Tuesday, June 18, 2024
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Urszula Maurer (Szwajda)

Kobieta Krakowa: Urszula Maurer (Szwajda)

Logopedia ‒ tak, ale na własnych zasadach

Urszula Maurer

Urszula Maurer (Szwajda) / fot. Barbara Bogacka

Urszula Maurer (Szwajda): Jak lubię siebie, to lubię to co robię, lubię tych, którzy ze mną pracują, lubię wyzwania, które przychodzą. I to lubienie siebie jest warte dla mnie każdego wysiłku, który ciągle trwa

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Urszula Maurer (Szwajda): Od 2019 roku prowadzę w Krakowie gabinet logopedyczny PROSTE. Udzielam konsultacji dzieciom i osobom dorosłym, którzy zmagają się z wadami wymowy lub innymi trudnościami, związanymi z mową i komunikacją. Z wykształcenia jestem logopedką, filolożką, lektorką języka polskiego. Wykładałam na uczelni, prowadziłam zajęcia indywidualne i grupowe dla dzieci i dorosłych oraz osób, które się jąkają. Lubię formę warsztatową i wykłady, wspólne zgłębianie wiedzy o języku, zastanawianie się i dzielenie tą pasją.
Logopedia jako wielowymiarowa nauka daje mi szanse pracy też w innych obszarach: wspierania dzieci emocjonalnie i społecznie, zabawy, budowania relacji z innymi, pomocy rodzinom w osiągnięciu stanu akceptacji, bo trudności z komunikacją to może być początek kryzysu danej osoby lub kryzysu dotyczącego całej rodziny.

 

Zarządzam też zespołem, prowadzę social media, piszę, rozmawiam z rodzicami. Aktualnie najbardziej spełniam się w macierzyństwie, konsultacjach logopedycznych i treningu umiejętności społecznych. Są to zajęcia grupowe nastawione na rozwijanie umiejętności rozpoznawania emocji i reagowania w konkretnych sytuacjach społecznych. Brzmi skomplikowanie, ale takie nie jest ‒ spotykamy się, przegadujemy kolejne tematy, uczymy słuchać i mówić do siebie, dużo pracujemy z ciałem, z metodami uwalniania z ciała napięcia. Fajne rzeczy. Taka edukacja emocjonalna dla dzieci ‒ coś, czego bardzo w dzisiejszych czasach potrzebujemy. Gadam też z rodzicami, tłumaczę perspektywy, ważne i potrzebne zadanie.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Trochę poleciałam w to miejsce, w którym jestem teraz, jak ziarenko dmuchawca, tu mnie przywiał wiatr. Wszyscy wiemy, jak to jest, kiedy w wieku 17 lat masz wybrać studia i wymyślić sposób na siebie. Skończyłam filologię polską i teraz, jako bardziej dojrzała osoba, świadomie decyduję, że zostaję i zrobię z tym, co mam wokół siebie, to co umiem i co mogę najlepiej. Zawsze wiedziałam, że będę uczyć; stanęło na uczeniu dzieci z dysleksją, z wadami wymowy, z opóźnionym rozwojem mowy, dwujęzycznych. Potem przyszli dorośli, bo przestałam się ich bać (a tak poważnie, to praca z dorosłymi jest całkiem inna i tego też trzeba się nauczyć, stanąć do tej roli). Po drodze, w trakcie współpracy z uczelniami, prowadziłam praktyki studenckie, byłam kierowniczką i opiekunką logopedii, wykładałam na krakowskich i niekrakowskich uczelniach, m.in. na Uniwersytach Jagiellońskim i Pedagogicznym.

 

A pomysł na biznes? Zawsze wiedziałam że będę mieć gabinet, bo mam naturę kreatywnego lidera. I że mój gabinet będzie przeciwnością tego, z czym gabinet logopedy się kojarzy: ciasnota, duchota, lusterko i zmuszanie do powtarzania ćwiczeń nie wiadomo po co. No i stworzyłam PROSTE. Bo jak zaczęłam swoją pracę okazało się, że zaskakująco łatwo osiągam efekty z kolejnymi ludźmi. A postawiłam po prostu na relację. Na to, żebyśmy ja i dziecko się lubili.

Jak czasem czytam na jakichś forach o wrednych niedobrych niesłuchających dzieciach, myślę sobie: serio? I ty chcesz czegoś tego dzieciaka uczyć? Masz nadzieję, że on przy niewymuszonej woli, coś od ciebie „weźmie” ?
To jest temat-rzeka, ale piszę właśnie książkę o terapii logopedycznej – co zrobić, żeby w końcu było skutecznie. Jestem absolutnie przekonana, że to będzie hit, bo jako początkująca logopedka miałam dokładnie te same problemy, co inni rodzice, zachęcając dziecko do ćwiczeń. Teraz dzielę się wiedzą i doświadczeniem w dostosowaniu metod i form pracy do dziecka, do jego potrzeb i możliwości.

Urszula Maurer (Szwajda)

Urszula Maurer (Szwajda) / fot. Barbara Bogacka

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Zamieszkanie w Krakowie. Narodziny mojego syna. Zrobienie doktoratu. Pójście na terapię. Bardziej zmieniają mnie chyba przełomowe doświadczenia niż porażki ‒ jestem typem, który słabo się czegoś na porażkach uczy. Patrzę w przyszłość zawsze optymistycznie i z nadzieją. Mam takie wewnętrzne przekonanie, że zasługuję na całe dobro tego świata, ono na mnie tam gdzieś dalej na tej mojej drodze czeka, a moim zadaniem jest po prostu ciągle do tych rozsypanych przy drodze kupeczek szczęścia dochodzić. Wchłaniać je i absorbować.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Jednym z największych sukcesów było dojście do tego, że stawiam na siebie, decyzja, że do siebie wracam, sprawdzam co mi pasuje, czego potrzebuję, co nie jest dla mnie, a co mi służy. I godzenie się, że tak to będzie wyglądać w najbliższym czasie i już. Poza tym uważam, że wszystkie moje doświadczenia są sukcesem, moja droga jest sukcesem, nawet porażki, ludzie których spotykam, małe chwile. Na tyle, na ile umiem doceniać to co mam, czuję się kobietą sukcesu.

Jakie są Twoje supermoce?

Empatyzowanie ‒ w przeciwieństwie do współodczuwania, które wcale mi nie pomaga, a raczej utrudnia. Dopiero uczę się odłączać od emocji innych ludzi, bo to ogromny ciężar nieść swoje emocje i jeszcze emocje innych. A tak robiłam, dopóki sobie tego nie uświadomiłam.

Teraz umiem dostrzec, że to moja supermoc, że to właśnie ta umiejętność pozwala mi holistycznie spoglądać na dzieci, i ogólnie na ludzi, i ich rodziny, jako całe złożone systemy i ogarniać ich możliwości emocjonalne, zasoby logistyczne, finansowe, społeczne. To mi podpowiada, jaki zestaw działań dla konkretnego człowieka i jak dobrane kroki będą najbardziej skuteczne. I ludzie tę moją umiejętność bardzo doceniają. Z tego powodu mamy w PROSTE duże sukcesy w terapii ‒ ludzie, którzy przychodzą do nas, już zostają na czas terapii, a potem uśmiechnięci żegnamy się, życząc sobie wszystkiego najlepszego.
Kolejna cecha-rzeka to kreatywność ‒ jestem bardzo płodną kobietą. Kiedy siadam nad kartką papieru, coś wymyślam. Jestem artystyczną duszą, tworzę, działam.

Najlepsza/najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?

Najgorsza to ta, że aby mi się lepiej żyło, muszę więcej pracować (w sensie: trzeba się napracować, żeby zarobić, trzeba być „daleko od siebie”), a ja wewnętrznie czułam, że to nie jest moja droga. Jak pisała Natalia de Barbaro, jestem tkaczką w procesie, a nie łuczniczką, dla której liczy się wyłącznie cel. Albo inaczej – jestem bardziej tkaczką, choć zdarza mi się być łuczniczką. Uważam, że w męskim świecie kobiety potrzebują wypracować swoje własne sposoby osiągania sukcesu i nie ma możliwości, żeby to zadziało się poprzez działanie wbrew sobie.

Masz jakieś swoje rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Uważam, że jakie życie, taki biznes. I że w prowadzeniu biznesu, tak jak w życiu, najważniejsze jest lubienie siebie i praca ze sobą. Taka magiczna rzecz: jak lubię siebie, to lubię to co robię, lubię tych, którzy ze mną pracują, lubię wyzwania, które przychodzą. I to lubienie siebie jest warte dla mnie każdego wysiłku, który ciągle trwa.

Ciemne strony biznesu?

Zaletą i wadą jest praca z ludźmi, a że ludzie są różni, wymaga to ogromnej elastyczności. Dopiero po pewnym czasie pojęłam, że aby się nie spalić w tym procesie wymiany, procesie energetycznym, potrzebuję dbać o stałe ładowanie baterii, bo inaczej padam na trzecim zakręcie.

Kto Cię inspiruje?

Lubię czytać biografie. Ale zawsze ważniejsza niż sama postać była dla mnie jej historia („In the end, we’ll all become stories.” ‒ Margaret Atwood), motywy kierujące postaciami, cały psychologizm, schematy i przekonania. Lubię w ludziach bezkompromisowość, lubię brawurowe i odważne drogi do wewnętrznej wolności, bo moja droga też jest trochę o tym.

 

Inspirują mnie kobiety, które budowały biznesy, które prowadziły domy, które miały lub mają głos, który jest słyszalny. A jednocześnie potrafią być miękko w swoim brzuchu, w emocjach ‒ ciepłe, łagodne, wyrozumiałe. I w tym brzuchu potrafią stworzyć nowego człowieka, urodzić, wykarmić go ze swojego ciała, a potem posłać w świat. No popatrz jaki to czad, że mamy w sobie taką moc.

Urszula Maurer (Szwajda)

Urszula Maurer (Szwajda) / fot. Barbara Bogacka

Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?

Słyszę o sobie najczęściej, że jestem opanowana, spokojna, i to jest zabawne, bo ja siebie tak w ogóle nie widzę. Gdybym miała porównać siebie do jakiegoś wodnego akwenu, to stanowczo byłby to wodospad, a nie spokojne jezioro. Ludzie bardziej widzą mnie jak sowę, a ja sama widzę w sobie co najwyżej wiewiórkę ‒ taką wiesz, zaradną i pracowitą, działającą w sposób przemyślany, ale pełną energii, radości, pozytywną i lekką. A z pozytywnych i ładnych cech, które ludzie we mnie dostrzegają i nazywają, wymieniłabym dojrzałość i wnikliwość.

Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?

Że nie wszystko będzie w twoim życiu łatwe, a twoim zadaniem nie jest unikać porażek w życiu, ale uczyć się stać zawsze przodem do siebie. I nigdy, przenigdy siebie nie zostawić. Trzydziestoletniej sobie mogłabym powiedzieć to samo, bo to jest chyba myśl, którą nieustannie potrzebuję sobie przypominać.

Co jest dla Ciebie ważne?

Rodzina. Natura. Ruch. Sztuka. Ja sama.

Co zawsze masz przy sobie?

Mam przy sobie moje dziecko, albo jakiś jego gadżet ‒ przypadkowy klocek lego, autko, figurkę z kinder niespodzianki, rękawiczkę, skarpetkę. I to nie tak, że celowo, ale jakoś się tak składa.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Z jakąś sławną artystką-poetką. To jest alternatywne życie, którym żyłabym, gdybym nie była logopedką. A może jeszcze ruszę do tej wizji koło pięćdziesiątki – w końcu mam jeszcze kupę czasu.

Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Planuję wydać książkę o terapii logopedycznej i motywacji, popartą swoim kilkunastoletnim doświadczeniem, i spotykać się z ludźmi. PROSTE dysponuje dużą słoneczną salą i chciałabym ją w niedalekiej przyszłości bardziej wykorzystać do spotkań grupowych.
Chciałabym też wrócić kiedyś do studiowania psychologii (to było moje licealne marzenie), zająć się bardziej profesjonalnie ruchem i wrócić do podroży. Wierzę, że przyjdzie na to czas.

Kiedy się uśmiechasz?

Lubię i bardzo doceniam momenty szczęścia w moim życiu. Nie powiem, że to jest zawsze. Lubię zobaczyć, uświadomić sobie, poczuć moment szczęścia, który łączy się z wdzięcznością, uważnością i jakimś takim poczuciem spokoju i błogości w ciele. A kiedy to przychodzi? Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć: czasem gdy z synem jemy maliny na placu Axentowicza i absolutnie niczego od niego i siebie nie wymagam, nie oczekuję, innym razem, gdy w sklepie wącham pomidory, to znowu gdy słońce pada na moją kuchnię i oświetla warzywa rzucone na blat. Albo kiedy leżę już w łóżku, robię sobie rachunek wdzięczności i przypomina mi się, jak ktoś był dla mnie wyjątkowo miły, dobry, a nie musiał, to był jego wybór.

Ulubione miejsca w Krakowie?

Lubię Kraków za jego zieleń. Mieszkam (w tej okolicy położony jest też mój gabinet) w okolicy Młynówki Królewskiej, niedaleko jest Park Krakowski i Park Jordana, Z tarasu patrzę na drzewa ‒ zieleń to jest coś, czego zawsze potrzebowałam. Lubię knajpy z duszą ‒wieloletnie, z długą tradycją, kulturalne i trendsetterskie, lubię klimaty kuchni roślinnej, uwielbiam pyszne jedzenie, włoskie knajpy, bliskość i relacje. Takie miejsca kolorowe i pachnące, w których od razu widać, że ludzie siebie lubią.

Uwielbiam ogródki, stragany z kwiatami i warzywami, targi staroci. No i mój gabinet – tak skończą się dywagacje o ładnych miejscach – stworzyłam właśnie w takim klimacie. Pijemy herbatę, siedzimy przy wielkim stole, za oknem mamy ogród i zieleń, gabinety są przestronne, funkcjonalne, ale nie sterylne. No i staram się, żeby atmosfera była przyjazna.

Gdzie Cię znajdziemy?

Przy Kujawskiej 3A, w moim gabinecie PROSTE, bo ze mną i z moim logopedycznym zespołem to może być proste ‒ nie powiem że łatwe, ale poukładane, sensowne, w atmosferze uważnego wsparcia i dlatego proste. Poza tym na stronie: www.prostelogopedia.pl i w książce, ale o tym będę już informować na moich „socialach” (IG proste.logopedia), do których zaglądam i gdzie umieszczam ważne info o funkcjonowaniu gabinetu, albo własne przemyślenia. A na stronie znanylekarz.pl możecie poznać perspektywę moich pacjentów ‒ opinii jest ponad sto, a skonsultowanych i rozjaśnionych sytuacji językowych o wiele wiele więcej.

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel Kraków

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ