Monika Myśliwiec / fot. Barbara Bogacka
Monika Myśliwiec: Największym sukcesem jest dla mnie to, że potrafię dziś żyć w zgodzie ze sobą – robię to, co naprawdę ma dla mnie sens i daje mi poczucie misji. To źródło mojego spokoju w codziennym pędzącym życiu
Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?
Monika Myśliwiec: Jestem inżynierem, instruktorką biegania z zamiłowania, prowadzę też małą działalność rękodzielniczą MonCzapy, ale przede wszystkim jestem Trenerem Mentalnym ‒ ukończyłam specjalizację z treningu mentalnego w sporcie. Pracuję ze sportowcami, dziećmi i dorosłymi, którzy chcą rozwijać się mentalnie – nie tylko w sporcie, ale przede wszystkim w życiu.
Pomagam im budować pewność siebie, koncentrację, odporność psychiczną i wewnętrzny spokój, radzić sobie z presją i stresem, hejtem oraz z porażkami. Prowadzę sesje indywidualne, warsztaty grupowe i treningi zespołowe – również w środowisku biznesowym. Dzięki mnie ludzie zaczynają wierzyć w siebie i działać mimo strachu, odkrywając swój prawdziwy potencjał. Zaczynają budować nowe, lepsze nawyki.
Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?
Z wykształcenia jestem inżynierem metalurgii i od 13 lat pracuję w przemyśle. Zawsze byłam jednak osobą bardzo aktywną – sport towarzyszył mi od dziecka. Przez wiele lat trenowałam siatkówkę, a dziś biegam i po prostu kocham ruch. W tym szybkim, pełnym działania życiu przyszedł jednak moment, który mnie zatrzymał ‒ i to dosłownie.
Trzy lata temu zdiagnozowano u mnie raka piersi – mimo, że żaden z czynników ryzyka mnie nie dotyczył. Byłam młoda, wysportowana, żyłam zdrowo, z rodziną i pracą, która dawała stabilność. Ta diagnoza była jak zderzenie ze ścianą, ale jednocześnie był to też moment przebudzenia i życiowej refleksji.
W końcu miałam czas, aby spokojnie usiąść i zapytać siebie: „jakie są moje wartości? Czy żyję w zgodzie ze sobą? Co jest dla mnie naprawdę ważne? Jak chcę, by wyglądało moje życie?” To był początek mojego rozwoju osobistego – początek o tyle trudny, że równolegle z moją diagnostyką, operacją, rehabilitacją również mój młodszy syn przechodził własną diagnostykę, która zakończyła się rozpoznaniem choroby genetycznej. Ogrom stresu, emocji i bezsilności był taki, że musiałam znaleźć sposób, aby sobie pomóc.
Wtedy trafiłam na trening mentalny i zaczęłam zgłębiać temat rozwoju osobistego i neuronauki. W tym procesie zrobiłam też testy Gallupa, które pomogły mi odkryć moje naturalne talenty i odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakim kierunku naprawdę chcę iść? Zrozumiałam, że moją siłą jest rozwijanie innych, łączenie analitycznego umysłu z empatią i umiejętnością wspierania.
Ukończyłam Akademię Trenerów Mentalnych oraz specjalizację w sporcie, a z tej drogi narodziła się moja marka MindPeak – miejsce, w którym łączę naukę, ścisłe podejście, doświadczenie życiowe i pasję do pomagania ludziom. Bo nic nie daje mi większej satysfakcji niż obserwowanie, jak inni rozwijają skrzydła, odzyskują wiarę w siebie, odnajdują w sobie siłę, by ruszyć dalej – mimo wszystko. I naprawdę uczą się traktować porażki jako część swojego rozwoju, a nie coś, co określa ich wartość.

Monika Myśliwiec / fot. Barbara Bogacka
Wydarzenia, które Cię zmieniły?
Na pewno choroba nowotworowa – moje osobiste spotkanie z granicami własnej siły. To doświadczenie nauczyło mnie wdzięczności, pokory, ale też odwagi. Drugim punktem zwrotnym była diagnoza mojego dziecka, która pokazała mi, że w życiu nie zawsze mamy wpływ na wszystko, ale zawsze możemy wybrać sposób, w jaki reagujemy. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, jak mocno te dwa wydarzenia mnie ukształtowały i że dzięki nim mogę teraz pomagać innym.
Co uznajesz za swój największy sukces?
Największym sukcesem jest dla mnie to, że potrafię dziś żyć w zgodzie ze sobą – robię to, co naprawdę ma dla mnie sens i daje mi poczucie misji. To źródło mojego spokoju w codziennym pędzącym życiu, to również to, że miałam dość siły i odwagi, by pomóc najpierw sobie, więc teraz mogę pomagać dzieciom, mężowi i innym.
Z sukcesów zawodowych – każde „dziękuję” od osoby, która po współpracy ze mną zaczęła na nowo wierzyć w siebie. To słowa: „pozwoliłaś mi uwierzyć, że mogę to przeżyć”, to słowa „nie wiedziałam, że mam w sobie tyle wartościowych rzeczy”, to słowa „nie przypuszczałam, że mogę tyle zdziałać”.
Jakie są Twoje supermoce?
To przede wszystkim empatia połączona z analitycznym umysłem. Potrafię słuchać, dostrzegać niuanse i emocje drugiego człowieka, ale też konkretnie działać – układając proces zmiany krok po kroku. Uwielbiam działać – to daje mi poczucie sprawczości i pomaga ogarnąć codzienny natłok obowiązków ‒ z głową, ale też z sercem jednocześnie. W pracy bardzo wspiera mnie mój talent Gallupa – Osiąganie (Achiever) – dzięki któremu jestem zdeterminowana, konsekwentna i nastawiona na realizację celów. A co mi czasem przeszkadza? Zapewne mój perfekcjonizm, ale uczę się przekuwać go w uważność i dbałość o jakość.
Najlepsza i najgorsza rada biznesowa, jaką w życiu dostałaś?
Najlepsza: „Nie czekaj, aż będziesz gotowa – zacznij działać już teraz, a poprawiać i ulepszać możesz poźniej.” Doskonałość rodzi się z działania, a nie z czekania na idealny moment, który najczęściej nigdy nie nadchodzi.
Najgorsza: „Nie pokazuj emocji, bo to nieprofesjonalne.” Dziś wiem, że to właśnie autentyczność i emocje budują prawdziwe relacje – zarówno w biznesie, jak i w życiu. Ukrywane emocje zawsze znajdą ujście, dlatego wolę je rozumieć, oswajać i wykorzystywać jako źródło siły, a nie coś, czego trzeba się wstydzić.
Masz jakieś swoje patenty lub rady ułatwiające życie?
Zdecydowanie sport – to mój sposób na oczyszczenie głowy, rozładowanie napięcia i odzyskanie równowagi. Ruch pozwala mi złapać dystans, uporządkować myśli i wrócić do siebie. W kontaktach z innymi bardzo pomaga mi to, że pozwalam ludziom być takimi, jakimi są. Przestałam oczekiwać, naprawiać i dopasowywać wszystko do swoich wyobrażeń. To daje ogromne poczucie spokoju i wolności – zarówno sobie, jak i innym.
Najlepsza i najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?
Zarówno najtrudniejszą, jak i najlepszą, było wybranie ścieżki rozwoju osobistego, zaufanie sobie podczas tych trudnych wydarzeń związanych z chorobami i wejście na ścieżkę pomagania innym. Znalezienie innej, bardziej satysfakcjonującej i pozostającej w zgodzie ze mną, ścieżki zawodowej.
Ciemne strony biznesu?
Ogrom nauki i nowych wyzwań na początku ścieżki. Kiedy zakładasz własną działalność, okazuje się, że musisz być wszystkim naraz – strategiem, marketerką, księgową i specjalistką od social mediów. Bywa trudno, zwłaszcza gdy jesteś sama sterem, żeglarzem i okrętem.
Doświadczyłam też, czym jest hejt – szczególnie wtedy, gdy zaczęłam odważnie pokazywać siebie i rozwijać coś własnego. Ale mimo to wierzę, że warto. Bo nic nie daje takiej satysfakcji, jak możliwość samodzielnego kreowania swojej rzeczywistości i budowania czegoś, co ma dla mnie sens.
Co Cię motywuje, irytuje?
Motywują mnie przede wszystkim ludzie i ich przemiana – ten moment, kiedy ktoś, kto jeszcze niedawno wątpił w siebie, nagle zaczyna błyszczeć, ruszać się, działać. Gdy widzę, jak ludzie odkrywają radość z samego procesu, a nie tylko z osiągania celu. To dla mnie największa nagroda – obserwować, jak w kimś rodzi się wiara w siebie i sprawczość. Motywuje mnie też, kiedy widzę, jak dzieci zaczynają czerpać radość z tego co robią, i ich uśmiech.
Irytuje mnie natomiast narzekanie bez działania oraz rzucanie kłód pod nogi innym. Nie lubię też zazdrości – wierzę, że każdy ma swoją własną ścieżkę, a sukces innych może być inspiracją, nie zagrożeniem.
Kto Cię inspiruje?
Najwięcej inspiracji czerpię z rodziny – od mojego męża, ale też od moich rodziców, teściów. Oni pokazują mi, jak ważne są wsparcie, wytrwałość i miłość w codziennym życiu. Jeśli miałabym wskazać kogoś ze świata biznesu, byłaby to Martyna Wojciechowska – jest autentyczna, odważna, a jej działania na rzecz poprawy dobrostanu psychicznego młodych ludzi to coś pięknego i uważam ‒ bardzo potrzebnego w obecnych czasach. Lubię obserwować ludzi, którzy łączą pasję z misją i realnie wpływają na świat – chyba to mnie najbardziej inspiruje.
Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?

Monika Myśliwiec / fot. Barbara Bogacka
Hahaha, najczęściej słyszę: „Kiedy ty to wszystko robisz?!”Ale też coraz częściej ludzie mówią mi, że jestem silna, dobra i mam w sobie tyle energii, że potrafię się nią dzielić z innymi. To dla mnie ogromny komplement – bo właśnie o to chyba chodzi w mojej pracy i w życiu, aby inspirować i dodawać mocy innym. Dmuchać w ich żagle.
Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?
O jejku, przede wszystkim: „uwierz w siebie, jesteś tak samo wartościowym człowiekiem jak wszyscy inni. Nic ci nie brakuje. Nie bój się błędów i porażek. One będą twoim największym nauczycielem. I uwierz – wszystko, co się wydarzy, ma sens i jest po coś. Zastanów się, co sprawia ci największą frajdę i to rób.”
Co jest dla Ciebie ważne?
Rodzina i jej zdrowie, rozwój i wolność.
Na co zawsze masz czas?
Zawsze znajdę czas na chwilę z książką z dziećmi, na spacer i na śmiech – bo to właśnie te małe momenty tworzą moje życie. Zawsze znajdę też czas na rozmowę z kimś, kto tego potrzebuje. Od pewnego czasu coraz bardziej dbam też o czas dla siebie ‒ chociaż 10 minut dziennie ‒ bo wiem, że nikt nie zbuduje za mnie mojego wewnętrznego spokoju. Jeżeli zadbam o własny dobrostan, to tym lepiej będę mogła dbać o innych. To również jest rodzaj treningu i wykonując odpowiednie ćwiczenia systematycznie osiągamy coraz lepsze rezultaty.
Najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?
Najcenniejsza dla mnie jest moja rodzina, a w szczególności mój mąż – niezwykły człowiek, który nieustannie mnie wspiera, dodaje odwagi i dmucha w żagle. Dzięki niemu wiele rzeczy w moim życiu się wydarzyło i udało, zawsze mi kibicuje i wspiera mnie. Także moje dzieci ‒ które uwielbiam obserwować jak rosną i się rozwijają ‒ każdy na swój własny sposób. Na dalszym miejscu jest równie ważna rzecz, którą na chwilę obecną mogę się cieszyć, jest moje zdrowie. No i spokój wewnętrzny, który wypracowuję każdego dnia i który pozwala mi w pełni być obecną dla siebie i innych.
Co zawsze masz przy sobie?
Gumy do żucia i zegarek z możliwością płatności.
Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?
Na początek chyba spłaciłabym wszystkie rodzinne kredyty. Ale tak naprawdę i poważnie, to marzy mi się stworzenie centrum rozwoju sportowego dla dzieci, w którym nie chodziłoby tylko o sam sport, ale przede wszystkim o rozwój mentalny młodych sportowców – naukę budowania pewności siebie, wytrwałości i radości z procesu, a nie tylko z osiągania wyników, naukę koncentracji i umiejętności radzenia sobie z presją, stresem, hejtem.
Z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?
Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałam, ale chyba z kimś ze starożytności. Ciekawi mnie, jak wyglądało życie w tamtej epoce ‒ codzienne wyzwania, rytuały i sposób myślenia ludzi, którzy tworzyli podstawy dzisiejszego świata. Interesująca byłaby też zamiana z astronautą, aby zobaczyć Ziemię z innej perspektywy.
Czego o Tobie nikt nie wie?
Że kocham szydełkować, to każdy wie, ale jest to zawsze niespodzianką dla nowo poznanych osób. Natomiast chyba nikt nie ma świadomości, że ja też potrzebuję przerwy. Mimo mojego ciągłego działania, energii i zamiłowania do biegania, czasem potrzebuję chwili wytchnienia, żeby naładować baterie i poukładać myśli.
Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?
Dzięki temu, że mamy neuroplastyczne mózgi, możemy, a nawet powinniśmy, uczyć się przez całe życie. Dlatego warto sobie stawiać kolejne cele, poznawać nowe dziedziny i rozwijać już posiadaną wiedzę.
Chciałabym zatem zgłębić psychologię sportu i neurobiologię emocji, by jeszcze skuteczniej wspierać moich klientów.
Kiedy się uśmiechasz?
O jej, bardzo często się uśmiecham! Od rana, kiedy tylko wstanę, praktykuję wdzięczność i już wtedy pojawia się pierwszy uśmiech. Później ‒ kiedy widzę swoje dzieci, gdy się przytulają, dają buziaki, kiedy spotykam znajomych i sąsiadów, i kiedy widzę postępy moich podopiecznych i klientów. Oczywiście również kiedy biegam, a zwłaszcza, kiedy skończę.
Ulubione miejsca w Krakowie?
Och, ze względu na fantastyczne wspomnienia z czasów studiów zdecydowanie Akademia Górniczo-Hutnicza!
Gdzie Cię znajdziemy?
www.mindpeak.pl
Instagram: monikamysliwiec_trenermentalny
Facebook: Monika Myśliwiec
kontakt: mb.mysliwiec@gmail.com
Projekt #KobietyKrakowa
Fotografia: Barbara Bogacka
Wizaż: Małgorzata Braś
Wnętrza sesji zdjęciowych: The Crown – Handwritten Collection
Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa
