Anna Olszewska / fot. Barbara Bogacka
Anna Olszewska: Ważna jest dla mnie bliskość, w której mogę być i kobietą, i mamą, i przedsiębiorczynią bez konieczności redukowania siebie do jednej roli. To dla mnie prawdziwa wolność
Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?
Anna Olszewska: Jestem kobietą, która wiele razy stała na granicy wyczerpania. Dlatego dziś tworzę miejsce, w którym inni mogą przestać udawać, że dają radę. Prowadzę Olszewska Clinic ‒ centrum psychologii i neuroregeneracji, specjalizujące się w pracy z osobami doświadczającymi wypalenia zawodowego, przewlekłego stresu, bezsenności oraz zaburzeń psychosomatycznych. Pracuję terapeutycznie i rozwojowo ‒ prowadzę terapie indywidualne, sesje neuroregulacji oraz autorskie programy wzmacniania odporności psychicznej.
Moje podejście łączy neuronaukę, psychoterapię i pracę z ciałem w oparciu o wiedzę o układzie nerwowym, oraz głęboki szacunek dla ludzkiej granicy. Wspieram osoby indywidualne, liderów, menedżerów oraz właścicieli firm w odzyskiwaniu spokoju, wpływu i równowagi między życiem zawodowym i osobistym. Wierzę, że prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy przestajesz walczyć i uczysz się odpoczywać. Bo nie chodzi o to, by przestać. Chodzi o to, by nareszcie poczuć: jestem tu, mogę wybrać inaczej.
Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?
To nie był plan. To był skutek pęknięcia. Byłam tak zmęczona udawaniem siły, że ciało powiedziało: „stop”. Wypalenie, bezsenność, życie w trybie przetrwania. Zrozumiałam, że klasyczna terapia nie wystarczy. Potrzebowałam podejścia, które obejmuje psychikę, ciało i układ nerwowy. Połączenie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR), neuroregeneracji i pracy z pamięcią ciała przyniosło mi ulgę i odpowiedź na pytanie, które kiedyś zadawałam szeptem: „Czy naprawdę już zawsze będę tak zmęczona?”
Wydarzenia, które Cię zmieniły?
Zmienili mnie… ludzie. Ci, którzy przychodzili z ciszą w oczach i mówili: „Czuję, że się rozpadam”. I te chwile, gdy patrzyłam na siebie w lustrze i czułam, że nie jestem już sobą. Ciało w ciągłym napięciu, umysł w trybie gaszenia pożarów. I ten dzień, gdy nie mogłam wstać z łóżka. Nie z bólu, lecz z braku siły. Zmienili mnie też moi klienci ‒ kiedy uczyli się odpoczywać. Uczyć ciało spokoju. W ciszy. W dotyku. Bez słów.
Wtedy zrozumiałam, że to, co naprawdę leczy, to relacja z drugim człowiekiem i z samą sobą. Zrozumiałam też, że prawdziwa ulga przychodzi nie dzięki analizie, ale wskutek wewnętrznego doświadczenia bezpieczeństwa i spokoju. Od tamtej pory tworzę narzędzia, sesje i programy, które aktywizują neuroplastyczność, wzmacniają odporność psychiczną i dają ludziom przestrzeń do realnej regeneracji.
Co uznajesz za swój największy sukces?
To, że dziś żyję w zgodzie ze sobą ‒ nie tylko w weekendy, nie tylko „po pracy”, ale naprawdę. Odeszłam z etatu, który nie dawał mi przestrzeni na oddech i stworzyłam własne miejsce. Dom, w którym mój układ nerwowy czuje się bezpiecznie. Klinikę, czyli przestrzeń, w której inni mogą poczuć ulgę. Sukcesem jest też to, że prowadzę biznes, w którym nie muszę niczego udawać. Mogę być sobą. Mogę słuchać. Pomagam nie z przymusu, tylko z misji i pasji. Z kolei największym przełomem dla mnie było to, że nauczyłam się stawiać granice – nie tylko światu, ale też sobie. Że zrozumiałam ‒ wolność nie przychodzi wtedy, gdy uciekamy, tylko wtedy, gdy wybieramy siebie.
Jakie cechy pomagają Ci w biznesie i życiu, a jakie utrudniają?

Anna Olszewska / fot. Barbara Bogacka
Pomagają mi mikrosygnały. Zanim klient powie „jest mi ciężko”, słyszę to w drżeniu jego głosu, w pauzie, w ciele. Mam w sobie czujność emocjonalną. To nie nadwrażliwość, lecz uważność wyprzedzająca słowo. Pomaga mi nienasycona ciekawość, bo chcę wiedzieć więcej ‒ o człowieku, układzie nerwowym, regeneracji. I wewnętrzny kompas, który mówi: „Można pomagać skutecznie. Ale trzeba zacząć od słuchania.” W biznesie pomaga mi zdolność tworzenia procesów, które są empatyczne i skalowalne jednocześnie. Łączę empatię z myśleniem strategicznym i to działa.
Co utrudnia? Zdolność czucia wszystkiego mocniej. Czasem noszę emocje klientów zbyt długo. Czasem zapominam, że mój układ nerwowy też potrzebuje regulacji. Że nie muszę wszystkiego widzieć, wszystkiego rozumieć. Czasem wystarczy być. Zdarza mi się działać z poziomu nadodpowiedzialności, bo wiem, że mogę pomóc. I bywam zbyt samowystarczalna ‒ długo uczyłam się delegowania i proszenia o pomoc. Dziś już wiem, że współpraca to też forma neuroregeneracji, bo pomaga dzielić nie tylko zadania, ale i emocje.
Masz jakieś swoje patenty/rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?
Zamiast pytać: „Jak to zrobić?”, pytam: „Jak zrobić to w zgodzie ze sobą?” Bez utraty energii. Bez gubienia siebie w roli, tempie czy cudzych oczekiwaniach. To, co naprawdę ułatwia mi życie, to rytuały regulacji ‒ poranna cisza, neurooddech, 10 minut bycia bez działania. Bo życie nie wymaga stałej gotowości. Wymaga obecności.
Najlepsza i najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?
Najlepszą decyzją zawodową było odejście z bezpiecznego etatu i stworzenie Olszewska Clinic ‒ miejsca, w którym mogę działać w zgodzie z tym, co naprawdę mnie porusza: nauką, psychoterapią i neuroregulacją. Po latach pracy w systemie wybrałam niezależność i odpowiedzialność. Dzięki temu tworzę rozwiązania, które naprawdę pomagają ludziom w wypaleniu zawodowym, przewlekłym stresie i przeciążeniu.
Najtrudniejsze? Wyjść poza to, co znane i akceptowane. A najważniejsze? Odzyskać siebie. Sprawczość. Sens. Przestrzeń, w której nie trzeba udawać, że się daje radę.
Ciemne strony biznesu?
Ciemną stroną tej pracy jest to, że trudno się od niej odciąć. Gdy pracujesz z ludzkim bólem, on nie kończy się z ostatnią sesją. Zostaje w tobie. W sercu, w ciele, w napięciu, które nie zawsze znika po wyjściu z gabinetu. Choć uczę regulacji, sama też codziennie muszę o nią zadbać. Paradoks? Pomagam innym się zatrzymać, a sama łatwo zapominam o pauzie. Ale nie gram już twardzielki. Uczę się zatrzymywać. Odpuszczać. Oddychać. To też część tej drogi.
Co Cię kręci, motywuje, irytuje?
Motywuje mnie to, że rano nie muszę udawać. Że zaczynam dzień z poczuciem sensu, a nie obowiązku. Że mogę wybierać nie dlatego, że wszystko jest łatwe, ale dlatego, że odzyskałam wpływ. Najbardziej porusza mnie to, że moje życie nie boli. Już nie. Jest moje. I to daje siłę ‒ codziennie.
Kto Cię inspiruje?
Inspirują mnie kobiety, które są miękkie i silne jednocześnie. Które nie krzyczą, by być słyszane ‒ wystarcza im obecność. Które przeszły przez własny ogień i nie wstydzą się popiołu. Które nie budują autorytetu na dystansie, lecz na autentyczności. Które mają w sobie spokój i dzięki temu inni mogą się przy nich zatrzymać.
Co ostatnio usłyszałaś na swój temat? Najbardziej absurdalna lub zaskakująca rzecz?
Niedawno usłyszałam: „Z Tobą nawet trudne rzeczy stają się lżejsze.” I poczułam, że właśnie o to chodzi ‒ dawać ulgę tam, gdzie było napięcie. Nie przez analizę. Przez obecność, regulację i ciszę, która przywraca oddech. Najbardziej absurdalne? Że jestem „zbyt spokojna, żeby być skuteczna.” Tymczasem to właśnie spokój daje mi precyzję i siłę działania. Nie działam z chaosu. Działam z regulacji. I tego uczę innych ‒ jak nie tracić siebie, gdy świat przyspiesza.
Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?
Powiedziałabym: Nie musisz być cały czas dzielna. Masz prawo odpoczywać. Masz prawo się bać. Masz prawo nie wiedzieć. Twoja wartość nie zależy od tego, ile rzeczy ogarniesz. To, co najcenniejsze, buduje się w ciszy, nie w trybie przetrwania. Zaufaj ciału. Ono często wie wcześniej niż głowa.
Co jest dla Ciebie ważne?
Ważna jest dla mnie wolność wyboru życia po swojemu, w rytmie ciała, bez presji. I bliskość, która koi, nie ocenia. Bliskość, w której mogę być i kobietą, i mamą, i przedsiębiorczynią bez konieczności redukowania siebie do jednej roli. To dla mnie prawdziwa wolność.
Na co zawsze masz czas?
Zawsze mam czas na przytulenie moich dzieci. Nawet w dniu pełnym spotkań, projektów i zadań ten moment, kiedy wołają „mamo” i wtulają się bez słowa, jest dla mnie ważniejszy niż wszystko inne. Mam też czas na oddech i medytację z mantrą. Na krótką pauzę, która przypomina mi, że regulacja zaczyna się od uważności na siebie. To nie jest luksus. To mój codzienny rytuał obecności, który przypomina, że życie nie wymaga pośpiechu, tylko czucia.
Twoja największa ekstrawagancja?
Największą ekstrawagancją w moim życiu jest… testowanie wolności. W najprostszych gestach, wybieraniu rytmu dnia, który mnie reguluje. W decyzjach, które nie muszą podobać się wszystkim. W odwadze, by tworzyć biznes, dom i relacje w zgodzie ze sobą. To nie jest bunt. To intymna zgoda na życie po swojemu ‒ nawet jeśli oznacza to pójście pod prąd.
Co zawsze masz przy sobie? Co nosisz w torebce?

Anna Olszewska / fot. Barbara Bogacka
W torebce? Poza klasyką chaosu (klucze, telefon, błyszczyk do ust), mam zawsze flakonik moich niszowych perfum (nie dla efektu, ale dla ukojenia. To mój zapach siły, neurokotwica w stresie), kamień z plaży, znaleziony z dziećmi (przypomina mi beztroskę, radość i przyjemność wspólnych chwil) i mini notes do neurografiki (kilka pociągnięć długopisu wystarcza, by napięcie znalazło ujście, a myśli kierunek). To nie są zwykłe akcesoria. To mój mikroświat i mikrorytuały, które przywracają mnie do siebie, kiedy czuję, że za bardzo gonię.
Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?
Zainwestowałabym w rozwój Olszewska Clinic jako pierwszego w Polsce centrum głębokiej regeneracji ‒ nie tylko terapeutycznej, ale systemowej. Rozszerzyłabym ofertę o programy immersyjne, retreaty regeneracyjne i międzynarodową współpracę z ekspertami neuronauki, psychoterapii i pracy z ciałem. Celem byłoby nie tylko leczenie wypalenia zawodowego i stresu, ale także tworzenie innowacyjnych metod neuroregulacji, dostępnych szerzej, także online.
Część środków przeznaczyłabym na fundusz stypendialny dla kobiet w kryzysie , by ulga była dostępna nie tylko dla tych osób, które mogą sobie na nią pozwolić. A potem… zabrałabym dzieci w najdłuższą podróż życia. Bez pośpiechu. Bez mapy. Żeby zobaczyły, że świat może być domem, jeśli mają w sobie bezpieczne miejsce.
Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?
Chciałabym choć jeden dzień przeżyć jako moja córka. Spojrzeć na siebie jej oczami. Zobaczyć, co czuje, gdy się śmiejemy, gdy się śpieszymy, gdy mówię: „już za chwilę”. Zrozumieć, co naprawdę zapamiętuje z naszej codzienności. To byłby dzień pełen małych odkryć i wielkiej pokory. Bo jako mama wiem jedno: najważniejsze nie jest to, co mówimy, tylko to, kim jesteśmy, kiedy dzieci patrzą i czują.
Czego o Tobie nikt nie wie?
Mało kto wie, że Olszewska Clinic nie powstała z inwestycji, grantu ani gotowego zaplecza. Powstała z chaosu. Z powrotu do Krakowa, kiedy wszystko było nowe i niepewne. Z potrzeby stworzenia miejsca, które przynosi ulgę ‒ innym i mnie samej.
Nie miałam budżetu. Ale miałam wizję, którą czułam w każdej komórce ciała. I wystarczająco dużo odwagi, by zacząć ‒ nawet bez „idealnego momentu”. Dziś wiem, że to właśnie te początki ‒ bez gwarancji, ale z prawdą ‒ tworzą najgłębsze marki. Takie, które nie tylko działają, ale i transformują. Bo kiedy wszystko w tobie mówi: „to ma sens”, to wystarczy, by zacząć.
Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?
Chcę dalej rozwijać swoją wiedzę z zakresu neuropsychologii, regulacji układu nerwowego oraz pracy z głosem i pamięcią emocjonalną. Interesuje mnie też przyszłość neuronauki w psychoterapii ‒ czyli to, jak nowe odkrycia mogą skuteczniej wspierać osoby w wypaleniu zawodowym, przewlekłym stresie i przeciążeniu decyzyjnym. Moim celem jest tworzyć narzędzia zmiany, które łączą wiedzę z człowieczeństwem. Bo tylko wtedy naprawdę działają.
Kiedy się uśmiechasz?
Uśmiecham się, kiedy słyszę poranne: „Mamo, kakao” i wiem, że jestem w domu nie tylko fizycznie, ale też emocjonalnie. Uśmiecham się, kiedy klient po sesji mówi: „W końcu oddycham” i wiem, że to nie metafora, tylko ulga całego ciała. Uśmiecham się w tych mikromomentach, kiedy słońce wpada przez okno w gabinecie, cisza po terapii jest pełna, a nie pusta, i kiedy z dziecięcym śmiechem o 20:30 robię naleśniki. To właśnie te drobiazgi ‒ delikatne, zwyczajne ‒ przypominają mi, że jestem na właściwym miejscu.
Ulubione miejsca w Krakowie?
Lubię Kraków po swojemu ‒ nie w zgiełku centrum, ale w miejscach, gdzie ciało może zwolnić. Park Reduta to mój azyl ‒ przypomina mi miejsce, w którym jeszcze niedawno mieszkałam. Tam chodzę z psem. Tam wracam do siebie. Z dziećmi natomiast jeździmy rowerami po Parku Lotników albo po bulwarach wiślanych ‒ tam łapiemy rytm oddechu i śmiechu. Śniadanie? Kolanko N6. Ciasto marchewkowe? Tylko przy Kalwaryjskiej 34. Lubię też wpaść na LinkedIn Local Kraków żeby posłuchać ludzi z misją i odwagą. Dla mnie Kraków to nie miasto. To sieć mikroprzestrzeni, które rozluźniają napięcie i przypominają: jesteś bezpieczna. Możesz być.
Gdzie Cię znajdziemy?
Jeśli w Tobie pojawia się refleksja: „Już nie dam rady”, jest to sygnał całego systemu ‒ psychiki, ciała, układu nerwowego, emocji, które już nie chcą dłużej udawać, że wszystko gra. Zapraszam cię do Olszewska Clinic, gdzie możesz naprawdę odpocząć ‒ psychicznie, fizycznie i nerwowo. Prowadzę konsultacje w Krakowie i online, wspierając osoby indywidualne, liderów/liderki w kryzysie i właścicieli/właścicielki firm, którzy nie mają już siły sami/same „trzymać wszystkiego”. Zobacz, co się zmienia, gdy ciało przestaje walczyć, umysł się wycisza, a układ nerwowy wreszcie czuje się bezpieczny.
Jeśli przez sekundę pomyślałaś/eś, że właśnie tego teraz potrzebujesz, możesz umówić się na konsultację przez jeden z poniższych kanałów:
Strona: olszewskaclinic.pl
Instagram: @olszewska.clinic
Facebook: Olszewska Clinic
LinkedIn (firma): Olszewska Clinic
LinkedIn (profil osobisty): Anna W Olszewska
kontakt@olszewskaclinic.pl 512 012 012, adres: ul. Misiołka 5/2, Kraków
Projekt #KobietyKrakowa
Fotografia: Barbara Bogacka
Wizaż: Małgorzata Braś
Wnętrza sesji zdjęciowych: AC Hotel by Marriott
Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa
