Saturday, December 4, 2021
Home / Fundacja Miasto Kobiet  / Kobiety Krakowa  / Kobieta Krakowa: Agnieszka Gulczyńska

Kobieta Krakowa: Agnieszka Gulczyńska

Do kobiet z sercem na dłoni

Agnieszka Gulczyńska

Agnieszka Gulczyńska / fot. Barbara Bogacka

Agnieszka Gulczyńska: Perfekcjonizm uważam za zmorę naszych czasów, jedną z barier fajnego wyglądu i dobrego samopoczucia. Przesłaniem moich kobiecych spotkań są dwie myśli: „Jesteś ważna” i „Nic nie musisz, ale wiele możesz”

 

Kim jesteś i czym się zawodowo zajmujesz?

Agnieszka Gulczyńska: Jestem stylistką, socjolożką i feministką. Te trzy rzeczy przenikają się w mojej pracy zawodowej i życiu osobistym. Stylistką nie zostałam z miłości do mody, raczej z zamiłowania do kobiet i szeroko rozumianej zmiany, która mnie od lat fascynuje. Kobiety są mi szczególnie bliskie, dlatego pracuję tylko z nimi. Uczę je, jak świadomie budować swój styl. Działam na terenie Krakowa i okolic. Główny obszar mojej działalności to indywidualne konsultacje, ale prowadzę też warsztaty dla kobiet, które mają za zadanie zainspirować i zmotywować je do zmiany. Mój warsztat „Jak świadomie budować swój styl” jest w duchu najważniejszej dla mnie wartości, jaką jest wolność. Nie mówię kobietom „musisz”, „powinnaś”, czy „bądź idealna”. Wręcz przeciwnie. Perfekcjonizm uważam za zmorę naszych czasów i jedną z barier fajnego wyglądu i dobrego samopoczucia.

 

Przesłaniem moich kobiecych spotkań są dwie myśli: „Jesteś ważna” i „Nic nie musisz, ale wiele możesz”. Bardzo lubię indywidualną pracę z kobietami, ale nie ukrywam, że takie spotkania warsztatowe też są dla mnie bardzo ważne. Traktuję je trochę jak misję. Pracuję z bardzo różnymi kobietami, z różnych środowisk i w różnym wieku. Z kobietami aktywnymi zawodowo, pracującymi w korporacji, mamami małych dzieci, ale też z takimi, które są wyłączone z życia zawodowego całkowicie, jak np. z pensjonariuszki Środowiskowego Domu Samopomocy. Takie spotkania to zawsze dla mnie niesamowita radość dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem. To też pewna wymiana energii i myśli między nami kobietami.

Myślę, że to, co mnie wyróżnia, to „Poradniki Stylu”, które moje klientki otrzymują ode mnie po każdej usłudze. To bardzo obszerne i estetycznie wykonane podsumowanie naszej współpracy oraz wiele praktycznych i spersonalizowanych porad. Bardzo zależy mi na edukacji moich klientek i trwałej zmianie, a nie tylko efekcie „wow”, dlatego np. nie mam w swojej ofercie usługi „Metamorfoza”. Dużą wagę przywiązuję do szeroko rozumianej samoświadomości, do poznania siebie i swoich aktualnych potrzeb. Dlatego też w mojej ofercie jest usługa „Poznaj siebie”, która cieszy się największym zainteresowaniem.

Chciałabym, aby każda kobieta akceptowała siebie taką, jaka jest. Uświadomienie sobie tego, na co mamy wpływ, a na co nie, to pierwszy i najważniejszy moim zdaniem krok do zmiany. Nie tylko w kwestii wyglądu. Osobiście modę i trendy traktuję jako narzędzia, jak worek pełen inspiracji, a nie jak kolejny przymus, któremu my, kobiety, mamy się poddać. W mojej pracy zawsze podkreślam, że najważniejsze jest nasze samopoczucie. Drugorzędna jest ocena i odbiór ludzi z zewnątrz. To według mnie wartość dodana.

Jaką drogę przebyłaś, by dotrzeć do punktu, w którym jesteś?

Kilka lat wcześniej pracowałam jako doradca zawodowy w Urzędzie Pracy w Krakowie. Bardzo lubiłam swoją pracę. Po pewnym czasie, pracując indywidualnie z kobietami w ramach projektu „Worklife balance” uświadomiłam sobie, że najbardziej lubię taki indywidualny kontakt z nimi. Przed czterdziestymi urodzinami zaczęłam sobie zadawać wiele pytań, które dotyczyły nie tylko sfery zawodowej. Intensywnie poszukiwałam. Był to oczywiście pewien proces, to nie stało się z dnia na dzień. Wiele rzeczy, osób i książek miało wpływ na zmianę mojej ścieżki zawodowej. Pamiętam, że ważną rolę odegrał wówczas Jacek Walkiewicz, psycholog i mówca motywacyjny. Jego wystąpienie „Pełna moc możliwości” i książki nieźle mi wówczas namieszały w głowie 🙂

Agnieszka Gulczyńska

Agnieszka Gulczyńska / fot. Barbara Bogacka

Punktem zwrotnym był jednak moment, gdy przeczytałam wywiad z Justyną Krawczyk, właścicielką firmy i stylistką w Warszawie „Jak być szczęśliwą kobietą”. I wtedy właśnie sobie pomyślałam, że ja też chcę uszczęśliwiać kobiety. Tak po prostu. To był impuls. Głos serca. Nie miałam wiedzy na temat zawodu stylistki, więc zaczęłam intensywne poszukiwania. Wiedziałam wówczas tylko jedno: że chcę pracować z kobietami. Czułam, że się do tego nadaję, że rozumiem kobiety i że mam już w tej kwestii już pewne doświadczenie. Ostatecznie złożyłam wypowiedzenie w pracy i zapisałam się do Artystycznej Alternatywy Szkoły Wizażu i Stylizacji na kierunek Kreowanie Wizerunku i Stylizacja. Uczyłam się w trybie dziennym, a w szkolnej ławce siedziałam z dziewczynami niewiele starszymi od mojej córki. W tym samym czasie zapisałam się też do Latającej Szkoły Agaty Dutkowskiej, aby poznać tajniki marketingu, bo byłam z tego obszaru „zielona”. Powiem krótko: to była rewolucja! Nie ukrywam ‒ miałam po drodze wiele wątpliwości, co oczywiście jest normą, ale zawsze wtedy przypominały mi się słowa Agaty D.: „BÓJ SIĘ I RÓB”. To moje motto, które i dzisiaj czasami sobie powtarzam. Cieszę się bardzo, że podjęłam parę lat temu taką decyzję, że miałam odwagę to zrobić i że mimo paru zakrętów po drodze zaufałam swojej intuicji. Dzisiaj bardzo lubię swoją pracę. Łączę w niej to, co jest mi bliskie: wolność i feminizm.

Wydarzenia, które Cię zmieniły?

Na pewno ważnym momentem w moim życiu było podjęcie nauki na studiach z socjologii. To był dla mnie jakiś przełom. Wtedy też zaczęły się moje poszukiwania, które zaprowadziły mnie do feminizmu, do studiów genderowych, wielu mądrych książek i wspaniałych ludzi, których po drodze poznałam. Konsekwencją tych poszukiwań i efektem zaufania mojej intuicji jest to, czym dzisiaj zajmuję się zawodowo. Decyzja o całkowitej zmianie ścieżki zawodowej i założeniu własnej firmy to ważny moment w moim życiu. Wiele mnie ta zmiana nauczyła. Poznałam przede wszystkim siebie i swoje możliwości. Myślę, że ta zmiana bardzo pozytywnie na mnie wpłynęła. Mam pracę, która jest dla mnie bardzo ciekawa. Czuję, że to, co robię, ma sens, że kobiety tego potrzebują i są zadowolone z efektów naszej współpracy.

Co uznajesz za swój największy sukces?

Największym sukcesem są moje dzieci ‒ już dorosła Maria i Janek, zbuntowany nastolatek. Myślę, że to właśnie one mnie wiele nauczyły, min. pokory, co bardzo przydaje się w życiu. Chociaż to nie jest najważniejsza moja cecha:) Raczej bunt. Podobno szczęście to zadowolenie z tego co się ma, a sukces ‒ osiągnięcie tego, co się chciało. Raczej jest mi bliskie to pierwsze. Coraz częściej jestem zadowolona i szczęśliwa z tego co mam. Cieszę się, że jestem w tym miejscu, w którym jestem. Mam satysfakcję, z tego, że podążam swoją drogą, zgodnie ze swoimi wartościami.

Jakie są Twoje supermoce?

Myślę, że moją super mocą jest łatwość nawiązywania kontaktów i utrzymywanie dobrych relacji z ludźmi. To umiejętność, która mi bardzo ułatwia prowadzenie biznesu, ale zwyczajnie umila i ułatwia życie we wszystkich jego obszarach. Mam też łatwość diagnozowania problemu i szybko podejmuję decyzję. Moja kobieca intuicja to też moja super moc. Ufam jej i bardzo mi z tym dobrze. To mój drogowskaz. Myślę, że mam też duże poczucie humoru, pewien luz i dystans. Natomiast najbardziej w mojej pracy lubię analizę kolorystyczną. Czuję się w tej dziedzinie ekspertką. Poza tym mam takie poczucie, że poznanie swojego typu kolorystycznego to taka baza, „abc” poznania siebie. Uważam, że dobór odpowiednich dla siebie kolorów to najłatwiejszy i najtańszy sposób na poprawienie swojego wyglądu i samopoczucia.

Najlepsza/najgorsza rada, jaką w życiu dostałaś?

Nie pamiętam tych złych rad, albo je wyparłam 🙂 Pamiętam natomiast słowa mojej bliskiej koleżanki, która jak się dowiedziała, że chcę zostać stylistką ‒ tak do mnie wtedy powiedziała: „Agnieszka to super! Ty się do tego idealnie nadajesz” No, i tej wersji się trzymam:) Dla mnie takie słowa wsparcia były i są bardzo ważne, zwłaszcza kiedy wypowiada je druga kobieta. Wierzę w solidarność kobiet. To nas bardzo buduje i pozwala rozwinąć skrzydła.

Masz jakieś swoje credo, patenty lub rady ułatwiające życie, którymi chciałabyś się po-dzielić z innymi kobietami?

Hm… może to nie credo, ale dobra rada. Kobiety, uwierzcie w siebie! Słuchajcie też swojej kobiecej intuicji. I jeszcze jedno, ale to nie moje, wzięłam z „Latającej Szkoły” Agaty Dutkowskiej: WSZYSTKO W SWOIM CZASIE. Podpisuję się pod tym, bo miałam parę takich momentów, że musiałam poczekać, zatrzymać się i zrobić dwa kroki do tyłu. Wierzę, że wszystko jest po coś. Zatrzymanie się na jakiś czas też.

Najlepsza/najtrudniejsza decyzja, jaką podjęłaś w życiu?

Chyba ta o rezygnacji z etatu w urzędzie pracy. Miałam stabilną pracę, którą prawdopodobnie mogłabym wykonywać do emerytury. A ja zaczęłam wówczas całkiem nowy rozdział życia, wszystkiego uczyłam się od początku. Była to decyzja ważna i trudna zarazem, ale mogę powiedzieć z perspektywy czasu, że bardzo dobra. Cieszę się, że ją wtedy podjęłam, bo dzisiaj mam ciekawą pracę, którą bardzo lubię.

Ciemne strony biznesu?

Marketing, reklama itp. Myślę, że jest to obszar, nad którym powinnam popracować. Ciągle szukam siebie w tym wszystkim. Moja firma to ja, więc powinnam promować samą siebie, a ja czasami jeszcze czuję pewien opór. Nie lubię też prowadzenia księgowości. Wprawdzie mam pewną satysfakcję, że robię to samodzielnie i nie zatrudniam księgowej, ale szczerze tego nie lubię. Na szczęście robię to tylko raz w miesiącu.

Co Cię kręci, motywuje, irytuje?

Bardzo irytuje mnie od paru lat polityka w Polsce, więc staram się ją sobie dawkować. Porusza, a czasami wręcz smuci wszystko to, co dzieje się z prawami kobiet w naszym kraju. Wszelkie kwestie związane z dyskryminacją ludzi, nieprzestrzeganie w Polsce praworządności, jawna arogancja i głupota w życiu publicznym i społecznym też podnoszą mi ciśnienie. Na szczęście mam niskie.

Generalnie jednak jestem optymistką, czasami nawet niepoprawną, więc szukam w życiu pozytywów i przyjemności. Uwielbiam muzykę! Ona mi towarzyszy w życiu, odkąd pamiętam. Mam wrażenie, że była ze mną zawsze. Najchętniej słucham jej w samochodzie, jak jadę nim sama. Czasami dość głośno. Wiem, że mi to nie służy, bo trochę już od tego muzykowania ogłuchłam, ale naprawdę uwielbiam te chwile. Muzyka na żywo, czyli koncerty, to jest to, co lubię najbardziej! Od paru lat ładuję akumulatory podczas piątkowych pląsów z moimi koleżankami z Tańców w Kręgu Kobiet. Bardzo relaksuje mnie malowanie mandali ( na talerzach, płytach analogowych), ale z braku czasu robię to ostatnio rzadko. Lubię też czytać. Najczęściej są to poradniki, literatura feministyczna, biografie i reportaże. Odkryłam dość niedawno, że bardzo lubię samotne wycieczki. To ewidentny wpływ pandemii. I nie ukrywam, bardzo mi się to moje odkrycie podoba. Natomiast w przyszłości marzą mi się podróże w fajnym kobiecym gronie. Mam zamiar to marzenie zrealizować i nawet poczyniłam w tym temacie pewne kroki.

Kto Cię inspiruje?

Bardzo mi zawsze imponowała Kora. Podziwiałam ją za styl, odwagę i wolność. Miała bardzo wyraziste poglądy, którym była wierna i nie bała się o nich głośno mówić. Uwielbiam jej muzykę! Za prawdę, autentyczność, dystans i poczucie humoru lubię Kaśkę Nosowską. Jej płyta „Basta” wycisnęła trochę moich łez, a książki bardzo poruszały. Podziwiam, i regularnie czytam Paulinę Młynarską. To bardzo mądra kobieta, dla mnie ideał feministki.

Agnieszka Gulczyńska

Agnieszka Gulczyńska / fot. Barbara Bogacka

Co powiedziałabyś 15-letniej sobie?

Uwierz w siebie i zdawaj po maturze na psychologię. Dasz radę! Nie bądź taka gościnna i dobra dla innych. Dbaj o siebie. O swoje zdrowie. O granice. I nie przejmuj się pierdołami.

Jaka jest najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz?

Mam coś takiego. Chodzi o sprzęt grający, kupiony prawie 25 lat temu. To była i jest moja jak dotychczas największa ekstrawagancja! Byliśmy wówczas z mężem świeżo po ślubie, żyliśmy dość skromnie, nie mieliśmy nic (oprócz kilkuletniego „malucha”), a kupiliśmy sobie za wygraną w pewnej loterii sprzęt za kilka tysięcy. To było jak na owe czasy bardzo duże szaleństwo finansowe. Z trudem mieścił się w naszym, wówczas wynajętym, 29-metrowym mieszkaniu. Do dziś mamy ten sprzęt, chociaż wzmacniacz jest już nowy.

Na co przeznaczyłabyś dużą sumę, gdyby spadła Ci z nieba?

Czasami w okolicach moich urodzin puszczam Toto Lotka. Gdybym wygrała dużo pieniędzy, to mam dokładnie sprecyzowany cel. Od wielu lat marzy mi się stworzenie takiego kompleksowego miejsce dla kobiet. Miejsca rozwoju, ale też relaksu i przyjemności. Coś dla ciała i dla ducha. Super jedzenie, cudowna muzyka, małe kino, galeria z rękodziełem kobiecym, masaże itp. Taki raj na ziemi. A resztę wydałabym na podróże. Moim marzeniem jest odwiedzenie muzeum Fridy Kahlo w Meksyku.

Gdybyś miała taką możliwość, z kim zamieniłabyś się życiem na jeden dzień?

Nie wiem, nie mam pojęcia. Nigdy o tym nie myślałam. Chyba z nikim? Natomiast jest parę kobiet, których nie znam osobiście, ale bardzo lubię i podziwiam. Są to min.: Martyna Wojciechowska, Urszula Dudziak, Ewa Woydyłło i wspomniane już wcześniej Katarzyna Nosowska i Paulina Młynarska. Z nimi wybrałabym się chętnie na piwo.

Plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Interesuje mnie metoda pracy z ciałem według Aleksandra Lowena. Na razie poznaję ją z książek, ale w przyszłości chciałabym poszerzyć wiedzę z tego obszaru w ramach jakiegoś kursu czy szkolenia. Chciałabym także nauczyć się grać w brydża. Zapisałam się rok temu na kurs, ale pandemia przerwała mi tą przyjemność. Natomiast aktualnie zajmuję się remontem i urządzaniem mieszkania w Krakowie, w którym będzie moje biuro. Mam dużo planów w związku z tym miejscem. Chcę m. in. robić tam przeglądy szafy dla moich klientek. Będzie to alternatywa dla tych kobiet, które nie mogą mnie zaprosić do siebie. Planuję też organizowanie w tym miejscu ciekawych spotkań dla kobiet. Bardzo się z tego cieszę i nie mogę się już doczekać, kiedy będzie to biuro gotowe. Mam nadzieję, że już od nowego roku będę się spotykać z moimi klientkami przy ul. Długosza 4 w Krakowie. Serdecznie zapraszam!

Ulubione miejsca w Krakowie?

Muszę przyznać, że mało bywam. Ostatnio chodzę tylko do jednego kina: „Kika” na Podgórzu. Kameralne i klimatyczne miejsce. Polecam natomiast osobę, która najlepiej na świecie masuje. Masaż Lomi Lomi w wykonaniu Ani Karny jest przeżyciem niemal mistycznym. Masuję się w różnych miejscach, ale zawsze wracam do Ani i mówię, że jest najlepsza. Natomiast w marcu 2020 roku (tydzień przed pandemią) odkryłam cudowne miejsce ok. 40 km na południe od Krakowa. Pensjonat „Bliżej Nieba”. Jest niesamowite! Wspaniała kuchnia, cisza, piękne pokoje, masaże, fajna rodzinna atmosfera i piękne widoki na góry. Jak byłam tam po raz pierwszy wiedziałam, że jeszcze wrócę. I tak było. Najpierw zabrałam tam moją siostrę Beatę, potem byłam z moimi tanecznymi siostrami z Tańców w Kręgu, a w tym roku w czerwcu zabrałam tam siebie. Bardzo to miejsce polecam.

Gdzie Cię znajdziemy?

www.gulczynska.pl
https://www.facebook.com/agulczynskastylistka?locale=pl_PL

 


Projekt #KobietyKrakowa

Fotografia: Barbara Bogacka

Wizaż: Małgorzata Braś

Wnętrza sesji zdjęciowych: Centrum Kongresowe ICE Kraków

Chcesz zostać #KobietąKrakowa? Kobiety Krakowa

Dziennikarka, która nie boi się stawiania prostych pytań, w nadziei na usłyszenie nieoczywistych odpowiedzi. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach