Home / Felietony  / Karolina Macios: Stan umysłu

Karolina Macios: Stan umysłu

Nic, tylko siedzisz i pracujesz

Felieton Karolina Macios

Doroczne postanowienia / fot. Unsplash

Każdy ma jakieś postanowienie noworoczne – jedni kupują karnety na siłownię, inni zaczynają na nią chodzić, a jeszcze inni przystają przed przeszklonymi ścianami i świetnie się bawią, patrząc na spływających potem nieszczęśników. Ja zaliczam się do kategorii trzeciej – raz w tygodniu jeżdżę z synem na hip-hop; zajęcia odbywają się koło siłki, więc kiedy on się hip-hopuje, ja świetnie się bawię. No, coś z życia mieć muszę

 

 

 

Co pewien czas dopada mnie starcza gderliwość i kłuje oskarżycielskim palcem w kręgosłup. „Nic, tylko siedzisz i pracujesz”, gdera. „Ruszyłabyś się, zrobiła coś ze sobą”. No i wtedy robię. Kiedyś kupiłam sobie stepper. Rączka świetnie nadawała się do suszenia ręczników. Stał koło kanapy – nie jako wyrzut, broń Boże, po prostu nie było gdzie go schować – i ściągał kurz z całego mieszkania. Raz kolega syna rzekł: „Moja mama ma taki sam, tylko mniej zakurzony”, no i musiałam stepper wepchnąć za kanapę. Wszedł z trudem. A potem kupiłam sobie buty do biegania, śliczne, różowe. I nawet w nich biegałam, ze trzy razy co prawda, ale zawsze coś.

 

Biegałam w parku z psem, ale pies mi się gubił (a nie mknęłam jak strzała), no i musiałam go szukać. Ktoś zapytał, czy ten nakrapiany kundel to mój, bo jeden taki stoi na środku i rozgląda się wokół z niepewną miną. No, nie mogłam tego robić mojemu psu, przestałam biegać.

 

A potem pomyślałam – może kupię sobie bieżnię. To wszystko przez przeprowadzkę: w większym mieszkaniu stepper bez problemu wszedł do szafy i stoi koło butów do biegania, a i piętro wyższe, więc wchodząc po schodach, dostaję zadyszki. Bieżnia, myślę sobie, rozwiąże wszystkie moje problemy. Dalej mogę sobie siedzieć do woli i pracować, po czym puścić mojej starczej gderliwości serial albo audiobooka i postawić ją na bieżni, bo nic tylko gdera i gdera, a zrobiłaby coś ze sobą, ruszyła się wreszcie. Co wyjdę z domu, widzę samych biegaczy – mkną wzdłuż Wielickiej niczym mobilne oczyszczacze powietrza. Jestem im szalenie wdzięczna – im więcej wciągną w siebie smogu, tym mniej zostanie go dla mnie. Mrugam do nich porozumiewawczo znad maski, ale nie reagują, pewnie dlatego, że mam zaparowane okulary i nic nie widzą. Ja też nie widzę, ale już wolę wpaść na latarnię, niż wdychać smog. Taka bieżnia w domu, myślę sobie, toż to raj.

 

W oknie wywietrznik z filtrem, obok oczyszczacz powietrza, przede mną komputer z serialem i ja na bieżni. Tyle że na bieżni się biega, bo stanie jest bez sensu, i dlatego jednak jej sobie nie kupię. Bo prawda jest taka, że nie lubię biegać, nie lubię się męczyć.

 

Żylasty palec moja starcza gderliwość może więc wsadzić sobie gdzieś. To jest właśnie moje noworoczne postanowienie – zacznę ją ignorować i zajmę się tym, co lubię najbardziej, czyli siedzeniem na kanapie i pracą. Zrobię co prawda wyjątek i ruszę się z domu w związku z moją książką, która lada chwila się ukaże, a która – co ważniejsze – powstała w wyniku siedzenia na kanapie… no, ale to się nie liczy. Liczy się stan umysłu, czyli w moim wypadku kanapa oraz ignorowanie starczej gderliwości.

Czego z całego serca i Wam życzę w nowym roku.

 

Karolina Macios

 

Kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłużać dobę i zachowywać przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści, ghostwiterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach