Sylwia Janczyk / fot. Barbara Bogacka
Sylwia Janczyk: Diagnoza otworzyła mi oczy na fakt, jak kruche jest nasze życie. Miałam wówczas 31 lat i dwoje malutkich dzieci. Wiedziałam, że muszę się pozbierać i walczyć
Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?
Sylwia Janczyk: Dużo by tutaj pisać, ponieważ jestem osobą, która robi bardzo dużo super fajnych rzeczy i czerpie z tego energię. Obecnie jestem właścicielką biura rachunkowego Profesja, w którym, wraz z moim zespołem specjalistów, oferujemy usługi z zakresu księgowości, kadr i płac, ubezpieczeń oraz doradztwa podatkowego. Obsługujemy małych i średnich przedsiębiorców oraz stowarzyszenia i fundacje. Dzięki rozwojowi technologii naszymi klientami są osoby z całej Polski.
W 2021 roku założyłam fundację Ex Animo, której jestem prezeską i dzięki której wraz z bardzo dużą liczbą wspaniałych ludzi możemy pomagać chorym dzieciom i osobom starszym, wywołując uśmiechy na twarzach potrzebujących. Fundacja działa w różnych aspektach ‒ to nie tylko pomoc materialna, ale także edukacja z zakresu m.in. profilaktyki zdrowotnej oraz pszczelarstwa.
Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?
Z księgowością, kadrami i płacami jestem związana od 2007 roku. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywałam, pracując na etacie do 2022 roku, kiedy to mój ówczesny przyjaciel zaproponował mi wspólny biznes. Piszę o nim „ówczesny”, bo już na samym początku tego wspólnego biznesu okazało się, jak bardzo różne są nasze podejścia i biznesowe oczekiwania względem siebie. Nasze drogi szybko się więc rozeszły, a ja zostałam z ogromnymi problemami, nie dosypiając po nocach, bez pieniędzy, bez pracowników w biurze i z Klientami, których nie mogłam przecież zawieść. Na szczęście cała ta historia jest już za mną i dziś jestem z siebie dumna, że się wówczas nie poddałam, oraz że prawie 100 proc. klientów z tamtych lat zostało przy mnie. Po raz kolejny życie pokazało mi, jak bardzo trzeba uważać na ludzi, którymi się otaczamy.
Z fundacją było trochę inaczej ‒ od zawsze byłam aktywna społecznie, bardzo lubiłam i nadal lubię pomagać innym i robić dla ogółu wartościowe rzeczy. Kiedy wybuchła pandemia, córka znajomego potrzebowała pilnej operacji kardiologicznej. W Polsce nikt nie chciał się jej podjąć. Wprawdzie można było zoperować dziewczynkę w Niemczech, ale nie było na to pieniędzy. Pamiętam jak dziś chwilę, gdy zaproponowałam mu, że zorganizujemy licytację na Facebooku. Nie były one wówczas tak popularne jak teraz. Wrzucałam wszystko, co miałam na zbyciu, z czasem inni zaczęli robić to samo i udało się! Podczas zbiórki chorowałam na covid, a mimo to codziennie tuż przed dwudziestą zwlekałam się z łóżka, by pozamykać licytacje.
Pamiętam jak płakałam ze szczęścia, kiedy ów znajomy zadzwonił mówiąc, że mamy 100 proc.potrzebnej kwoty. Ta sytuacja i fakt, że wówczas byłam już też po diagnozie czerniaka, utwierdziły mnie w przekonaniu, że to musi być to ‒ że zostałam tutaj po to, by pomagać innym. Dziś wiem, że fundacja to moja misja ‒ zrobię bardzo dużo, by edukować ludzi z zakresu profilaktyki, która mnie uratowała. Dopóki będę miała siłę, zamierzam pomagać innym.
Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Sylwia Janczyk / fot. Barbara Bogacka
Przede wszystkim moja diagnoza, która otworzyła mi oczy na fakt, jak kruche jest nasze życie. Miałam wówczas 31 lat i dwoje malutkich dzieci. Wiedziałam, że muszę się pozbierać i walczyć. Dziś do niektórych rzeczy nie przywiązuję już tak dużego znaczenia jak kiedyś, bo wiem, że to za chwilę przeminie.
Niestety zmienił mnie też bardzo zawód, jaki sprawił mi mój przyjaciel, gdy odkryłam rzeczy, które zaniedbał w naszej wspólnej firmie. To było jak nóż w serce i spowodowało, że choć bardzo kocham ludzi, nauczyłam się dystansu. Dziś wiem, że są ludzie, którzy nie zasługują na moje zaufanie i przyjaźń, a ja muszę nauczyć się z tym żyć, niestety.
Co uznajesz za swój największy sukces?
Moim sukcesem dziś jest moja firma, fundacja i rodzina.
Jakie są Twoje supermoce?
Najbardziej w sobie lubię to, że nie mam problemów w komunikacji z innymi, że jestem uparta i staram się spełniać swoje marzenia, zarówno te z młodych lat, jak i obecne. Lubię w sobie pracowitość ale też to, że gdy na przykład wchodzę na teren swojej pasieki, to potrafię zwolnić i przestawić się na pszczele myślenie.
Ostatnio zrobiłam sobie testy Galuppa i oprócz komunikatywności, którą mam na pierwszym miejscu, mam też aktywatora, maksymalistę, odpowiedzialność i zgodność. Uważam, że wszystkie te cechy są super i bardzo mi pomagają, ponieważ moja praca to praca z ludźmi. Świadomość takich talentów sprawia, że nawet jeśli ktoś mi utrudnia funkcjonowanie, to wiem, jak z nim pracować, by było lepiej.
Najlepsza i najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?
Najgorszą radą jaką dostałam podczas problemów w pracy, było „Sprzedaj to biuro”. Ta rada do dziś wywołuje u mnie bardzo negatywne uczucia, bo dla mnie biuro to ludzie, to Klienci, którzy nam zaufali. Nie mogłam zrobić tego, co zrobili jego poprzedni właściciele, czyli sprzedać je, nie informując o tym klientów. Już wtedy czułam się za nich odpowiedzialna, choć ich jeszcze dobrze nie znałam. Czy była jakaś najlepsza? Nie pamiętam, musiałam liczyć tylko na siebie i prawnika, który był zawsze przy mnie.
Masz jakieś swoje rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?
Żyjemy tu i teraz, więc spełniajmy się, nie oglądając się za siebie.
Najlepsza i najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?
Jedną z najlepszych decyzji było powołanie fundacji. Jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to kiedyś przez krótki czas pracowałam w biurze rachunkowym i odejście z niego to była też jedna z najlepszych decyzji. Pamiętam, że jednym ze współwłaścicieli był mężczyzna, który wchodząc do biura tak strasznie krzyczał i przeklinał, że się go bałam. Wtedy nie miałam jeszcze takiej pewności siebie, jak dziś, i konieczność pójścia do pracy wywoływała u mnie ból brzucha. Nie było szans, bym tam dłużej została.
Ciemne strony biznesu?
Nadal jeszcze niektórzy uważają, że księgowi są od wszystkiego ‒ na szczęście nie są. Przepisy polskiego prawa ściśle określają, co należy do kompetencji księgowego, a co nie. Również bardzo irytuje mnie brak szacunku, a przecież my, czyli właściciele biur rachunkowych, prowadzimy takie same biznesy jak nasi klienci, tylko świadczymy inne usługi.
Ostatnio, gdy dopadło mnie zapalenie płuc, zadzwonił do mnie klient z pretensjami, że czegoś tam nie dostał ‒ a nie dostał, ponieważ zalegał z płatnościami za nasze usługi ‒ i powiedział mi, że „nie pracuję fizycznie, a zapalenie płuc nie chorobą, przez którą nie mogę jechać do biura”.
Na szczęście nie jest już moim klientem, bo pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po powrocie, było wypowiedzieć mu współpracę, ale takie sytuację dobijają człowieka. Jako pracująca kobieta, przedsiębiorczyni i matka często staję przed trudnymi decyzjami. Bo choć kocham swoja pracę, mam też synów, którzy mnie potrzebują. Niejednokrotnie, ilekroć muszę zostać w biurze po godzinach, mam wyrzuty sumienia.
Co Cię kręci, motywuje?
Takim czymś są spotkania z ludźmi. Cieszę się, kiedy jadę do biura i wiem, że będę mogła w spokoju popracować, bo przede mną nowy dzień.

Sylwia Janczyk / fot. Barbara Bogacka
Kto Cię inspiruje?
Inspirują mnie osoby ambitne, przedsiębiorcze, kobiety, które łączą wszystkie role i idą przed siebie. W ogóle ludzie, którzy tak jak ja robią dużo super fajnych rzeczy.
Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?
Nie mam czasu na plotki. Ludzie gadają i zawsze będą gadać. To ich gadanie o nas świadczy tylko o tym, że nie mają ciekawego życia, że nasze jest ciekawsze.
Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?
Nie bój się, jesteś wspaniała, piękna i najważniejsza. Nie pozwól by, cię ktoś skrzywdził. Idź przed siebie z podniesioną głową, bo to twoje życie i nikt go za ciebie nie przeżyje.
Co jest dla Ciebie ważne?
Najważniejsze jest dla mnie zdrowie, ale też poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i oczywiście rodzina. Ważna jest także stabilizacja finansowa, bo bez niej trudno budować poczucie bezpieczeństwa.
Na co zawsze masz czas?
Niestety ostatnio czasu mam mało, ale ilekroć wiem, że jest taka potrzeba, mam czas dla moich pszczół, bo wiem, że one nie poczekają.
Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?
Mam kilka takich rzeczy ‒ to np. filiżanki bo babci, takie z cieniutkiego szkła, zdobione kwiatami. Jednak dla mnie najcenniejsze są nie rzeczy, ale ludzie, zdrowie i relacje. A najważniejsi z najważniejszych są moi synowie.
Co nosisz w torebce?
Telefon i pomadkę do ust.
Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?
Część na pewno bym zainwestowała, a część przeznaczyła dla fundacji, by móc spełniać nasze statutowe cele i wywoływać uśmiechy.
Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?
Trudne pytanie…. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale myślę, że byłaby to osoba, której praca i sposób na życie polega na zwiedzaniu świata i odkrywaniu nowych miejsc i kultur. Może kiedyś znajdę czas na podróże ‒ to takie moje małe marzenie, które czeka na realizację.
Czego o Tobie nikt nie wie?
Nie wie i się nie dowie.
Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?
Chciałabym nauczyć się jeździć na motorze, a później kupić sobie własny. Zamierzam się też podszkolić w pływaniu.
Kiedy się uśmiechasz?
Uśmiecham się zawsze, kiedy jest okazja, więc przez 80 proc. każdego dnia. Uśmiech pomaga mi w codziennym życiu.
Ulubione miejsca w Krakowie?
Mieszkam na wsi poza Krakowem i tam odpoczywam, ale uwielbiam spacery wokół Zalewu Nowohuckiego. Na obiad chętnie wybiorę się do Drevny Kocur przy ul. Św. Jana, a na spotkanie z przyjaciółmi do Fortów Kleparz.
Gdzie Cię znajdziemy?
Zapraszam na pyszną kawę i inspirującą rozmowę do mojego biura w Nowej Hucie, na os. Teatralnym 9a, pokój 15. Zapraszam do śledzenia moich kont na Fb: https://www.facebook.com/people/Profesja-Biuro-Rachunkowe-Krakow oraz https://www.facebook.com/p/Fundacja-Ex-Animo a także pod adresem www.biuroprofesja.pl
Mój nr tel. 883-690-006
Projekt #KobietyKrakowa
Fotografia: Barbara Bogacka
Wizaż: Małgorzata Braś
Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel by Marriott
Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa
