Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Katarzyna Dziurska: Perfekcjoniści chorują częściej

Katarzyna Dziurska: Perfekcjoniści chorują częściej

Marta Dynks, Gigi Hadid, Kayah, Kinga Rusin, Karolina Szostak, Maffashion, Karolina Gilon czy Kasia Dziurska. Wszystkie te kobiety łączą co najmniej dwie rzeczy: sława i hashimoto

katarzyna dziurska

Kasia Dziurska: Zanim zachorowałam, czułam się niezniszczalna. Uważałam, że codzienna duża porcja aktywności fizycznej chroni mnie przed chorobami / fot. Daniel Koper

Katarzyna Dziurska to utytułowana i bardzo lubiana sportsmenka. Ambitna, młoda, piękna. Od lat motywuje innych do zdrowego i aktywnego życia. Diagnoza spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Najpierw hashimoto, za chwilę wiadomość o kolejnej chorobie skrywającej się pod tajemniczą nazwą SIBO. Trzydziestolatce, która idzie przez życie jak burza, trudno było pogodzić się z myślą, że już nigdy nie będzie całkowicie zdrowa. Jednak po etapie buntu nadszedł etap działania

 

 

Agna Karasińska: Widzowie podziwiali cię w „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”. Tymczasem podczas treningów czułaś się fatalnie.

Katarzyna Dziurska: Wiem, że żaden moment nie jest dobry na chorobę, ale tamten był wyjątkowo zły. Musiałam trenować więcej niż dotychczas i przy tym robić show przed kamerą w skąpych strojach, odsłaniających prawie całe ciało. Ciało, które nagle przestało mnie słuchać. Z odcinka na odcinek było coraz gorzej. Miałam coraz mniej energii i coraz większe obrzęki. Nie mogłam patrzeć na swoje opuchnięte uda, wystający brzuch, worki pod oczami. Ale zacisnęłam zęby i dobrnęłam do finału. Podobno kamera nie zarejestrowała mojego spadku formy. Przez co wtedy przechodziłam, wiem tylko ja i Emilian, mój narzeczony. Na początku bagatelizowałam symptomy, myślałam, że to stres, zmęczenie, że samo przejdzie. Jednak z każdym kolejnym dniem i tygodniem mój niepokój narastał. Wiedziałam, że jednak coś jest ze mną nie tak, ale nie wiedziałam co. Stałam się senna i apatyczna. Pojawiły się dokuczliwe dolegliwości i depresyjne nastroje.

„Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”.

Kasia i Emilian w „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami” / fot. archiwum prywatne

A teraz, jak się czujesz?

Dziękuję, bardzo dobrze! Objawy SIBO są praktycznie nieodczuwalne, a z hashimoto nauczyłam się już żyć. Jestem w stałym kontakcie z lekarką, dr Weroniką Walęcik-Kot i dietetyczką kliniczną Pauliną Ihnatowicz. To daje ogromny spokój. Wiadomo, czasami mam kiepskie dni, ale przynajmniej wiem, czym są spowodowane i jak sobie z nimi radzić.

 

Choroba Hashimoto – przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, to jedna z chorób autoimmunologicznych, których istotą jest nadaktywność układu odpornościowego. Z niewiadomych przyczyn zaczyna on produkować przeciwciała niszczące organizm. Hashimoto może uaktywnić się pod wpływem wielu czynników, np.: silnego stresu, infekcji, operacji czy ciąży. Objawami hashimoto może być m.in.: męczliwość, senność w ciągu dnia, obniżony nastrój, przybieranie na wadze, uczucie zimna, kołatania serca, suchość skóry, bóle mięśni i kości. Badania mówią, że na tę chorobę choruje nawet 14-18 proc. populacji. Pięć razy częściej choroba dotyka kobiety niż mężczyzn.

 

Ludzie, którzy dowiadują się, że są na coś chorzy, często pytają „dlaczego ja?”. Dlaczego ty?

Tak, też zaliczam się do osób, które płakały w poduszkę i pytały „dlaczego ja?”.

Kasia Dziurska: Zanim zachorowałam, czułam się niezniszczalna. Uważałam, że codzienna duża porcja aktywności fizycznej chroni mnie przed chorobami.

Po usłyszeniu diagnozy bardzo dbałam o to, żeby informacje o chorobie pozostały moją tajemnicą. Wstydziłam się jej. Czułam się z jej powodu gorsza, niepełnowartościowa. Bałam się jej. No i bałam się tego, co powiedzą ludzie. Że będą pisać, że chyba jednak jestem kiepską ekspertką od treningu, skoro sama doprowadziłam się do choroby. Potrzebowałam ogromnego wsparcia i pomocy, żeby móc inaczej spojrzeć na to, jak zmieniło się moje życie. Walczę o to, żeby moja rzeczywistość z chorobami nie różniła się od wcześniejszych lat. Chcę być nadal tą uśmiechniętą, pełną energii i motywacji Kasią, a nie płaczącą i użalającą się Kaśką, która nie widzi sensu wstania z łóżka.

Nagrody, okładki, czerwone dywany, przy boku przystojni faceci. To niesamowite. Patrzę na uśmiechnięte kobiety na Instagramie, które zaliczają sukces za sukcesem, a potem czytam, że nie chce im się żyć, są senne, walczą z nadprogramowymi kilogramami. Jak się oswaja potwora, któremu na imię hashimoto?

Wsparcie i zrozumienie najbliższych ma ogromne znaczenie! Walka w pojedynkę jest o wiele trudniejsza. Uważam siebie za silną babkę, ale gdyby nie Emilian, nie wiem czy dałabym radę. Złościłam się – był ze mną, płakałam – był ze mną. Kolejną ważną rzeczą jest znalezienie odpowiednich specjalistów. Odwiedziłam wielu lekarzy, którzy nie wyrażali chęci pomocy, twierdzili, że nic mi nie jest, zlecali tylko kolejne badania i odsyłali mnie z kwitkiem. Przeszłam długą drogę, by w końcu trafić na ludzi, którzy chcą i potrafią mi pomóc.

kasia dziurska

Kasia Dziurska / fot. archiwum prywatne

Często spotykasz z oskarżeniami, że jesteś hipochondryczką? Na Instagramie wyglądasz jak milion dolarów, a z rozdziału W łóżku z hashimoto dowiaduję się, że nie możesz schudnąć.

Nie. Na szczęście zostałam otoczona ogromnym wsparciem ze strony najbliższych i moich obserwatorów. Oni także mogą na mnie liczyć, na słowa otuchy, podpowiedzi i pomocy. Na samym początku to ja sama siebie nazywałam hipochondryczką i nie mogłam ze sobą wytrzymać! Na szczęście ten etap mam już za sobą.

 

Napisałaś, że nie chcesz żyć dłużej w zakłamaniu, „że jestem szczęśliwa, zdrowa, piękna”. Dlaczego kobiety chore na hashimoto tak często wypierają chorobę?

Bo boją się niezrozumienia i opinii innych. Tak było i w moim przypadku. Jestem sportsmenką, trenerką online, co dzień motywuję ludzi do wstania z kanapy. Przyznaję, że przez jakiś czas to było moją obsesją. Nie mogłam patrzeć na swoje zdjęcia. Z kilkudziesięciu nie potrafiłam wybrać żadnego, które nadawałoby się, aby je wrzucić do sieci. Choroby na początku podcięły mi kompletnie skrzydła, dwa lata zajęło mi przyznanie się do swoich słabości.

 

Znajoma endokrynolożka powiedziała, że hashimoto to choroba porównywania się. Widzisz związek między wywieraniem na siebie presji a chorobą?

Od dziecka sama zakładałam sobie ambitne cele, aby być tą najlepszą. Sport nauczył mnie rywalizacji, która towarzyszyła mi przez większość życia. Nigdy nie porównywałam się do innych. Skupiałam się na sobie i swoich marzeniach, stawiając sobie co raz to wyższe cele. Ten pęd na pewno w jakimś stopniu miał wpływ na obecny stan rzeczy.

 

Czy choroba wyleczyła cię z perfekcjonizmu?

Wiem, że perfekcjoniści chorują na choroby autoimmunologiczne częściej niż inni. Wiem, że być może żyjąc tak, jak żyłam, w jakimś stopniu przyczyniłam się do tego, że zachorowałam. Przez perfekcjonistyczne zapędy było mi bardzo trudno zaakceptować fakt, że już nigdy nie będę w pełni zdrowa. Byłam przyzwyczajona do tego, że mogę robić z moim ciałem, co chcę, a ono mnie słucha. Gdy chciałam, chudłam, gdy chciałam, rozbudowywałam masę mięśniową określonych partii ciała. Zawsze tryskałam energią, zarażałam innych pozytywnym podejściem do życia. Wszędzie było mnie pełno. A tu nagle bunt na pokładzie. Cały czas walczę z perfekcjonizmem. To tak łatwo nie przychodzi, mimo że mocno przewartościowałam swoje życie. Już nie działam za wszelką cenę, wiem, kiedy muszę i powinnam odpocząć.

Kiedy zrozumiałaś, że nie jesteś robotem?

Kiedy choroby stały się silniejsze ode mnie. Musiałam wbić sobie w głowę, że teraz moim celem jest zdrowie. Jeśli ja sama nie zadbam o siebie, to nikt inny tego za mnie nie zrobi. Zwolniłam tempo życia. Intensywne treningi zmniejszyłam do minimum, zaczęłam uprawiać stretching oraz pole dance. Po kilku miesiącach poczułam znaczącą poprawę.

Każdy chce być „młody, piękny, dynamiczny”, zdrowy. Nie bałaś się, że przypną ci łatkę „pani od hashimoto/SIBO” i stracisz zainteresowanie reklamodawców?

Tak naprawdę w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Chcę być fair wobec siebie i swoich obserwatorów, którzy cenią mnie właśnie za bycie sobą i szczerość. A na zainteresowanie reklamodawców nie mam co narzekać.

 

O objawach SIBO trudno powiedzieć lekarzowi, a co dopiero obcym ludziom. Po co to zrobiłaś?

Aby uświadomić ludziom, że jest coś takiego, jak SIBO. Jeszcze dwa lata temu sama nie miałam zielonego pojęcia, że coś takiego istnieje. Chciałabym móc ulżyć innym, którzy zmagają się z takimi objawami, jakie mam ja, bo wiem, jaki to jest dyskomfort.

 

Nie boisz się, że hashimoto i SIBO zrobią się „modne”?

Katarzyna Dziurska: Bardziej boję się tego, że ludzie nie zadbają o siebie, że temat leczenia, samego wybrania się do specjalisty ich zniechęci. Dlatego powstała ta książka, żeby troszkę otworzyć ludziom oczy, pokierować ich, nakłonić do zrobienia czegoś dla siebie.

 

Jakie są według ciebie największe stereotypy na temat choroby Hashimoto?

Najwięcej mitów i stereotypów związanych jest z dietą pod kątem hashimoto. Każdy z nas jest inny, inaczej wygląda jego codzienność, a także stan zdrowia. Niektórzy mają dodatkowo uczulenie na niektóre produkty żywnościowe. Nie warto w stu procentach kierować się tym, co jest napisane w internecie. Polecam zgłosić się do dietetyka klinicznego, który ułoży pod nas plan żywieniowy.

 

Czy jest coś, co zyskałaś dzięki chorobie?

Z pokorą podeszłam do tego, co mnie spotkało. Myślę, że zyskałam bardzo wiele – obszerną wiedzę, pokorę i ogromną siłę!

 

 

SIBO – (ang. Small Intestinal Bacterial Overgrowth), czyli zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim, to nadmiar bakterii jelitowych, głównie tzw. bakterii protelitycznych w jelicie cienkim, które nie jest przystosowane do takiej kolonizacji. SIBO jest efektem zaburzenia równowagi bakteryjnej w przewodzie pokarmowym. W procesie fermentacji powstaje mnóstwo gazów, które z trudem przeciskają się przez jelita, powodując ból. SIBO stwierdza się nawet u 50 proc. osób z chorobą Hashimoto, ze szczytem zachorowalności w wieku ok. 30 lat. Jest to choroba przewlekła, na wystąpienie której wpływa szereg czynników środowiskowych, psychologicznych i genetycznych. Objawami SIBO są m.in.: biegunki, niedokrwistość, spadek masy ciała, bóle brzucha, wzdęcia. SIBO można wyleczyć.

 

Moje życie z hashimoto i SIBO*

kasia dziurska moje życie z hashimoto

Moje życie z hashimoto i SIBO / Wyd. Burda

 

Katarzyna Dziurska opowiada w książce o trudnym doświadczeniu utraty kontroli nad własnym ciałem oraz o życiu z chorobą przewlekłą. Radzi, jak zrozumieć swoje ciało i jak pomóc mu powrócić do równowagi. Osobowość medialna i Mistrzyni Świata w Fitness Figure przeprowadziła wywiady z cenionymi ekspertami: endokrynolożką, internistką, dietetyczką kliniczną, psycholożką i psychoterapeutką par.

– Jestem na dobrej drodze do zdrowia – mówi Kasia Dziurska i motywuje kobiety, dotknięte chorobą Hashimoto, do walki o lepszą jakość życia.

 

*Treść książki ma charakter informacyjny i nie może zastąpić porady i opieki lekarskiej

Dziennikarka, która nie boi się stawiania oczywistych pytań, w nadziei na usłyszenie ciekawych odpowiedzi. Profesjonalna artystka życia. Multitaskerka. Prowadzi portal i media społecznościowe MK, koordynuje spotkania Klubu Miasta Kobiet, odpowiada za patronaty medialne, prowadzi kursy webwritingu. Propagatorka tworzenia i stosowania żeńskich derywatów zawodów. Nie lubi zdrobnień i brzydkich zdjęć dołączanych do informacji prasowych.

Oceń artykuł
2 komentarze
  • Avatar
    Marek Sagan 25 marca, 2020

    Wspaniale się czyta historie niezwykłych, silnych ludzi. Trzymam kciuki za panią Katarzynę 🙂

  • Avatar
    Celina Naumowicz 27 marca, 2020

    Potwierdzam. Jest ciężej i nie zawsze „lepiej”, kiedy tak wszystko chce się mieć pod kontrolą.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach