Saturday, July 11, 2026
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Luiza Chrapek

Kobieta Krakowa: Luiza Chrapek

Kręci mnie język Goethego

Luiza Chrapek

Luiza Chrapek / fot. Barbara Bogacka

Luiza Chrapek: Życie jest nieprzewidywalne i – jak w maratonie – trzeba równo rozkładać siły. Nie wszystko musi się wydarzyć od razu, ale ważne jest, żebyś szła we własnym tempie i nie zgubiła po drodze ani siebie, ani bliskich ci ludzi

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Luiza Chrapek: Jestem germanistką z krwi i kości, metodyczką, a nauczaniem języka niemieckiego zajmuję się od ponad 20 lat. Od dekady prowadzę własną firmę ‒ współpracuję głównie z dorosłymi, dla których język niemiecki jest narzędziem w komunikacji biznesowej i nie tylko. Czuję, że to jest dokładnie to miejsce, w którym się spełniam.

 

Jestem też certyfikowaną egzaminatorką Instytutu Goethego w Krakowie. To mój mały wyróżnik w zawodzie – część moich kursantów na pewnym etapie nauki chce zdobyć certyfikat i potrzebuje fachowego przygotowania do egzaminu. W Instytucie Goethego prowadzę też grupowe kursy stacjonarne. Po pandemii edukacja, owszem, przeniosła się do świata online, ale ja zajęcia grupowe zdecydowałam się prowadzić nadal „na żywo”. To inny rodzaj pracy, wymagający też dodatkowych kompetencji, a dla kursantów też świetna odskocznia od laptopa. Dla mnie zresztą też.

Poza pracą z kursantami tworzę materiały edukacyjne i e-booki. W księgarniach i bibliotekach można znaleźć zieloną, grubą książkę „Wielka gramatyka niemiecka” wydawnictwa PONS, której jestem współautorką.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Konsekwentną i żmudną, ale na pewno nie monotonną. I zdecydowanie nie taką, którą da się scharakteryzować w jednym zdaniu. Sam język niemiecki fascynował mnie od dziecka. Już w szkole podstawowej byłam finalistką olimpiady językowej. Nauka tego języka w całej jego złożoności po prostu sprawiała mi radość – była i nadal jest moją wielką pasją. Ukończyłam filologię germańską na UJ w Krakowie ‒ studia, które były moim pierwszym marzeniem, choć język niemiecki nie stwarzał w tamtych latach ciekawych perspektyw. Nie był ani lubiany, ani modny, ani potrzebny. Prawdziwy boom przeżywał za to język angielski. Moja o rok starsza siostra skończyła w tym samym czasie anglistykę (może ta nasza fascynacja językami to genetyczne dziedzictwo) i do niej telefon w sprawie pracy nie przestawał dzwonić. Słyszałam od znajomych: „Szkoda. A nie wolałaś iść na anglistykę?”. Nie wolałam, bo angielski nie kręcił mnie tak, jak niemiecki.

 

W mojej pracy zawodowej było kilka etapów i punktów zwrotnych. Po studiach przez kilka lat uczyłam pierwsze roczniki w publicznym gimnazjum. Czułam się, jak dobry aktor w źle dobranej sztuce. Zaczęłam więc szukać czegoś innego i z chwilą powstania w Krakowie pierwszych korporacji przejęłam kursy firmowe. Otworzyło mi się nowe okno. To wtedy odkryłam, że największą satysfakcję przynosi mi praca z dorosłymi. W jednej z korporacji, w której uczyłam, otwarto właśnie rekrutację do obsługi niemieckojęzycznego klienta w dziale finansowym. Podjęłam wyzwanie i aplikowałam. Było to ciekawe doświadczenie w międzynarodowym środowisku oraz dobre miejsce pracy, ale okazało się, że ani ja nie jestem stworzona do pracy korporacyjnej na dłuższą metę, ani korporacja nie jest dla mnie.

 

Punktem zwrotnym i kluczowym było porzucenie etatu i rozpoczęcie działania na własnych zasadach. To był trudny, ale bardzo świadomy krok – taki, który trochę przerażał po latach pracy na etacie. Wiedziałam jednak, że stworzenie własnej marki jest jedyną drogą, aby realizować swoją wizję edukacji i pracować z wybranymi klientami, dla których język jest narzędziem skutecznej komunikacji. Dziś wspieram pracowników z różnych branż ‒ od szeregowych pracowników w finansach, IT, HR aż po kadrę zarządzającą w sprzedaży, w przemyśle energetycznym i Automotiv.

Luiza Chrapek

Luiza Chrapek / fot. Barbara Bogacka

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Na tak zadane pytanie na ogół wszyscy wymieniając te negatywne, które najwidoczniej pozostawiają mocniejsze piętno. Ja również pomyślałam o tych złych ‒ były to diagnozy lekarskie, pobyty w szpitalu i wizja cierpienia wraz ze wszystkimi możliwymi scenariuszami. To jak nierówna walka z niewidzialnym przeciwnikiem, w której akurat determinacja nie pomaga. To takie uczucie, jakby świat się zatrzymał. Jedyne, co można, to reagować na to, co się dzieje i próbować zapanować nad emocjami.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Pokonywanie samej siebie. Chodzi nie tyle o pokonywanie konkretnych przeciwności losu, bo to, co dla jednych jest ogromnym wyzwaniem, dla innych bywa łatwe. Sztuką jest raczej ciągłe przekraczanie własnych granic, pokonywanie swojego strachu i oporu – jak na sportowym boisku, gdzie największym przeciwnikiem bywa się samemu dla siebie.

„Boję się, ale idę” ‒ ta postawa sprawiła, że nie pozostałam w jakimś jednym, bezpiecznym miejscu. Musiałam sama dojść tu, gdzie dziś jestem i to uznaję za swój największy sukces.

Jakie są Twoje supermoce?

Zdecydowanie elastyczność w kontaktach z ludźmi, poświęcana im uwaga, empatia, umiejętność słuchania i „czytania” ich – to cechy, które stanowią fundament mojej pracy i relacji z innymi osobami, również w życiu prywatnym. Zanim kursant zdąży odpowiedzieć na pytanie „Co słychać?”, ja często już po mimice widzę, w jakim jest nastroju i że Passivem, czyli niemiecką stroną bierną, dziś raczej się nie zajmiemy. Dzięki uważnej obserwacji potrafię rozpoznać potrzeby kursanta i trafić w to, czego naprawdę potrzebuje. Bardzo często nie umieją oni dokładnie określić, na czym im zależy i jak można usprawnić ich proces nauki.

 

Uważne słuchanie sprawia też, że zapamiętuję szczegóły rozmów lub zadane pytania. Zdarza się, że ktoś nie pamięta, że coś mi opowiedział lub o coś zapytał, a ja pamiętam to nawet po kilku latach. Ta uważność i obecność wiążą się z dużym zaangażowaniem, ale też z niego wynikają. We wszystko, co robię, wkładam serce. Jednak ma to też drugą stronę: duże zaangażowanie i skupienie pochłania pokłady energii i wciąga mnie bez reszty. Przykładowo, nie jestem w stanie przeprowadzić w ciągu jednego dnia tylu lekcji, ile potrafią moje koleżanki i koledzy. Nie jest to jednak moim celem, wręcz przeciwnie ‒ wolę pracować mądrze, zamiast dużo.

Najlepsza rada, jaką w życiu dostałaś? Jak brzmiała rada, którą postanowiłaś zignorować?

„Samotność w biznesie cię nie poniesie” ‒ to jedna z najlepszych rad, usłyszana od Sabiny Polak-Tokarz. Samotność kontra praca w grupie. Grupa to połączony potencjał ludzi, którzy chcą więcej i wzajemnie ciągną się w górę. Trzeba się tylko otworzyć, znaleźć swoje „plemię” i korzystać z mądrości, doświadczeń, kontaktów oraz perspektyw innych ludzi.

Budowanie relacji jest bardzo spójne z tym, czym zajmuję się zawodowo. Moje hasło brzmi: „Relacje w biznesie zaczynają się od języka”. Język służy przecież właśnie komunikacji i budowania kontaktów. To samo odnosi się do życia prywatnego. Jestem z natury introwertyczką, ale jednocześnie uwielbiam przebywać wśród ludzi, obserwować ich i słuchać, co mają do powiedzenia z własnej perspektywy.

Masz jakieś swoje patenty, rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Nie bój się zmiany i ryzyka, bo wątpliwości zabiły więcej marzeń, niż jakiekolwiek porażki. Działaj mimo strachu, a nie tylko w strefie komfortu, która bardzo często okazuje się po prostu dobrze urządzonym miejscem stagnacji, ale komfortu ci nie zapewni.

Najlepsza i najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Najlepsza decyzja dotyczyła rezygnacji z etatu oraz odejścia od roli nauczyciela-podwykonawcy. To był moment, w którym naprawdę zaufałam sobie. Oceniając z perspektywy czasu widzę, że był to krok odważny i wymagający – ale właśnie wtedy powstała przestrzeń, która pozwoliła mi zbudować coś własnego, zgodnego z moimi wartościami, stylem pracy i podejściem do ludzi. Każdy dzień przypomina mi, że warto było podjąć to ryzyko.

Ciemne strony biznesu?

Prowadzenie firmy to nie tylko wolność w jej najlepszych barwach. Ta wolność ma też swoją ciemniejszą stronę. Nie mam szefa, który każe mi zrobić coś „na wczoraj”, albo zostać po godzinach, ale nie mam też szefa, który zadba o mój rozwój i bezpieczeństwo, czy wyznaczy kierunek działania. Sama muszę zaplanować i organizować wszystko od A do Z, a to wymaga dużej dyscypliny i samoorganizacji.

 

Nauczyciele często skupiają się wyłącznie na uczeniu i zapominają, że prowadząc własną firmę, odpowiada się jednocześnie za wszystkie jej „działy” – administrację, marketing, sprzedaż, organizację i strategię. A przecież maile same się nie napiszą, a social media magicznie się nie poprowadzą. To także nieustanne balansowanie między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym. Nie sztuką jest prowadzić działalność i utknąć na dobre przed laptopem. Sztuką jest prowadzić ją tak, by mieć więcej przestrzeni dla siebie i bliskich.

Co Cię kręci, motywuje, irytuje?

W pracy motywują mnie sukcesy moich kursantów. Jestem z nimi „w jednym zespole” – gramy do jednej bramki i trzymam kciuki za ich wynik jak za własny. Jestem typem osoby, która we wszystkim, co robi, musi widzieć sens lub cel, i zawsze tak było. Z oddaniem robię zatem to, co mnie pochłania, natomiast automatycznie męczy mnie wszystko to, co muszę „odhaczyć”. W moim przypadku są to czynności administracyjne. Inni je wykonują na zasadzie zwykłego obowiązku, a dla mnie są prawdziwym ciężarem.

Kto Cię inspiruje?

Inspirują mnie ludzie, którzy są dobrzy i prawdziwi w tym, co robią. Nie są to konkretne nazwiska, ani konkretne branże. Inspiruje mnie więc roztropny przywódca, precyzyjny chirurg, kucharz, który z prostych składników robi coś wyjątkowego, albo muzyk, przy którego grze na chwilę wstrzymuję oddech. Każdy z nich pokazuje inny rodzaj mistrzostwa i precyzji – i to właśnie mnie najbardziej inspiruje. Fascynują mnie też społecznicy, którzy pomagają słabszym, w tym braciom mniejszym.

Luiza Chrapek

Luiza Chrapek / fot. Barbara Bogacka

Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?

Usłyszałam, że dobrze prowadzę samochód ‒ i to z ust doświadczonego kierowcy. Jestem, owszem, kierowcą ostrożnym, ale na pewno nie dobrym. Egzamin na prawo jazdy był dla mnie najtrudniejszym ze wszystkich egzaminów w życiu. W pewnym momencie powiedziałam do swojego instruktora, że prędzej skończę drugą filologię, niż nauczę się jeździć po Krakowie. Ale się nauczyłam, choć zajęło mi to trochę więcej czasu. Z uśmiechem mogę natomiast przyznać, że swobodnie parkuję przodem i tyłem, a nawet równolegle … pod warunkiem, że mam miejsce na dwa samochody.

Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?

Życie jest nieprzewidywalne i – jak w maratonie – trzeba równo rozkładać siły. Nie wszystko musi się wydarzyć od razu, ale ważne jest, żebyś szła we własnym tempie i nie zgubiła po drodze ani siebie, ani bliskich ci ludzi. Nie przestawaj się uczyć, bo to, co już umiesz, za kilkanaście lat może być już niepotrzebne. I odwrotnie – to, czego nauczysz się dzisiaj, za kilka lat może okazać się na wagę złota.

 

Żyj swoim życiem, a nie życiem innych. Młodzi ludzie są dziś bombardowani tyloma bodźcami, że łatwo się pogubić i można nie zauważyć, kiedy zaczyna się podążać za innymi, zamiast za sobą. Część moich kursantów ma 18-20 lat. Ich życie wcale nie jest łatwiejsze. Mają może więcej możliwości, niż na przykład ja kiedyś, ale też więcej trudnych wyborów i presji.

Co jest dla Ciebie ważne?

Ważne jest dla mnie życie w zgodzie ze sobą niezależnie od opinii innych i niezależność, którą sobie wypracowałam, czerpanie radości z codziennych, drobnych momentów i nieodkładanie życia na później. Żyć tak, by niczego nie żałować.

Wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu przesiąknięci kultem pracy i kariery. Nie chodzi o to, by z tego rezygnować, tylko żeby po drodze nie przegapić życia. Trzeba uświadomić sobie, że mija ono z każdą chwilą i żaden dzień się nie powtórzy. Gdy pyta się ludzi przed śmiercią, co było dla nich ważne, rzadko pada odpowiedź „praca”. Częściej pojawia się żal, że za mało czasu poświęcali bliskim i przyjaciołom, i że nie żyli tak, jak sami tego chcieli.

Na co zawsze masz czas?

Na chwile poza pracą i rozrywką, gdy wszystko schodzi na dalszy plan. Praca i rozrywka są skierowane na jakieś cele i związane z napięciem, wysiłkiem, skupieniem. A „stan trzeci” (tak nazwał ten stan umysłu Tatarkiewicz) to obcowanie ze sobą – moment, w którym nic nie trzeba i nic nie goni. Przyznam, że nie zawsze udaje mi się osiągnąć wyciszenie, ale wiem, jak bardzo jest to potrzebne. Natomiast zawsze znajdę czas na dobrą czarną kawę z kardamonem i książkę, choćby kilka stron. Właśnie takie drobne rytuały uszczęśliwiają nas najbardziej.  

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Zdjęcia analogowe z dzieciństwa i młodości. To pozostałość ze świata, którego już nie ma. Nie mam ich na żadnym dysku ani w chmurze. Przeszłość jest nieruchoma i martwa, nie ma do niej powrotu, ani możliwości zmiany czegokolwiek. Można jedynie do niej zajrzeć z oddali.

Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?

Oczywiście klasyki ‒ smartfon, gotówkę, klucze, dokumenty i chusteczki. Czyli zestaw przetrwania. Ale mam coś jeszcze – taki zwykły zeszyt, w którym zapisuję zasłyszane w filmach, ciekawe zwroty niemieckojęzyczne, albo interesujące słowa, znalezione w gazetach. Zamiast w wolej chwili scrollować telefon, wolę zajrzeć do zeszytu i coś sobie powtórzyć.

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Mam bardzo konkretny stosunek do pieniędzy. Lubię je zarabiać, mieć i wydawać. Te odłożone dają mi spokój, swobodę działania i poczucie bezpieczeństwa, a te rozsądnie wydawane ‒ po prostu lepszą jakość życia. Gdyby więc większa suma nagle spadła mi z nieba, to zrobiłabym właściwie to samo, tylko na większą skalę. Większą część zainwestowałabym, a mniejszą przeznaczyłabym na fundacje wspierające ludzi i zwierzęta, o których system społeczny po prostu zapomniał, oraz na zdrowie, szkolenia, wyjazdy i drobne przyjemności. Ale raczej na rzeczy, które coś budują, a nie na takie, które tylko chwilowo cieszą.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Z Gerardem Butlerem o magicznym głosie Anioła Muzyki. Po pierwsze, miałabym okazję doświadczyć życia jako mężczyzna i to w wersji mężczyzny przystojnego. Ale co ważniejsze, mogłabym zaśpiewać i poczuć, jak mój głos rozbrzmiewa i wypełnia gotyckie podziemia opery – jak w musicalu „Upiór w Operze”. Jako dziecko lubiłam śpiewać, ale mi to nie wychodziło.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Zastanawiam się, czego ja o sobie nie wiem. Zygmunt Freud powiedział, że gdyby ludzie poznali całą prawdę o sobie, byliby w szoku. Więc może lepiej zostawię część spraw w sferze tajemnicy.

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

My, nauczyciele języków, od zawsze w kółko się szkolimy, ale głównie w zamkniętych obszarach ‒ w języku i metodach nauczania, a od niedawna także w wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji. To trochę taki nasz zawodowy repertuar. Pomijamy zupełnie całą paletę kompetencji biznesowych ‒ trafną komunikację z klientem, marketing, strategię i automatyzację sprzedaży. I właśnie to są dziś dla mnie obszary, wymagające rozwoju i poprawy. Dorzucę jeszcze coś prozaicznego ‒ nauczyć się robić dobre placki ziemniaczane. Muszę się przyznać, że u mnie gotowanie to też obszar do poprawy.

Kiedy się uśmiechasz?

Nie potrafię rozmawiać z ludźmi bez uśmiechu – zaczynając od zajęć, a kończąc w pobliskim warzywniaku. Chyba dlatego wiele osób uważa mnie za bardzo pogodną i wesołą, choć w środku mam więcej zadumy, niż mogłoby się wydawać. Kiedyś byłam bardzo poważna i trochę zamknięta ‒ cieszę się, że to się zmieniło. Uśmiech ma w sobie ogromną moc. Gdzieś przeczytałam, że nawet ten fałszywy jest odwzajemniany. Ciekawe…

Ulubione miejsca w Krakowie?

Kraków jest moim rodzinnym miastem i bardzo dobrze się tu czuję. Na przestrzeni lat moje ulubione miejsca przestawały istnieć, powstawały nowe i też znikały. Pamiętam nawet budki telefoniczne na Rynku, z których dzwoniłam. Staram się więc aż tak bardzo nie przywiązywać do miejsc. Kraków to dla mnie raczej magiczna atmosfera, którą tworzą niezmienne elementy – Rynek z gołębiami i obwarzankami, majestatyczny Kościół Mariacki, wąskie uliczki, Sukiennice, które mają w sobie więcej uroku, niż niejedna galeria handlowa.

 

Lubię wypełnione po brzegi ogródki i kawiarenki na Kazimierzu, zachwyt w oczach turystów, tłumy studentów, ruch o poranku i artystów ulicznych. Nadal umawiam się „pod skarbonką”, chodzę do Kina Pod Baranami i od dziecka zatrzymuję się przy Bramie Floriańskiej, by przez chwilę popatrzeć na obrazy wystawiane na ulicy. Ta uliczna Galeria Obrazów powstała, gdy się urodziłam – można więc powiedzieć, że jesteśmy z tej samej epoki.

Dokończ zdanie: Przyszłość zależy od kobiet…

… i mężczyzn, którzy nie boją się zmiany – w głównej mierze. Ale tak naprawdę od nas wszystkich. Każdy wnosi swój mały wkład i kształtuje przyszłość świata – nawet osoby przyjmujące pasywną postawę, bo brak reakcji czy działania również wpływa na to, w jakim kierunku wszystko zmierza. Dla zobrazowania tej myśli posłużę się cytatem: „Aby zło triumfowało wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili”.

Gdzie Cię znajdziemy?

strona internetowa:  https://luizachrapek.pl
LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/luiza-chrapek/
Facebook: https://www.facebook.com/luiza.chrapek/
Instagram: https://www.instagram.com/trener_jezyka_niemieckiego/
Telefon: +48 518 630 722
E-Mail: kontakt@luizachrapek.pl
Zastaniecie mnie też przy karmieniu krakowskich gołębi.


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych:  AC Hotel by Marriott

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ