Joanna Motylowa / fot. Barbara Bogacka
Joanna Motylowa: Cieszę się kiedy dzieci w moim przedszkolu są dobrze zaopiekowane, szczęśliwe. Kiedy rodzice przychodzą do mnie i dziękują. Kiedy dziecko, które przez dwa lata obawiało się pobrudzić, nagle zdejmuje buty i wchodzi boso do kałuży
Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?
Joanna Motylowa: Jestem mądrą kobietą. Od 16 lat prowadzę kameralne Przedszkole Motylowo w nurcie pedagogiki waldorfskiej. Mam doświadczenie w pracy z dziećmi. Dzięki miejscom takim jak moje przedszkole, dzieci doświadczają prawdziwego dzieciństwa i dostają to, czego im trzeba do harmonijnego rozwoju i dobrego życia. Można rzec, że jestem ekspertką od dobrego dzieciństwa.
Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?
Droga była długa i nieoczywista. Studiowałam dziennikarstwo, historię sztuki, skończyłam roczną szkołę biznesu. Przez kilka lat prowadziłam swój sklep, potem ‒ dopóki moja córka nie poszła do szkoły ‒ byłam pełnoetatową mamą. Zawsze miałam dobry kontakt z dziećmi, a w rodzinie słyszałam: „Na pewno będziesz nauczycielką, jak twoja mama”. Denerwowało mnie to, ale kiedy moja córeczka poszła do przedszkola, zaczęłam przyglądać się temu światu.
Aż raz przyjaciółka mamy powiedziała: „Ty to powinnaś założyć przedszkole”. Nie mogłam przestać o tym myśleć ‒ pomysł kiełkował, poszłam na studia pedagogiczne i wkrótce powstało Motylowo. Nigdy nie mówiłam o tym jako o biznesie, może dlatego, że dzieci to nie jest coś, co możemy poddać biznesowej nomenklaturze. O moim przedszkolu często ludzie mówią, że to jest dom dla dzieci. To wielki komplement.
Wydarzenia, które Cię zmieniły?
Najbardziej zmieniały mnie wydarzenia w życiu osobistym. Takie, dzięki którym uruchomiły się we mnie moce, o które nawet siebie nie podejrzewałam. Na przykład kiedy musiałam zupełnie sama stanąć wobec życia i ułożyć je dla siebie i swojej córki. Ale zmiana nie jest czymś stałym i właściwie zadziewa się cały czas. Jak powiedziała Alicja z Krainy Czarów: „Wiedziałam kim byłam dziś rano, ale od tego czasu musiałam się już zmienić wiele razy.”
Co uznajesz za swój największy sukces?
Nie potrafię odpowiadać na takie pytania, szeregując wagę osiągnięć. Mam poczucie, że jest ich bardzo wiele, i że jednakowo celebruję ich znaczenie. Jako mama wspaniałej 23-letniej kobiety jestem szczęśliwa, że jest ona mądra, silna, wrażliwa, zaradna i odważnie podejmuje własne decyzje. W sferze zawodowej? Cieszę się, kiedy dzieci w moim przedszkolu są dobrze zaopiekowane, szczęśliwe. Kiedy rodzice przychodzą do mnie i dziękują. Kiedy dziecko, które przez dwa lata obawiało się pobrudzić, nagle zdejmuje buty i wchodzi boso do kałuży.
Wielkim osiągnięciem jest to, że tworzę miejsce, w którym dzieci codziennie osiągają swoje sukcesy, np. któreś nauczyło się samodzielnie huśtać, albo ubierać spodnie czy kroić marchewkę. To są bardzo wielkie sprawy. A sukcesy w życiu osobistym? Podziwiam siebie za to, jaka jestem. Kiedyś tego nie potrafiłam.

Joanna Motylowa / fot. Barbara Bogacka
Jakie są Twoje supermoce?
Wierzę w dobro. Mam w sobie dużo zrozumienia i empatii dla innych, to ułatwia mi życie, choć czasami też utrudnia ‒ zdarzało się, że ktoś próbował to wykorzystać, a nawet oszukać. Ale nie rozpamiętuję przeszłości. Zostawiam ją tam, gdzie jest. Wiem, że wszystko jest możliwe, jeżeli mam wiarę i bardzo chcę. Zawsze patrzę w jasną stronę życia.
Najlepsza rada, jaką w życiu dostałaś? Jak brzmiała ta, którą postanowiłaś zignorować?
Zupełnie nie mogę sobie przypomnieć żadnych rad, naprawdę. Może dlatego, że w życiu słucham przede wszystkim siebie, swojej intuicji. Jestem uparta. Kiedy chciałam przejąć sklep od byłego pracodawcy, po prostu to zrobiłam. Kiedy postanowiłam założyć przedszkole, to cała moja energia skierowana była na ten cel, zatem się stało. Z wielką ostrożnością słucham tych, którzy chcą doradzać na podstawie swoich doświadczeń, bo każdy ma własną historię i inny kontekst. Wysłuchuję więc z szacunkiem, ale decyzje podejmuję samodzielnie.
Masz jakieś swoje patenty, rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?
Nie mam patentów ‒ myślę, że one nie istnieją, bo jesteśmy różne. Każda z nas ma inne oczekiwania wobec swojego życia. Ale mam kilka rad. Pierwsza, aby nie zapominać o sobie. Kiedyś zapominałam, moje potrzeby stawiałam niżej, i w ogóle tego nie dostrzegałam. To wyczerpuje. Druga jest o tym, że proszenie o pomoc nie jest objawem słabości, a wręcz przeciwnie. Nagle może się okazać, że wiele drzwi się otworzy, jeżeli tylko odważymy się do nich zapukać. Trzecia to życzliwość.
Dobro zawsze wróci, czasem z nieoczekiwanej strony. I wdzięczność. Ustawia priorytety we właściwym porządku, przynosi spokój. Ponoć zarażam innych powiedzeniem: „Będzie co ma być dla nas najlepszego.”
Najlepsza i najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?
Nie potrafię ocenić, która decyzja była najlepsza czy najtrudniejsza. Życie postrzegam jako drogę ciągłego rozwoju. Wszystkie podjęte przeze mnie decyzje doprowadziły mnie do momentu, w którym jestem, więc wszystkie były najlepsze.
Ciemne strony biznesu?
Praca z dziećmi to nie jest coś, co można wyłączyć, nawet po godzinach. Myślimy o problemach dzieci i ich rodzin, o tym, co się wydarzało w ciągu dnia, więc dystansować się i odpoczywać trzeba się koniecznie nauczyć. Nie wiem, czy można to nazwać „ciemną stroną biznesu”, ale na pewno stanowi zagrożenie, mogące prowadzić do wypalenia. Jest też dużo czynności organizacyjnych, które wykonujemy w tzw. wolnym czasie, bo po prostu nie ma kiedy. Kocham swoją pracę, ale czasem muszę przestać w niej być ‒na dwie godziny, innym razem na dwa dni ‒ aby zrobić coś tylko dla siebie. Jeżeli nie zadbam o siebie, nie będę miała siły dbać o innych.
Co Cię motywuje, irytuje?
Motywuje mnie, że dostaję kolejny nowy dzień. Irytuje mnie małostkowość, narzekanie, przeklinanie. Brak zrozumienia dla dziecięcych potrzeb.
Kto Cię inspiruje?
Inspirują mnie wszyscy ci, którzy czynią świat lepszym. Ci, którzy wykorzystując swoje pomysły, swoje pieniądze i pozycję społeczną pomagają innym w potrzebie, opiekują się dziećmi, zwierzętami. Którzy widzą drugiego człowieka.
Jak moja prawie stuletnia sąsiadka, pani Wiktoria, spacerująca z balkonikiem po naszej ulicy, obdarzająca wszystkich napotkanych uśmiechem i życzeniami dobrego dnia. Jak pan poseł Łukasz Litewka, który pomagał potrzebującym. Jak szwedzki biznesmen Eliasch, wykupujący ziemię w Amazonii po to, by uchronić tamtejsze lasy deszczowe od wycinki. Inspirują mnie ci, którzy mają odwagę żyć w uczciwości i swojej prawdzie, bez względu na okoliczności.
Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?
Usłyszałam, że jestem autentyczna. I słoneczna. To mi sprawiło dużą przyjemność. Ostatnio też ktoś mi powiedział, że to niesamowite, iż od 16 lat sama prowadzę firmę i przedszkole. Że to jest powód do dumy. W pierwszej chwili zdziwiły mnie te słowa, bo nigdy wcześniej nie myślałam o tym jako o czymś wielkim. Ale tak, racja, jestem więc dumna.

Joanna Motylowa / fot. Barbara Bogacka
Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?
Powiedziałabym jej, że ta historia z Dawidem to łez niewarta. I żeby myślała o sobie i swoich potrzebach. Że nie musi wyskakiwać z butów, aby udowodnić, że zasługuje i że wystarcza. Że to jest OK, gdy się czasem prosi o pomoc. I żeby pamiętała, że to, co w pierwszej chwili wygląda jak katastrofa, może okazać się wielkim szczęściem. Że po każdej burzy wychodzi Słońce, bo taka jest kolej rzeczy. No ale wiem, że ja osiemnastoletnia i tak by nie posłuchała. Zrealizowałaby dokładnie, po swojemu, cały scenariusz życia Motylowej…
Co jest dla Ciebie ważne?
Ważne jest dla mnie, aby być w zgodzie ze swoim sumieniem i wartościami. Ważne są relacje, a w nich lojalność, szacunek, szczerość. Także, aby w moim miejscu dzieci dostawały to, czego potrzebują dla harmonijnego rozwoju. I żeby ludzie rozumieli, że dzieciństwo jest tylko raz w życiu, więc trzeba iść do lasu, na rower, bawić się, towarzyszyć, i wyłączyć ekrany. Że zapełnianie czasu absurdalną liczbą dodatkowych zajęć nie służy dzieciom, tylko pudruje lęki rodziców, że dziecko z czymś nie zdąży. Spokojnie, zdąży, a dzieciństwo nie jest wyścigiem. Trawa nie rośnie szybciej, kiedy się za nią ciągnie – jak mawia prof. Gerald Hüther.
Na co zawsze masz czas?
Na poranną jogę i medytację – to moja ceremonia na dobry początek dnia. I tu już koniec i kropka, niestety. Bo jeszcze nie jest tak, że zawsze mam czas na to, na co chciałabym go mieć. Ale pracuję nad tym. Ostatnio uczę się coraz lepiej rozplanowywać dzień i odnajdywać radość w samodyscyplinie.
Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?
W sensie dosłownym nie ma rzeczy, o której mogłabym powiedzieć, że jest dla mnie najcenniejsza, bo posiadanie rzeczy nie jest dla mnie ważne. Nigdy nie robiły na mnie wrażenia marki ani słynne logotypy. A metafizycznie – najcenniejsze dla mnie jest bycie w zgodzie ze sobą.
Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?
Zawsze mam w torebkach muszelki. Kocham morze i lubię, szukając np. kluczy, wyciągać najpierw muszelkę z drobinkami piasku. I kamyk wdzięczności. Kiedy go dotykam, przypominam sobie, jak wiele jest w moim życiu powodów do wdzięczności. Noszę też ulubiony olejek Abundance, którego od lat używam zamiast perfum.
Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?
Najpierw pomyślałam, że kupiłabym duży dom z wielkim ogrodem i wydała na działania arteterapeutyczne dla dzieci i dorosłych – zajęcia ogrodnicze, malarskie, garncarskie, stolarskie, eurytmia, chór, itp. A potem pomyślałam: „Ej, a może tym razem coś tylko dla siebie?” No i wyszło mi, że kupiłabym posiadłość w Toskanii i urządziła tam gospodarstwo agroturystyczne.
Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?
Zamieniłabym się z kimś, kto pracuje jako wolontariusz na farmie dla słoni Sheldrick Wildlife Trust w Kenii. Albo z kobietą w moim wieku, mieszkającą w swoim domu nad oceanem w Nowej Zelandii, uprawiającą ogród, zadowoloną z życia.
Czego o Tobie nikt nie wie?
Nikomu nie wyjawię tego, czego nikt o mnie nie wie.
Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?
Ufam prowadzeniu. W moim życiu było wiele niespodziewanych zwrotów akcji, więc niczego nie zakładam. Prowadzę Motylowo z radością i całym sercem opiekuję się dziećmi. Może będę to robić dalej jako wesoła emerytka, a może wcześniej wyruszę camperem w szeroki świat.
Chcę się nauczyć gry na djembe – dwa bębny już zakupiłam. I doskonalić technikę masażu Lomi Lomi, bo zrobiłam już pierwszy stopień instruktorski. Marzę też, by wreszcie otworzyć pracownię malarską dla dzieci według teorii Arno Sterna. Kilka lat temu pojechałam do Paryża, aby się wszystkiego od niego nauczyć i otrzymać certyfikat, ale potem jakoś nie było czasu, aby się tym zająć, chociaż przyjaciel stolarz zrobił mi już prawdziwy malarski stół. Kto wie, co dobrego się jeszcze w tym temacie wydarzy?
Kiedy się uśmiechasz i jaki jest Twój ulubiony moment w tygodniu?
Ja się cały czas uśmiecham, naprawdę. Uśmiech jest nośnikiem dobrej energii. Miernikiem naszej wzajemnej względem siebie życzliwości, ale i wdzięczności za to, co mamy, za to, co nas spotyka. Uśmiecham się jeszcze bardziej, kiedy słyszę o dobrych wydarzeniach, np. kiedy jakiś pies, który długo przebywał w schronisku, znajduje ciepłą kanapę i swoich ludzi. Nie mam w tygodniu momentów ulubionych, każdy dzień jest fajny. Nie czekam obsesyjnie na „piątek, piątunio”, bo to jakby żyć półżyciem.
A ja lubię moją pracę. W wolne dni czasem upiększam coś w przedszkolu, bo nad nim mieszkam… Kiedy umysł nie musi się zajmować tym, czym musi, to bardziej kiełkuje tym, co można, i rodzą się nowe pomysły.
Często wyjeżdżam do przyjaciół, którzy mieszkają w górach, wysoko w lesie. Razem gotujemy, sadzimy rośliny, malujemy w plenerze, rozmawiamy. Zdarza się też – choć nie tak często, jak bym chciała – że jadę na kilka dni do mojego kochanego Świnoujścia, aby pojeździć na rowerze, pogapić się na morze i mewy, a w kawiarni mojej przyjaciółki jeść bezowy tort na śniadanie, obiad i kolację.
Ulubione miejsca w Krakowie?
Lubię czasem przejść się po Rynku Głównym, najlepiej bardzo wcześnie rano, kiedy nie ma jeszcze zbyt wielu ludzi. Jestem wegetarianką, więc kiedy chcę coś zjeść, najchętniej idę do Karmy na Krupniczą – ich tarty zawsze są wybitne, ciasta fantastyczne, kawa pyszna. Koi mnie klimat Kazimierza, bo tam, w domu z widokiem na okrąglak, mieszkała moja prababcia. Czasem myślę o tym, że chodzę po jej śladach, dotykam ściany domu tam, gdzie kiedyś oparła swoją dłoń. Z przyjaciółmi wpadamy na śniadania do Kolanka i na kawę do Chederu.
Dokończ zdanie: „Przyszłość zależy od kobiet…”
…które potrafią i chcą współpracować. W empatii. Ten, kto ją ma, współodczuwa i rozumie. Jest w gotowości pomocy, współdziałania. Myśli o tym, by nie szkodzić. Nie ma sensu ścigać się na stan posiadania, stan konta, liczbę i jakość dyplomów, pochodzenie, tudzież liczbę lajków i followersów. To nic nie znaczy. Najwięcej znaczy to, jak potrafimy współdziałać dla dobra swojego, ale i dla sąsiadki. Razem.
Gdzie Cię znajdziemy?
Przedszkole Motylowo, ul. Dekarzy 17, 30-414, Kraków
www.motylowo.pl
Joanna Motylowa i Przedszkole Motylowo na FB (mam po dwa profile z każdego, bo rok temu zhakowano mi te, które prowadziłam od przeszło 10 lat, więc założyłam nowe. Do tamtych nie mogę się dostać, choć nie tracę nadziei, że kiedyś się uda).
Przedszkole Motylowo na IG
Projekt #KobietyKrakowa
Fotografia: Barbara Bogacka
Wizaż: Małgorzata Braś
Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel by Marriott
Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa
