fot. Sasinit / Pixabay
Mike znalazł w Tajlandii miłość życia, a Ian tylko śmierć. Na czym polega gra wzajemnego wykorzystania? Kim są mężczyźni, którzy jadą do Tajlandii po żonę?
„Bilet w jedną stronę” — jak wygląda wyprawa po żonę do Tajlandii?
Wychodzą na wilgotne powietrze Bangkoku, mając różne cele. Niektórzy pojechali na wakacje, albo chcą zacząć życie w ciepłym kraju. Są też inni – tacy, co miesiącami planują wyprawę, która ma zakończyć się ślubem. Rejestrują profile na apkach randkowych, umawiają video rozmowy, prowadzą wywiady i castingi. Jeszcze inni spotykają miłość spontanicznie, na ulicy lub w barze, a potem biorą ślub.
Kim są mężczyźni, którzy jadą do Tajlandii po żonę? Wbrew stereotypom, to nie tylko starzy dżentelmeni. To także mężczyźni po 40-ce, samotni biznesmeni, którzy sukcesywnie ułożyli sobie życie zawodowe, ale na relacje nie wystarczyło im czasu i teraz czują się wyobcowani. To również miłośnicy tradycyjnego, konserwatywnego modelu rodziny, którzy nie odnajdują się w europejskim „partnerstwie”, a zamiast tego chcieliby mieć żonę, która zajmie się nimi i domem. Bywają to także mężczyźni, którzy lubią widzieć zależność swojej kobiety. Utrzymywanie pięknej, młodej i zagranicznej żony podbudowuje ich ego i jest zwykle prostsze, niż utrzymywanie związku opartego na innych wartościach.
Na końcu mamy facetów, którzy po prostu poznali w Tajlandii wspaniałą kobietę i zakochali się, bez drugiego dna. Motywacje są mieszane i — jak w większości spraw dotyczących relacji — złożone. Jedno trzeba jednak zauważyć – egzotyka działa w obie strony, a w wielu przypadkach Tajki są pierwszymi kobietami, które sprawiły, że ci mężczyźni poczuli się w życiu docenieni. Dlaczego? I czy to wystarczy, żeby wziąć ślub?
Egzotyka i jej twarze
Kanony piękna różnią się w zależności od tego, w jakim zakątku świata się znajdziesz… lub zgubisz. Nie od dziś wiadomo, że kanon Azjatycki cieszy się w Polsce i całej Europie dużym powodzeniem. Egzotyczny wygląd kobiet z Tajlandii, Wietnamu czy Filipin jest bardzo mocno seksualizowany, a ich osobowość szufladkuje się często w krzywdzący sposób, zarzucając im apetyt na pieniądze białych mężczyzn. W niektórych rejonach ten apetyt rzeczywiście jest możliwy do zaobserwowania.
W samej Tajlandii wiele kobiet – zwykle niewykształconych i pochodzących ze wsi – świadczy usługi seksualne, a największym ich mrowiskiem jest Bangkok, czyli stolica prostytucji. To jednak wcale nie znaczy, że kobiety, które wychodzą za białych mężczyzn, są prostytutkami. Mimo to szacuje się, że wykształcone, miastowe Tajki z własną ścieżką kariery rzadziej są chętne do wchodzenia w relacje z turystami w kwiecie wieku.
Tutaj wracamy do egzotyki, bo ci biali dżentelmeni, nawet dużo starsi, bywają dla dziewcząt z tamtych rejonów bardzo interesujący już przez samo swoje pochodzenie i wygląd. Można więc powiedzieć, że na tym etapie są sobie równi. Do tego dochodzą zwykle pieniądze, na które – przyznajmy szczerze – nikt nie jest obojętny.
“(Ci mężczyźni) zwykle nie są najprzystojniejsi, często są w starszym wieku, łysi, nieatrakcyjni i dość samotni w swoim własnym społeczeństwie. Kiedy trafiają do Patpongu, są oszołomieni tym, że dziewczyny całkowicie skupiają na nich uwagę” – pisał dr Yos Santasombat w Hello My Big Big Honey!
Historia Mike’a

fot. Le Quoc Huy36 / Pixabay
Przybył do Tajlandii, poznał dziewczynę i został Bogiem – tak opowiada swoją historię Mike, który przeprowadził się do kraju Pad Thaia już trzy lata temu. Podczas gdy w ojczyźnie kobiety nie zwracały na niego specjalnie uwagi przez wzgląd na jego tuszę, zaczerwienioną skórę, nieśmieszne żarty i niezbyt okazały wzrost, w Tajlandii czuł się atrakcyjny i podziwiany. Kolor jego skóry był symbolem prestiżu, a Kalaya – kobieta, z którą zapoznał się przez jedną z aplikacji randkowych – chętnie z tego prestiżu korzystała, dając jednak wiele w zamian.
Jego zwykła, zdalna praca dla firmy logistycznej rosła dzięki niej do rangi biznesu wartego złotych gór. Wszystko było w nim niesamowite. Kalaya śmiała się z jego żartów, równocześnie wpatrując się w niego jak w obrazek, tym samym zamieniając każde jego słowo w fascynującą historię. On był po pięćdziesiątce i chciał znaleźć żonę, która będzie go szanowała. Ona miała lat dwadzieścia pięć, jej imię oznaczało „pełna wdzięku” i taka też była. Za to nie mówiła dobrze po angielsku, więc porozumiewali się głównie za pomocą translatora.
Tak minęło kilka miesięcy. Mike poznał jej rodziców, ustalili Sin Sod (tradycyjny tajski dar w formie pieniędzy, złota lub nieruchomości, który przekazuje się rodzinie panny młodej jako posag) i wkrótce się pobrali. Kalaya dalej uczy się angielskiego, a Mike chętnie płaci za jej edukację. Płaci też za utrzymanie jej rodziców i sióstr, dopóki nie znajdą sobie mężów.
Rodzina Mike’a zarzuciła mu, że kupił sobie żonę i uciekł od prawdziwego świata. Zapytany, czy rzeczywiście tak było, odpowiada: „Czy to naprawdę byłoby takie złe?”. Tłumaczy, że Kalaya nie dałaby się kupić, gdyby się nie dogadywali.
A co, gdy skończą się pieniądze?
Wiele jest historii takich międzynarodowych małżeństw, ale za większością z nich kryją się dodatkowe warstwy. Tajlandia to kraj, w którym emocje i relacje często idą w parze z pragmatyzmem. Rodzina panny młodej potrafi mieć realny wpływ na decyzje dotyczące ślubu, miejsca zamieszkania czy finansów. W wielu domach to właśnie rodzice sugerują córce, że stabilny, starszy partner z zagranicy może być dla niej szansą na zmianę życia – nie tylko jej, ale całej rodziny.
Z drugiej strony mężczyźni przyjeżdżający z Europy czy USA też często nie są bezinteresowni. Oczekują nie tylko fizycznej miłości, lecz także lojalności, domowej opieki, wdzięczności i spokoju – niezależnie od swoich poczynań. Ten układ bywa wygodny dla obu stron, o ile nikt nie próbuje zmienić ról po fakcie. Gorzej, gdy zderzą się dwie iluzje: jego wyobrażenie idealnej, oddanej żony i jej wyobrażenie zamożnego wybawcy. Dopiero codzienność odsłania prawdziwe proporcje – różnice w komunikacji i odmienne podejście do życia.
Nie wszystkie historie kończą się jednak tak miło jak się zaczęły, bo mówiąc o relacjach, nie można zapominać o tym, co sprawia, że są trwałe. Zwykle chodzi o uczucia. Jeśli więc te szczere uczucia zastąpione są wdzięcznością i przywiązaniem przez względy finansowe, to na drodze do happy endu mogą pojawić się schody. To też stało się z małżeństwem Iana Beestona, starszego Anglika, którego tragiczną historię opisano w głośnym reportażu brytyjskiego dziennika.

fot. Remideligeon / Pixabay
Historia Iana
Ian Beeston po rozwodzie przeniósł się do Tajlandii, a następnie ożenił z Tajką Wanną, pierwotnie pracującą jako bar-girl w Pattayi – krzykliwym kurorcie z go-go barami. Początkowo relacja wydawała się układać. Beeston wspierał rodzinę Wanny i zapewnił jej dorosłym dzieciom edukację. Wraz z dwoma innymi Europejczykami zainwestował swoje oszczędności w budowę domów na obrzeżach wioski Suwannaphum, w najbiedniejszej tajskiej prowincji Roi Et. Dom Beestona, który pochłonął 250 tys. funtów jego emerytalnych oszczędności , był opisywany lokalnie jako „pałacowy”.
Ponieważ cudzoziemcy nie mogą posiadać ziemi w Tajlandii, Beeston przepisał dom na żonę. Dobre życie załamało się, gdy odkrył, że Wanna potajemnie sprzedała jego posiadłość w Suwannaphum. Oszczędności całego życia przepadły. Ian Beston przewidział, że następnym ruchem żony będzie pozbawienie go życia i nie pomylił się. Policja stwierdziła, że umierał przez siedem godzin. Został pobity i zadźgany w swoim domu przez Wannę i jej kochanka. Oboje zostali oskarżeni o morderstwo i przyznali się do winy. Młodszy przyjaciel Beestona podsumował sprawę słowami: “No wiesz, ożenił się z dziewczyną z baru. Czego się spodziewał?”
Gra wzajemnego wykorzystania
Romans Iana — jak wiele innych, do których zachodni mężczyźni uciekają wskutek samotności, znudzenia czy poszukiwań łatwiejszych relacji — zaczął się od spaceru jedną z setek neonowych uliczek w tajskich dzielnicach seksu. Stosunek liczby mężczyzn do kobiet w tych miejscach to prawie dwa do jednego. W Bangkoku, na Soi Cowboy czy Patpong, łatwo zobaczyć, jak męskie fantazje biorą górę. Starzejący się, niepozorni cudzoziemcy są adorowani przez młode, zgrabne Tajki w kusych strojach. Ci mężczyźni nie są przyzwyczajeni do atencji pięknych kobiet. Obie strony wpadają w pułapkę i ciężko powiedzieć, kto jest owcą, a kto wilkiem. Romans z cudzoziemcem można więc śmiało nazwać grą wzajemnego wykorzystania.
