Joanna Bartoń / fot. Barbara Bogacka
Joanna Bartoń: Bliskość, wzajemny szacunek i rozmowa są fundamentem rodziny. Praca jest ważna, ale na końcu to właśnie ludzie, których kochamy, są tym, co w życiu ma największą wartość
Kim jesteś i czym się zajmujesz zawodowo?
Joanna Bartoń: Od 2002 roku prowadzę własne biuro rachunkowe. Można powiedzieć, że od ponad dwudziestu lat wspieram przedsiębiorców w prowadzeniu ich firm i dbaniu o finanse. Czy jestem ekspertką? Myślę, że tak. Nie tylko ze względu na wykształcenie, ale przede wszystkim dzięki wieloletniej praktyce i doświadczeniu zdobywanemu każdego dnia w pracy z klientami. Skąd się wzięłam w księgowości? To ciekawa historia, bo życie trochę napisało ją za mnie. Po liceum zdawałam na polonistykę. Zabrakło mi zaledwie jednego punktu, dlatego wybrałam policealną szkołę na kierunku rachunkowość i finanse. Rachunkowość bardzo mi się spodobała i szybko odkryłam, że to właśnie jest moja droga.
Dość wcześnie założyłam rodzinę, dlatego zaraz po ukończeniu szkoły rozpoczęłam pracę zawodową, gdzie zdobywałam doświadczenie. W 2002 roku zdecydowałam się otworzyć własne biuro rachunkowe. Od tamtej pory nieprzerwanie rozszerzam swoją wiedzę i pomagam przedsiębiorcom odnaleźć się w często skomplikowanym świecie podatków i przepisów.
Jaką drogę przebyłaś do tej pory?
Moja droga do miejsca, w którym jestem dzisiaj, nie była kwestią przypadku. Bardzo wcześnie zostałam mamą – miałam 21 lat. Gdy moja córka zaczęła chorować, zrozumiałam, jak ważna jest niezależność. Często brakowało nam pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb i leczenie. Wówczas powiedziałam sobie: muszę zdobyć wykształcenie, stać się samodzielna i wykonywać taki zawód, który pozwoli mi pracować nawet wtedy, gdy będę musiała zostać z dzieckiem w domu. To właśnie wtedy zdecydowałam się pójść na studia i konsekwentnie rozwijać się w kierunku rachunkowości. Równocześnie pracowałam w biurach rachunkowych w Chrzanowie, Krzeszowicach i Krakowie. Po ukończeniu studiów zdałam egzamin i uzyskałam uprawnienia Ministra Finansów do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o własnym biurze rachunkowym.
Co ciekawe, ostateczny impuls przyszedł od mojej przyjaciółki, Brygidy. Choć zaczęła pracę w księgowości później ode mnie i później ukończyła studia, miała odwagę założyć własne biuro. Pomyślałam wtedy: skoro ona potrafiła, to ja również dam radę. I tak powstało moje biuro rachunkowe. Jednak choć je już prowadziłam, przez wiele lat nie odważyłam się poprzestać wyłącznie na własnej działalności. Nie mogłam sobie pozwolić na ryzyko. Nie miałam wsparcia finansowego drugiej osoby, a przez pewien czas to właśnie ja utrzymywałam całą rodzinę. Dlatego równolegle pracowałam jako główna księgowa w różnych firmach, zdobywając doświadczenie.
W 2003 roku urodziłam bliźniaczki. To był piękny, ale jednocześnie bardzo wymagający czas. Mimo że miałam troje małych dzieci, nie mogłam zrezygnować z pracy, ponieważ w tym samym czasie firma mojego męża upadła i cała odpowiedzialność finansowa za rodzinę spoczęła na mnie. Pamiętam telefony z Krakowa z propozycjami pracy. Z jednej strony bardzo chciałam być z dziećmi, z drugiej wiedziałam, że muszę zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. Dojeżdżałam codziennie do pracy, próbując pogodzić obowiązki zawodowe z macierzyństwem. Nie było łatwo, ale nigdy się nie poddałam. Miałam jednak ogromne szczęście do ludzi. Na mojej drodze pojawiały się osoby, które wyciągały do mnie pomocną dłoń. Nazywam je swoimi aniołami, bo w ważnych momentach dodawały mi odwagi i pomagały podejmować właściwe decyzje.

Joanna Bartoń / fot. Barbara Bogacka
Jedną z takich decyzji przyniósł rok 2006. Za namową koleżanki zrezygnowałam z dobrze płatnego stanowiska zastępcy głównej księgowej i przyjęłam pracę w jednostce budżetowej w mojej miejscowości. Zarabiałam około trzy razy mniej, ale zyskałam coś, co wtedy było bezcenne – czas dla dzieci i większy spokój. To była świadoma decyzja. Wiedziałam, że pieniądze są ważne, ale moje dzieci w tamtym okresie potrzebowały mnie bardziej. Paradoksalnie to właśnie ta zmiana pozwoliła mi rozwinąć własne biuro rachunkowe. Dzięki krótszym dojazdom i lepszej organizacji mogłam poświęcić mu więcej czasu. Dziś wiem, że każda z tych decyzji – nawet jeśli w tamtym momencie wydawała się trudna – przybliżała mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj.
Patrząc wstecz, widzę, że moja droga nie była usłana sukcesami. Była pełna wyzwań, odpowiedzialności i trudnych wyborów. Ale właśnie one nauczyły mnie wytrwałości, odwagi i tego, że warto konsekwentnie budować swoją przyszłość, nawet małymi krokami. Przez wiele lat budowałam swoją firmę głównie własnymi siłami. Były momenty, kiedy wszystko spoczywało na moich barkach – praca, wychowanie dzieci i odpowiedzialność za dom. To nauczyło mnie samodzielności i wytrwałości.
Macierzyństwo to dla mnie nie tylko rola – to najgłębsze i najbardziej kształtujące doświadczenie mojego życia, które nauczyło mnie siły, odwagi i bezwarunkowej miłości. Jestem mamą czterech córek. Najstarsza ma 32 lata, bliźniaczki mają 23 lata, a najmłodsza – Wiktoria – przyszła na świat w 2013 roku, w zaledwie 29. tygodniu ciąży ważac 760 gr. Pierwsze sto dni swojego życia spędziła w szpitalu. Był to bardzo trudny czas, pełen niepewności, ale ani przez chwilę nie pozwoliłam sobie stracić wiary. Zawsze wierzyłam, że będzie dobrze. Nie poddawałam się, bo wiedziałam, że moja siła daje siłę także mojemu dziecku. Dziś Wiktoria jest wspaniałą dziewczyną i każdego dnia przypomina mi, że nawet w najtrudniejszych momentach warto wierzyć i iść naprzód. To doświadczenie nauczyło mnie wytrwałości, pokory i odwagi.
Choć każda z moich córek jest inna i każda idzie własną drogą, wszystkie są dla mnie źródłem siły. To właśnie one każdego dnia przypominają mi, po co warto walczyć, marzyć i nigdy się nie poddawać. Wierzę, że siła kobiet tkwi we wzajemnym wsparciu, miłości i odwadze. To ta siła prowadzi mnie przez życie.
Dziś mogę powiedzieć, że jednak mam szczęście – mój drugi mąż jest dla mnie prawdziwym partnerem. Mogę na niego liczyć zarówno w codziennym życiu, jak i w prowadzeniu firmy. Pomaga mi w tych obszarach, w których nie czuję się najmocniejsza, wspiera mnie w podejmowaniu decyzji i jest obok wtedy, gdy tego potrzebuję. To nauczyło mnie, że siła nie polega na tym, żeby wszystko robić samemu. Prawdziwą siłą jest także umiejętność przyjęcia wsparcia i budowania relacji z ludźmi, którzy wierzą w nas i pomagają nam się rozwijać. Sukces smakuje jeszcze lepiej, gdy można dzielić go z kimś, kto cieszy się z naszych osiągnięć i stoi obok nas nie tylko w łatwych, ale także w trudnych chwilach.
Wydarzenia, które Cię zmieniły?
Myślę, że najbardziej zmieniło mnie zderzenie z dorosłym życiem. Okazało się, że nie wygląda ono tak, jak wyobrażałam je sobie jako młoda dziewczyna. Gdy w małżeństwie pojawiły się trudności, zrozumiałam, że nie zawsze mogę liczyć na wsparcie drugiej osoby. To wtedy postanowiłam wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje życie i swoją przyszłość. Zaczęłam budować własną drogę zawodową, inwestować w siebie i rozwijać swoje kompetencje. Wiedziałam, że chcę być niezależna – nie tylko finansowo, ale także życiowo. Te trudne doświadczenia wiele mnie nauczyły. Dały mi siłę, determinację i odwagę do podejmowania decyzji, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj.
Co uznajesz za swój największy sukces?
Za największy zawodowy sukces uważam przede wszystkim to, że zbudowałam niezależność. Mogę pracować na własnych zasadach i sama decydować o kierunku, w którym rozwijam swoje biuro rachunkowe. To nie oznacza, że pracuję mniej. Wręcz przeciwnie – prowadzenie własnej firmy wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Ale to ja podejmuję decyzje i biorę za nie odpowiedzialność. Nie jestem uzależniona od zmieniających się decyzji czy humoru przełożonych. Mam wpływ na to, jak wygląda moja praca i jak chcę rozwijać swoją firmę. Drugim sukcesem jest fakt, że po latach pracy udało mi się zbudować zaufanie klientów. Wielu z nich jest ze mną od dawna i poleca moje biuro kolejnym przedsiębiorcom. To dla mnie największy dowód, że swoją pracę wykonuję rzetelnie i z zaangażowaniem. Najbardziej cieszy mnie jednak świadomość, że wszystko, co osiągnęłam, wypracowałam własną pracą, konsekwencją i determinacją. Ta niezależność daje mi nie tylko satysfakcję zawodową, ale także poczucie bezpieczeństwa i wolności.
Jakie są Twoje supermoce?
Myślę, że moimi największymi supermocami są cierpliwość, empatia i obowiązkowość. Jestem osobą, która naprawdę słucha ludzi. Staram się zrozumieć ich sytuację i nie oceniać. Często stykam się z przedsiębiorcami, którzy przychodzą nie tylko z dokumentami, ale też z problemami i stresem. Lubię szukać rozwiązań i pomagać im pokonywać trudności. Myślę, że właśnie empatia sprawia, że moi klienci czują się zaopiekowani. Drugą cechą jest obowiązkowość. Jeśli biorę za coś odpowiedzialność, to robię wszystko, żeby było wykonane rzetelnie i na czas. To buduje zaufanie, a w moim zawodzie zaufanie jest bezcenne.
Mam też cechy, które czasami utrudniają mi pracę. Potrafię robić wiele rzeczy jednocześnie, co w wielu sytuacjach stanowi zaletę – umiem szybko reagować i odnaleźć się w dynamicznym środowisku. Jednak kiedy obowiązków jest naprawdę dużo, łatwo się przebodźcowuję. Wtedy pojawia się zmęczenie i stres. Z biegiem lat nauczyłam się jednak, że nie muszę robić wszystkiego sama i że dobra organizacja pracy jest równie ważna, jak pracowitość. To nadal jest obszar, nad którym świadomie pracuję.
Jaka była najlepsza rada, jaką dostałaś?
Nie wiem, czy była to najlepsza rada, ale na pewno była to rada, która najmocniej zapadła mi w pamięć. Kiedy uczyłam się w policealnym studium na kierunku rachunkowość i finanse, poszłam kiedyś z tatą do jego pracy. Jedna z pań zapytała mnie, czego się uczę. Kiedy odpowiedziałam, usłyszałam: „To bardzo trudny zawód. Chyba sobie nie poradzisz”. Pamiętam te słowa do dziś. Paradoksalnie nie podcięły mi skrzydeł, tylko bardzo mnie zmotywowały. Mam taką cechę, że kiedy ktoś mówi mi, że czegoś nie potrafię, albo że nie dam rady, uruchamia się we mnie ogromna determinacja. Wtedy myślę: „Pokażę, że jednak potrafię”. To podejście towarzyszy mi do dziś.
Oczywiście słucham rad innych ludzi, analizuję je i wyciągam z nich wnioski. Nie uważam, że zawsze wiem wszystko najlepiej. Ale nauczyłam się też, że nie warto rezygnować z marzeń tylko dlatego, że ktoś inny nie wierzy w nasze możliwości. Czasami najsilniejszą motywację dają właśnie słowa zwątpienia. W moim przypadku tak było. Gdybym wtedy uwierzyła, że sobie nie poradzę, prawdopodobnie nie byłabym dziś w miejscu, w którym jestem.
Natomiast radą, którą najczęściej słyszałam – zarówno prywatnie, jak i w pracy – było: „Odpuść. Czy to na pewno ma sens? Czy warto się tak męczyć?”. I szczerze mówiąc, to była chyba ta rada, którą najczęściej ignorowałam. Nie dlatego, że nie słucham innych ludzi. Wręcz przeciwnie – zawsze staram się wysłuchać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Ale jeśli czuję, że coś jest ważne, że ma potencjał i że jest zgodne ze mną, bardzo trudno mi odpuścić.
Nie lubię rezygnować tylko dlatego, że droga jest trudna. W moim życiu wiele rzeczy wymagało cierpliwości i wytrwałości – studia, wychowanie dzieci, praca zawodowa, rozwijanie biura rachunkowego. Gdybym na którymś etapie odpuściła, prawdopodobnie nie byłabym dziś w miejscu, w którym jestem. Dlatego nauczyłam się, że czasem warto zwolnić, zmienić sposób działania, poprosić o pomoc, ale niekoniecznie rezygnować z celu. To podejście bardzo mi pomogło.
Masz jakieś patenty ułatwiające życie?
Mam zasadę, która pomaga mi od wielu lat. Gdy pojawia się naprawdę trudny problem i czuję, że emocje biorą górę, nie próbuję rozwiązywać go od razu. Sprawdzają mi się wówczas słowa Scarlett O’Hary z „Przeminęło z wiatrem”: „Pomyślę o tym jutro”. Dla mnie oznaczają one, że czasem warto się zatrzymać, przespać z problemem i wrócić do niego z nową energią. Niejednokrotnie przekonałam się, że rano wszystko wygląda inaczej – pojawiają się nowe pomysły, emocje opadają, a rozwiązanie staje się bardziej oczywiste. Dlatego chciałabym powiedzieć każdej kobiecie: nawet jeśli dziś jest ci bardzo trudno, pamiętaj, że jutro też jest dzień. Każdy nowy poranek daje nową szansę. Nie załamuj się, bo nawet jeśli teraz nie widzisz wyjścia, to możliwe, że pojawi się ono wtedy, gdy dasz sobie chwilę oddechu i spojrzysz na sytuację z nowej perspektywy.

Joanna Bartoń / fot. Barbara Bogacka
Najlepsza i najtrudniejsza decyzja, jaką w życiu podjęłaś?
Były dwie decyzje, które najbardziej wpłynęły na moje życie. Pierwsza dotyczyła pracy. Zrezygnowałam z bardzo dobrze płatnego stanowiska głównej księgowej i przeszłam do pracy w jednostce budżetowej z dużo niższym wynagrodzeniem. Dla wielu osób była to niezrozumiała decyzja, ale dla mnie najważniejsze były wtedy moje dzieci. Potrzebowały mnie bardziej niż moich wysokich zarobków. Ta zmiana dała mi więcej czasu dla rodziny, a jednocześnie pozwoliła stopniowo rozwijać własne biuro rachunkowe. Dziś wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Dała mi niezależność, możliwość rozwoju i ogromną satysfakcję z pomagania przedsiębiorcom w prowadzeniu ich biznesów.
Drugą, zdecydowanie najtrudniejszą decyzją, była decyzja o rozwodzie po szesnastu latach małżeństwa. Zostałam samotną mamą trójki dzieci i musiałam wziąć pełną odpowiedzialność za naszą przyszłość. Nie była to łatwa decyzja, ale dziś wiem, że była potrzebna. Dała mi spokój, poczucie sprawczości i możliwość budowania życia na własnych zasadach. Obie te decyzje nauczyły mnie, że czasami trzeba zrezygnować z tego, co wydaje się bezpieczne, aby stworzyć dla siebie i swoich bliskich lepszą przyszłość. Choć obie były trudne, nie żałuję żadnej z nich.
Ciemne strony biznesu?
Każdy zawód ma swoje jasne i ciemne strony. W księgowości największym wyzwaniem jest ogromna odpowiedzialność. Za każdą liczbą stoją konkretni ludzie, firmy i ich decyzje biznesowe. Dlatego ta praca wiąże się ze stresem i koniecznością ciągłego skupienia. Bywają okresy, kiedy obowiązków jest tak dużo, że pracuje się pod ogromną presją czasu. Trzeba pilnować terminów, zmian w przepisach i jednocześnie dbać o to, żeby wszystko było wykonane poprawnie.
Największą trudnością są jednak często same przepisy. Polski system podatkowy jest skomplikowany i nie zawsze jednoznaczny. Zdarza się, że ten sam przepis jest interpretowany na różne sposoby. Nawet korzystając z infolinii podatkowej, można usłyszeć różne odpowiedzi na to samo pytanie. To sprawia, że czasami trudno udzielić klientowi jednoznacznej odpowiedzi. Zwłaszcza, że to, co dziś jest uznawane za prawidłowe, za rok czy dwa może być oceniane zupełnie inaczej.
Właśnie dlatego tak ważne jest ciągłe dokształcanie się, śledzenie zmian i zachowanie pokory wobec przepisów. Mimo tych wyzwań nadal lubię swoją pracę. Każdy rozwiązany problem i każdy spokojny klient utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto wykonywać ten zawód z odpowiedzialnością i zaangażowaniem.
Co cie kręci, motywuje, irytuje?
Tym, co najbardziej motywuje mnie do codziennego wstawania z łóżka, jest świadomość, że moja praca naprawdę ma znaczenie. Lubię pomagać ludziom i szukać dla nich najlepszych rozwiązań. Bardzo często trafiają do mnie przedsiębiorcy, którzy wcześniej korzystali z usług innych biur rachunkowych. Czasami już po pierwszej rozmowie i dokładnej analizie ich sytuacji widzę, że mogliby wybrać korzystniejszą formę opodatkowania albo inaczej uporządkować sposób prowadzenia działalności. Dzięki temu niektórzy z moich klientów oszczędzają kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. To daje mi ogromną satysfakcję, bo wiem, że realnie wpływam na rozwój ich firm i poczucie bezpieczeństwa.
Najbardziej irytuje mnie natomiast presja czasu i stres. W księgowości terminy są nieubłagane, a odpowiedzialność bardzo duża. Do tego przepisy zmieniają się niezwykle często, co wymaga ciągłego uczenia się i ogromnej koncentracji. Bywają dni, kiedy natłok obowiązków jest naprawdę duży. Mimo to wiem, że korzyści płynące z tej pracy zdecydowanie przeważają. Nic nie daje mi większej satysfakcji niż klient, który mówi: „Dziękuję, dzięki pani udało mi się zaoszczędzić pieniądze i spokojniej prowadzić firmę”. To właśnie dla takich momentów wykonuję ten zawód.
Kto Cię inspiruje?
Nie mam jednej konkretnej osoby, o której mogłabym powiedzieć, że jest moim autorytetem czy idolem. Inspirują mnie przede wszystkim ludzie, których spotykam na swojej drodze. Szczególnie inspirują mnie kobiety. Podziwiam je za siłę, odwagę i umiejętność godzenia wielu ról – prowadzenia biznesu, pracy zawodowej, wychowywania dzieci i dbania o rodzinę. Wiem z własnego doświadczenia, ile to kosztuje i jak wiele wymaga. Bardzo cieszy mnie, że kobiety coraz częściej przestają ze sobą rywalizować, a zaczynają się wspierać. Wierzę, że właśnie we wzajemnym wsparciu jest ogromna siła. Każda z nas przechodzi przez inne doświadczenia, ale razem możemy dodawać sobie odwagi i motywacji.
Inspirują mnie również ludzie, którzy mają dobre serce, żyją w zgodzie ze swoimi wartościami i potrafią wyciągnąć rękę do drugiego człowieka. Uważam, że sukces nie polega tylko na osiągnięciach zawodowych, ale także na tym, jakim jest się człowiekiem. To właśnie tacy ludzie – życzliwi, autentyczni i wspierający innych – inspirują mnie najbardziej.
Agnieszka Maciąg inspiruje mnie, bo pokazuje, że w życiu można przejść bardzo różne etapy i w każdym z nich odnaleźć sens. Osiągnęła sukces w świecie mody i mediów, pracując na najwyższym poziomie, ale w pewnym momencie zdecydowała się zmienić kierunek życia i skupić na tym, co dla niej naprawdę ważne: zdrowiu, równowadze, rozwoju wewnętrznym i życiu w zgodzie ze sobą. Podoba mi się w niej to, że nie bała się zmian i nie została w jednym „szufladkowym” świecie. Pokazała, że sukces nie musi wyglądać tylko w jeden sposób i że można go definiować na nowo w różnych momentach życia. Inspiruje mnie też jej spokój i świadomość, że życie to nie tylko praca i osiągnięcia, ale również relacje, wartości i dbanie o siebie. Dla mnie jest przykładem kobiety, która miała odwagę iść własną drogą – nawet jeśli oznaczało to zmianę całego dotychczasowego życia.
Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?
Staram się nie uzależniać swojej samooceny od opinii innych. Oczywiście słucham ludzi, jeśli ich uwagi są konstruktywne i mogą pomóc mi się rozwijać. Natomiast wiem też, że ludzie patrzą przez pryzmat własnych doświadczeń, emocji czy wyobrażeń.
Zdarzało mi się słyszeć, że to, co osiągnęłam, jest zasługą szczęścia albo odpowiednich znajomości. Uśmiecham się wtedy, bo tylko ja wiem, ile pracy, wyrzeczeń i trudnych decyzji kosztowało mnie dojście do miejsca, w którym jestem dzisiaj. Najczęściej jednak słyszę, że jestem pracoholiczką. Być może jest w tym trochę prawdy. Lubię swoją pracę i naprawdę się w niej realizuję. Jednocześnie z wiekiem coraz bardziej uczę się dbać o równowagę i pamiętać, że życie to nie tylko praca. Rodzina, zdrowie i czas dla siebie są równie ważne. Dziś bardziej niż na opiniach innych skupiam się na tym, czy mogę każdego dnia spojrzeć w lustro i powiedzieć, że swoją pracę wykonałam uczciwie i najlepiej, jak potrafiłam.
Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?
Gdybym mogła zwrócić się do 18-letniej siebie, powiedziałabym przede wszystkim: uwierz w siebie. Nie pozwól nikomu wmówić ci, że czegoś nie potrafisz, albo że coś jest poza twoim zasięgiem. Jeśli będziesz pracowita, wytrwała i odważna, możesz osiągnąć znacznie więcej, niż dziś ci się wydaje. Powiedziałabym też: walcz o swoje marzenia i sięgaj po to, czego naprawdę pragniesz. Nie bój się popełniać błędów, bo one są częścią rozwoju. Nie każda droga będzie prosta, ale każda trudność czegoś cię nauczy i uczyni silniejszą.
I jeszcze jedno – nie porównuj się do innych. Każdy ma swoją drogę i własne tempo. Najważniejsze jest, żeby każdego kolejnego dnia być wersją siebie odrobinę lepszą niż wczoraj. Dziś wiem, że w życiu jest znacznie mniej barier, niż nam się wydaje. Największe ograniczenia często mamy we własnej głowie. Dlatego powiedziałabym sobie: wierz w siebie, nie poddawaj się i pamiętaj, że wszystko jest możliwe, jeśli jesteś gotowa ciężko na to pracować.
Co jest dla ciebie ważne?
Najważniejsza jest dla mnie rodzina. To ona daje mi siłę i przypomina, po co pracuję i dlaczego warto się starać. Moje dzieci dają mi największą motywację i są największą dumą. Bardzo ważna jest dla mnie również praca, bo daje mi poczucie spełnienia i możliwość pomagania innym. Lubię to, co robię, i cieszę się, że mogę rozwijać własny biznes.
Ogromną wartość mają dla mnie także przyjaciele. Tacy prawdziwi – z którymi można wypić kawę, szczerze porozmawiać, ale też po prostu pobyć razem w ciszy. Uważam, że najpiękniejsze relacje to te, w których nie trzeba niczego udowadniać. Czasami milczenie mówi więcej niż słowa i właśnie przy takich ludziach czuję się naprawdę dobrze. Dziś wiem, że sukces to nie tylko osiągnięcia zawodowe. To przede wszystkim ludzie, których mamy obok siebie – rodzina, przyjaciele i relacje, o które warto dbać każdego dnia.
Na co masz zawsze czas?
Zawsze staram się znaleźć czas dla mojej rodziny i dzieci. To one są dla mnie najważniejsze i niezależnie od tego, ile mam pracy, chcę być obecna w ich życiu. Czasu nie da się zatrzymać. Dzieci dorastają bardzo szybko, dlatego staram się wykorzystywać każdą wspólną chwilę. Liczy się nie ilość czasu spędzanego razem, ale jego jakość – wspólna rozmowa, wspólny posiłek, spacer czy po prostu bycie razem. Bardzo dbam o nasze relacje. Uważam, że bliskość, wzajemny szacunek i rozmowa są fundamentem rodziny. Praca jest ważna, ale na końcu to właśnie ludzie, których kochamy, są tym, co w życiu ma największą wartość.
Jak jest Twoja najcenniejsza rzecz?
To trudne pytanie, bo nie jestem osobą, która przywiązuje się do rzeczy materialnych. Oczywiście mam dom, mam biuro rachunkowe – to wszystko jest efektem wielu lat pracy i ma dla mnie dużą wartość. Ale nie powiedziałabym, że jest tym, co najcenniejsze. Najcenniejsze są dla mnie relacje z ludźmi – moją rodziną, dziećmi i bliskimi. To oni dają mi poczucie szczęścia i sensu. Rzeczy można kupić, sprzedać albo odbudować. Dobrych relacji, zaufania i miłości nie da się zastąpić. Jeśli miałabym więc powiedzieć, co jest moim największym skarbem, to byłaby to możliwość życia w zgodzie ze sobą, otaczania się dobrymi ludźmi i świadomość, że wspólnie z nimi zbudowałam życie, z którego jestem dumna.
Co zawsze masz przy sobie?
Zawsze mam przy sobie telefon i kluczyki od samochodu. To może brzmi bardzo zwyczajnie, ale właśnie te dwie rzeczy dają mi poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Wiem, że mogę skontaktować się z bliskimi, załatwić ważne sprawy albo po prostu wsiąść do samochodu i pojechać tam, gdzie jestem potrzebna. Lubię też nosić bransoletki z naturalnych kamieni. Traktuję je trochę jak swoje małe talizmany – przypominają mi o dobrej energii i pozytywnym nastawieniu do życia.
W mojej torebce można też znaleźć niebieskie „oko proroka”, które przywiozłam z Turcji. Dla wielu osób jest ono symbolem ochrony przed złą energią. Dla mnie to bardziej pamiątka i symbol, który przypomina, żebym otaczała się dobrymi ludźmi, wierzyła w siebie i patrzyła na świat z optymizmem.
Na co przeznaczyłabyś dużą sumę pieniędzy, gdyby spadła Ci z nieba?
Gdyby nagle pojawiła się w moim życiu duża suma pieniędzy, bez wahania przeznaczyłabym ją na podróże. Są one dla mnie czymś więcej niż tylko sposobem, aby odpocząć. To sposób na poznawanie świata, ludzi i różnych kultur. Dają mi inspirację, poszerzają horyzonty i pozwalają na chwilę oderwać się od codziennych obowiązków. Marzy mi się, żeby zobaczyć jeszcze wiele pięknych miejsc na świecie, zarówno tych dalekich, egzotycznych, jak i tych spokojnych, pełnych historii i klimatu. Wierzę, że każda podróż coś wnosi – uczy, zachwyca i zostawia wspomnienia na całe życie. Dlatego właśnie, gdybym miała taką możliwość, inwestowałabym w tego rodzaju doświadczenia, a nie w rzeczy materialne.
Gdybyś miała możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?
Chyba najchętniej z mężczyzną. Z czystej ciekawości chciałabym sprawdzić, jak to jest funkcjonować w męskim świecie – z tą większą prostotą myślenia i spokojem w głowie. Kobiety często mają w sobie bardzo dużo równoległych myśli, analiz, emocji. Ciekawi mnie, jak to jest, kiedy w głowie jest po prostu ciszej i bardziej „jednowątkowo”. Myślę, że byłoby to bardzo interesujące doświadczenie – nie po to, żeby oceniać, tylko aby zrozumieć inną perspektywę i zobaczyć świat trochę inaczej, niż na co dzień.
Czego nikt o Tobie nie wie?
Myślę, że na zewnątrz jestem często postrzegana jako osoba silna, konkretna i zorganizowana. Natomiast w środku dużą wrażliwość. Jest we mnie trochę małej dziewczynki, potrzebującej akceptacji, zrozumienia i poczucia, że jest wystarczająca taka, jaka jest. Ta wrażliwość nie jest moją słabością, tylko czymś, co sprawia, że potrafię lepiej rozumieć innych ludzi. Na co dzień uczę się łączyć tę delikatność z odpowiedzialnością i siłą, którą wymaga życie i praca. I myślę, że właśnie ta równowaga najbardziej mnie definiuje.
Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?
Wciąż mam w sobie dużą ciekawość świata i poczucie, że wiele rzeczy jest jeszcze przede mną do odkrycia. Chciałabym nauczyć się jazdy konnej, tańca, może również tańca na rurze – takich rzeczy, które pozwalają lepiej poczuć swoje ciało i dają radość. Myślę też o nauce języków – angielskiego, hiszpańskiego i włoskiego – bo to otwiera zupełnie nowe możliwości kontaktu ze światem. Mam w sobie coś takiego, że wszystko mnie ciekawi. Lubię uczyć się nowych rzeczy i czasem czuję się jak dziecko, które chce chłonąć świat i doświadczać go na różne sposoby. To daje mi energię i sprawia, że nie czuję, że „już wszystko wiem”, tylko że wciąż mogę się rozwijać i odkrywać coś nowego.
W miarę, jak zdobywam doświadczenie życiowe, coraz bardziej interesuje mnie to, co dzieje się wewnątrz człowieka: emocje, energia, napięcia w ciele i to, jak wpływają one na nasze codzienne funkcjonowanie.
Chciałabym lepiej rozumieć siebie w tym obszarze i nauczyć się technik, które pomagają zachować równowagę, spokój i dobre samopoczucie – zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Myślę, że to jest dla mnie naturalny kierunek rozwoju: po latach skupienia na pracy i odpowiedzialności coraz większą wagę przywiązuję do harmonii, uważności i dbania o siebie w szerszym znaczeniu.
Jaki jest Twój ulubiony moment w tygodniu?
To piątek. Wtedy czuję, że kończy się czas intensywnej pracy i mogę złapać oddech. Nawet jeśli nadal mam dużo obowiązków, sama świadomość, że nadchodzi weekend, daje mi poczucie ulgi i radości. Lubię ten moment, kiedy w radiu słyszę, że zaczyna się weekend – to taki mały sygnał, że można zwolnić tempo, spędzić więcej czasu z rodziną i złapać trochę dystansu do codziennych spraw. Piątek jest dla mnie symbolem przejścia między intensywną pracą a spokojniejszym czasem, który staram się wykorzystać na odpoczynek i bliskość z najbliższymi.
W wolny dzień natomiast lubię przede wszystkim zwolnić tempo i pobyć bliżej natury. Często wybieram rower albo spacer po lesie. To daje mi wyciszenie i pozwala oderwać się od codziennych obowiązków i telefonów. Lubię też po prostu pojechać gdzieś na łono natury, bez konkretnego planu, żeby złapać oddech i uporządkować myśli. Takie chwile są dla mnie bardzo ważne, bo pozwalają mi na regenerację i dają energię na kolejne dni intensywnej pracy.
Twoje ulubione miejsca w Krakowie?
Bardzo lubię Kraków. Przez dziesięć lat pracowałam w tym mieście i w pewnym momencie nawet marzyłam o tym, żeby tam zamieszkać. Ostatecznie życie potoczyło się inaczej, ale sentyment do Krakowa pozostał. Najbardziej lubię jego centrum – Rynek Główny, Sukiennice i klimat starego miasta. To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego, co zawsze przyciąga. Bardzo cenię też krakowskie parki, bo dają chwilę wytchnienia od miejskiego zgiełku. Lubię spacery w takich miejscach, w których można po prostu zwolnić i pobyć ze sobą.
Bliskie są mi również okolice Wawelu, Kościół Mariacki czy Kopiec Kościuszki. Lubię też spacery nad Wisłą – to również miejsca, w których można złapać dystans i spokojnie odpocząć. Kraków jest dla mnie miastem pełnym wspomnień i emocji, do których zawsze wracam z dużym sentymentem.
Dokończ zdanie: „Przyszłość zależy od kobiet…”
… bo kobiety są niesamowite, piękne, wartościowe i czułe. Stanowią siłę samą w sobie. Wierzę, że największa moc rodzi się w nas wtedy, kiedy przestajemy ze sobą rywalizować, a zaczynamy się nawzajem wzmacniać. Szczególnie w biznesie to wsparcie jest niezwykle ważne. Każda z nas ma inne doświadczenia, inną drogę i inne wyzwania, ale możemy się od siebie uczyć, inspirować i pomagać sobie w podejmowaniu decyzji.
Zamiast porównywać się, możemy budować przestrzeń, w której jedna kobieta ciągnie w górę drugą. To samo dotyczy życia – w codzienności, w macierzyństwie, w relacjach kobiety często mierzą się z ogromem obowiązków i emocji. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie były dla siebie krytyczne, ale życzliwe i wspierające. Kiedy kobiety zaczynają działać razem, kiedy się wspierają, bez zazdrości i bez oceniania, powstaje ogromna siła, która realnie zmienia świat – nie tylko w biznesie, ale też w rodzinach i całych społecznościach.
Gdzie możemy Cię znaleźć?
Strona internetowa: https://www.jjk.com.pl/
Instagram: jjk.biurorachunkowe
Facebook: Bartoń Joanna JJK Biuro Rachunkowo-Podatkowe Trzebinia
32-540 Trzebinia, ul. Grunwaldzka 93, tel 509945352
Projekt #KobietyKrakowa
Fotografia: Barbara Bogacka
Wizaż: Małgorzata Braś
Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel by Marriott
Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa
