Home / Rozwój  / Psychologia  / Poza pornotopią. Kobieca pornografia

Poza pornotopią. Kobieca pornografia

Myślałaś, że mężczyźni preferują ostre sceny seksu, a kobiety czułość w ładnej oprawie? Nie w tym leży problem.

Pornografia dla kobiet

To nieprawda, że kobiety nie lubią porno. One nie lubią być jego przedmiotem / fot. Fotolia

Pornografia to rzeczywistość, z którą tzw. porządni ludzie nie chcą mieć nic wspólnego tak samo, jak z narkotykami i podejrzanymi klubami. Czy jednak na pewno jesteśmy w stanie unikać tej rzeczywistości? Zwłaszcza gdy się dowiadujemy, że ok. 75 proc. światowego internetu to pornografia?

 

Trudno o dokładne wyliczenia, pewne jest to, że każdego dnia do sieci załadowywanych jest tyle filmików, że obejrzenie ich zajęłoby kilkadziesiąt lat. Nawet jeśli założymy, że tylko połowa z nich to pornografia, to możemy być pewni, że jesteśmy głęboko nieporządnymi ludźmi.

Kolejny atak porno czeka na porządnego człowieka w kinie. Wystarczy wspomnieć takie tytuły jak „Życie Adeli”, „Nimfomanka” czy „Love”. To filmy balansujące na granicy pornografii, a z pewnością z tego gatunku czerpiące inspiracje. Bo kiedy na wielkim ekranie pojawia się rejestracja stosunku seksualnego, a nie artystyczna jego wizja, musimy zadać sobie pytanie: czy rzeczywistość czerwonych latarni nie weszła już przypadkiem do mainstreamu? Gdzie kończy się eksponowanie cielesności w służbie fabuły, a zaczyna czysta erotyka, służąca przyjemności patrzącego? Kto czerpie z tego spojrzenia uciechę? I jaka jest w tym wszystkim rola kobiet?

Codzienność w rytmie porno

Przemysł pornograficzny to jeden z najbardziej dochodowych interesów na świecie. Produkcja erotycznych filmów, książek czy gadżetów niejednokrotnie zazębia się z mrocznym światem przemocy i handlu ludźmi. Sklepiki z czerwonymi lampkami na Montmartrze, których witryny wypełniają okładki jednoznacznie sugerujące zawartość filmów, intrygują nie tylko asortymentem, ale i tą niezwykłą atmosferą balansowania na granicy przyzwoitości i legalności.

I oto w chwili, gdy już klasyfikujemy pornografię jako przynależną do świata ciemnego, nielegalnego i podniecająco zakazanego, pojawia się pęknięcie. Nagłe odwrócenie, zmuszające do zmiany dyskursu. Bo pojawił się Grey, czyli trylogia książkowa E. L. James o przygodach niewinnej Anastazji i jej Pana, który ma helikopter, delikatne serce i pokoik pełen erotycznych gadżetów. Choć ubogo napisana i korzystająca z wyeksploatowanych schematów, to właśnie ta książka przoduje dziś na światowych listach bestsellerów, umieszczając jej autorkę w zestawieniach najbogatszych ludzi. Francuska pisarka Anaïs Nin, autorka głośnych erotycznych Małych ptaszków i Delty Wenus, pewnie przewraca się w grobie nad stylem i wzorcami reprodukowanymi przez E. L. James, ale nie da się zaprzeczyć – Grey okazał się potrzebny.

Grey nie tylko pod strzechy

Czytają go bizneswoman, gospodynie domowe, kobiety z małych i dużych miast, i to czytają go aż w 52 językach. I w ten oto sposób erotyczne przygody z nutą przemocy (główne atrakcje Greyowej sypialni to BDSM) trafiły pod strzechy. Czytelniczki pokochały Greya. Czy dlatego, że to zgrabny miks Kopciuszka oraz Pięknej i Bestii? A może to te pieprzne fragmenty zapewniły mu popularność? A może wszystko naraz. Bo E. L. James eksploatuje motyw pornotopii, miksując go ze wspomnianymi schematami klasycznych baśni. Jest więc dziewica, jest i rycerz. Zamiast jednak rzucania kwiatów i chusteczek mamy wiązanie, pejcze i skórzane akcesoria. Pornotopia to pojęcie ukute przez amerykańskiego badacza literatury erotycznej, Stevena Marcusa. To świat budowany wokół doświadczeń erotycznych i na te doświadczenia nakierowany.

W pornoświecie bohaterowie są więc zawsze chętni i gotowi do seksu. Sekretarki i lekarze całymi dniami marzą o erotycznych przygodach, bizneswoman nigdy nie nosi bielizny pod obcisłą spódnicą, a największym przyrodzeniem charakteryzuje się przystojny hydraulik, który współżyje z każdą klientką.

Świat pornotopii to rzeczywistość zakrzywiona na eksploatację ciała, w której wszystko inne pozostaje służebne względem tej jednej (co ważne – nie prokreacyjnej) czynności. Jak napisał Marcus, „W pornotopii zawsze panuje lato” – cóż, wszak uciechom bliższe są letnie negliże niż ciała opatulone w kożuchy i swetry.

E. L. James – choć nie rozbija patriarchalnego układu sił pomiędzy bohaterami, to igra dość zgrabnie ze stereotypem pornograficznej sztuki. W porno zawsze najważniejszy jest mężczyzna. Ten, który ogląda, i ten, który performuje. To męski orgazm i przyjemność są najważniejsze w pornoświecie. Tak zwany cumshot, czyli ujęcie penisa podczas wytrysku, to jeden z najważniejszych obrazów standardowego filmu pornograficznego. Orgazm kobiecy, chociażby ze względu na brak jego fizycznych znamion, od zawsze był problemem dla kina. Bo jak go niby pokazać? I choć od czasu „Kiedy Harry poznał Sally”, w którym to Meg Ryan w popisowy sposób udaje orgazm, trochę się to zmieniło, to nadal ekranowa dosłowność skupia się na mężczyźnie. Kobieta jest realizatorką męskich pragnień, bardziej przedmiotem i obiektem niż podmiotem z własną seksualnością.

Femiporno

Uczucia i mizianie w kobiecym porno? Oj nie tylko! / fot. Fotolia

Uczucia i mizianie w kobiecym porno? Oj nie tylko! / fot. Fotolia

Ta rzeczywistość pornografii najbardziej dostępnej (wystarczy zajrzeć do sieci… choć lepiej nie zaglądajcie) wiąże się więc zazwyczaj ze sporą dozą ordynarności i nieprzystawalności do tzw. normalnej rzeczywistości. Wypielęgnowane na siłowni ciała dokonują akrobacji ku chwale męskiej przyjemności. Dla wielu kobiet nie będzie to więc spełnienie wizualnych fantazji. I tu pojawia się nowy nurt, czyli feministyczne porno lub porno dla kobiet, w którym pojawia się rozbicie ukształtowanej struktury pornotopicznych filmów. Nie chcemy więc już spermy na twarzach nastoletnich dziewcząt, chcemy filmowej erotyki, w której mężczyzna przestanie być najważniejszy.

Jedną z pierwszych gwiazd produkcji porno dla kobiet była Candida Royalle. Warto o niej wspomnieć, gdyż już w 1984 roku założyła firmę produkcyjną Femme Productions, a jej filmy do dziś polecane są np. parom podczas terapii. Obecnie jedną z najważniejszych postaci branży jest Erica Lust, szwedzka reżyserka filmowa, będąca także scenarzystką i producentką, a także autorką kilku książek. Najważniejsze filmy w jej karierze to „Good Girl” (w ciągu miesiąca od publikacji pobrany z internetu ponad 2 mln razy) czy „Five Hot Stories for Her”. Erice Lust udało się przebić z wąskiego światka filmów dla dorosłych do dyskursu, w którym stawia się pytania o kondycję kultury czy rolę internetu w kształtowaniu erotycznej świadomości. Filmowa pornografia to według niej forma lepszego poznania własnych potrzeb, to podróż w głąb siebie za pomocą magii ekranu. Jak podkreśla w wywiadach, traktuje film jako element rozmowy o gender i seksualności – stąd w jej filmach nietrwałość ról społecznych, nietradycyjne układy miłosne, uroda odbiegająca od ujednoliconych standardów. Erica Lust nakłania do nowego spojrzenia na pornografię – nie jako na przeciwnika w walce o moralność, ale jako sojusznika w walce o wiedzę, edukację i świadomość. Nie można zlikwidować przemysłu porno, ale może da się sprawić, by stał się on nieco bardziej ludzki. I tak w filmach Lust znakomita większość ekipy to kobiety. Aktorzy mają ponad 20 lat i niejednokrotnie zamiast precyzyjnego scenariusza zbliżenia erotycznego otrzymują pozwolenie na spontaniczność. Tak. Jest więc szansa, że robią to, na co mają ochotę, i czerpią z tego przyjemność. Na ekranie to widać.

Porno feministyczne rozbija świat pornotopii – to filmy, w których, poza seksem, na zbliżeniach pojawiają się relacje, emocje bohaterów czy konteksty społeczne podejmowanych decyzji. I wcale nie oznacza to, że w porno kobiecym brakuje seksu. Wręcz przeciwnie. Seks wykracza jednak poza ustandaryzowaną mechaniczną czynność, w której tylko muskularny mężczyzna zyskuje przyjemność. Tu kobieta decyduje o tym, jakie ma potrzeby, komunikuje je i szuka spełnienia. To przesunięcie to jeden z najważniejszych elementów tzw. feministycznego porno. Nie chodzi o to, że porno dla mężczyzn jest hard (czyli pełne zbliżeń na genitalia), a dla kobiet soft (czyli z mizianiem po rękach). Kobiece, feministyczne porno to takie, które rozbija schematy. W którym to nie heteroseksualny stosunek nakierowany na przyjemność mężczyzny stanowi oś akcji. To rozbijanie patriarchalnego schematu, w którym pojawia się przestrzeń na najważniejszą osobę tego dyskursu – na widzkę, na voyeurkę. Na ciebie, jeżeli tylko zechcesz patrzeć.

Anna Petelenz

Autorka bloga www.wzwiazkuzekranem.pl. Jedną nogą w Krakowie, drugą w Wiedniu. Najchętniej pisze o sztuce, korpo i kobietach. Najchętniej w towarzystwie czarnej kawy

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach