Friday, January 23, 2026
Home / Miasto Podróży  / Kim są mężczyźni, którzy jadą do Tajlandii po żonę?

Kim są mężczyźni, którzy jadą do Tajlandii po żonę?

Oblicza egzotyki

Tajlandia

fot. Sasinit / Pixabay

Mike znalazł w Tajlandii miłość życia, a Ian tylko śmierć. Na czym polega gra wzajemnego wykorzystania? Kim są mężczyźni, którzy jadą do Tajlandii po żonę?

„Bilet w jedną stronę” — jak wygląda wyprawa po żonę do Tajlandii?

Wychodzą na wilgotne powietrze Bangkoku, mając różne cele. Niektórzy pojechali na wakacje, albo chcą zacząć życie w ciepłym kraju. Są też inni – tacy, co miesiącami planują wyprawę, która ma zakończyć się ślubem. Rejestrują profile na apkach randkowych, umawiają video rozmowy, prowadzą wywiady i castingi. Jeszcze inni spotykają miłość spontanicznie, na ulicy lub w barze, a potem biorą ślub.

 

Kim są mężczyźni, którzy jadą do Tajlandii po żonę? Wbrew stereotypom, to nie tylko starzy dżentelmeni. To także mężczyźni po 40-ce, samotni biznesmeni, którzy sukcesywnie ułożyli sobie życie zawodowe, ale na relacje nie wystarczyło im czasu i teraz czują się wyobcowani. To również miłośnicy tradycyjnego, konserwatywnego modelu rodziny, którzy nie odnajdują się w europejskim „partnerstwie”, a zamiast tego chcieliby mieć żonę, która zajmie się nimi i domem. Bywają to także mężczyźni, którzy lubią widzieć zależność swojej kobiety. Utrzymywanie pięknej, młodej i zagranicznej żony podbudowuje ich ego i jest zwykle prostsze, niż utrzymywanie związku opartego na innych wartościach.

 

Na końcu mamy facetów, którzy po prostu poznali w Tajlandii wspaniałą kobietę i zakochali się, bez drugiego dna. Motywacje są mieszane i — jak w większości spraw dotyczących relacji — złożone. Jedno trzeba jednak zauważyć – egzotyka działa w obie strony, a w wielu przypadkach Tajki są pierwszymi kobietami, które sprawiły, że ci mężczyźni poczuli się w życiu docenieni. Dlaczego? I czy to wystarczy, żeby wziąć ślub?

Egzotyka i jej twarze

Kanony piękna różnią się w zależności od tego, w jakim zakątku świata się znajdziesz… lub zgubisz. Nie od dziś wiadomo, że kanon Azjatycki cieszy się w Polsce i całej Europie dużym powodzeniem. Egzotyczny wygląd kobiet z Tajlandii, Wietnamu czy Filipin jest bardzo mocno seksualizowany, a ich osobowość szufladkuje się często w krzywdzący sposób, zarzucając im apetyt na pieniądze białych mężczyzn. W niektórych rejonach ten apetyt rzeczywiście jest możliwy do zaobserwowania.

CZYTAJ TAKŻE:  "Poznałam kobietę, która była z nim 14 lat wcześniej... spotkało ją to samo" – Prawdziwa historia

 

W samej Tajlandii wiele kobiet – zwykle niewykształconych i pochodzących ze wsi – świadczy usługi seksualne, a największym ich mrowiskiem jest Bangkok, czyli stolica prostytucji. To jednak wcale nie znaczy, że kobiety, które wychodzą za białych mężczyzn, są prostytutkami. Mimo to szacuje się, że wykształcone, miastowe Tajki z własną ścieżką kariery rzadziej są chętne do wchodzenia w relacje z turystami w kwiecie wieku.

 

Tutaj wracamy do egzotyki, bo ci biali dżentelmeni, nawet dużo starsi, bywają dla dziewcząt z tamtych rejonów bardzo interesujący już przez samo swoje pochodzenie i wygląd. Można więc powiedzieć, że na tym etapie są sobie równi. Do tego dochodzą zwykle pieniądze, na które – przyznajmy szczerze – nikt nie jest obojętny.

 

“(Ci mężczyźni) zwykle nie są najprzystojniejsi, często są w starszym wieku, łysi, nieatrakcyjni i dość samotni w swoim własnym społeczeństwie. Kiedy trafiają do Patpongu, są oszołomieni tym, że dziewczyny całkowicie skupiają na nich uwagę” – pisał dr Yos Santasombat w Hello My Big Big Honey!

Historia Mike’a

fot. Le Quoc Huy36 / Pixabay

Przybył do Tajlandii, poznał dziewczynę i został Bogiem – tak opowiada swoją historię Mike, który przeprowadził się do kraju Pad Thaia już trzy lata temu. Podczas gdy w ojczyźnie kobiety nie zwracały na niego specjalnie uwagi przez wzgląd na jego tuszę, zaczerwienioną skórę, nieśmieszne żarty i niezbyt okazały wzrost, w Tajlandii czuł się atrakcyjny i podziwiany. Kolor jego skóry był symbolem prestiżu, a Kalaya – kobieta, z którą zapoznał się przez jedną z aplikacji randkowych – chętnie z tego prestiżu korzystała, dając jednak wiele w zamian.

 

Jego zwykła, zdalna praca dla firmy logistycznej rosła dzięki niej do rangi biznesu wartego złotych gór. Wszystko było w nim niesamowite. Kalaya śmiała się z jego żartów, równocześnie wpatrując się w niego jak w obrazek, tym samym zamieniając każde jego słowo w fascynującą historię. On był po pięćdziesiątce i chciał znaleźć żonę, która będzie go szanowała. Ona miała lat dwadzieścia pięć, jej imię oznaczało „pełna wdzięku” i taka też była. Za to nie mówiła dobrze po angielsku, więc porozumiewali się głównie za pomocą translatora.

CZYTAJ TAKŻE:  Fałszywi przyjaciele. Kiedy pozwolić im odejść?

 

Tak minęło kilka miesięcy. Mike poznał jej rodziców, ustalili Sin Sod (tradycyjny tajski dar w formie pieniędzy, złota lub nieruchomości, który przekazuje się rodzinie panny młodej jako posag) i wkrótce się pobrali. Kalaya dalej uczy się angielskiego, a Mike chętnie płaci za jej edukację. Płaci też za utrzymanie jej rodziców i sióstr, dopóki nie znajdą sobie mężów.

Rodzina Mike’a zarzuciła mu, że kupił sobie żonę i uciekł od prawdziwego świata. Zapytany, czy rzeczywiście tak było, odpowiada: „Czy to naprawdę byłoby takie złe?”. Tłumaczy, że Kalaya nie dałaby się kupić, gdyby się nie dogadywali.

A co, gdy skończą się pieniądze?

Wiele jest historii takich międzynarodowych małżeństw, ale za większością z nich kryją się dodatkowe warstwy. Tajlandia to kraj, w którym emocje i relacje często idą w parze z pragmatyzmem. Rodzina panny młodej potrafi mieć realny wpływ na decyzje dotyczące ślubu, miejsca zamieszkania czy finansów. W wielu domach to właśnie rodzice sugerują córce, że stabilny, starszy partner z zagranicy może być dla niej szansą na zmianę życia – nie tylko jej, ale całej rodziny.

 

Z drugiej strony mężczyźni przyjeżdżający z Europy czy USA też często nie są bezinteresowni. Oczekują nie tylko fizycznej miłości, lecz także lojalności, domowej opieki, wdzięczności i spokoju – niezależnie od swoich poczynań. Ten układ bywa wygodny dla obu stron, o ile nikt nie próbuje zmienić ról po fakcie. Gorzej, gdy zderzą się dwie iluzje: jego wyobrażenie idealnej, oddanej żony i jej wyobrażenie zamożnego wybawcy. Dopiero codzienność odsłania prawdziwe proporcje – różnice w komunikacji i odmienne podejście do życia.

 

Nie wszystkie historie kończą się jednak tak miło jak się zaczęły, bo mówiąc o relacjach, nie można zapominać o tym, co sprawia, że są trwałe. Zwykle chodzi o uczucia. Jeśli więc te szczere uczucia zastąpione są wdzięcznością i przywiązaniem przez względy finansowe, to na drodze do happy endu mogą pojawić się schody. To też stało się z małżeństwem Iana Beestona, starszego Anglika, którego tragiczną historię ​​opisano w głośnym reportażu brytyjskiego dziennika.

fot. Remideligeon / Pixabay

Historia Iana

Ian Beeston po rozwodzie przeniósł się do Tajlandii, a następnie ożenił z Tajką Wanną, pierwotnie pracującą jako bar-girl w Pattayi – krzykliwym kurorcie z go-go barami. Początkowo relacja wydawała się układać. Beeston wspierał rodzinę Wanny i zapewnił jej dorosłym dzieciom edukację. Wraz z dwoma innymi Europejczykami zainwestował swoje oszczędności w budowę domów na obrzeżach wioski Suwannaphum, w najbiedniejszej tajskiej prowincji Roi Et. Dom Beestona, który pochłonął 250 tys. funtów jego emerytalnych oszczędności , był opisywany lokalnie jako „pałacowy”.

CZYTAJ TAKŻE:  Edukacja domowa w praktyce. Twoje dziecko MA PRAWO nie chodzić do szkoły

 

Ponieważ cudzoziemcy nie mogą posiadać ziemi w Tajlandii, Beeston przepisał dom na żonę. Dobre życie załamało się, gdy odkrył, że Wanna potajemnie sprzedała jego posiadłość w Suwannaphum. Oszczędności całego życia przepadły. Ian Beston przewidział, że następnym ruchem żony będzie pozbawienie go życia i nie pomylił się. Policja stwierdziła, że umierał przez siedem godzin. Został pobity i zadźgany w swoim domu przez Wannę i jej kochanka. Oboje zostali oskarżeni o morderstwo i przyznali się do winy. Młodszy przyjaciel Beestona podsumował sprawę słowami: “No wiesz, ożenił się z dziewczyną z baru. Czego się spodziewał?”

Gra wzajemnego wykorzystania

Romans Iana — jak wiele innych, do których zachodni mężczyźni uciekają wskutek samotności, znudzenia czy poszukiwań łatwiejszych relacji — zaczął się od spaceru jedną z setek neonowych uliczek w tajskich dzielnicach seksu. Stosunek liczby mężczyzn do kobiet w tych miejscach to prawie dwa do jednego. W Bangkoku, na Soi Cowboy czy Patpong, łatwo zobaczyć, jak męskie fantazje biorą górę. Starzejący się, niepozorni cudzoziemcy są adorowani przez młode, zgrabne Tajki w kusych strojach. Ci mężczyźni nie są przyzwyczajeni do atencji pięknych kobiet. Obie strony wpadają w pułapkę i ciężko powiedzieć, kto jest owcą, a kto wilkiem. Romans z cudzoziemcem można więc śmiało nazwać grą wzajemnego wykorzystania.

Na co dzień pasjonatka krakowskiego środowiska muzycznego, wokalistka i producentka. Dziennikarstwo ma we krwi, a jak zwykła mawiać, z genami nie wygrasz.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ