Monday, May 23, 2022
Home / Felietony  / Karolina Macios  / Karolina Macios – za stara jestem, za stara

Karolina Macios – za stara jestem, za stara

Sacrum Profanum coraz bliżej i jak każdy szanujący się obywatel RP z naciskiem na Kraków, ba!, jak każda szanująca się obywatelka aktywnie uczestnicząca w kulturze, przebieram nóżkami, odliczam dni i umawiam się z nianią, by

Karolina Macios: za stara jestem, za stara

Karolina Macios: za stara jestem, za stara / fot. prevka

Sacrum Profanum coraz bliżej i jak każdy szanujący się obywatel RP z naciskiem na Kraków, ba!, jak każda szanująca się obywatelka aktywnie uczestnicząca w kulturze, przebieram nóżkami, odliczam dni i umawiam się z nianią, by przez tych kilka wieczorów darowała sobie bycie szanującą się obywatelką aktywnie uczestniczącą w kulturze i zamiast tego zajęła się dziecięciem mym.

I w trakcie negocjacji z nianią powołałam się na argument, że Open’era już w tym roku zaliczyła, a i na letnim koncercie inaugurującym Sacrum Profanum też była, zatem tę edycję może już sobie darować.

Karolina Macios: za stara jestem, za stara

Karolina Macios: za stara jestem, za stara / fot. prevka

I miecz obosieczny na mą nieszczęsną głowę spadł! Bowiem w trakcie przemowy jako żywo poczułam znów tę ulewę, która zalała Kraków z końcem czerwca, i ujrzałam ten tłum falujący w deszczu przed halą ocynowni. Znajome twarze, rocznik właściwy (ach, nie jestem jedyną trzydziestopięciolatką w tym gronie), tłum napiera, kolejka do toi toia, kolejka do plastikowego piwa, kolejka do wejścia do sektora, życzliwi panowie oklepujący torebki, życzliwe panie zbierające datki na schronisko, życzliwi kieszonkowcy polujący na telefony i bilety. Koncert fantastyczny, młodością znów zapachniało, ale wszystko co dobre, rychło się kończy, i znów tłum falujący przed wyjściem, ulewa i błoto wlewające się do butów, kolejka do autobusu, kolejka do tramwaju, kolejka do kolejki. Nocą po koncercie Huta plasuje się na pierwszym miejscu pod względem a) odległości od domu, b) dyskomfortu dojazdu, c) zagęszczenia powierzchni użytkowej i nieużytkowej tramwaju przez jednostki ludzkie. Kiedy już zdołałam, używając przemocy werbalnej i pozawerbalnej, wysiąść z wehikułu mylnie zwanego środkiem komunikacji miejskiej, kolejne pół godziny upłynęło mi na dzwonieniu do wszystkich możliwych korporacji taksówkowych. W deszczu. A godzinę później, z westchnieniem ulgi padłszy na łóżko, usłyszałam radosny tupot stóp dziecięcia, które właśnie otworzyło oczy. O, bo to była pora wstawania do przedszkola. O, i do pracy. Za stara jestem na to, za stara, pomyślałam, wlokąc się resztką sił do porannego autobusu. Za to w wakacje – urlop, Gdynia, krzyki mew, niania w rodzinie gwarantowana, Open’er, Nick Cave, Regina Spector, żyć nie umierać, wyśpię się, poszaleję i znów wyśpię – obiecywałam sobie w sypialnym z Krakowa nad morze, pomiędzy przedziałem wesolutkich pięćdziesięciolatek a przedziałem trzech jeszcze bardziej wesołych Koreanek. Dziecię w ramionach babci pozostawiwszy, wyruszyłam zatem autobusem, szybką koleją miejską i znów autobusem, z którego wysiadłam prosto w objęcia monstrualnej kolejki. A potem znów kolejka do toi toia, kolejka do plastikowego piwa, mniej życzliwi panowie oklepujący torebki, nie ten rocznik co trzeba, kolejka do wejścia, zimno, koncert fantastyczny, kolejka do wyjścia, pada, kolejka do autobusu, ścisk, kolejka na peronie, ścisk, zimno i pada, i nocny autobus uciekł, więc do domu na nogach. A kaloszy nie było. Za stara jestem na to, za stara, powtarzałam, szczękając zębami tak bardzo, że obudziłam dziecię, które bardzo się ucieszyło na mój widok i zażyczyło sobie kanapeczki. O, bo to była pora śniadania.

Niania wpatrywała się we mnie wyczekująco – teraz powinnam przejść do argumentu nr 2, czyli finansowego. I zapewne bym to uczyniła, gdybym nie uświadomiła sobie, że za stara jestem na to wszystko, za stara. Ale żeby tak nie kończyć negocjacji w połowie, wytargowałam dwa wieczory w cenie jednego. Nie, żebym jechała na koncert. Co to, to nie. Pojadę sobie do kina. Tego najbliżej mnie. Taksówką. I wrócę o 22.

Karolina Macios

Kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłużać dobę i zachowywać przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści, ghostwiterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach