Saturday, January 28, 2023
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Anna Ryś

Kobieta Krakowa: Anna Ryś

O tym, że nie warto ustawać w poszukiwaniu nowych pasji

Anna Ryś

Anna Ryś / fot. Barbara Bogacka

Anna Ryś: Odkrywanie siebie traktuj jako proces, który uwzględnia zmiany i usprawnienia. Nie musisz od dziecka wiedzieć, jakie są twoje pasje i z czego czerpiesz najwięcej radości w życiu. I nie musisz się ograniczać do jednej, wielkiej pasji – możesz mieć wiele mniejszych

 

Kim jesteś, czym się zajmujesz i jak dotarłaś do miejsca, w którym jesteś?

Anna Ryś: Na pewno nie jestem poważnym człowiekiem, robiącym nudne rzeczy, ale o wiele trudniej jest mi jednoznacznie określić, kim jestem. Dlatego przestałam próbować. Wielu ludzi jest świetnymi specjalistami w najróżniejszych dziedzinach. Ja tymczasem nie jestem specjalistką w niczym. Jestem za to świetna w ogarnianiu wszystkiego po trochu i wynajdywaniu ludzi, którzy – jeśli jest taka potrzeba – zrobią to lepiej. To chyba taka przypadłość osoby, która dużo czasu spędza na „robieniu startupów” i często musi wymyślać niestandardowe rozwiązania mniej i bardziej skomplikowanych problemów. Chociaż w startupach nie mówimy o problemach, tylko o wyzwaniach.

 

Tylko czemu właściwe startupy, skoro nawet nie jestem osobą „techniczną”? No cóż… Już w gimnazjum wiedziałam, że daleko mi do nauk ścisłych, więc skupiłam się na tych humanistycznych. Ponieważ lubiłam pisać i było to dla mnie wtedy wręcz formą rozrywki, pomyślałam, że dobrym pomysłem może być rozwijanie się w tym kierunku. Tym sposobem w liceum trafiłam do klasy o profilu dziennikarskim. Ale szybko okazało się, że to nie dokładnie to, co chcę w życiu robić.
W drugiej klasie pojechałam na rok do USA i tam chodziłam do szkoły. Było to zarówno wspaniałe, jak i traumatyczne doświadczenie, które na pewno miało duży wpływ na moje późniejsze życiowe decyzje. Między innymi tę, że będę studiować za granicą – w Brukseli i Madrycie, a później w Manchesterze. Studia nie sprawiły, że poczułam się „obywatelką świata”, ale przestałam czuć przywiązanie do Polski. Było mi trochę wszystko jedno, w jakim kraju będę żyć i pracować.

 

Anna Ryś

Anna Ryś / fot. Barbara Bogacka

Tym bardziej zaskakujące jest to, że ostatecznie… wróciłam do Krakowa. Kiedy ktoś pyta dlaczego, mówię, że z lenistwa. I to trochę prawda. Byłam wtedy na etapie szukania stażu w agencji reklamowej, z licencjatem z komunikacji społecznej i magisterką z międzynarodowej reklamy w ręku. A trochę łatwiej było znaleźć tę pierwszą pracę w moim rodzinnym mieście, niż chociażby w Brukseli, gdzie poza dobrym angielskim wymaganiem jest zazwyczaj idealny francuski lub flamandzki. A w Polsce jeden język obcy, w połączeniu z zagranicznymi dyplomami, wystarczył, żeby zahaczyć się w jakiejś firmie. Ostatecznie nie była to agencja reklamowa, tylko firma technologiczna działająca w branży reklamowej. Close enough.

Dzięki temu, zupełnym przypadkiem, zaczęłam odkrywać uroki pracy w startupie i… odkrywam je po dziś dzień. Najpierw była obsługa klienta i proste zadania marketingowe, a także poznawanie świata „internetów” i nowych technologii od środka. Zaraz potem zaangażowałam się w tworzenie startupu od zera. Było to absolutnie przerażające, ale nigdy w życiu nie nauczyłam się więcej. Właśnie tam, w TurboTłumaczeniach, szybko uświadomiłam sobie, że rolą foundera, czyli założyciela startupu, jest… wszystko: od odpisywania na maile, po planowanie i uruchamianie kampanii reklamowych, pisanie artykułów na bloga, tworzenie prostych stron internetowych, tłumaczenie tekstów dla klientów, wystawianie faktur, czy rozmowy z inwestorami.

 

Następnie zarządzałam kolejnym startupowym projektem, w międzyczasie razem z bratem działając przy Smogathonie, czyli serii wydarzeń, mających na celu walkę ze smogiem za pomocą technologii. W jeszcze innym międzyczasie (ponieważ moje życie nie może być zbyt linearne), zaczęłam studiować aktorstwo filmowe.Bo niezależnie od tego, że od kilkunastu lat „robię startupy”, z tyłu głowy zawsze była myśl o tym, że być może moją pasją jest (też) coś innego. Obstawiałam właśnie aktorstwo i kreatywne pisanie, które zawsze dawały mi poczucie wewnętrznego spełnienia. Być może dlatego, że prawdziwy świat jest zbyt przytłaczający i dobrze jest móc poudawać, że jest się w innym, do tego takim, który samodzielnie się kreuje. A być może dlatego, że obydwie te dziedziny pozwalają na odczuwanie emocji, których rzadko doświadczam na co dzień i wczuwanie się w kogoś, kim nie jestem. To jak przeżywanie wielu żyć jednocześnie, kiedy czujesz, że jedno to za mało. Nie zmienia to faktu, że życie, ujęte w bezlitosne ramy czasu, jest za krótkie, żeby móc robić wszystko na raz. Co nie przeszkodzi mi w próbowaniu!

 

Co więc robię teraz? Oczywiście kilka rzeczy! W tamtym roku zaczęłam pracować nad aplikacją, której celem jest uczenie ludzi, jak budować lepsze relacje z bliskimi (jako wrodzona introwertyczka, sama mam z tym ogromy problem), ale ten projekt jest chwilowo zamrożony. Doradzam za to różnym startupom i pracuję z moim bratem, jego wspólnikiem i grupą rewelacyjnych specjalistów nad ABAStroke, czyli technologią, która pomoże osobom po udarze – i nie tylko – w powrocie do sprawności umysłowej. Czasami chodzę na jakieś castingi, a niekiedy grywam w jakimś serialu czy reklamie, choć w tej chwili aktorstwo traktuję bardzo hobbystycznie. To dlatego, że aktualnie skupiam się na pisaniu, a także promowaniu siebie jako autorki.

W styczniu w księgarniach pojawi się książka „Dobrze zagrane” mojego autorstwa, którą opisuję jako lekturę „dla młodych dorosłych w każdym wieku” (sama się do nich zaliczam!). Jest to opowieść o nastolatce, która musi zacząć udawać chłopaka, żeby kontynuować swoją piłkarską karierę po przeprowadzce do małego miasta

 

Pierwsza jej wersja powstała… 20 lat temu, kiedy to po raz pierwszy odkryłam, jaką frajdę sprawia mi pisanie. Trochę mi zajął powrót do niej, ale mam nadzieję, że było warto i przynajmniej garść osób uzna tę historię za wartościową. Więcej informacji o książce znajdziecie na stronie annarys.com.

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Wydaje mi się, że zmieniły mnie głównie decyzje, jakie podejmowałam w życiu, w których konsekwencji zdarzały się różne rzeczy (a czasem nie zdarzało się nic). Do głowy przychodzi mi przynajmniej kilka takich decyzji. Moment, w którym zgodziłam się wyjechać na rok do USA, mimo że mój angielski był daleki od komunikatywnego. I ten, w którym postanowiłam studiować za granicą. A także ten, w którym zdecydowałam się „na chwilę, na próbę” wrócić do Krakowa. Albo ten, w którym dałam się namówić na bycie CEO w startupie, chociaż nie do końca wiedziałam, co to właściwie znaczy i zdecydowanie nie uważałam, że jestem do tego najodpowiedniejszą osobą. No i oczywiście ten, w którym w końcu odważyłam się wrócić do pisania, do tego nie chowając mojego dzieła z powrotem do szuflady. Jednym słowem ‒ każdy moment, w którym zdecydowałam się podjąć jakieś mniejsze lub większe wyzwanie, które ktoś postawił przede mną, wspierając mnie w nim, albo które postawiłam sama przed sobą.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Z jednej strony niełatwo mi odpowiedzieć na to pytanie, bo jestem osobą, która stawia sobie (i innym) poprzeczkę wysoko. Dlatego wiecznie mam wrażenie, że jeszcze nie nastąpiła chwila, w której mogłabym powiedzieć, że odniosłam w życiu sukces. Z drugiej strony wiem, że osiągnęłam już wiele, ale nie sprowadza się to do jednego wielkiego sukcesu – raczej do wielu mniejszych. Gdybym jednak musiała coś wybrać, powiedziałabym, że moim największym sukcesem jest to, że ostatecznie nigdy nie dałam sobie wmówić, że powinnam być kimś, kim nie jestem.

Anna Ryś

Anna Ryś / fot. Barbara Bogacka

Jakie są Twoje super moce?

Wszystkie moje super moce mają jasną i ciemną stronę. Nie potrafię się skupić na jednej rzeczy, co znaczy, że znam się na wielu, ale szybko się nudzę, kiedy coś wymaga ode mnie mega koncentracji. Angażuję się też w niemal każdy projekt, który wydaje mi się interesujący, a przez to na żaden nie mam wystarczająco dużo czasu. Jestem z natury osobą kreatywną, więc mam tysiąc pomysłów na minutę, ale rzadko któryś wdrażam w życie. Poza tym jestem wiecznym dzieckiem, co sprawia, że jestem w stanie odczuwać niepohamowaną radość z najmniejszych błahostek… ale też nie zawsze radzę sobie z wyzwaniami dorosłości. A do tego jestem perfekcjonistką – w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Najlepsza/najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?

„Nie poddawaj się, dasz radę.”. Zarówno najlepsza, jak i najgorsza rada, jaką można dostać. Najlepsza, bo nauczyła mnie, że rzeczywiście jestem w stanie osiągać więcej, niż mi się wydaje – czasami wspominam coś, co zrobiłam parę lat temu i nie mogę się nadziwić, że to faktycznie byłam ja. Najgorsza, bo jednak czasami lepiej się poddać – i tego najskuteczniej uczy się na własnych doświadczeniach. Kiedy dałaś już z siebie absolutnie wszystko i nie ma nic, co jeszcze możesz zrobić, albo kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że jakaś prywatna lub zawodowa relacja jest toksyczna, nie ma co iść w zaparte i próbować w nieskończoność. Szkoda czasu i nerwów.

Masz jakieś swoje patenty/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?

Może to niezbyt kreatywne, za to bardzo prawdziwe: postaraj się odkryć, kim tak naprawdę jesteś i bądź sobą; bez wpasowywania się w istniejące definicje i oczekiwania innych.
A odkrywanie siebie traktuj jako proces, który uwzględnia zmiany i usprawnienia. Nie musisz od dziecka wiedzieć, jakie są twoje pasje i z czego czerpiesz najwięcej radości w życiu. I nie musisz się ograniczać do jednej, wielkiej pasji – możesz mieć wiele mniejszych.
Ja, po wielu latach prób zdefiniowania tego, kim jestem i kim powinnam być, w końcu pozwalam sobie na życie bez jednoznacznej definicji po to, żeby móc odkryć siebie naprawdę.

Najlepsza/najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Oj, było ich trochę i o kilku już wspomniałam. I znowu, często bywa tak, że najtrudniejsze decyzje okazują się tymi najlepszymi. Są też takie, których się żałuje, ale tych lepiej nie rozpamiętywać. Na pewno jednymi z trudniejszych i najbardziej wykańczających psychicznie dla mnie decyzji były te o odejściu ze startupu, któremu poświęciłam dobrych kilka lat życia. Mówię w liczbie mnogiej, bo taka sytuacja zdarzyła mi się dwa razy. Pierwsza była trudna, bo… była pierwsza. Na szczęście miałam wtedy pełne wsparcie moich co-founderów, którzy rozumieli, że byłam absolutnie wypalona i nie byłam w stanie efektywnie prowadzić firmy. A projekt pociągnęli dalej i istnieje on do dzisiaj. Za drugim razem było jeszcze trudniej, ale nie będę wchodzić w szczegóły.

Ważne jest to, że kiedy już podjęłam te decyzje, pogodziłam się z nimi i oznajmiłam je wszystkim zainteresowanym i… dosłownie czułam, jak schodzą ze mnie stres, napięcie i niepokój, które zdążyły się we mnie do tego momentu nagromadzić. Nie wiem, czy podejmowanie trudnych decyzji jest czymś, co przychodzi coraz łatwiej z praktyką, ale kiedy ktoś mówi, że lepiej podjąć jakąś decyzję i jej żałować, niż trwać w niezdecydowaniu, zgadzam się w stu procentach!

Ciemne strony tego, co robisz?

Wieczny emocjonalny roller coaster! Zawsze, kiedy zabieram się za budowanie czegoś, co później trafia do ludzi, czuję na barkach wielką odpowiedzialność, ale też ekscytację. Bywają dni, kiedy rano jestem pełna energii i śmieję się z byle powodu, bo wszystko idzie świetnie i właśnie osiągam jakiś kamień milowy, a popołudniu mam poczucie, że to jednak nie wyjdzie i boję się pokazać wyniku swojej pracy innym. A wieczorem dzieje się coś, co sprawia, że odzyskuję nadzieję. Czasami to właśnie perspektywa pojedynczego dnia, czasami bardziej tygodnia czy miesiąca i jest to szczególnie widoczne w okresach wzmożonej pracy, czy np. fundraisingu (zbierania rundy finansowania) w startupie.

Takie rozchwianie emocjonalne na dłuższą metę nikomu nie robi dobrze i ja też potrzebuję raz na czas chwili, żeby się wyciszyć i zbalansować. No cóż, takie uroki pracy kreatywnej… Ale też chyba każdej pracy „na swoim”.

Co Cię kręci / motywuje?

Pamiętam, jak kilka lat temu, jakoś w pierwszym roku pracy nad jednym ze startupowych projektów, wstawałam rano równo z budzikiem, mówiąc z ekscytacją: „Pracka, pracka, pracka!”. Irytowało to trochę mojego faceta, który miał wtedy nieco mniej, hm, entuzjazmu do pracy. Zdecydowanie motywuje mnie robienie rzeczy, dzięki którym chce mi się zwlekać z łóżka. Czegoś, co sprawia mi przyjemność i czego rezultaty mnie cieszą, a jednocześnie mogą przysporzyć korzyści innym.

Jak już wspominałam, jestem introwertyczką i lubię być sam na sam ze sobą, a przebywanie w większych grupach ludzi szybko mnie męczy. Dlatego możliwość pracy z domu, czy dowolnego innego miejsca na świecie, jest dla mnie błogosławieństwem. Ale lubię robić rzeczy, które mają pozytywny wpływ na szeroko pojęty świat i jego mieszkańców. To też dostarcza mi motywacji, a jednocześnie jest pośrednim sposobem na okazywanie ludziom sympatii.

Kto Cię inspiruje?

Chyba nigdy nie miałam jednego idola czy idolki. Inspirują mnie historie ludzi, zarówno tych bardziej, jak i tych mniej znanych. Takie, w których dzięki wierze w siebie, pomysłowości, ciężkiej pracy i odrobinie szczęścia, komuś udaje się spełnić swoje lub czyjeś wielkie marzenie.

Co ostatnio usłyszałaś na swój temat?

Z jakiegoś powodu bardzo utkwiło mi głowie, jak kiedyś znajomy powiedział mi: „Wydajesz się zimna i niedostępna”. Znał mnie już wtedy na tyle, żeby wiedzieć, że tak naprawdę taka nie jestem. Ale miał absolutną rację: dokładnie takie wrażenie sprawiam, kiedy po prostu jestem sobą. Od tamtej pory – kiedy czuję, że powinnam – bardzo staram się sprawiać wrażenie osoby otwartej na innych. Czasami zupełnie mi to nie wychodzi… ale częściej wychodzi aż za dobrze i ludzie dziwią się, kiedy im mówię, że jestem z natury nieśmiała.

Co powiedziałabyś 15-letniej sobie?

Ha, 15-letnia ja, czyli dziewczyna, która czas spędzała przed komputerem, pisząc powieści, zamiast wyjść gdzieś ze znajomymi. Nastolatka, która starała się wpasować, ale zawsze czuła, że nie jest taka „fajna” jak niektórzy rówieśnicy. I która miała mniej więcej zero pewności siebie i swojego ciała… Mogłabym jej powiedzieć wiele, ale nie wiem, czy czegokolwiek by posłuchała. Gdybym jednak miała pewność, że choć część z tego, co mówię, rzeczywiście do niej trafi, powiedziałabym, żeby nie przestawała się starać – ale żeby starała się dla siebie, nie dla innych.

Co jest dla Ciebie ważne?

Pielęgnowanie dziecinnej radości z życia i dążenie do tego, żeby mieć jej jak najwięcej. A także poczucie, że robię coś dobrego – zarówno dla siebie, jak i dla innych.

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Nie jest to może najcenniejsza rzecz, ale pewnie można by ją nazwać ekstrawagancją. Mam w mieszkaniu ściankę wspinaczkową pokrytą mikrocementem, żeby wyglądem i strukturą przypominała skałę mimo że wspinam się bardzo hobbystycznie. Przypomina mi ona trochę o tym, żeby mierzyć siły na zamiary i zaczynać małymi kroczkami, a nie od razu od… stawiania ścian. Chociaż muszę przyznać, że nie żałuję, że ją mam. Wygląda super! A ja mogę sobie wmawiać, że kiedyś zacznę z niej korzystać.

Co zawsze masz przy sobie?

Raczej nie będę oryginalna. Zawsze mam przy sobie telefon, który często zastępuje mi komputer. Mój facet śmieje się, że na komputerze siedzę w dużym Internecie, a na telefonie w małym. Czasami staram się wyłączyć i na pewno powinnam to robić częściej, ale prawda jest taka, że większość życia spędzam online – a w każdym razie korzystając z urządzeń podłączonych do Internetu.

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Nakręciłabym film na podstawie mojej książki, zatrudniając świetną ekipę i obiecujących młodych aktorów. A sama zagrałabym w nim rolę drugoplanową, żeby w końcu poczuć magię wielkiego ekranu!
Pieniądze pomogłyby też na pewno w spełnieniu innego, bardziej „realnego” marzenia, jakim jest kupienie niewielkiej winnicy we Włoszech, gdzieś pomiędzy Alpami a Morzem Śródziemnym. Takiej, w której znajdzie się miejsce na pisanie w absolutnej ciszy, oglądanie filmów w dobrze nagłośnionej sali kinowej i zbudowanie całego miasta z LEGO – łącznie z jeżdżącym wokół niego pociągiem.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Chętnie dowiedziałabym się, co siedzi w głowach autorów książek, których niemal zawsze dobrze się czyta i którzy tworzą dużo, np. Stephena Kinga. Musi być coś, co sprawia, że są w stanie przez całe życie nie stracić swojej kreatywności. Chciałabym to coś odkryć. Chciałabym też poznać ich proces twórczy od środka i zainspirować się.

Czego o Tobie nikt nie wie?

Raczej jestem osobą otwartą. Znaczy się, sama z siebie nie mówię wiele, ale kiedy ktoś mnie o coś zapyta, odpowiadam szczerze. Dlatego nie ma chyba takich rzeczy, o których nikt by nie wiedział. Ale zaskoczeniem dla wielu osób może być to, że w głębi duszy jestem nie tylko dzieckiem, ale też… leniem. Problem w tym, że jednocześnie mam jakieś takie, nie do końca określone, poczucie misji i potrzebę „robienia czegoś więcej”. Gdyby nie to, najchętniej całe dnie spędzałabym w domu czytając książki i oglądając ulubione seriale!

Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?

Chciałabym kiedyś wiedzieć na sto procent, co jest moją prawdziwą pasją. Taką, która będzie mnie cieszyć do końca życia. Na pewno chciałabym też nauczyć się lepiej pisać i rozwinąć swoje umiejętności aktorskie. No i w końcu stworzyć startup, który osiągnie globalny sukces. A to tylko te większe plany. Więc… dużo przede mną!

Kiedy się uśmiechasz?

Kiedy czuję, że jestem o krok, albo nawet o pół kroku bliżej osiągnięcia jakiegoś celu. Ale też kiedy czuję wewnętrzny spokój, bo wyłączam się z codziennych obowiązków i naprawdę odpoczywam. Jest też mnóstwo małych chwil wartych uśmiechu w ciągu dnia: kiedy czytam (albo piszę!) fajną książkę, kiedy mój facet przychodzi się poprzytulać, kiedy trening dobrze idzie, kiedy jem coś pysznego, lub kiedy babcia mówi coś absurdalnie zabawnego. Każdy powód do uśmiechu jest dobry!

Ulubione miejsca w Krakowie?

Chyba Las Wolski i jego okolice. Można tam pobyć blisko natury, z dala od zgiełku miasta (a jednocześnie do centrum jest niedaleko). Kocham Kraków, ale wielkomiejskie życie męczy i lubię od niego czasem odpocząć.

Gdzie Cię znajdziemy?

Strona internetowa: https://annarys.com
Instagram: https://instagram.com/annarys_com
TikTok: https://tiktok.com/@annarys_com

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: Teatr KTO

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ