Saturday, May 8, 2021
Home / Uroda  / Trendy  / Kiedy byliśmy duzi

Kiedy byliśmy duzi

Co łączy właścicielkę agencji modelek size plus, ekscentrycznego fryzjera i byłą panią minister? Zrzucone kilogramy.

Jak ktoś mówi, że dobrze mu w jego wielkim ciele to znaczy, że kłamie. Tam jest bardzo nieprzyjemnie. Wiem, co mówię, bo siedziałam w nim siedem lat / na zdj. Oskar Bachoń przed metamorfozą, fot. Katarzyna Widmańska

Co łączy właścicielkę agencji modelek size plus, ekscentrycznego fryzjera i byłą panią minister? Zrzucone kilogramy.

Agnieszka nie mieściła się w fotelach kinowych, nie była w stanie zapiąć pasa w samolocie, a w nocy ryczała w poduszkę. Oskar ze swojej nadwagi uczynił atut. Przebierał się, malował, pajacował. Zakładał maskę. Sam siebie przekonywał, że duże jest fajne. Anna nie miała siły dźwigać swoich kilogramów przez życie. Chowała się w babcinych garsonkach i nie czytała komentarzy mediów na swój temat. Każde z nich usłyszało kiedyś „Ale grubas” i każdemu, o ironio, mówiono „Nie odchudzaj się”. Gdy stracili oponkę z brzucha, stracili też ostatnie złudzenia – to mówili zazdrośni.

Seks? To przecież aktywność fizyczna, sport. Osoba otyła wiele traci, nie może przyjąć większości pozycji, szybko się męczy, walczy z ciałem, zamiast czerpać przyjemność / na zdj. Agnieszka Czerwoińsa przed i po metamorfozie. Fot. Daniel Rudzki i Piotr Wacowski | Agnieszka Rzymek

Seks? To przecież aktywność fizyczna, sport. Osoba otyła wiele traci, nie może przyjąć większości pozycji, szybko się męczy, walczy z ciałem, zamiast czerpać przyjemność / na zdj. Agnieszka Czerwińska przed i po metamorfozie, fot. z lewej Daniel Rudzki i Piotr Wacowski, z prawej Agnieszka Rzymek

AGNIESZKA CZERWIŃSKA ma 34 lata ale narodziła się dopiero niedawno. Wcześniej ukrywała się pod przyklejonym do okrągłej buzi uśmiechem. Pozowała do zdjęć, eksponując swoje wielkie ciało, ale nie żyła tak naprawdę. Dopiero gdy schudła 60 kilo, zabiła swoje znienawidzone ja – Grubą Bertę – i napisała o tym książkę, poznała pełnię życia. Od kilku lat prowadzi agencję modelek size plus. Teraz chce pomagać kobietom uwięzionym w wielkim ciele.

Dlaczego założyłam agencję Nobody’s Perfect? Na pewno nie dlatego, żeby promować otyłość, co często mi się zarzuca. Chciałam pokazać niedoskonałe kobiety, zarówno te chude, jak i te pulchniejsze, te z tatuażami czy te zbyt niskie jak na standardy modelingu. Nigdy nie mówiłam, że duże jest piękne, a jedynie, że duże może się podobać. I nadal w to wierzę. A że ja schudłam? Zrobiłam to dla siebie i dla własnego zdrowia. Cały czas muszę się z tego tłumaczyć.

Facet, z którym byłam, odszedł. Zostawał mnie dla 150 kilogramowej kobiety, bo szczuplejsza przestałam mu się podobać. Dziwi cię to? A mnie już nie. Nasłuchałam się w życiu historii kobiet, które mąż zostawił dlatego, że przytyły. Ze mną było dokładnie to samo, tyle że jego preferencje były odwrotne. Czy bolało? No a jak myślisz? Ale nie zmieniłam zdania, dziś wiem, że rozpoczęcie odchudzania było najlepszą decyzją w moim życiu.

Grubasem zostaje się na zawsze

Nienawidziłam swojego wyglądu, choć na co dzień uśmiechałam się szeroko. Nie zastanawiałaś się nigdy dlaczego puszyści są tacy mili? Bo to jedyna broń – być miłym i liczyć, że dzięki temu ludzie będą nas akceptować. O widzisz, znów powiedziałam nas. Bo choć schudłam, te kilogramy zawsze będę mieć w głowie, zawsze będę jedną z grubasów. Nie boję się, że przytyję. A gdyby nawet – z 20 kilogramami poradzę sobie bez problemu. Przerażałby mnie powrót wagi 125 kilogramów. Czasem budzę się w nocy zlana potem, bo mi się śni, że znowu jestem gruba. Kroki, które kieruję po ciemku do lustra, by sprawdzić, czy tak jest, to najdłuższe spacery w moim życiu.

Gdy odeszli moi rodzice, było mi bardzo ciężko. Do tego ta waga… Użalałam się nad sobą, swoim bólem dzieliłam się na Facebooku. Aż w końcu ktoś naprawdę mi życzliwy napisał: „Agnieszka, jak coś Ci się nie podoba w Twoim życiu, to to zmień i nie użalaj się nad sobą, a jeśli nie masz na to wpływu, zaakceptuj to”. Bardzo wzięłam sobie te słowa do serca. Teraz wręcz brzydzę się użalaniem się, gdy widzę, jak ktoś tak robi – od razu reaguję. Mówię” weź się w garść. Jestem najlepszym przykładem na to, że się da.

Jak schudłam? Najskuteczniejsze jest zwyczajne zdrowe odżywianie i ruch. Brzmi prosto, ale bez pomocy dietetyka, który dokładnie rozpisał mi posiłki i był pod telefonem, gdy czułam, że zaraz skusi mnie jakieś ciastko, nie dałabym rady. To doskonała motywacja – cotygodniowe spotkania, ważenie i spowiedź z tego, co się zjadło. Wcześniej próbowałam wszystkiego, nawet tabletek z internetu, które omal nie pozbawiły mnie życia, ale waga zawsze wracała. Systematyczność, pięć posiłków dziennie, zero cukru – to moja metoda. Schudnięcie zajęło mi kilka lat. Ale to jedyna droga.

Seks dla wysportowanych

Kiedyś ruch był dla mnie karą, zwłaszcza w szkole na WF-ie przeżywałam katusze. Dziś z przyjemnością przebiegam 7 albo 10 kilometrów, ale to nie przyszło od razu. Osoba tak otyła jak ja kiedyś, nie może biegać. Zaczęłam więc od orbitreku, ćwiczyłam w domu, żeby nikt nie widział jak trzęsie się mój brzuch. Dopiero gdy schudłam 30 kilo, mogłam wybiec na ulicę bez obawy, że się ośmieszę albo nabawię kontuzji.

Odchudzanie to jednak nie wszystko. Bo cóż z tego, że ważysz mniej, gdy twoje ciało ciągle pamięta swój gigantyczny rozmiar. U mnie to nawet nie obwisła skóra, a rozstępy są największym problemem. Walczę z nimi z pomocą lekarzy medycyny estetycznej, ale pewne pamiątki pozostaną na zawsze. Weźmy choćby moje plecy, szerokie i zaokrąglone, bo żebra rozszerzyły się pod naporem kilogramów. Nigdy nie będę idealna, ale by walczyć o siebie, trzeba to zaakceptować.

Ludzie mówią mi, że teraz jestem pełna życia. W zasadzie dopiero teraz wiem, co to znaczy żyć. Kiedyś nie mieściłam się w fotelach kinowych, w samolocie nie mogłam zapiąć pasów bezpieczeństwa, nie umiałam się schylić, w upał miałam ciało pełne bolesnych odparzeń. Seks? To przecież aktywność fizyczna, sport. Osoba otyła wiele traci, nie może przyjąć większości pozycji, szybko się męczy, walczy z ciałem, zamiast czerpać przyjemność. Ciągle spieram się o to z kobietami, które są skrajnie otyłe. Zarzekają się, że mają cudowne życie seksualne, a Czerwińska jest złośliwa. Cóż, każdy lubi co innego, może komuś wystarczy głaskanie po brzuchu, ale wiem jedno – szczupłym seks smakuje lepiej. Mówisz, że wyglądam na zakochaną? Kto wie!?

Gdy zaczynałam dietę, miałam 43 lata, a ludzie mówili, że wyglądam na własną mamę. Rok później dawano mi co najmniej 10 lat mniej. I w końcu zostałam odkryta, wybuchła medialna euforia / na zdj. Anna Kalata przed i po metamorfozie, fot. ach. prywatne

Gdy zaczynałam dietę, miałam 43 lata, a ludzie mówili, że wyglądam na własną mamę. Rok później dawano mi co najmniej 10 lat mniej. Wybuchła medialna euforia / na zdj. Anna Kalata przed i po metamorfozie, fot. ach. prywatne

ANNA KALATA, była minister pracy i polityki społecznej, schudła 38 kilo, ale jej metamorfoza to coś znacznie głębszego. Z szarej myszki schowanej w za dużych garsonkach zmieniła się w seksowną, pewną siebie blondynkę, której ciągle nikt nie może uwierzyć, że dokonała tego bez niczyjej pomocy. – Schudłam i odmłodniałam, a efekty przerosły nawet mnie – przyznaje.

Piorun z jasnego nieba

Decyzję o odchudzaniu podjęłam w Indiach. Dosłownie jednodniowy pobyt zmienił moje życie. Emocjonalnie i fizycznie. W jednej z tamtejszych świątyń doznałam duchowego olśnienia, magicznej inspiracji. Możecie się śmiać, ale to było jak piorun z jasnego nieba, takie błogie uczucie a zarazem przekonanie, że moje ciało potrzebuje oczyszczenia. Drugi argument do odchudzania był bardziej prozaiczny – w 40-stopniowych upałach, jakie tam panowały, musiałam na sobie dźwigać prawie sto kilo. Powiedziałam wtedy: dość!

Był lipiec 2007 roku. Pełniłam funkcję ministra pracy i polityki społecznej. Pamiętam, że koalicja wisiała na włosku, nikt więc nie miał czasu zastanawiać się nad tym, co akurat Kalata ze sobą robi, a ja… ograniczyłam jedzenie. W zasadzie nie jadłam prawie nic. Moi bliscy koledzy dopytywali, czy aby wszystko w porządku, bo w pierwszym miesiącu diety schudłam aż 13 kilo.

Przez to moje niejedzenie wylądowałam nawet w szpitalu, ponieważ organizm doznał szoku. Potem poszłam po rozum do głowy i skomponowałam sobie dietę 1000 kalorii na podstawie indywidualnych sympatii żywieniowych. Uważam, że organizm sam najlepiej wie, co lubi i co jest dla niego dobre. Takie podejście ułatwiało mi też wytrwanie w diecie. Znalazłam sobie ulubione zapychacze, stworzyłam ich listę, były na niej głównie miękkie warzywa, jak kapusta, brukselka, pomidory. I dzień po dniu, miesiąc po miesiącu chudłam. Łącznie 38 kilogramów w rok.

Czytaj dalej na następnej stronie

Miłośniczka słowa pisanego i mówionego, gaduła i tropicielka językowych banałów. Dziennikarka lifestylowa, redaktorka, konferansjerka oraz specjalistka od content marketingu. Z „Miastem Kobiet” związana od początku jego istnienia. Najchętniej pisze o ludziach, seksie i gotowaniu. Prowadzi blog obyczajowo-kulinarny historieslodkoslone.pl. Prywatnie zakochana mama i początkująca ogrodniczka.

Review overview
NO COMMENTS

POST A COMMENT

Chcę być informowany/a o odpowiedziach