Monday, March 4, 2024
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Joanna Gruszeczka

Kobieta Krakowa: Joanna Gruszeczka

Z sercem otwartym na zmianę

Joanna Gruszeczka

Joanna Gruszeczka / fot. Barbara Bogacka

Joanna Gruszeczka: Zrozumiałam, po co jest serce! I nie chodzi tutaj o organ w ciele, ale o centrum energetyczne. Serce, które generuje uczucie ciepła, spokoju, harmonii, prawdy, autentyczności… Jednym słowem czystej miłości, która była moim odkryciem i tym, czego mi brakowało wcześniej

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Joanna Gruszeczka: Jestem Nauczycielką i Facylitatorką Metody Spectrum of Creation®, oraz Nauczycielką Jogi Twarzy wg Face Yoga Method. Wspieram innych na drodze rozwoju osobistego i biznesowego / zawodowego, asystując im w lepszym zrozumieniu siebie poprzez rozpoznawanie nieświadomych, ograniczających przekonań i mechanizmów działania, oraz w zamianie ich na nowe, wspierające tworzenie takiego życia, jakiego pragną. Odnajdywanie własnych pasji i wizji zawodowych, czy cieszenie się tworzeniem osobistych związków i biznesów to konsekwencja tej pracy. Po prostu uczę ludzi, jak świadomie, z serca, z miłością ‒ zgodnie z tym, co im w duszy gra ‒ tworzyć relacje i życie zawodowe. Asystuję innym w sesjach indywidualnych, dla par, biznesowych, prowadzę medytacje grupowe oraz warsztaty tworzenia relacji i warsztaty tworzenia życia zawodowego i biznesu.

 

Jako Nauczycielka Jogi Twarzy propaguję holistyczną Metodę Face Yoga, która jest nie tylko ćwiczeniami mięśni twarzy, aby przeciwdziałać skutkom starzenia się skóry, grawitacji czy zanikania kolagenu. Przede wszystkim służy świadomemu stylowi życia i dbaniu nie tylko o twarz, ale też o sylwetkę, sposób odżywiania, codzienne nawyki zapobiegające powstawaniu zmarszczek i pogłębianiu się już tych istniejących.

Od wielu lat interesuję się totalną biologią i właśnie postanowiłam zostać facylitatorką tej metody. Pozwala ona zrozumieć, jak trudne wydarzenia z naszego życia czy życia naszych przodków wpływają na nasze obecne zachowania i są przyczyną chorób. Dzięki temu można przejść przez proces zdrowienia, budując zrozumienie powtarzalności pewnych wzorców. Towarzyszenie ludziom w rozwoju to moja wielka pasja, która daje mi mnóstwo radości.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Przez 12 lat byłam menedżerką we własnej kilkudziesięcioosobowej firmie. Tworzyłam oprogramowanie IT, wspierające procesy w firmach moich Klientów, zarządzałam firmą, kierując sprawami związanymi z zatrudnieniem, kontaktami z klientami i projektami, ale też sama często uczestniczyłam w projektowaniu systemów, a potem w ich testowaniu i wdrażaniu u Klienta. Świetnie znałam obsługę komputera ‒ umiałam go oprogramować, przeinstalować system, zainstalować nowe oprogramowanie, „upgrejdować” system do nowej wersji, znaleźć bugi, zainstalować service packi, zbudować nowe procesy, które usprawniałyby jego pracę. Przez tych 12 lat widziałam, jak się zmieniają systemy operacyjne, aplikacje, wymagania sprzętowe komputerów, a także potrzeby Klientów, i reagowałam na to wszystko na bieżąco. Praca dawała mi dużo satysfakcji, ale też pochłaniała coraz więcej czasu, wymagała coraz więcej zaangażowania. Z czasem zaczęło mi to doskwierać, poczułam zniechęcenie, zmęczenie, czegoś mi ciągle brakowało. Nie wiedziałam, co to jest. Zaczęłam szukać czegoś, co na nowo przywróci mi radość i balans w życiu. I tak weszłam na drogę rozwoju osobistego.

 

Przechodząc drogę własnej transformacji zauważyłam, że człowiek to taki komputer ‒ maszyna z całym systemem operacyjnym, tyle że żyjąca, oddychająca i co najciekawsze – CZUJĄCA, odczuwająca EMOCJE! Uświadomiłam sobie, że mój „system operacyjny” składa się z myśli, poglądów i przekonań – tych świadomych i tych nieuświadomionych (ok. 97 proc.), które w całości tworzyły rzeczywistość wokół mnie. Zaczęłam stopniowo wyciągać z podświadomości moje nieuświadomione programy, czyli poglądy i obserwować, jakie mają bugi, czyli błędy, często już w samych założeniach. Dalej zobaczyłam, jakie są ich konsekwencje dla mojego życia, kiedy pozostają niezmienione. Zrozumiałam, że stąd brało się przekraczanie moich granic w pracy i w konsekwencji zmęczenie, brak czasu na budowanie relacji z rodziną i przyjaciółmi.

 

Przez wiele lat umiałam znaleźć błąd w oprogramowaniu komputerów, instalować coraz to nowsze wersje systemów operacyjnych, a nie miałam świadomości, że mój własny system też tego potrzebuje; że świadomość się zmienia w miarę upływu czasu i coś, co działało kiedyś, dzisiaj wcale nie musi być już aktualne.

To, co uważali i robili moi rodzice, gdy budowali swoją relację, nie tylko nie sprawdziło się w mojej relacji, ale wręcz ją niszczyło. I tak zobaczyłam, jak zakorzenione we mnie stare poglądy nie pasują do obecnych czasów. No i zaczęłam zmieniać swój system operacyjny – zamieniać podświadome poglądy, które nie służyły mi w życiu, na nowe, wspierające… i zaczęły się schody.

 

Myślałam, że pomyślę sobie i zrobię to głową – przełączę myślenie z „A” na „B”. Nic bardziej mylnego. To nie zadziałało, bo zaczęłam działać sztucznie, jakby wbrew sobie. Moje ciało wolało stare, wyuczone zachowania. Wiedziałam, że można inaczej, ale nie umiałam – nie wypływało to ze mnie naturalnie. I wtedy pojawiło się moje AHA! Poczułam, a następnie zrozumiałam, po co jest serce! I nie chodzi tutaj o organ w ciele, ale o centrum energetyczne. Serce, które generuje uczucie ciepła, spokoju, harmonii, prawdy, autentyczności… Jednym słowem czystej miłości, która była moim odkryciem i tym, czego mi brakowało wcześniej. Zrozumiałam wreszcie, po co my mamy czucie, po co odczuwamy emocje i co one nam komunikują, kiedy się pojawiają.

 

I znowu wrócę do przeszłości – kiedy pojawiały się trudne sytuacje i nieprzyjemne emocje, robiłam wszystko, aby je zdusić w sobie, zakryć, schować pod maską „ja dam radę”, „muszę sama”, „zawsze jest dobrze” – bo co by było, gdybym powiedziała: nie daję rady, proszę o pomoc, mam problem? Myślałabym, że zostanę oceniona negatywnie, że już ktoś nie będzie chciał ze mną współpracować, nie uzyskam nowego kontraktu, bo najnormalniej jestem słaba, a muszę być silna. To zaledwie kilka poglądów, a jakże dotkliwie rujnowały moje życie i relacje z ludźmi. Ograniczyłam moje czucie do minimum, a w wielu sytuacjach wręcz je zamroziłam, żeby się nie rozpłakać i nie czuć bólu.

Joanna Gruszeczka

Joanna Gruszeczka / fot. Barbara Bogacka

Powrót do przeżywania emocji był trudny i bolesny. Bałam się bólu z nimi związanego. Jednak dopiero odczuwając te emocje moje ciało pozwalało mi na nowo poczuć, jaki pogląd powoduje włączenie danej emocji. A kiedy już uświadomiłam sobie ten pogląd, a wraz z nim mechanizm czy proces, jaki się uruchamiał i do jakich konsekwencji prowadził, to wtedy dopiero mogłam zacząć zmieniać ów pogląd i tworzyć nowy mechanizm, generujący inny wynik, niż poprzedni. Co było istotne w tej zmianie? To, że nie był to pstryk w głowie, ale poczucie, że ten stary pogląd jest nieprawdziwy – tak samo mogłam poczuć nowy pogląd i związane z nim inne, nowe emocje.

 

A wszystko to wypływało z przestrzeni otwierającego się serca, z miłości, która zaczęła je w tym procesie wypełniać i obejmować mój umysł, a ten z kolei zaczął funkcjonować w tym cieple i spokoju, a nie chłodno i tylko logicznie według znanych mu wcześniej schematów. Zrozumiałam, jak przestrzeń serca daje nowe, nieskończone możliwości rozwiązań każdej sytuacji, podczas gdy umysł generuje tylko takie rozwiązania, które ma zakodowane i wyuczone. W ten sposób przełączyłam swoje doświadczanie na czucie i podejmowanie decyzji z głową, ale z serca. Połączyłam ze sobą w moim „systemie operacyjnym” ciało, umysł i serce. Można powiedzieć – zrozumiałam podstawy psychosomatyki człowieka. I tak pracując nad sobą, zmieniłam siebie i swoje życie, zaczęłam rozwijać nowe umiejętności i stałam się Nauczycielką Metody Spectrum of Creation®.

 

Z kolei w ubiegłym roku stwierdziłam, że moja twarz traci owal i jędrność. Poszłam więc do zaprzyjaźnionej kosmetyczki, a ta pomogła mi odżywić twarz. Przy okazji wspomniała, że gdybym sobie założyła dwie nitki, to mi się twarz podniesie. Pomyślałam sobie, że wolałabym jakiś inny, nieinwazyjny sposób i w ciągu kilku miesięcy zapisałam się na 5-dniowy challenge z Fumiko Takatsu – „Pozbądź się podwójnego podbródka Face Yoga Method”. Tam zainspirowałam się tym, jak robi to Fumiko i efektem tych działań, widocznym na moim podbródku, i pomyślałam tak: „nie jestem systematyczna, więc potrzebuje czegoś, co sprawi, że będę codziennie praktykowała jogę twarzy. Co to mogło być? Rola nauczycielki jogi twarzy! Ucząc innych, mogłabym robić to też dla siebie! To była kwestia tygodnia, kiedy u Fumiko zaczynał się kurs TCC Face Yoga Method, więc się zapisałam i po pół roku zdałam egzamin.

Przy okazji cieszyłam się zmianami na swojej twarzy, które są żywym dowodem na to, że można bez skalpela czy innej ingerencji w skórę zmniejszyć zmarszczki i napiąć skórę, poprawiając owal twarzy. I tak dołożyłam do mojego repertuaru zmianę stylu życia i codziennych nawyków na takie, które zapobiegają powstawaniu zmarszczek na twarzy i szyi. Ależ to była niesamowita podróż, pełna radości i uśmiechu!

Co uznajesz za swój największy sukces?

To transformacja ogromu moich nieuświadomionych poglądów, przekonań, zmiana sposobu myślenia i podejścia do ludzi i wydarzeń, które się zadziewają – a wszystko to dzięki odkryciu mocy serca, poczuciu bezwarunkowej miłości, która jest źródłem tworzenia obfitości i siłą napędową każdego mojego działania.

Jakie są Twoje supermoce?

Słucham, czuję, w trudnych sytuacjach szukam przyczyny, która ją wytworzyła, by mieć zrozumienie całej sytuacji, zamiast formułować ocenę. Będąc w dostrojeniu do wibracji miłości bezwarunkowej pojawia się „jasnoczucie” ‒ to jak forma jasnowidzenia. I to lubię, kiedy pracuję, bo podążam wtedy za osobą, która przechodzi swój proces budowania zrozumienia. Odczuwam głęboką radość, kiedy ta osoba odkrywa to, co było dla niej niedostępne i niezrozumiałe. Czuję wtedy, że jestem na właściwym miejscu.
Supermocą jest umiejętność słuchania i czucia drugiej osoby, empatia, zaufanie do swojego wewnętrznego głosu, szanowanie wspólnych granic i szacunek do wyboru drugiego człowieka. Cały czas się uczę, jak pozostać bez oczekiwań i tworzyć współpracę w takim zakresie, w jakim mogę ja i druga osoba. Są to cechy, które pomagają mi w życiu i w pracy, i budują solidny fundament do dalszej współpracy. Ale nie zawsze jestem tymi jakościami w 100 proc. ‒ mam trudniejsze momenty, czasem zawirowania, i wtedy doświadczenia szybko weryfikują, że z czymś się zagalopowałam. Cóż, jestem tylko ‒ i aż ‒ istotą ludzką.

 

Czasem podziwiam swoją prokrastynację. Pracuję nad nią, ale to wychodzi mocno zakorzeniony we mnie lęk, że inni zaczną mnie hejtować. To co robię zawodowo, dotyka obszarów naszej świadomości, z którymi długo sama nie chciałam się mierzyć ani ich zauważyć, i bardzo broniłam starych poglądów. Chodzi o ukryte w podświadomości programy, które nami sterują poza naszą wolą i tworzą wokół nas świat, na który albo narzekamy, albo jest nam wygodnie w nim być pomimo ceny, jaką za to płacimy. Rzecz w tym, że będąc pod wpływem tego programu, nie chcemy zauważać tego aspektu.

 

Jestem świadoma, jak wiele osób szuka sposobów wyjścia ze swoich poplątań i uzależnień. Moim przykładem pokazuję, jak działają takie programy, jeśli choćby śladowe ich ilości wibrują w naszym ciele. I tu pozwolę sobie na wytłumaczenie tego, o czym mówię. W naszym ciele są zapisane wszystkie nasze doświadczenia i traumy, oraz mechanizmy, które je spowodowały, przez co uformowały się nasze poglądy – to jest nasza pamięć komórkowa. Dopóki nasze ciało pamięta z przeszłości, jak sobie radziło w trudnej sytuacji, to czy chcemy czy nie – odruch zgodny z zapisanym programem będzie zawsze pierwszy.

Joanna Gruszeczka

Joanna Gruszeczka / fot. Barbara Bogacka

Najlepsza i najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?

Najgorsza to ta, że muszę sprzedać swoją firmę IT komuś większemu, bo sama sobie nie poradzę. I chociaż odrzuciłam tę radę i ofertę za nią idącą, to gdzieś w podświadomości kupiłam ten strach na wiele kolejnych lat. Odkryłam to dużo później, już w procesie swojej transformacji.
Najlepsza rada – choć wówczas nie dotyczyła biznesu, ale ma na biznes całkowite przełożenie: „bądź sobą”.

Masz jakieś credo, którym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

„Rób, co uważasz i uważaj, co robisz” oraz „Rób to, co kochasz i kochaj to, co robisz ”.
Za tym idą takie życiowe wartości, jak prawda, autentyczność, transparentność, empatia, zrozumienie drugiego człowieka, współpraca, partnerstwo, poszanowanie wspólnych granic, szacunek, szanowanie wolnej woli i potrzeb drugiego człowieka, radość, pasja do życia i tworzenia, inspiracja z serca – a to wszystko nazywa się Miłość.

Najlepsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

To decyzja, że zostanę Nauczycielką Metody Spectrum of Creation®. Było to najlepsze, co mogłam zrobić, by dzisiaj czerpać radość ze swojej pracy i ciągle się rozwijać.

Ciemne strony biznesu?

Aż mi się ciemno przed oczami zrobiło, bo cóż może być ciemnego, kiedy to co robię, robię w jasności? Ale… tak, może pojawić się coś ciemnego. Na przykład kiedy osoba pracująca nad sobą zaczyna coraz więcej rozumieć i robi z tego niewłaściwy użytek, np. do uzyskania korzyści, manipuluje. Albo komuś się wydaje, że już wszystko wie i rośnie w pychę. Tylko że to ta osoba ponosi konsekwencje swoich działań.

Co Cię motywuje?

Możliwość poświęcania czasu swoim pasjom i wykonywania mojej pracy. Cieszy mnie rano, kiedy patrzę w oczy ukochanego i mówimy sobie dzień dobry, kiedy zaglądam do kalendarza, o której mam pierwszą sesję, kiedy sobie poćwiczę jogę twarzy, zjem spokojnie śniadanie, poprzytulam się z moim psiakiem. Kocham grać w tenisa i nurkować w ciepłych morzach i oceanach – to cudowna podwodna medytacja i poznawanie samej siebie. Cieszę się, kiedy wiem, że wieczorem pójdziemy na kolejną lekcję tanga czy bachaty, a innego dnia radość sprawi mi malowanie Vedic Art albo neurogafika.

Cudnie jest rano wstać, kiedy wiem, że wieczorem ugotuję i zjem z przyjaciółmi kolację, a potem będziemy się świetnie bawić grając w planszówki. Ostatnio zaczynam znowu tęsknić za sceną, na której zagrałam już kilka ról w teatrze amatorskim. I czekam na regularne partyjki w brydża z przyjaciółmi. Życie jest piękne i warto żyć, warto kochać.

Kto Cię inspiruje?

Inspiruje mnie każdy, kto wnosi do świata coś własnego, chcąc się tym dzielić i sprawiać dzięki temu, aby innym żyło się lepiej.

Co ostatnio usłyszałaś na swój temat? Najbardziej absurdalna rzecz, jaką usłyszałaś na swój temat?

Że jestem naprawdę dobrą nauczycielką ‒ przy mnie to tak jakoś robi się łagodnie i błogo… Absurdalne – że to, co robię, to jakieś czary mary są. Jak widać, rozrzut jest niezły.

Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?

Rozwijaj swoje pasje i rób to, co kochasz. Słuchaj własnego serca, a jeśli czujesz, że jest zamknięte lub zranione, to poczuj czego naprawdę mu potrzeba, aby mogło się otworzyć i naucz się dawać to sobie. Wyrażaj swoje potrzeby i swoje zdanie, a dla równowagi słuchaj, co mówią inni i wyciągaj wnioski. I zawsze pamiętaj, że jesteś cudem.

Co jest dla Ciebie ważne?

Wartości Miłości, które wymieniłam przy credo.

Na co zawsze masz czas?

Zawsze mam czas na zebranie myśli, medytację, zwłaszcza kiedy czuję, że coś zakłóca spokój działania. Poza tym na dzbanek mojej pyyysznej kawy bezkofeinowej z przyprawami, na przytulaski z moim psiakiem Hipciem, wreszcie na rozmowę z ukochanym i spotkania z przyjaciółmi.

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Może będę monotematyczna, ale najcenniejsze, co mam, to otwarte serce gotowe kochać. Dzisiaj rozumiem, że tworzenie czegokolwiek bez otwartego serca nie ma żadnej wartości. A serce to jest to, co mam i zawsze będzie ze mną bez względu na okoliczności.

Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?

Telefon i ostatnio okulary do czytania.

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Na stworzenie miejsca na warsztaty, w którym ludzie mieliby przestrzeń na poznawanie siebie i transformowanie swoich przekonań. Mogliby też dawać się ponieść praktycznym zajęciom twórczym, jak malowanie obrazów, ćwiczenia z ciałem, joga twarzy, gotowanie czy szycie. A także na coś dla ducha – relaks w naturze.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Zabrzmi dziwnie, jeśli odpowiem, że z nikim? Już od jakiejś dekady kocham swoje życie.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Chyba zawsze znalazłby się ktoś, kto o mnie wie tę jedna rzecz, o której nie wiedzą pozostali.

Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Właśnie rozwijam się jako facylitatorka Totalnej Biologii, zwanej Recall Healing – czyli metody Gilberta Renauda. Pragnę rozwijać swoją świadomość i asystować innym w tej samej podróży, by pięknie żyć. A przy okazji mieć zdrowe ciało i promieniejącą twarz – to już są skutki uboczne przepracowania ograniczających nas poglądów. Chciałabym jeszcze w przyszłości nauczyć się hiszpańskiego, francuskiego, szycia, fotografii i wrócić do nauki gry na pianinie.

Kiedy się uśmiechasz?

Zawsze – chyba, że przychodzi ten moment, kiedy kolejny proces w rozwoju daje znać o sobie i przepracowuję coś trudnego. Bywa wtedy i ciężko i smutno, ale zawsze potem pojawia się lekkość i znowu światło i uśmiech. Nasza świadomość ciągle się rozwija. Nie ukrywam, że taki czas dopadł mnie właśnie wtedy, kiedy miałam zacząć pisać odpowiedzi na pytania do tego wywiadu. I to mnie na jakiś czas zatrzymało.

Ulubione miejsca w Krakowie?

Uwielbiam Las Wolski i Bulwary Wiślane na spacery, bo kocham spacerować po Rynku, kocham ogródki na Rynku, okolice Kładki Bernatki i knajpki w tym rejonie. Lubię smakować jedzenie, więc testuję różne restauracje – nie mam jednej ulubionej, bo jest ich dość sporo.

Gdzie Cię znajdziemy?

Już niedługo na www.joannagruszeczka.com i www.faceyogajoanna.com
Fb – https://www.facebook.com/ProcesTworzenia
Instagram – https://instagram.com/joanna.gruszeczka?igshid=YTQwZjQ0NmI0OA%3D%3D&utm_source=qr
Skype – joanna.gruszeczka
tel. +48 601 543 668, e-mail: asia.gruszeczka@gmail.com

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel Kraków

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ