Home / Miasto Prezentów  / Karolina Macios: Piękne były te święta

Karolina Macios: Piękne były te święta

To było tuż przed świętami…

Karolina Macios: Piękne święta

Karolina Macios: Piękne święta / ilustracja prevka

To było tuż przed świętami. Śnieg za oknem, trzepanie dywanów i girlandy lampek na balkonach – a na drzwiach wejściowych do klatki schodowej kartka: „Zgodnie z uchwałą… i zarządzeniem… roboty związane z podłączeniem ciepłej wody… opóźnienie nie wynikające… usuwanie piecyków gazowych z łazienek (przekreślone), kuchni (dopisane długopisem)… odcięcie gazu… podłączenie ciepłej wody…”. Kartka wzbudziła u sąsiadów różne reakcje. Dominowała wesołość, suto zakropiona grzańcem niepotrzebnie popitym po śledziku z cebulką. Remont nie nowina, wszak miał się zacząć i zakończyć bite dwa miesiące wcześniej.

Karolina Macios: Piękne święta

Karolina Macios: Piękne święta / ilustracja prevka

Dzień doberek, uszanowanie szanownej pani, my ten tego przyszli, żeby piecyczek zdjąć.- Za drzwiami stał święty Mikołaj w czerwonym, lekko przyprószonym śniegiem uniformie. Kiedy się otrzepał, śnieg okazał się pyłem, który miękko osiadł na moich włosach. Pyłem ze ścian, które właśnie skończyli kuć w sąsiednim bloku. – Dziś piecyczek zdejmiem… – kontynuował dziarsko Mikołaj, pakując się do środka. – Od razu dziurkę wykujem, wodomierzyk machniem i ciepła woda będzie, jak trza. Na święta jak znalazł. A co to, mebli nie majom? – dodał, rozejrzawszy się po mieszkaniu. – No, duże to nie jest, dupy nie urywa, o pardąsik, ale to i mniej do sprzątania, nie? A to pani szanowna w bibliotece pracuje? – zapytał, pokazując kciukiem na regały z książkami. – A bo wie pani, ja to bym se tak marzył, żeby mieć chwilę spokoju wreszcie, usiąść se, piwko otworzyć i poczytać jaką dobrą książkę. No, ale roboty w chu…, o pardąsik. A piesek nie gryzie? No to ja teraz rureczki te zdejmę, oj, wazonik się jeb…, pardąsik, i piecyczek odkrę…, ale skubany siedzi! No, i po krzyku.

Kiedy oderwał piecyk, ze ściany posypał się tynk, coś syknęło, a święty Mikołaj zaklął. – No żem gazu zapomniał zakręcić!

Obiecał, że wróci po południu, i wrócił po godzinie. – No to dziureczkę jednak szybciej wykujem. Wigilia w końcu jutro, trza przyspieszyć.

Na wszelki wypadek zabrałam syna pod pachę i wyszłam z domu. Na posterunku został mąż z psem. W zasypanej po brzegi śniegiem piaskownicy siedziały wszystkie matki z dziećmi z naszego bloku. Na środku stał już całkiem pokaźnych rozmiarów bałwan.

Okna umyłam, parkiety wypastowałam, firanki poprałam, święta w końcu, a ci taki syf zrobili, że… Masz, pani sąsiadko, chlapnij se, bo to jeszcze długo potrwa – westchnęło dziewczę spod jedynki i wyciągnęło w moją stronę butelkę wiśniówki. Zza uchylonych okien dochodziły do nas dźwięk młota pneumatycznego i białe kłęby pyłu. Punktualnie o 16 robota ucichła i ekipa Mikołajów zwinęła się do domu. Zostawili po sobie ślady butów na idealnie białej podłodze i dziury w ścianie, których nie zdążyli zamurować. Mikołaj obiecał, że zaraz po świętach, no, najpóźniej po Nowym Roku wpadnie z murarzami.

Wigilia była… biała. Pies z powodu pylicy stracił głos. Syn na podłodze robił w pyle orzełki. Mąż narysował palcem na brudnym oknie pierwszą gwiazdkę i wtedy okazało się, że dziura w ścianie jest w idealnym miejscu – wychodzi wprost na otwartą kuchnię sąsiadów, którzy na szczęście zdążyli kupić choinkę, dzięki czemu mieliśmy świetny widok na lampki. Wieczorem na klatce zaczęło się robić gwarno. Wyjrzałam przez judasza i co widzę? Na półpiętrze stoi prowizoryczny stół przykryty białymi obrusami, sąsiadki uwijają się z półmiskami, sąsiedzi co rusz znikają za drzwiami z butelką za pazuchą, a dzieci siedzą rządkiem na schodkach.

No chodźcie, sąsiedzi, do nas! Tu najczyściej, i mniej pyłu, oddychać się da. Zrobimy sobie wigilię, jak się patrzy!

Syn pisnął z zachwytu, pies już siedział pod stołem, a mąż zanurkował do lodówki po butelkę. Jedliśmy, rozmawialiśmy, a kiedy w piaskownicy przed blokiem kibole zaczęli śpiewać kolędy, dołączyliśmy do nich i ręka w rękę ruszyliśmy na pasterkę.

Piękne były te święta!

PS 1: Mikołaj nie wrócił.

PS 2: Dziurę zasłoniliśmy szafką, ale na święta zawsze ją odsuwamy.

Karolina Macios

Kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłużać dobę i zachowywać przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści, ghostwiterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach