Saturday, July 31, 2021
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Krystyna Pogoń

Kobieta Krakowa: Krystyna Pogoń

Przez żołądek do serca , czyli o cateringu z duszą

Krystyna Pogoń

Krystyna Pogoń / fot. Barbara Bogacka

To nie wydarzenia nas zmieniają, a ludzie. Kontakt z nimi – zarówno ten pozytywny jak i negatywny – wpływa na to, kim jesteśmy i jak postrzegamy świat. Jestem przekonana, że to właśnie osobom, które mnie otaczają, zawdzięczam to, kim jestem ‒ mówi Krystyna Pogoń

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Krystyna Pogoń: Z wykształcenia jestem dietetyczką i technolożką żywności i żywienia człowieka. Zaraz po studiach magisterskich zdecydowałam się na doktorat, który obroniłam z wyróżnieniem w 2013 roku. W międzyczasie prowadziłam własne badania naukowe, gabinet dietetyczny oraz realizowałam projekty rozwojowe związane z bezpieczeństwem żywności w kilku zakładach, produkujących żywność. Przez dwa lata pracowałam też jako nauczycielka w szkole dla dzieci niesłyszących.

 

Dziś jestem przede wszystkim współtwórczynią i współwłaścicielką cateringu dietetycznego Dietific. Od ponad 8 lat moje codzienne życie skoncentrowane jest wokół tworzenia pomysłów na dania, które następnie można połączyć w odpowiednie do różnych potrzeb pakiety dietetyczne. Wszystkie te pomysły (dziś już nie tylko moje, ale całego naszego zespołu dietetycznego) są przekładane na posiłki i dostarczane naszym klientom. Zaczęliśmy jako mała rodzinna firma, która opierała się na mnie i moim mężu Piotrze (który, choć też jest technologiem żywności, wziął na siebie bardziej biznesowe aspekty naszej działalności). Przez ten czas udało nam się z niewielkiej kuchni na krakowskich Klinach stworzyć firmę, która dostarcza zdrowe posiłki do klientów we wszystkich dużych miastach w Polsce. Choć pod względem liczby wydawanych zestawów do liderów rynku ciągle nam daleko, to pod kątem jakości i dbałości o klienta jesteśmy w ścisłej czołówce.

Prywatnie natomiast jestem szczęśliwą żoną, mamą dwójki chłopaków i ciocią kolejnych dwóch. Człowiekiem, który ma zdecydowanie za mało czasu na życie prywatne, ale tych kilka wygospodarowanych wolnych chwilek dla siebie poświęcam na czytanie książek, dobre seriale i bieganie.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Wszystko zaczęło się w czasie studiów – najpierw wybrałam chemię, ale okazało się, że najbardziej ciekawi mnie na niej wszystko, co jest związane z żywieniem, żywnością i zdrowiem. A potem, już będąc na trzecim roku żywności i żywienia człowieka, zdałam sobie sprawę, że wiedza specjalistyczna, potrzebna żeby się naprawdę zdrowo odżywiać, jest ogromna. Bo trzeba nie tylko rozumieć, jak funkcjonuje organizm i jakie są jego potrzeby, ale także umieć połączyć tę wiedzę z tym, co realnie znajduje się w żywności. Taka edukacja wymaga mnóstwo czasu, a potem realizacja tego w praktyce stanowi dla większości ludzi ogromne wyzwanie. Chciałam jakoś w tym procesie pomóc na szerszą skalę, nie tylko osobom odwiedzającym mój gabinet dietetyczny. I tak powstał pomysł, aby zorganizować takie właśnie wartościowe i zdrowe jedzenie z dostawą. Zanim powstał pierwszy posiłek pod marką Dietific, pracowałam nad nim wiele lat. Realnie bowiem dopiero po skończeniu studiów doktoranckich zdecydowaliśmy się z mężem na założenie własnej firmy.

 

Początki były bardzo trudne, bo ja łączyłam świeżo rozpoczętą pracę na uczelni z przyjmowaniem pacjentów w gabinecie, bilansowaniem diet i gotowaniem – a Piotr wziął na siebie całość formalną i wożenie diet do klientów każdego dnia rano. W tamtym czasie prawie nie widywaliśmy się i gdyby nie wsparcie rodziny, nie wiem kto zajmowałby się naszym dzieckiem. Od tego czasu przeszliśmy daleką i wyboistą drogę – musieliśmy się bardzo dużo nauczyć i stawić czoła wielu wyzwaniom. Dziś nadal jest przede mną (i marką Dietific) dużo do zrobienia i wiem, że jeszcze wiele rzeczy mnie zaskoczy. Ale ten bagaż doświadczeń, który już mam, to fantastyczny kapitał do pracy nad dalszym rozwojem.

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Myślę, że to nie wydarzenia nas zmieniają, a ludzie. Kontakt z nimi – zarówno ten pozytywny jak i negatywny – wpływa na to, kim jesteśmy i jak postrzegamy świat. Ja mam duże szczęście do ludzi i jestem przekonana, że to właśnie osobom, które mnie otaczają, czy które spotkałam na różnych etapach swojego życia, zawdzięczam to, kim jestem. Nie dam rady ich wymienić w krótkim wywiadzie, bo oprócz tych najważniejszych, jak moja rodzina i przyjaciele, przez moje życie przewinęło się mnóstwo osób, które zostawiły swój ślad w tym, kim dzisiaj jestem. W życiu zawodowym bardzo ważni są dla mnie moi klienci. Niezależnie od skali działania firmy zawsze staram się mieć z nimi kontakt. Oczywiście w dzisiejszych czasach wielu klientów zamawia przez Internet i nie szuka kontaktu. Ale mam też grupę takich, z którymi dużo rozmawiam (czy to telefonicznie, czy mailowo) i bardzo sobie to cenię.

To, że mam możliwość zrozumieć człowieka po drugiej stronie tego, co robimy w Dietific, daje mnie i mojemu zespołowi zupełnie inną motywację do pracy. My nie robimy pudełek z jedzeniem – my leczymy cukrzycę Pani Kasi, pomagamy Pani Dorocie zajść w ciążę, Panu Marcinowi schudnąć i wyleczyć nadciśnienie. A dla Pana Wojtka usuwamy brokuły z posiłków, żeby mógł zdrowo jeść, ale bez tego, co go odrzuca. Ten kontakt z ludźmi powoduje, że nawet w momentach, gdy prowadzenie firmy bywa trudne wiem, że ten wysiłek jest komuś potrzebny.

Krystyna Pogoń

Krystyna Pogoń / fot. Barbara Bogacka

Co uznajesz za swój największy sukces?

Staram się nie wartościować efektów swojej pracy w taki sposób. Wiem że to, czy coś nam się udaje, to kombinacja talentu, ciężkiej pracy, uporu i sporej dawki szczęścia. Cieszę się z każdej rzeczy, która idzie zgodnie z przyjętym planem i staram się zrozumieć, dlaczego nie zawsze postawione cele udaje się zrealizować, żeby z takiego doświadczenia wynieść jak najlepszą naukę. To, czy coś jest sukcesem, często siedzi w naszej głowie – a nie w realiach.

 

Na pewno cieszy mnie zdrowie i szczęście mojej rodziny, to że udało mi się rozwinąć firmę, stworzyć miejsca pracy dla kolejnych osób, pomóc w trosce o zdrowie kolejnym osobom. Ale generalnie uważam, że jeżeli podejmiemy decyzję, że każdą sytuację będziemy przekuwać we własnych oczach w sukces i w każdym zdarzeniu szukać jakichś pozytywów, to tym samym w życiu prywatnym i zawodowym będziemy zawsze wygrani.

Jakie są Twoje supermoce?

Nie wiem, czy mam jakieś specjalne supermoce. Jestem całkiem przeciętną osobą, która nie boi się ciężko pracować. Choć jako dorosły człowiek wiem, że mój mózg to całkiem niezły procesor, to dorastałam w cieniu bardzo inteligentnych ludzi i przez długi czas miałam przekonanie, że nasze możliwości są zdeterminowane przez wrodzone moce umysłowe, jakimi zostaliśmy obdarzeni. Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej – myślę, że to co osiągamy na koniec dnia, to wynik ciężkiej pracy i szczęścia, któremu sami możemy pomóc przez odpowiednie nastawienie do życia i rzeczywistości. Jestem gotowa ciężko pracować i ta gotowość to moja supermoc.

Drugą jest empatia, która powoduje, że potrafię zrozumieć człowieka po drugiej stronie – czy jest to mój klient czy mój pracownik. To ma ogromne znaczenie, jeżeli prowadzi się firmę – bo determinuje całą kulturę organizacji jako nastawioną na potrzeby ludzi, którym ta organizacja służy niezależnie od tego, którym ogniwem są w tym procesie.

Najlepsza i najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?

Gdy zaczynałam, to każdy, kogo znam, miał coś do powiedzenia odnośnie tego, jak to jest być przedsiębiorcą i jak prowadzić catering dietetyczny. Każda z rad czy przestróg była inna, często jedna przeczyła drugiej. Żadna z nich się nie sprawdziła, dlatego bardzo szybko nauczyłam się ufać własnej intuicji.

Masz jakieś swoje patenty lub rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Każdą z nas motywuje coś innego. Byłabym hipokrytką gdybym powiedziała, że sama nie słucham rad, ale mam mnóstwo dla innych. Ograniczę się więc do stwierdzenia: zawsze bądźcie sobą. Żadne pieniądze, jakie można zarobić, nie są warte tego, żeby oddać za nie własną tożsamość.

Najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Najtrudniejszą decyzją była ta o porzuceniu kariery na uczelni. To jest coś, na co bardzo ciężko pracowałam i do czego długo dążyłam. Jest to zresztą decyzja, z którą długo nie mogłam się do końca pogodzić czując, że zamykam tym ważny rozdział w moim życiu. Przez kilka lat próbowałam pogodzić pracę na uczelni z prowadzeniem Dietific – co z perspektywy czasu wcale nie było korzystne ani dla mojej kariery naukowej, ani dla rozwoju cateringu. Ani tym bardziej dla mnie i mojego zdrowia. Dzisiaj, z perspektywy wolności i tego poczucia sprawczości, jaką daje prowadzenie własnej firmy, nie wyobrażam sobie powrotu na uczelnię, gdzie panuje bardzo ścisła hierarchia, a połowę czasu spędza się na sprawach administracyjnych i papierkowych. Oczywiście prowadzenie firmy ma sporo wad, ale jestem przekonana, że będąc tutaj mogę zrobić o wiele więcej dobrego, niż kiedykolwiek mogłabym, pracując na uczelni.

Ciemne strony biznesu?

Zarządzanie własną firmą to ogromne wyzwanie i odpowiedzialność. Odpowiedzialność za klientów, dla których to co robimy ma być receptą na zdrowie. Ale także odpowiedzialność za pracowników. To spora presja, z którą czasami ciężko sobie poradzić. Przez lata udało mi się wypracować różne mechanizmy, które pomagają mi normalnie funkcjonować, pomimo tego ciężaru na barkach – ale czasami jak zacznę myśleć o skali tej odpowiedzialności, to nadal momentami potrafi mnie sparaliżować strach. Druga ciemna strona, to zmęczenie związane z tym, że od lat jestem w pracy 24 godziny na dobę. Własna firma o takim profilu działalności, jak Dietific, wymaga ciągłej dyspozycyjności. Wraz z jej rozwojem udało mi się wiele codziennych spraw przekazać, ale nadal w razie awarii to do mnie wszyscy dzwonią i to ja odpowiadam za to, żeby wszystko działało, jak powinno. I choć nie pracuję realnie 24 godziny dziennie, to czasami załatwiam różne sprawy w najdziwniejszych momentach. Do dzisiaj pamiętam, jak będąc na porodówce z młodszym synem, siedziałam z laptopem i bilansowałam diety oraz odbierałam telefony od klientów.

 Krystyna Pogoń

Krystyna Pogoń / fot. Barbara Bogacka

Co Cię kręci, motywuje, irytuje?

To bardzo trudne pytanie, bo na co dzień wcale go sobie nie zadaję. Mam tyle rzeczy do zrobienia i spraw do załatwienia, że po prostu je robię – nie zastanawiając się nadmiernie, w jaki nastrój mnie to wprowadza. Myślę, że jest w tym odrobina nienasyconej ciekawości świata, chęć ułożenia go wedle ścisłego wzoru, który rysuje się w mojej głowie. Bardzo ważni są dla mnie ludzie – choć nie jestem ekstrawertyczką – to ich dobro stanowi dla mnie ogromną wartość i motywację do działania. Ważne jest dla mnie poczucie, że to co robię, ma znaczenie i realnie sprawia, że świat w którym żyję, jest odrobinę lepszy. Pamiętam z dzieciństwa sytuację z filmu, w którym człowiek wrzucał  z powrotem do morza wyrzucone na brzeg rozgwiazdy. Ktoś zwrócił mu uwagę na bezcelowość jego działania, bo przecież nie da rady wrzucić ich wszystkich. Na co ten człowiek odpowiedział, że choć dla rozgwiazd w ogólności jego działanie jest bez znaczenia, to dla tych, które uda mu się uratować, jest to ogromna różnica.

Wiedząc, że nie zmienię całego świata, staram się choć niewielki jego kawałek naprawić. Irytuje mnie ludzka lekkomyślność oraz nieweryfikowanie informacji i faktów. Mam wrażenie, że w czasach Internetu to zjawisko nasiliło się jeszcze bardziej. Staram się znaleźć w sobie siłę do prostowania bzdur i przekłamań w dziedzinie, którą się zajmuję zawodowo. Takie podejście wydaje mi się sensowniejsze niż samo irytowanie się na innych – choć czasami jest to ciężkie.

Nie sądzę, żeby to było świadome działanie – ale wiele osób wypowiada się na temat żywienia w sposób, który może innym zrobić realną krzywdę. Żywienie to popularny temat – nie ma tylu samozwańczych autorytetów z zakresu budowy mostów czy konstrukcji samolotów. A w dietetyce niestety tak. W wielu wypadkach kończy się to bardzo źle – restrykcyjne diety czy zażywanie różnych środków często skutkuje poważnymi powikłaniami zdrowotnymi. Mam ogromną nadzieję, że profesjonalizacja całej branży związanej z żywieniem i żywnością spowoduje, że z czasem tych głupot będzie mniej.

Kto Cię inspiruje?

Jest wiele osób, których dorobek naukowy i intelektualny jest dla mnie bardzo interesujący. Bardzo lubię czytać i w ten sposób obcować z pięknymi umysłami innych ludzi. Ale mam też świadomość, że każdy z nas poza jasnymi stronami ma też swoje wewnętrzne demony. Nie chcę nikogo naśladować, bo wiem, że nikt tak naprawdę nie może stanowić czystego wzoru do naśladowania. Ludzie nie są jak naukowe fakty i to jest zarówno ich ogromna wada, jak i prawdziwe piękno. Zamiast szukać ideałów w innych, staram się być najlepszą wersją samej siebie.

Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?

Chyba zawodowo wzbudzam na tyle duży respekt, że ludzie nie mówią do mnie o mnie nic absurdalnego. A tak na serio mam to szczęście, że otaczają mnie sensowni ludzie, z którymi łatwo mi nawiązywać zawodowe relacje. To właśnie to, czy „nadajemy na tych samych falach” często decyduje dla mnie o tym, czy będę z daną osobą pracować, czy nie. Jak otaczasz się fajnymi ludźmi, to w takich relacjach nie ma miejsca na absurdalne plotki.

Co powiedziałabyś 15-letniej sobie?

Żeby cieszyła się każdą chwilą, bo czas zdecydowanie za szybko płynie. I żeby nosiła sportowy biustonosz do biegania – naprawdę robi wielką różnicę 😊

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Nie należę do osób gromadzących wartościowe rzeczy – raczej te użytkowe. Doceniam kreatywność i lubię rzeczy, które są jednocześnie utylitarne i wyjątkowe. Dlatego cieszy mnie artystyczna biżuteria, której mam kilka egzemplarzy. I niesamowita ceramiczna lampa, przywieziona z galerii sztuki w Szczyrku.

Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?

Niestety smartfona – żeby wszyscy zawsze mogli się ze mną skontaktować. Poza tym bardzo różnie – jestem mamą dwóch chłopaków – więc zależnie od fazy kamienie, patyki, zabawki mniejsze i większe. Czasami zdarza się, że szukając wizytówki, wyciągam najpierw całą kolekcję skarbów z ostatniego spaceru.

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Gdybym dostała nieoczekiwaną sumę pieniędzy, przeznaczyłabym ją na zdrowe posiłki dla seniorów i dzieci. Uważam, że w obydwu tych grupach potrzebne jest szersze wsparcie żywieniowe. Ponieważ jednak nie wierzę w prezenty z nieba i nie gram na loterii, mam nadzieję, że uda mi się kiedyś zarobić tyle, żeby móc zrealizować ten cel.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Gdybym mogła, zamieniłabym się z osobą, która za 300 lat będzie żyła na Marsie, żeby zobaczyć, co znajduje się na jej talerzu i jak to smakuje.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Nie ma takich rzeczy ‒ dla moich bliskich jestem jak otwarta księga.

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

Mam tak dużo planów i pomysłów, że wyszłaby z tego cała książka, a nie wywiad. Jest wiele tematów, które chcę jeszcze rozwinąć w firmie, mam kilka pomysłów na kolejne projekty naukowo badawcze (już po odejściu z uczelni udało mi się jeden zrealizować i planuję jeszcze kilka). Chciałabym też spróbować czegoś z zupełnie innej działki/branży – tutaj chodzi za mną aranżacja wnętrz. Im lepiej dzieci mówią po angielsku, tym bardziej czuję potrzebę nauczenia się kolejnego języka, żeby w domu stanowił mój prywatny język z mężem. Jako mama nie myślę o celach w kategorii samej siebie. Robię listę tego, czego chciałabym nauczyć moich chłopców i co chcę im pokazać z rzeczy, które już znam, żeby mogło to być naszym wspólnym doświadczeniem. W ich rozwoju także dostrzegam swój własny.

Ulubione miejsca w Krakowie?

Kocham cały Kraków – tutaj się urodziłam i wychowałam. Każdy zakątek miasta kojarzy mi się z jakimś ważnym dla mnie wydarzeniem lub człowiekiem. Jako dziecko spędzałam mnóstwo czasu w Teatrze Groteska, gdzie pracowała babcia, potem szłyśmy trasą przez Krupniczą, Szewską i na Floriańską, gdzie wsiadałyśmy do tramwaju, żeby dojechać do babci na obiad. Skończyłam V LO i jego okolica kojarzy mi się z wyjątkowym czasem, który zawsze przypomina mi się, gdy idę Studencką. Bulwary wiślane nieopodal mieszkania moich teściów, które miałam wrażenie były tylko moje i mojego męża podczas naszych pierwszych spotkań, spacerów i wielogodzinnych rozmów. Te same, na których moi synowie pierwszy raz rozpędzali się na rowerze. Teraz mieszkam na Klinach – które mają swój urok, łącząc bliskość miasta i odrobinę dzikości łąk i lasów. Niestety z racji pracy przez ostatnie lata traktuję miasto bardziej jako pewną infrastrukturę, która zapewnia mi funkcjonowanie, niż miejsce spotkań, wydarzeń, rozwoju i relaksu. Mam nadzieję, że wreszcie uda mi się poukładać sprawy zawodowe na tyle, że będę mogła z powrotem cieszyć się Krakowem i tym, jak wiele oferuje.

Gdzie Cię znajdziemy?

www.dietific.pl
https://www.facebook.com/centrumdietetyczne
https://www.znanylekarz.pl/dr-krystyna-pogon/dietetyk/krakow
mail: k.pogon@dietific.pl
telefon 797400939

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: Sheraton Grand Kraków

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach