Wednesday, December 8, 2021
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Ewa Czarnecka-Doniec

Kobieta Krakowa: Ewa Czarnecka-Doniec

Oto przykład, jak pogmatwane bywają ścieżki samorozwoju

Ewa Czarnecka-Doniec

Ewa Czarnecka-Doniec / fot. Barbara Bogacka

To opowieść o narodzinach Kwantowej Wiedźmy, jako konsekwencji niezwykle trudnego macierzyństwa oraz przygody z uzdrawianiem pranicznym, theta healing, totalną biologią, psychosomatyką i szamanizmem, ale też… fizyką kwantową

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Ewa Czarnecka-Doniec: Zaginam czasoprzestrzeń, żeby zmienić przyszłość. Nawiguję przez chaos życiowych wyzwań i doświadczeń. Usuwam blokady stojące na drodze do samorealizacji, rozwoju, spełniania marzeń. Pomagam poczuć więcej życia w życiu, poczuć się w swoim ciele jak w domu, wrócić do siebie po przebytej traumie, nadać nowe znaczenie doświadczeniom. Jestem wiedźmą, szamanką, uzdrowicielką duszy, ciała i umysłu. Kiedyś przychodziły do mnie głównie kobiety po stracie dziecka lub z trudną historią starania się o nie. Teraz tematy do pracy są dużo bardziej zróżnicowane, ale i narzędzia, którymi dysponuję, ewoluowały. Najogólniej mówiąc pomagam spełniać marzenia, realizować wizje i plany, doświadczać więcej życia w życiu, rozbrajając niesprzyjające kody na wszystkich płaszczyznach ‒ fizycznej, mentalnej, emocjonalnej, energetycznej.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Ewa Czarnecka-Doniec: Pochodzę z niedużego miasta na Mazurach. Do Krakowa przywędrowałam na studia i tu już zostałam.

Od czwartego roku pracowałam w międzynarodowych korporacjach, zdobywałam doświadczenie, wiedzę, umiejętności. Podróżowałam po Europie, negocjowałam z menedżerami wysokiego szczebla, zarządzałam zespołem, wdrażałam systemy. Raczej intensywnie. Pierwsze odezwało się ciało, pokrywając się całe tajemniczą wysypką, której lekarze nie byli w stanie zdiagnozować.

Zatrzymało mnie w szpitalu na dwa tygodnie i miesiąc w domu. Po powrocie do pracy okazało się, że wszystko funkcjonuje jak wcześniej, a firma nadal działa.
Rok później ciało znów o sobie przypomniało, widocznie za bardzo zaczęłam się rozpędzać. Na tydzień przed ślubem wysypka wróciła, lekarze nadal nie wiedzieli, skąd się wzięła. Na szczęście ja już wiedziałam, co robić i do ślubu nie musiałam iść w kombinezonie nurka głębinowego. Poprosiłam o miesiąc urlopu. Po powrocie byłam już inna i… w ciąży, więc siłą rzeczy zwolniłam i odpuszczałam wiele spraw. Myślę, że zespół bardzo na tym skorzystał. Po urodzeniu córki wzięłam roczny urlop macierzyński. Miałam dużo czasu na rozmyślanie. Wiedziałam, że „coś” musi się zmienić, ale nie wiedziałam co. Zaczęłam od pracy z ciałem przy pomocy TRE i ćwiczeń Lowena, poznałam kręgi kobiet. Zainwestowałam w pracę z coachem i rozwój osobisty. Nauczyłam się motać słowiańskie lalki. Z czasem pojawiły się pytania o możliwość zamówienia motanki albo zorganizowania warsztatów. W międzyczasie wróciłam do pracy, ale już było inaczej. Potrafiłam już wejść w tryb obserwatora, a nie tylko uczestnika zdarzeń. Natomiast nie zawsze podobało mi się to, co widziałam i pojawiły się myśli o zmianie kierunku „kariery”. Tylko jakoś nie mogłam zebrać się na odwagę, żeby podjąć zdecydowane kroki. (Kredyt hipoteczny raczej nie pomagał w podjęciu tej decyzji).

 

Dylematy rozwiązały się same, kiedy okazało się, że znów jestem w ciąży, do tego bliźniaczej. Od razu przeszłam na L4, odpoczywałam, dbałam o siebie i obmyślałam plan, jak nie wrócić na etat. No i jak dotąd nie wróciłam, chociaż nie wymyśliłabym sama takiego obrotu spraw. Dość szybko pojawiły się pierwsze ciążowe problemy i podejrzenia, częste badania, kolejne diagnozy i czarne scenariusze. Po prawie miesiącu spędzonym w szpitalu, w 29. tygodniu ciąży serce jednej z dziewczynek przestało bić. Szybka cesarka. Druga córka, silniejsza, trafiła do inkubatora i spędziła na intensywnej terapii noworodka pięć miesięcy. Teraz ma już ponad dwa lata i 14 operacji za sobą. Nieźle nas przećwiczyła.

 

Kiedy byłam w ciąży, trafiłam na mentorkę, która pokazała mi, jak można pracować z energią, żeby pomóc sobie (lub innym) w trudnych momentach i w codziennym życiu. Tak zaczęła się przygoda z uzdrawianiem pranicznym, theta healing, totalną biologią i psychosomatyką, a w końcu także szamanizmem. A że zawsze uchodziłam i uważałam się za „umysł ścisły” i lubię wiedzieć dlaczego i jak coś działa, wciągnęły mnie też osiągnięcia fizyki kwantowej i to, w jaki sposób tłumaczy ona wszelkie działania energetyczno-magiczno-duchowo-szamańskie. I tak narodziła się Kwantowa Wiedźma.

Ewa Czarnecka-Doniec

Ewa Czarnecka-Doniec / fot. Barbara Bogacka

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Moja tajemnicza wysypka, która kiedyś mnie zatrzymała, i która wraca do mnie jeszcze czasem. Ale teraz witam ją jak starą znajomą, pytam z czym przychodzi, a ona (wysłuchana) znika już nawet bez leków. Także narodziny dzieci, zwłaszcza druga ciąża, chyba nie muszę już rozwijać tego tematu…

Co uznajesz za swój największy sukces?

Dostałam w życiu mocno po czterech literach. Było tego tyle, że spokojnie można by obdzielić kilka życiorysów. Nie załamałam się. Nadal tu jestem, żyję, oddycham. I jeszcze pomagam innym. Należy mi się order, choćby taki z ziemniaka.

Jakie są Twoje supermoce?

Jestem obserwatorką, słuchaczką, czasem „adwokatką diabła” ‒ szukam różnych perspektyw, bo tak naprawdę to, co my widzimy lub czego doświadczamy w kontakcie z kimś innym, to zaledwie ułamek tego, kim ta osoba jest, co czuje, co przeszła, jaka jest jej historia.

Potrafię wytłumaczyć pewne mechanizmy, zachowania i zjawiska z punktu widzenia różnych dziedzin ‒ od fizyki kwantowej, przez psychologię i psychosomatykę, po duchowość. Ze względu na szerokie spektrum zainteresowań, dysponuję wachlarzem narzędzi i stosuję je adekwatnie do sytuacji. Ogarniam chaos, jestem elastyczna, dziecko skaczące po głowie mojej klientce nie przeszkodzi mi w dotarciu do źródła wyzwania, z którym przyszła.

Lubię pracować z różnymi narzędziami, jak karty, instrumenty czy kryształy, ale jestem tez w stanie poprowadzić kogoś w głęboko uzdrawiającym procesie przy użyciu tylko i wyłącznie mojego głosu. Ostatnio usłyszałam zresztą, że to moje prowadzenie głosem jest bardzo uziemiające, daje poczucie bezpieczeństwa i pomaga zwolnić umysł z „obowiązku” kontroli ‒wygląda więc na to, że jestem też hipnotyzerką, ha ha!

Najlepsza/najgorsza rada jaką w życiu dostałaś?

„Jeśli jest coś, co cię przerasta i przytłacza w życiu, znajdź coś innego, co możesz rozbudować i co sprawi, że tamta sprawa już nie będzie dominować”.
Właściwie słyszałam podobne rady już wcześniej (o przekierowywaniu uwagi, o skupianiu się na pozytywach, o skupianiu się na tu i teraz), ale dopiero tak sformułowana trafiła tam, gdzie miała trafić i zmotywowała mnie do bardziej ukierunkowanych działań. Życie jest życiem, nie jesteśmy samotnymi wyspami, zawsze może zdarzyć się coś, co zachwieje naszym światem. To, co jest najważniejsze w takiej chwili, to nie dać temu „cosiowi” władzy nad całym swoim życiem. Tylko od nas zależy, jak przez nie przejdziemy, od tego mamy wolną wolę.

Masz jakieś swoje patenty/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Jeśli rzeczy nie idą po Twojej myśli, nie pytaj „dlaczego?” tylko „po co?”, „jaka tu jest dla mnie lekcja?”. Wyciągaj wnioski i dokonuj korekty obranego kursu, a trudności potraktuj jak inwestycję w mądrość życiową kolejnych wersji Ciebie.

Najlepsza/najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

O wyjeździe na studia na drugi koniec Polski. Cała reszta to pikuś.

Ciemne strony biznesu?

Kiedy ludzie przychodzą do Ciebie po pomoc i wsparcie w życiowych wyzwaniach, trudnościach, decyzjach, ważne jest jasne ustawienie granic, nie wchodzenie w ich emocje. Widzę i słyszę, ale nie muszę czuć, nie muszę tego przeżywać. A nawet nie powinnam, bo klient przychodzi ostatecznie po świeże spojrzenie i nową perspektywę. W emocjach sam się już pewnie wytaplał po uszy. Takie bhp jest tym istotniejsze, im bardziej historia klienta zbliżona jest do naszej własnej.

Ewa Czarnecka-Doniec

Ewa Czarnecka-Doniec / fot. Barbara Bogacka

Co Cię kręci, motywuje, irytuje?

Ostatnio przyszło do mnie takie pragnienie, żeby stworzyć fundację, wspierającą kobiety w trudnej sytuacji życiowej (zwłaszcza matki dzieci z niepełnosprawnością lub opiekujące się niepełnosprawnym rodzeństwem lub rodzicem) w powrocie do aktywności zawodowej, w realizowaniu marzeń, rozwijaniu pasji.

Chcę pokazać tym kobietom, jak odrzucić w kąt wszystkie „nie mogę”, „nie wypada”, „nie wolno”, „nie stać mnie”, „to nie dla mnie”, „nie mam czasu”. Że warto to zrobić ‒ przede wszystkim dla siebie, ale też dla ich podopiecznych i bliskich.

Marzy mi się zespół profesjonalnych opiekunów medycznych, którzy przejmowaliby przynajmniej część obowiązków domowych tych kobiet i umożliwiliby im w tym czasie realizację tego, z czego kiedyś zrezygnowały, czego sobie odmawiały, czego wstydziły się nawet pragnąć. Bo i jak miały realizować siebie w pełni i oficjalnie, skoro państwo oferuje im zasiłek w wysokości minimalnej pensji krajowej z zakazem podejmowania jakiejkolwiek innej pracy, tudzież działalności zarobkowej? Ewentualnie, jeśli się nie zdecydują i jednak pracują „normalnie”, muszą zapewnić swoim niepełnosprawnym bliskim inną formę opieki, a to też kosztuje i nie jest jedynym punktem na liście. I oczywiście, można założyć subkonto dla chorego dziecka w fundacji, są też inne zasiłki i zapomogi z opieki społecznej. Ale poza tym wszystkim to te kobiety spędzają na opiece każdy weekend, każdy urlop, każdy wieczór, a często i noc, każdą „wolną” chwilę, odmawiając ich sobie samym, swoim partnerom, swoim pozostałym dzieciom. Być może przesadzam, ale kiedy przedstawicielka hospicjum domowego mówiła mi, że kiedy już przypisana nam pielęgniarka i córka się poznają, będę czasem mogła zostawić je same i wyjść z domu na chwilę, autentycznie się popłakałam. I nie wierzę, że jestem jedyna.

Kto Cię inspiruje?

Regan Hillyer – łączy świat duchowości z biznesem. Stworzyła imperium, prowadzi i ma udziały w kilku różnych firmach, opierając się na intuicji i pracy z energią.
Katarzyna Jola Butryn – podobnie jak wyżej, plus dodatkowe punkty za pochodzenie ‒ w naszym pięknym kraju też tak można!
Katarzyna Dorota z Urban Magia – to od niej uczyłam się o słowiańskich lalkach, od tego zaczęła się moja przygoda z pracą z intencją, spełnianiem marzeń i pragnień; spora część mojej pracy energetycznej wzięła się z chęci wzmocnienia działania lalki.
Agata Wiaterek Amrita Darshan – która, mieszkając z rodziną w Finlandii, zostawiła to w miarę wygodne życie i przeprowadziła się w polskie Beskidy, żeby organizować szamańskie ceremonie i serwować ludziom kakao. To się nazywa odwaga i determinacja w dążeniu do realizacji marzeń!

Co powiedziałabyś 15-letniej sobie?

Figura Kate Moss to nie norma, nie jesteś gruba! Odpuść sobie, idź na spacer.

Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?

Chyba łatwiej powiedzieć, czego nie noszę! Kiedyś zakasowałam znajomych na spotkaniu ‒ cokolwiek było potrzebne w trakcie spaceru (długopis, parasol, pelerynka przeciwdeszczowa, jakieś cukierki, pastylki, tabletka na ból głowy ‒ wtedy jeszcze nosiłam), znajdowało się w mojej torebce. W pewnym momencie kolega zażartował: „co ty tam jeszcze nosisz? Mieszek miedziaków do samoobrony, jak na kreskówkach?”. Jakież było jego zdziwienie, kiedy wyjęłam woreczek groszówek! Ale garść długopisów, kamienie i kryształy ‒ te mam w każdej torebce czy plecaku.

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, która spadła Ci z nieba?

Zbudowałabym parterowy dom dla mojej rodziny z dużą powierzchnią „roboczą” na poddaszu, gdzie mogłabym mieć swoją pracownię i zapraszać kobiety na warsztaty i ceremonie.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Że z natury jestem skryta i nieśmiała. Teraz nikt mi już w to nie wierzy.

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

Bardziej niż nauczyć się nowych rzeczy, chciałabym podzielić się z kobietami tym, co już wiem. Między innymi, jak zaprząc energię pieniądza do realizacji marzeń. Planuję też organizować więcej warsztatów, najlepiej na żywo. No i fundacja wspierająca kobiety – opiekunki osób niepełnosprawnych. Jest to dla mnie jeszcze trochę abstrakcyjny pomysł, ale skoro się objawił i chce zostać zmaterializowany, to ja się stawiam do wykonania zadania.

Ulubione miejsca w Krakowie?

Akademia Meli-Melo – świetne miejsce tworzone przez kobiety dla kobiet, z ciekawą ofertą dla ciała i nie tylko; kawiarnia Pałacu Czeczotka – nie ma to jak zapaść się w wielki fotel z filiżanką czegoś dobrego i obserwować sobie krakowski Rynek. Nad oczywistymi oczywistościami typu Wawel, Bulwary i Kopce nie będziemy się chyba rozwodzić.

Gdzie Cię znajdziemy?

Home
https://www.facebook.com/KwantowaWiedzma
https://www.instagram.com/kwantowa_wiedzma/
https://www.facebook.com/LalkiWasylisy
https://www.facebook.com/groups/KociolKwantowejWiedzmy

Nela Czarnecka-Doniec

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: Hotel Sheraton Grand Kraków

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach