Saturday, January 16, 2021
Home / Uroda  / Trendy  / Kiedy byliśmy duzi

Kiedy byliśmy duzi

Co łączy właścicielkę agencji modelek size plus, ekscentrycznego fryzjera i byłą panią minister? Zrzucone kilogramy.

Jak ktoś mówi, że dobrze mu w jego wielkim ciele to znaczy, że kłamie. Tam jest bardzo nieprzyjemnie. Wiem, co mówię, bo siedziałam w nim siedem lat / na zdj. Oskar Bachoń przed metamorfozą, fot. Katarzyna Widmańska

Musiałam odnaleźć się na nowo w swojej skórze. Trzeba było wymienić całą garderobę. Znów poczułam się atrakcyjna, odważyłam się na nową fryzurę. Gdy zaczynałam dietę, miałam 43 lata, a ludzie mówili, że wyglądam na własną mamę. Rok później dawano mi co najmniej 10 lat mniej. I w końcu zostałam odkryta, wybuchła medialna euforia, gazety i portale prześcigały się w publikowaniu moich zdjęć przed i po. Wtedy do mnie dotarło, że to czego dokonałam, wcale nie było takie proste i nie jest ważne wyłącznie dla mnie.

Bułka przekrojona na pięć części

Dziś jem wszystko, tylko że pilnuję, by były to małe ilości. Nauczyłam się, że skoro bułkę można przekroić na dwie części, to można także na pięć. Dzięki temu ma się wrażenie, że zjadło się dużo, mimo że było dokładnie odwrotnie. Czy uprawiałam sport? Niewiele. Stawiam na taniec, aerobic przy muzyce, medytację, spacery, jogę oddechu – to jest to, co Ania lubi najbardziej.

Da się! Bez dietetyka, bez personalnego trenera, bez operacji plastycznych. Pokazałam się nawet w telewizji, publicznie oglądał mnie lekarz plastyk, który potwierdził, że nic mi nie odsysano, nic nie wycinano, nie naciągano. Ale i tak ludzie mi nie wierzą. Myślę, że to dlatego, że samym jest im tak trudno schudnąć, więc nie wierzą, że innym może się to udać. Wielokrotnie usłyszałam też słowa krytyki, że jako szczupła blondynka z długimi włosami nie wyglądam już tak kompetentnie, że mój nowy wizerunek nie przystoi politykowi. Jednak uważam, że na rynku pracy wygląd jest bardzo ważny.

Moja metamorfoza stała się inspiracją dla wielu kobiet. Spotykam się z nimi w ramach Instytutu Zmian, który prowadzę. Wyjaśniam, że wygląd to nasza wizytówka, że pomaga odnieść sukces. Prywatny i zawodowy. Dla tych kobiet ciągle jestem w jakimś sensie ministrem pracy, tyle że pracę na szczycie zmieniłam na pracę u podstaw.

Jak ktoś mówi, że dobrze mu w jego wielkim ciele to znaczy, że kłamie. Tam jest bardzo nieprzyjemnie. Wiem, co mówię, bo siedziałam w nim siedem lat / na zdj. Oskar Bachoń przed metamorfozą, fot. Katarzyna Widmańska

Jak ktoś mówi, że dobrze mu w jego wielkim ciele to znaczy, że kłamie. Tam jest bardzo nieprzyjemnie. Wiem, co mówię, bo siedziałam w nim siedem lat / na zdj. Oskar Bachoń przed metamorfozą, fot. Katarzyna Widmańska

OSKAR BACHOŃ w Krakowie znany jest z dwóch rzeczy. Po pierwsze z tego, że jest genialnym stylistą fryzur i makijażystą, po drugie – z ekshibicjonizmu i miliona wcieleń. Porysowany kolorowymi tatuażami pozował do zdjęć, eksponując swoje fałdki na brzuchu, stylizował się za rusałkę, królową, rzeźnika z siekierą lub prężył się półnagi wśród płatków róż. Dziś jest o 30 kilo szczuplejszy i przyznaje, że tamte zdjęcia mały zamaskować jego obrzydzenie do swojego ciała. Były przejawem przekory grubasa.

Rok temu ważyłem 115 kilo przy wzroście 183 cm. Byłem takim nalanym pączkiem. Kiedyś byłem szczupłym, zupełnie normalnej budowy facetem. Otyłości nabawiłem się siedem lat temu, po śmieci mojej mamy. Zacząłem się wtedy napychać jedzeniem, żeby zrekompensować sobie jej brak. Mama zawsze przywiązywała dużą wagę do kuchni, była wybitną gospodynią, doskonale gotowała, piekła pyszne ciasta, wyznawała zasadę, że dziecko pojedzone to dziecko szczęśliwe. W naszej kulturze przyjęło się, że z talerza trzeba zjadać do końca, bo w trakcie wojny ludzie głodowali, więc szkoda, żeby się zmarnowało. Wielki brzuch był zawsze synonimem dobrobytu. I gdy zabrakło mamy, ja zacząłem się kochać, karmiąc sam siebie.

Zaczęło się od brokuła

Byłem fanem mięsa i słodyczy. Potrafiłem zjeść każdą ilość i o każdej porze, kupić sobie pół tortu w drodze do domu i zjeść naraz. Napychałem się. Chadzałem do najlepszych krakowskich restauracji, jadłem podwójne porcje, a w domu jadałem to, co dawała mi kiedyś mama, mielonego, schabowego, ziemniaki. Jak tylko było mi źle, nagradzałem się jedzeniem. Miałem problem z ubraniami, największa rozmiarówka w sklepach była na mnie za mała, znalazłem sobie więc krawcową, która realizowała moje szalone wizje, szyła mi wielkie stroje i jakoś tak to trwało. Aż do weekendu majowego rok temu.

4 maja 2013 obudziłem się z nagłą i niezrozumiałą dla mnie wtedy potrzebą, żeby zjeść brokuła. A ja przecież nienawidziłem brokułów! Miałem jednak na niego taką chcicę, że pognałem do baru sałatkowego na brokułową tartę. I potem już poszło. Zacząłem uczyć się przyrządzać wszelkie jarzyny. Doszło do tego, że teraz praktycznie nie jem mięsa, mam wstręt. W moim menu jest mnóstwo warzyw, ryb, owoców morza i ciemne pieczywo. Nigdy nie byłem u dietetyka, po prostu zacząłem słuchać siebie samego i własnego organizmu. Gdy przychodzi mi ochota na tort – idę na dietetyczne ciastko, walczę. Alkohol i drinki, gdy już je piję, rozrzedzam wodą mineralną, sok pomarańczowy jest dla mnie za słodki.

Wcześniej próbowałem wszystkiego, herbatek, plastrów, cudownych pigułek i magicznych proszków. Kiedyś spod stołu od znajomych lekarzy załatwiałem sobie leki, przepisywane dla osób z chorobową otyłością. Była w nich pochodna amfetaminy. Chodziłem tak pobudzony, że zapominałem o jedzeniu, nie czułem głodu. Serce waliło jak młot a pragnienie miałem takie, że wpiłbym całą Wisłę. Schudłem wtedy 10 kilo, ale gdy odstawiłem leki, utyłem z nawiązką.

To nie jest tak, że zrzucenie wagi przyszło bez wysiłku, ale efekty są tego warte. Kupiłem sobie elektroniczną wagę i obserwowanie, jak kilogramy spadają, stało się moją ulubioną zajawką. Przez pierwsze siedem miesięcy zdrowego odżywiania schudłem 25 kilo. Sport? Na to jestem zbyt leniwy. Jedyne, co lubię, to basen i sauna, a zimą łyżwy.

Od zachwytu, aż po pytanie, czy wszystko ze mną jest OK, czy ja aby nie jestem chory – takie były reakcje ludzi na moją metamorfozę. Nie brakło też zazdrosnych. Ktoś potrafił powiedzieć: „Oooo, miałem nadzieję, że znów wrócisz do wagi”. A tu klops, ciągle chudnę, choć teraz wolniej.

Czuję się jak nowo narodzony, mogę wejść do łazienki bez przyciemnionego światła i strachu przed tym, co zobaczę w lustrze. Nie męczę się, jestem bardziej aktywny seksualnie. Jak ktoś mówi, że dobrze mu w jego wielkim ciele to znaczy, że kłamie. Tam jest bardzo nieprzyjemnie. Wiem, co mówię, bo siedziałam w nim siedem lat.

Wysłuchała: Karolina Siudeja

Na zdj. Oskar Bachoń po metamorfozie, fot. Katarzyna Widmańska

Na zdj. Oskar Bachoń po metamorfozie, fot. Katarzyna Widmańska

Miłośniczka słowa pisanego i mówionego, gaduła i tropicielka językowych banałów. Dziennikarka lifestylowa, redaktorka, konferansjerka oraz specjalistka od content marketingu. Z „Miastem Kobiet” związana od początku jego istnienia. Najchętniej pisze o ludziach, seksie i gotowaniu. Prowadzi blog obyczajowo-kulinarny historieslodkoslone.pl. Prywatnie zakochana mama i początkująca ogrodniczka.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach