Aleksandra Zdrojewska-Przychodzeń / fot. Barbara Bogacka
Aleksandra Zdrojewska-Przychodzeń: W spotkaniu z pacjentem psychoterapeuta jest samotny — mimo całego zaplecza wiedzy i doświadczenia, zostaje z tajemnicą i cierpieniem drugiego człowieka, których nikt inny nie może dotknąć za niego
Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?
Aleksandra Zdrojewska-Przychodzeń: Jestem psychoterapeutką z wieloletnim stażem. Szkolenie w zakresie psychoterapii rozpoczęłam z własnych powodów – jak większość z nas, pochodzę z dysfunkcyjnego domu i zaprzeczanie temu przestało w pewnym momencie być wygodne. Jak przekonałam się na własnym przykładzie, trudne i nieprzepracowane doświadczenia z dzieciństwa (a tym bardziej – traumy), o których wolimy nie mówić, zmieniają się – cytując tu jedną z moich ulubionych pisarek, Elenę Ferrante – „we wściekłe psy, które gryzą cię w głowę, kiedy śpisz”.
Zanim zostałam psychoterapeutką, wiele lat byłam dziennikarką. Można powiedzieć, że – chociaż nie piszę obecnie do żadnej gazety – to zmysł reporterski mi pozostał. W tym roku napisałam książkę quasi-reporterską, o której zaraz opowiem (quasi-reporterską, ponieważ nie jest to klasyczny reportaż). Oprócz tego pracuję na co dzień prywatnym gabinecie jako psychoterapeutka psychodynamiczna, szkolę się też w psychoanalizie.
Co uznajesz za swój największy sukces?
Zawodowo moim największym sukcesem jest to, że spełniam się obecnie nie tylko jako psychoterapeutka, ale także jako pisarka i poetka. W tym roku, po długiej przerwie w pisaniu, wydałam dwie książki. Pierwsza z nich to tom poetycki „Darzbór”. Wiersze w tomiku powstawały wiele lat. Zawarłam w nich, mówiąc ogólnie, refleksję nad przemijaniem i kruchością ciała, nad starością, która uczy akceptacji śmierci jako części życia; to też tomik o czułej miłości, która przetrwała, mimo ran. Tomik zbiera dobre recenzje krytyków literackich. Jestem dumna, że wybitny poeta Roman Honet był redaktorem tomiku i napisał mi rekomendację, czyli tzw. blurba, na okładce.
Druga publikacja to e-book „Monika: 20 lat z implantami” – o kobiecie, która w wieku 31 lat zdecydowała się na operację powiększenia piersi, a po dwudziestu latach – na usunięcie implantów. Jej opowieść – od nastolatki do 55-latki – o zmaganiach z obrazem własnego ciała, wątpliwościach i kompleksach, wreszcie – o procesie przechodzenia od marzeń do rzeczywistości w postaci zmian pooperacyjnych oraz o tym, jaki to miało wpływ na życie psychiczne, seksualne, zdrowotne oraz właściwie na każdy aspekt życia mojej bohaterki, jest historią niezwykle osobistą i intymną, a równocześnie – bardzo uniwersalną.
To lustro, w którym wiele z nas może się przejrzeć, bo prawie każda kobieta choć przez chwilę myślała o „poprawieniu” czegoś w sobie. Jestem dumna z obu publikacji, które są niby skrajnie różne (poezja i quasi-reportaż), ale też podobne: i jedna, i druga pokazuje wewnętrzny świat kobiecości.
Moim prywatnym największym sukcesem życiowym jest córka Magda oraz to, że pomimo różnych doświadczeń życiowych nigdy nie zwątpiłam w miłość między kobietą a mężczyzną. Że nigdy nie jest na nią za późno i warto poczekać.
Jakie są Twoje supermoce?
Lubię w sobie to, że jestem wytrwała i łatwo się nie zniechęcam. Wręcz przeciwnie – kiedy widzę przeszkody, włącza mi się, jak mówi moja córka, „program machania szabelką”. Jestem dobra w komunikacji interpersonalnej, mam rozwiniętą inteligencję emocjonalną i intuicję do ludzi. Jestem też dobra w pisaniu, natomiast w mówieniu łatwo wchodzę w dygresje i rozpraszam się. Jeszcze zanim zaczęto mówić o ADHD, ja już czułam, że coś jest u mnie na rzeczy w tej materii – to utrudnia mi koncentrację i skupienie się na jednej sprawie, czytaniu jednej książki, przeważnie czytam ich kilka naraz. Robię kilka projektów w jednym czasie, a potem narzekam, że nie mam czasu odpocząć.

Aleksandra Zdrojewska-Przychodzeń / fot. Barbara Bogacka
Najlepsza i najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?
Najlepsza: najpierw zacznij, a potem sprawdź ryzyko. Najgorsza: najpierw sprawdź ryzyko, a potem działaj. Uważam, że kto nie ryzykuje, ryzykuje znacznie więcej. Żaden biznes by mi nie wyszedł, gdybym zastanawiała się nad tym, co mogę stracić. Przez to oczywiście doświadczyłam też porażek, ale więcej jednak było sukcesów.
Masz jakieś swoje patenty, rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się podzielić z innymi kobietami?
„Poczucie humoru nas uratuje” – to jest moje credo. Czasem trudno to wprowadzić w życie, szczególnie po spektakularnej porażce. Ale jednak poczucie humoru uważam za najcenniejszą rzecz, która może nas ocalić nawet w depresji. Mówię to z pełną świadomością, jako psychoterapeutka lecząca ludzi z nastrojów depresyjnych oraz po przejściu własnej depresji. A także jako córka prawie 85-letniej matki, która też ma takie credo i to ją ratuje od goryczy starości.
Najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?
Najtrudniejsza była dla mnie decyzja, aby się odsłonić w trakcie pisania e-booka „Monika: 20 lat z implantami”; ponieważ w pewnym sensie rozmawiam w tej książce sama ze sobą, Monika jest moim lustrem. Bardzo długo nad tym myślałam, jednak ostatecznie stwierdziłam, że dzięki temu mogę być bardziej autentyczna w tym, co robię i co chcę jeszcze zrobić.
Myślę, że w tym e-booku udało mi się pokazać, że choć punktem wyjścia jest temat powiększania piersi, ta książka ma znacznie szerszy wymiar. Jest o cielesności, o wpływie dzisiejszej kultury obrazkowej na postrzeganie ciała, o wszechobecnej obsesji piękna, która niebezpiecznie przesuwa granice tego, co jest normą, a co już nie. Uważam, że przedstawianie operacji plastycznych jako łatwych i bezproblemowych jest szkodliwe.
Niepokoi mnie lekceważące traktowanie poważnych zabiegów pod narkozą, jakby były czymś, co można załatwić w przerwie na lunch. Kiedy znane osoby opowiadają o kolejnych operacjach, normalizują ten proces w oczach odbiorców. Słuchają tego młode dziewczyny, które potem lecą do Turcji i operują wszystko za jednym zamachem, żeby było taniej. Niektóre po drodze umierają lub zostają okaleczone na resztę życia. Jedna z takich okaleczonych była moją pacjentką.
Napisałam tę książkę, aby na chwilę się zatrzymać. To książka, która nie mówi, co robić, ale uczy, jak siebie usłyszeć. Bo prawdziwa wolność wyboru nie polega na tym, że możemy wszystko, tylko na tym, że wiemy, dlaczego to robimy. To robię także jako psychoterapeutka, w gabinecie – pokazuję pacjentom, jak mogą usłyszeć siebie.
Ciemne strony biznesu?
Samotność. Psychoterapeuta w gabinecie jest samotny. Oczywiście ma superwizje, kontakt zawodowy z innymi terapeutami. Ale w spotkaniu z pacjentem jest samotny — mimo całego zaplecza wiedzy i doświadczenia, zostaje z tajemnicą i cierpieniem drugiego człowieka, których nikt inny nie może dotknąć za niego.
Jeśli zaś chodzi o ciemne strony biznesu pisarskiego, to tuż po publikacji e-booka doznałam najpierw hejtu na forach na FB, poświęconych operacjom plastycznym, a potem krytyczną recenzję czytelniczki na znanym portalu. Z jednej strony mnie ucieszyło, że książka tak szybko trafiła do kogoś, kto rozważa operację plastyczną, ale z drugiej – zmartwiło mnie to, że została tak jednostronnie zrozumiana, w sensie: kobiety na forach FB i autorka recenzji zarzuciły mi, że jestem przeciw wszelkim operacjom plastycznym (co przecież nie jest prawdą) i że je zezłościłam opowieściami o komplikacjach po zabiegach. Potem uświadomiłam sobie, że ta złość (i hejt) może wynikać z tego, że moja książka dotyka rdzenia – lęku, który jest przykryty tzw. „gorączką decyzyjną”.
Z psychologicznego punktu widzenia złość jest często pierwszą warstwą emocji obronnych, które pojawiają się, gdy ktoś zostaje skonfrontowany z treściami podważającymi jego dotychczasowy sposób myślenia, tłumaczenia sobie świata lub uzasadniania decyzji.
Kiedy osoba w stanie tzw. gorączki decyzyjnej (czyli silnego napięcia i impulsu działania) trafia na tekst, który podważa jej przekonania oraz sugeruje, że jej niepowstrzymany pęd ku operacji plastycznej może być spowodowany lękiem, a nie prawdziwą potrzebą i zachęca do zatrzymania się i refleksji – to taka lektura uderza wprost w mechanizm obronny, który dotąd trzymał emocje pod kontrolą. Więc napisałam e-book, który dla wielu osób może być niekomfortowy w odbiorze. I, jak widzę, jest.

Aleksandra Zdrojewska-Przychodzeń / fot. Barbara Bogacka
Co Cię motywuje do codziennego wstawania z łóżka?
Mocna czarna herbata i godzinne pisanie w dzienniku, codziennie rano. Codzienne pisanie oczyszcza mój umysł, jest autoterapią i formą medytacji. Zatrzymaniem się nad minionym dniem i snami.
Co powiedziałabyś 18-letniej sobie?
Żebym bardziej ufała swojej intuicji. Temu, co czuję.
Co jest dla Ciebie ważne?
Miłość, bliskość, w ogóle relacje międzyludzkie. Często potrzebuję też pobyć sama ze sobą, lubię to.
Na co zawsze masz czas?
Na pisanie dziennika.
Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?
Kreatywność.
Co zawsze masz przy sobie?
Długopis i telefon.
Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?
Na roczne wakacje. Totalny odpoczynek. Ale na pewno pisałabym, bo pisanie jest dla mnie bardzo ważne. Mimo, że czasem pisząc przeżywam katusze, to nie potrafiłabym z tego zrezygnować, ponieważ pisanie bywa też odpoczynkiem.
Czego chciałabyś się jeszcze nauczyć?
W przyszłym roku mam zamiar uzupełnić swoją wiedzę o studia seksuologiczne – uważam, że w wciąż jest za mało edukatorek w sprawach seksualności. Będę jedną z nich.
Jaki jest Twój ulubiony moment w tygodniu?
Ulubiony moment – kiedy jestem z osobą, którą kocham. A jest ich kilka w moim życiu.
Ulubione miejsca w Krakowie?
Ulubione miejsca do jedzenia, to Sushi przy Poselskiej, Ramen-Ya przy Emaus 3, Molan i N Pizza przy Rajskiej. Wydarzenia – transmisje z Metropolitan Opera w kinie Kijów, Festiwal Conrada, wieczory poetyckie na Kanoniczej 7 w siedzibie Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, którego jestem członkinią; spacer – Park im. Wisławy Szymborskiej, Ogród Botaniczny, Ogród Doświadczeń im. S. Lema, droga z Salwatoru do Kopca Kościuszki.
Gdzie Cię znajdziemy?
www.aleksandrazdrojewska, blog na FB – Aleksandra Zdrojewska – Ciało w umyśle – bez cenzury, IG – aleksandra.zdrojewska
Projekt #KobietyKrakowa
Fotografia: Barbara Bogacka
Wizaż: Małgorzata Braś
Wnętrza sesji zdjęciowych: The Crown – Handwritten Collection
Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa
