Tuesday, April 20, 2021
Home / Felietony  / Karolina Macios  / Karolina Macios – Dobre relacje

Karolina Macios – Dobre relacje

– Relacje sprzedaję! Dobre relacje! Świeżutkie, jeszcze pachną! Relacje sprzedaję, dobre relacje!

macios-dobre-relacje

Ilustracja: Prevka

– Relacje sprzedaję! Dobre relacje! Świeżutkie, jeszcze pachną! Relacje sprzedaję, dobre relacje!

Starszy mężczyzna, zapewne po sześćdziesiątce, z dwukołowym wózkiem i lodówką turystyczną. Wspaniale, nie ma to jak zmrożone relacje. Od razu człowiekowi cieknie ślinka empatii. Chyba zbyt długo się w niego wpatrywała, bo zwrócił na nią uwagę. Wyczuł klienta. Zdesperowanego klienta. Pożądanego klienta. Błysk w oku, mina pokerzysty i:
– Jakich relacji pani sobie życzy?
– Najlepszych, to chyba oczywiste?
Sama nie wiedziała, czy to odpowiedź, czy też raczej ciąg dalszy jego pytania. Zresztą co za różnica? Znowu pytanie za pytanie… Zawsze za to dostawała od matki. Za to i za „matkę”, bo „mama” brzmi lepiej, cieplej, przytulniej. Właściwiej. Nawet teraz, kiedy już od wielu lat ma ułożone życie, a nad odciętą pępowiną, gnijącą gdzieś na śmietniku, krążą wiecznie głodne mewy. Nawet teraz, ledwo wysechł manicure, równo, ładnie, linijeczką po łapach: nie spuchnie, krwią nie podejdzie, ale zaboli.
– Z matką potrzebuję. Relacji z matką – dodała po chwili, pewna, że wcale nie doda.
Zmrużył oczy i obejrzał ją dokładnie. Pachnie kasą, nie fortuną, ale gotówką chętną do przeistoczenia się w odrobinę świętego spokoju. Brak obrączki na palcu, nie ma też śladu po obrączce ani śladu pocierania śladu po obrączce. Nie żona, nie rozwódka, nie wdowa. Lepiej, coraz lepiej, pomyślał. Ciekawe, czy…
– Dzieci?
– O matce przecież mówię, nie słyszał pan? – denerwuje się.
Nie, nie ma dzieci. Co więcej, nawet o nich nie myśli. Wspaniale! Cena idzie w górę!
– Słyszałem – uśmiechnął się, ale samą brodą. Tak przynajmniej jej się wydaje. Zresztą co za różnica, chodzi o transakcję, biznes, interes, deal, fair trade. A zresztą, w dupie ma fair.
– I mam takie, idealne. Najszybciej schodzą, ale o tej porze jeszcze są. O, proszę spojrzeć, jakie gładziutkie, chrupiące! Lepszych pani nie znajdzie. – Wyjmuje drewnianymi szczypcami do kapusty kiszonej piękny okaz: śliski, zdrowy, wije się na końcu, jakby chciał czmychnąć, gdzie pieprz rośnie. Nie ma co się dziwić.
– Po ile?
Za szybko, ech, za szybko się wyrwała! Teraz on już wie, że jej zależy, i tak wywinduje cenę, że pewnie starczy tylko na Wielki Piątek. A potrzebuje na cztery dni! Sonduje go wzrokiem. Wie, wie i nie odpuści. I proszę, od razu musi się tłumaczyć. Zostało jej to, z dzieciństwa zostało.
– Bo z pięć kilogramów bym wzięła, żeby na święta wystarczyło. Jadę do domu, niby tylko kilka dni, ale sam pan wie… Dawno mnie tam nie było, matka nie może się już doczekać.
Tłumaczy się, wspaniale! Zatarłby ręce, ale nie może.
– Hmmm, prowadzi pani aktywny tryb życia, jakieś zajęcia ruchowe?
– Nie, nie bardzo.
– A dieta? Nagły spadek wagi w ostatnim czasie?
– Wręcz przeciwnie.
– Będę szczery – westchnął z głębin wytrawnego handlarza. – Pięć kilogramów dobrych relacji z matką pani nie wystarczy. Tu by trzeba z dziesięć co najmniej, jeśli nie dwanaście. Nie ma pani dzieci, żadnego mężczyzny, cienia męskiego choćby nawet, a to młyn na wodę matczyną, nieprawdaż? Za każdym razem o to pyta, co? Wyrzuty czyni? Wzdycha? Koleżanki jeszcze szkolne w otoczeniu wianuszka latorośli pokazuje? A i z pracą szału nie ma, jak widzę. Jest, bo jest, ale bez kokosów, co? No właśnie, tak myślałem. A córki znajomych dobrze zarabiają, lepsze ciuchy mają i wycieczki zagraniczne matkom kupują. Żeby chociaż zabiedzona pani była, chuda, blada, z okiem podkrążonym. Nic tak nie wzmacnia matczynych uczuć jak wygląd biedaka. Za serce ściśnie, matczyne serce, które miast wypominać, wspierać będzie. A jeśli nie ma co ścisnąć, zainwestować trzeba. No i dogadza sobie pani czasami, hm? No żeby tylko czasami… I co ja mam z panią zrobić? Niezamężna, niedzieciata, z nadwagą, bez sukcesów zawodowych… Ech, spójrzmy prawdzie w oczy, nie zasłużyła pani na dobre relacje z matką. Ot, karma. Jaka córka, taka matka. I po co pani tracić pieniądze? Wykosztuje się pani tylko, a i tak efektu nie będzie. Wie pani, kto ma niewiele, temu dane będzie, kto nic nie ma, temu i odbiorą. Ot, karma.
Wykosztowała się.
Kupiła od razu dwadzieścia kilogramów.
Niech se dziad nie myśli, a co!
Dobre relacje zawsze w cenie.
No i szybko schodzą.

Karolina Macios

okladka-pakosinska200pxfelieton pochodzi z nr 2/2015

Kobieta wielofunkcyjna, która potrafi wydłużać dobę i zachowywać przy tym zdrowe zmysły. Redaktorka, autorka kilku powieści, ghostwiterka i matka, w wolnych chwilach współpracująca z Fundacją ZNACZY SIĘ i Fundacją Miasto Literatury, gdzie zajmuje się projektami literackimi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach