Friday, May 24, 2024
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Monika Chmiel

Kobieta Krakowa: Monika Chmiel

Coaching po słowiańsku

Monika Chmiel / fot. Barbara Bogacka

Monika Chmiel: Przyjaciele podziwiają mnie za to, jak łączę przeciwstawne bieguny ‒ delikatność, wrażliwość i empatię z ogromną siłą charakteru, jaką emanuję. Klienci natomiast za umiejętność bycia z drugim człowiekiem. Za to, że widzę głębiej

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Monika Chmiel: Cześć, jestem Monika. Kocham ludzi i w swojej pracy troszczę się o nich. Towarzyszę im w procesie zmiany, budowania tożsamości i pokonywania własnych ograniczeń. Relaksuję ich ciała i umysły. Wprowadzam odrobinę pozytywnych wibracji do ich życia. Szczególną uwagę poświęcam kobietom, przekazując im sekret tradycyjnych słowiańskich ćwiczeń. W ich trakcie uczę obserwacji i uważności dla własnego ciała, jego akceptacji i traktowania z miłością. Jest we mnie wiele empatii i ciepła oraz wrażliwości na to, z czym do mnie przychodzisz.

Staram się usłyszeć prawdę, jaka się skrywa w Twoim problemie. Umiem ją zobaczyć dzięki kartom metaforycznym, które wydobywają na powierzchnię to, co zostało zepchnięte do podświadomości. Zachwycam się za każdym razem, kiedy pokazują to, o czym tak trudno mówić. W ten sposób w trakcie sesji coachingowych nie błądzimy po omacku. Jako coach pracuję bardzo miękko, łącząc moją wiedzę i umiejętności z innych dziedzin. Jestem mocno zorientowana również na pracę z podświadomością i duchowe aspekty człowieka.

To sprawia, że moje podejście jest bardzo intuicyjne i unikatowe. I chociaż zajmuję się coachingiem od 10 lat, moja pasja i satysfakcja nie słabną. Coaching jest doskonałym narzędziem pracy ze sobą. Pobudza motywację i chęć działania. W dzisiejszym świecie tych działań jest bardzo wiele, na różnych płaszczyznach. Mało jest chwil całkowitego relaksu, puszczenia kontroli, zaopiekowania się sobą. Z własnej potrzeby zatrzymania i wyciszenia zaczęłam prowadzić „czilowanko”. Są to bardzo fajne wieczory, pełne obecności i uważności (do momentu, gdy uczestnicy zasną :)). Polegają na spotkaniu z drugim człowiekiem przede wszystkim. Pijemy herbatkę, rozmawiamy, poznajemy się. Następnie gram na misach, gongach i innych instrumentach, a na koniec znowu cieszymy się wspólnym byciem razem. Dzielimy się wrażeniami i emocjami, jakie pojawiły się w trakcie koncertu. Ta przestrzeń daje możliwość pracy w innym obszarze niż umysł. Dźwięk odblokowuje w ciele rozmaite zastoje fizyczne i psychiczne, a przy tym zdarzają się doświadczenia metafizyczne. Wszystko zależy od otwartości uczestników. O ile w trakcie coachingu pojawia się dużo łez, tak po koncercie gongów wszyscy wychodzą z błogim uśmiechem na twarzy.

Monika Chmiel

Monika Chmiel / fot. Barbara Bogacka

Jest jeszcze jedna rzecz, którą się zajmuję i uwielbiam. To moja najkrótsza ale bardzo intensywna przygoda ‒ Tradycyjna Gimnastyka dla kobiet zwana Słowiańską. Te zajęcia traktuję jako terapię poprzez ciało. Możesz przepracować w głowie wszystkie tematy, ale każda trauma zostaje w ciele. Widać to w postawie ciała. Sama dzięki gimnastyce uwolniłam wiele blokad i traum. Na przestrzeni kilku lat dzięki niej zmieniłam się fizycznie i psychicznie. Wciąż też odkrywam jej nowe możliwości i potężną moc zaklętą w tradycjach naszych mam i babek. Ubolewam tylko, że jest dedykowana wyłącznie dla kobiet. Na szczęście wyzwala w nich takie piękno wewnętrzne, że pośrednio mężczyźni i tak doświadczają jej mocy. Kim jestem? Pracuję na kilku poziomach: umysł ‒ coaching, ciało ‒ gimnastyka słowiańska, duch ‒ „czilowanko”, czyli koncert relaksacyjny mis i gongów. Wyróżnia mnie głębokie, holistyczne podejście do człowieka.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

To co robię zmienia moje życie cały czas. Wciąż odkrywam nowe formy i sposoby pracy z człowiekiem. Opieram się na wiedzy zdobywanej latami w różnych dziedzinach. Ciągle poszerzam swój wachlarz kompetencji i usług. Pokonałam własną wyboistą drogę transformacji, gdy więcej szłam pod górkę, niż z górki, co jest dodatkowym atutem w mojej pracy.

Tematy, z jakimi przychodzą do mnie klienci, znam doskonale z autopsji. Mam przyjemność pracować z nimi nad schematami, które kiedyś sama musiałam przepracować. Wiem i czuję, jak to jest być w tym miejscu, gdzie oni są i zarazem być już gdzieś indziej. Tą moją trudną drogę i moje doświadczenia z łatwością wykorzystuję w pracy z ludźmi. Nikogo nie oceniam. Dobrze wiem, że każdy ma własne góry do zdobycia i własne doliny łez do przetrwania, a ja z moją empatią jestem gotowa towarzyszyć w każdej podróży.

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Pierwszy kamień milowy to studia. Najpierw socjologia potem coaching. To właśnie na studiach odkryłam, że życie nam się nie przydarza, ale mamy całkowity wpływ na jego kreację. Że wszystko zaczyna się w głowie, myślach, słowach. One budują ‒ dosłownie ‒ otaczającą rzeczywistość. Ta zmiana w sposobie postrzegania zaprowadziła mnie do rozwodu. Mój były mąż nie był w stanie znieść mojego optymizmu i pozytywnego nastawienia. Lukę, jaka się pojawiła po rozstaniu, całkowicie zapełniłam rozwojem osobistym i pracą nad sobą i dla innych. Udzielałam się dużo społecznie, ciesząc się każdą pozytywną zmianą, jaka dokonała się w innych za moją sprawą. W tym samym czasie mój nastoletni syn Filip przechodził trudny okres i między nami ciągle wrzało. To był kolejny kamień milowy. Filip jest moim najlepszym nauczycielem. Dzięki niemu zrozumiałam, że każdy człowiek jest jednostką odrębną, wyjątkową i nie można na niego wpływać poprzez kontrolę i narzucanie własnej woli. Drugiego człowieka trzeba odkrywać i przyjmować takim, jaki jest. To był trudny czas, zresztą trudnych doświadczeń w moim życiu nie brakuje, jednak ze wszystkich wyciągam lekcję i dzięki nim zmieniam siebie.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Moim największym sukcesem zawodowym jest satysfakcja moich klientów. Kiedy przychodzą z problemem, a wychodzą z rozwiązaniem. Kiedy widzę, jak się otwierają i rozkwitają, a ich życie staje się lepsze. Często mi mówią, że oni teraz też tak rozmawiają ze swoimi bliskimi, jak ja z nimi na sesji i że to jest niesamowity sposób budowania relacji. Ich zmiana jest także moim sukcesem osobistym. To co robię pomaga nie tylko im, ale również mnie. Mam szczęście, że każdy mój klient jest kawałkiem mojej historii, którą mam już za sobą. Mogę w ten sposób zobaczyć, jak daleko sama zaszłam. Jak pięknie przekułam trudne doświadczenia w sukces.

Jakie są Twoje super moce?

Moją super mocą jest niezłomność. Pomimo wielu przeciwności nie zbaczam z drogi. Po każdym upadku podnoszę się, otrzepuję i z podniesioną głową idę dalej. A po każdej kolejnej życiowej burzy układam potargane włosy, poprawiam na nich koronę i uśmiecham się. Przyjaciele podziwiają mnie za to, jak łączę przeciwstawne bieguny ‒ delikatność, wrażliwość i empatię z ogromną siłą charakteru, jaką emanuję. Klienci natomiast za umiejętność bycia z drugim człowiekiem, rozmowy i słuchania. Za to, że widzę głębiej. Chociaż mam ponoć wówczas okrutnie przenikliwy wzrok, którego się czasem boją. Natomiast doskonale łączę fakty i wyciągam wnioski. Niektórzy twierdzą, że rozplątuję im kołtuny w głowie.

Masz jakieś swoje patenty/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Trzeba robić swoje. Dzielić się tym, czym można się podzielić i wchłaniać, co się dostaje od innych. Nie oglądać się za siebie, nie patrzeć na innych i nade wszystko nie porównywać się! Zawsze znajdzie się ktoś lepszy. Mamy różne predyspozycje i różne zaplecze. Ale nawet ze słabymi atrybutami na starcie można daleko zajść. Wszystko jest kwestią determinacji. Ważne jest, z jakimi ludźmi u boku się zmierza na szczyt. Ostatnio dużą wagę przywiązuję do tego, jak moi bliscy cieszą się z moich sukcesów. Doskonale pokazuje mi to, kogo mam u boku i czy warto trwać w tej relacji. Więc rada, jakiej bym udzieliła, chociaż coachowie niechętnie doradzają, to ‒ uważnie dobieraj ludzi wokół siebie.

Monika Chmiel

Monika Chmiel / fot. Barbara Bogacka

Najlepsza/najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Moim największym sukcesem, wynikającym z najtrudniejszej, ale i najlepszej decyzji, jaką podjęłam, było odejście z pracy na etacie. To bardzo trudne, kiedy masz fajnych ludzi w pracy oraz bezpieczeństwo finansowe. Na całe szczęście przestałam się tam rozwijać, a rozwój osobisty jest u mnie bardzo wysoko w hierarchii wartości. Zmotywowało mnie to do działania. W ten sposób to, czym zajmowałam się w wolnych chwilach, teraz jest moją pracą. Po 15 latach rutyny muszę planować czas, być zdyscyplinowana, produktywna, kreatywna i mocno sfokusowana na celu. Czuję moc kreowania swojej rzeczywistości, ale też pewną zależność od ludzi, sytuacji czy zleceń. Zaczynam wszystko od nowa i pragnę, by świat o mnie usłyszał i dowiedział się, co mam mu do zaoferowania. To bardzo ekscytujące, choć mam też obawy, czy jestem dość dobra, czy wyróżnię się z tłumu, dam radę…

Ciemne strony biznesu?

W dzisiejszych czasach i dobie social mediów ludzie są zalewani usługami takimi jak moje. Z każdego rogu ktoś wykrzykuje utarte sentencje i złote pseudocoachingowe myśli w stylu: „możesz wszystko”, „jesteś zwycięzcą”.

Prawdziwy coaching jest poważną pracą nad sobą, wymagającą zaangażowania i wytrwałości. Nie lepiej jest z Gimnastyką Słowiańską, proponowaną jako panaceum na wszystko. Przedstawia się ją jako ćwiczenia czarownic, które chodzą bez majtek i stosują magiczne zaklęcia i symbole. W ten sposób wabi się na zajęcia osoby, które potrzebują pomocy i gotowe są sięgnąć po każdą z dostępnych metod.

Koncerty relaksacyjne mis i gongów najlepiej się bronią. Nie można ich już bardziej przebrać w „cuda”. Przypisuje się im wymiar bardzo duchowy, słyszałam wręcz opinię, że to jakaś niebezpieczna sekta. A przecież muzyka od wieków towarzyszy nam w przeróżnych momentach życia. Regulujemy nią nastrój. Trudno jest w gąszczu social mediów znaleźć wartościowe usługi czy certyfikowanych instruktorów. Zaufać czy uwierzyć tak w ciemno, a ja nie umiem się rozpychać łokciami. Przez to w biznesie idę wolniej, bo wyłącznie za pomocą poczty pantoflowej. I te social media to dla mnie jakaś czarna magia 🙂

Co Cię kręci / motywuje / irytuje?

Motywuje mnie ciekawość świata i ludzi. Nowy dzień oznacza mnóstwo nowych możliwości. Jest okazją do poznawania siebie i swoich zdolności, pokonywania własnych ograniczeń. Każdy dzień to też poznawanie prawdy o drugim człowieku czy odkrywanie niesamowitych miejsc na ziemi. Lubię otaczać się ludźmi. Kiedy zbyt długo jestem sama, gasnę i zapadam się w sobie. W kontakcie z drugim człowiekiem budzi się mój wewnętrzny eksplorator. Cenię sobie szczególnie rozmowy, wymianę poglądów czy filozoficzne dysputy. Często staję w opozycji, aby usłyszeć, jak bardzo ktoś jest przekonany do własnych poglądów. Uwielbiam zwiedzać urokliwe miejsca, niby zwyczajne, ale opowiadające własną historię. Koniecznie w towarzystwie, aby móc podzielić się później różnymi spostrzeżeniami.

Kto Cię inspiruje?

Inspirują mnie ludzie, którzy podążają własną drogą. Nie oglądają się za siebie, wiedzą dokładnie, czego chcą i po to sięgają. Nie ma znaczenia, czy jest to człowiek znany z pierwszych stron gazet/Internetu, czy ktoś zupełnie przypadkowy. Jeśli kroczy przez życie w zgodzie ze sobą i własną duszą, podziwiam go. Ludzie, którzy mają odwagę by żyć po swojemu, odrzucając utarte schematy czy narzucone z zewnątrz normy, są często pionierami chociaż czasem dźwigają brzemię „czarnej owcy”. Inspirują mnie zwłaszcza ludzie, którzy mają ogromną wiedzę w różnych obszarach i można z nimi porozmawiać na każdy temat. Mają tzw. „otwarte głowy”, a ja słucham ich z zapartym tchem.

Co ostatnio usłyszałaś na swój temat? Najbardziej absurdalna rzecz jaką usłyszałaś na swój temat?

Czasem słyszę, że ludzie się mnie boją. Ponieważ przenikam ich wzrokiem. Jest to ponoć bardzo trudne spojrzenie, zwłaszcza kiedy mocno się koncentruję. Wówczas nic nie mówię, a ludzie czują się oceniani przeze mnie w tym momencie. Oczywiście skupiam się nie po to, by kogoś oceniać, ale usłyszeć, jaka prawda skrywa się w jego wypowiedzi. Dziś jest to dla mnie zabawne i mogę się z tego śmiać, ale kiedy usłyszałam o tym po raz pierwszy, byłam zdruzgotana. Jak można się mnie bać?!

Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?

Wszystko co cię spotyka ma głębszy sens i ostatecznie wyjdzie ci na dobre. Ale i tak bym sobie nie uwierzyła.

Co jest dla Ciebie ważne?

Ważne jest dla mnie wsparcie moich bliskich. Możliwość ciągłego rozwoju. Poczucie bezpieczeństwa. Życie po swojemu i w zgodzie z sobą… Jest wiele pozycji na mojej liście ważności.

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Najcenniejsi dla mnie są ludzie. Nie lubię, kiedy odchodzą, nawet wtedy, gdy nasze drogi się rozchodzą. Mam małe grono bliskich, zaufanych osób, ale są to ludzie, na których mogę zawsze i absolutnie liczyć w każdej sytuacji. Kolekcjonuję wspomnienia i momenty, nie rzeczy. No chyba, że kamienie, tych wiecznie mi mało.

Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?

Jestem mało oryginalna ‒ nie ruszam się z domu bez telefonu. Dzięki niemu mam ciągły kontakt z innymi. Zawsze też mam przy sobie jakiś kamień, chociaż wolę je nosić blisko ciała, a nie w torebce. Najczęściej wkładam je do biustonosza 🙂

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Marzę o własnym miejscu z salą do ćwiczeń i gabinetem do sesji. Piękne, przytulne wnętrze, w którym mogłabym realizować wszystkie swoje usługi. Takie miejsce, do którego chcesz wracać, bo jest w nim magia miłości, ciepło i pyszny poczęstunek. Możesz w nim porozmawiać na inspirujące lub zwyczajne tematy, ćwiczyć gimnastykę z innymi kobietami, zrelaksować się na „czilowanku” lub wyruszyć w drogę do siebie w trakcie sesji coachingowej. Pobyć w ciszy albo w gwarze rozmów czy śmiechu. Bo w moim miejscu każdy znalazłby coś dla siebie ‒ coś, czego akurat poszukuje i potrzebuje. Przede wszystkim towarzystwo innych, pozytywnie i życzliwie nastawionych ludzi. Czasem tak ważne, gdy jest się zagubionym albo zwyczajnie szuka się nowej drogi.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Przez jeden dzień mogłabym być kimś, komu wszystko przychodzi z łatwością.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Nikt nie wie, że czasem do głosu dochodzi we mnie mała dziewczynka. Ludzie patrzą na mnie i widzą osobę poważną, mało dostępną, silną i pewną siebie, wręcz czasem wyniosłą. A ja jestem zupełnie zwyczajna. Mam swoje marzenia i roztargnienia, chwile słabości i pogubienia. Czasem ta mała dziewczynka chce być słaba i żeby ktoś przyszedł, wziął ją za rękę i zaczarował dla niej świat.

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

Gdybym chciała wszystko wymienić, to powstałaby cała książka. Jestem dosłownie głodna wiedzy i umiejętności. W każdej z dziedzin, którymi się zajmuję, jest nieograniczony potencjał poszerzania wiedzy… Jest jeszcze tyle narzędzi, technik i rodzajów pracy z człowiekiem, które pragnę znać.

Kiedy się uśmiechasz?

Największą radość odczuwam tuż po tym, jak skończę grać na misach i gongach. Kiedy uczestnicy „czilowanka” wybudzają się. Są wtedy tacy prawdziwi, nie chcą wstawać ani wychodzić i dosłownie czuć w powietrzu ich błogość i wdzięczność. Daje mi to niesamowite poczucie spełnienia. Zwykle jeszcze siedzimy, rozmawiamy, pijemy herbatę. Cieszymy się z bycia razem, chociaż często widzimy się pierwszy raz, a jednak jest między nami pewna więź po tym wspólnym doświadczeniu. Czuję się podobnie, kiedy tańczę. Zdarza się w trakcie tańca takie unikatowe połączenie doskonałej muzyki z prowadzeniem partnera, że całkowicie tracę kontakt z rzeczywistością. Jestem tylko ja, partner i muzyka. Nasze oddechy są zsynchronizowane, nasze ruchy płynnie skoordynowane, a każdy z nich opowiada wspólną historię tego momentu. To najlepsze ćwiczenie uważności i medytacji jakie znam. I najgłębsza intymność, w jakiej można być ‒ poza oczywiście sytuacja intymną z partnerem. Te momenty sprawiają, że uśmiech nie znika z mojej twarzy jeszcze długo, długo potem.

Ulubione miejsca w Krakowie?

Moim ulubionym miejscem na spotkania i spacery jest Zalew Nowohucki. Od zawsze mieszkam w NH i tutaj spędzam najchętniej czas, chociaż aktualnie pracuję przy ul. Krakowskiej, a więc po drugiej stronie miasta. Nad zalewem relaksuję się, odpoczywam, czasem pracuję. Często podglądam ludzi, ich relacje. Zwykle widzę niewidzialne dla oka, to sprawia mi przyjemność.

Gdzie Cię znajdziemy?

https://www.instagram.com/moonivibes/ https://www.facebook.com/moonivibes https://moonivibes.business.site/ CZILOWANKO
Gimnastyka Słowiańska, ul. Krakowska 19, 31-062 Kraków
Coaching ‒ mam kilka miejsc do wyboru, w których prowadzę sesje

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel Kraków

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ