczą jest przeskakiwanie barier – zrobienie czegoś, co dosłownie przed chwilą wydawało mi się niemożliwe.

A co mnie irytuje? Jak ktoś się spóźnia i nie daje mi znać, że się spóźni – o jejku… To dotyczy też tramwajów i autobusów. I nie znoszę, jak mi się laptop długo ładuje… Drażnią mnie też nagłe zmiany interfejsu, np. ostatnio na Facebooku.

Kto Cię inspiruje?

Nie mam kogoś takiego, kogo naśladuję… Ale jeśli mam wymienić jedną osobę, jest nią Magdalena Kuś. Prowadzi Pracownię z Barwinkiem. Inspiruje mnie jej podejście do edukacji, sposób wypowiadania się, cele i działania, jakie podejmuje, motywacja tych celów, szczerość i prawdziwość. Ogólnie inspirują mnie ludzie, którzy wiedzą, w co wierzą, i ja im wierzę.

Najbardziej absurdalna rzecz jaką usłyszałaś na swój temat?

W moich rodzinnych Koziegłowach usłyszałam, że podobno ubezpieczam leśników. Albo że do Ameryki pojechałam na dodatkowe studia… W sumie taki staż zagraniczny mógłby być przyjemny. Parę absurdów przytrafiło się też przy okazji organizowanych przeze mnie wydarzeń. Na przykład wydarzenia dla kobiet Baby w Lesie. Co słyszę jako polecenie? „Słuchaj, bo koleżanka organizuje wydarzenie dla maluszków „Bejbi w lesie”… W ogóle ostatnio mam pecha do nazw. Robiłam wydarzenie „Nocna wyprawa na bobry”. Zgadnijcie, z czym się to skojarzyło połowie internetu…

Co powiedziałabyś 15-letniej sobie?

Że w wieku 26 lat będę mieć firmę edukacyjno-leśną, i że będę w telewizji. Na pewno byłabym w szoku, pomyślałabym, że świat się kończy. Za to 26-letniej sobie powiedziałabym, żebym jeszcze więcej eksperymentowała i szybciej się uczyła, szybciej testowała hipotezy i odcinała się od pomysłów, które nie działają.

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Życie. Każdy kolejny dzień. Dostajesz coś, z czego możesz w pełni skorzystać. Masz wybór, to ty decydujesz, jak przeżyjesz to życie, i czy będzie odzwierciedlało ciebie. Cenna jest możliwość bliższego poznania siebie i tego, kim jesteśmy, żeby lepiej zrozumieć nasze wybory i dążenia – czyli to, do czego każdy z nas jest stworzony. Nie jest to proste i wymaga sporo wysiłku, żeby się spotkać z sobą w taki sposób. Ja jestem w trakcie.

Dorota Stobiecka Miasto Kobiet portal dla kobiet

Dorota Stobiecka / fot. Barbara Bogacka

Co zawsze masz przy sobie?

Nie torebkę ;). W plecaku mam pełno leśnych zbiorów, które jakiś czas ze mną chodzą. Potem następuje wymiana na inne. Czasem, jak coś dostanę od dzieci w trakcie wypraw, to też jakiś czas to ze mną chodzi. Prawie zawsze mam na sobie kolczyki w pióra, czasem metalowe, czasem prawdziwe!

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Poszukałabym 1-2 osób do współpracy. Pojechałabym na południe Polski, znalazła dom w pobliżu lasu, kupiła go i zagospodarowała jako miejsce na wyjazdy z żywą edukacją i kąpielami leśnymi dla rodzin, dla kobiet i dla firm. Stworzyłabym swoje centrum Serce Lasu. To na pewno mi się marzy. Miejsce, gdzie mogłabym pokreować, zrobić to na swoich zasadach. Część pieniędzy pewnie bym też rozdała charytatywnie. Dzielenie się i pomaganie jest fajne i dla mnie ważne. Dostajesz te uśmiechy i wiesz, że komuś pomagasz. Jak coś dostajesz bez własnego wkładu, to fajnie jest też się tym podzielić, zrobić coś od siebie.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Szkoda by mi było tego dnia 😉 Ale może z Amy Macdonald? Poczułabym, jak to jest być przez chwilę innego rodzaju artystką. Podobnie jak po mnie, widać po niej pasję do tego, co robi, ona tym żyje. Ona też odważyła się zrobić ten pierwszy krok ku wielkości, który wciąż jest przede mną. Porównując do jej losów – ja wciąż gram w pubach.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Interesowałam się kryminalistyką i nawet szukałam takiego kierunku studiów. Bardzo wkręciło mnie CSI, z całym tym szukaniem śladów. Jak byłam mała, to miałam zapędy, żeby śpiewać. Miałam swoją scenę, włączałam na magnetofonie Łzy czy Ich Troje i robiłam sobie koncerty w pokoju. Do tej pory mama ma ślady szminki na szafie!

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

Nabrać więcej pewności siebie i samodyscypliny. Lepiej zarządzać swoim czasem tak, żeby jak najrzadziej mieć poczucie zmarnowanego dnia. Nauczyć się nieodkładania na później, żeby mieć więcej czasu na inne rzeczy.

Ulubione miejsca w Krakowie?

Ścisłe centrum Krakowa mnie przytłacza ‒ zżera mi trochę energii. Za to jest kilka miejsc, które bardzo lubię. NOLIO – uwielbiam poznawać nowe smaki, a to miejsce pod tym względem jest świetne. Tatarska 5, Skalski Dance Studio ‒ to tutaj rozpoczęłam swoją przygodę taneczną z West Coast Swingiem, która nadal trwa. Lasy Tynieckie – uwielbiam te leśne tereny, nie ma tam zbyt wielu ludzi, teren jest zróżnicowany, można znaleźć kilka swoich miejsc, by odpocząć od betonowego miasta. I wreszcie Kocia Kawiarnia na Lubiczu – lubię koty, więc super mi się tam przebywa, w tej ich przytulnej przestrzeni.

Gdzie Cię znajdziemy?

Można mnie znaleźć pod mailem dorota@zmyslywlesie.pl,
na Facebooku https://www.facebook.com/zmyslywlesie,
na Instagramie https://www.instagram.com/zmyslywlesie/?hl=pl,
na Linkedlnie https://www.linkedin.com/in/dorota-stobiecka-ba1857151/,
i na stronie http://zmyslywlesie.pl/

………………………………….
Projekt: #KobietyKrakowa
Organizator: Fundacja Miasto Kobiet
Zdjęcia: Barbara Bogacka
Makijaż: Beata M. Kamińska
Miejsce: Przestrzeń Pełna Czasu 

baner

 

Review overview
NO COMMENTS

POST A COMMENT

Chcę być informowany/a o odpowiedziach