Thursday, March 4, 2021
Home / Rozwój  / Kaligrafia. Pożądanie czy moda?

Kaligrafia. Pożądanie czy moda?

Piękne litery uczą nas czym jest piękno i harmonia

Piękne litery uczą nas czym jest piękno i harmonia / kursywa włoska / fot. Ewa Landowska

Co jest atutem pięknego pisma oraz dlaczego warto poznać sztukę kaligrafii wyjaśnia Ewa Landowska, autorka kaligrafii naściennej w Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie

 

Katarzyna Nandzik: Na początku grudnia 2020 roku został wydany „Elementarz” dla dzieci pani autorstwa. Jest to głównie pomoc w nauce pisania. W ofercie jest także „Podręcznik do nauczania pisma szkolnego dla nauczycieli i rodziców” oraz zeszyty ćwiczeń. Dlaczego warto zaopatrzyć się akurat w takie pomoce? Co jest przełomowego w treściach i zadaniach?

Ewa Landowska: Przełomowy jest przede wszystkim wygląd litery. Zależało mi przede wszystkim na literze ładnej i ułatwiającej naukę pisania. Litera, którą znamy ze szkoły jest moim zdaniem brzydka. Ponadto zawiera błędy konstrukcyjne utrudniające naukę pisania, a przede wszystkim uniemożliwia to wyprowadzenie ładnego indywidualnego charakteru pisma. Litera, którą zaproponowałam wychodzi naprzeciw wszystkim tym problemom. Niektóre rozwiązania konstrukcyjne mogą wzbudzać kontrowersje (np. wygląd dużych liter A, M, N), ale wszystkie wyjaśniam w podręczniku do elementarza.
Druga przełomowa rzecz to ułożenie elementarza według metody nauki pisania, a nie czytania. Kolejność liter w elementarzach podyktowana jest zawsze nauką czytania, a niestety wyklucza się to z nauką pisania. Postanowiłam więc, że nacisk położę na naukę pisania, bo przecież to był powód, dla którego ten elementarz powstał. I tak pierwsze litery, jakie dziecko poznaje w moim elementarzu to: i, u, w… Kluczowy jest tutaj fakt, iż dziecko, idące do pierwszej klasy szkoły podstawowej, zazwyczaj potrafi już czytać. Czytanie jest znacznie prostsze od pisania. Dlatego właśnie to pisanie jest wyznacznikiem dla wszelkich decyzji, jakie zostały podjęte w związku z tą książką.

elementarz kaligrafia

„Elementarz” Ewy Landowskiej / fot Edyta Dufaj

Prowadzi pani także warsztaty kaligrafii…

Tak. Wraz z Barbarą Bodziony w 2012 roku założyłyśmy w Krakowie szkołę kaligrafii pod nazwą Atelier Landowska&Bodziony. Chętnych na kursy jest wielu, co bardzo cieszy. Ale warsztaty prowadzę od 2006 roku. Na początku były to odbywające się mniej regularnie, najczęściej weekendowe zajęcia. Rosnąca ilość chętnych sprowokowała nas do utworzenia stałego miejsca, do którego najbardziej zagorzali uczestnicy chodzą od samego początku i nie chcą przestać.

Jeszcze 60 lat temu nasi rodzice, dziadkowie mieli szczęście, że mogli uczyć się kaligrafii w szkole. Była to kaligrafia przedwojenna. Czy jest pani za tym, aby przywrócić sztukę estetycznego pisania na co dzień w szkołach albo np. na studiach humanistycznych, takich jak filologia polska, filologia klasyczna, choćby jako fakultet?

Tu muszę sprostować jedną rzecz – nie ma czegoś takiego jak „kaligrafia przedwojenna”. Nasi dziadkowie nie uczyli się kaligrafii przedwojennej. Pojęcie to wprowadziłam jako tytuł mojego autorskiego warsztatu, którego program oparłam o zeszyty ze szkoły przedwojennej, a konkretnie z lat 1931 – 1933. Warsztat nazwałam „Kaligrafia przedwojenna”, ale takie pojęcie, jako nazwa jakiegoś konkretnego stylu pisma, nie istnieje. Dziś spotyka się warsztaty o tej nazwie prowadzone przez różne osoby, ale szczerze mówiąc jest to nadużycie, zakrawające o naruszenie praw autorskich. Trudno. Z tym jesteśmy trochę na bakier, jako społeczeństwo. Nasi dziadkowie uczyli się litery szkolnej, której konstrukcja oparta była na kursywie angielskiej. Ale nie zawsze i nie wszędzie tak było. Marian Falski w swoim elementarzu już w 1910 roku zaproponował literę szkolną zupełnie inną od kursywy angielskiej. Pamiętajmy jednak, że przed wojną sytuacja szkolnictwa była zupełnie inna niż dziś. Nie było jednego, czy kilku elementarzy, było ich znacznie więcej. Zdarzało się, że elementarz wydawany był przez szkołę, w której z niego korzystano, a zatem w różnych regionach Polski, w różnych szkołach, uczono różnych liter. Dziś dzieci w całej Polsce uczą się tej samej litery – przed wojną sytuacja nie do pomyślenia!

Kaligrafia, to niecodzienne hobby. Znam osobiście tylko jedną osobę, która interesuje się tą sztuką. Kiedy i w jaki sposób zrodziło się w pani zainteresowanie kaligrafią i miłość do niej?

Litera fascynowała mnie zawsze. Dzieci zwykle przejawiają naturalne zainteresowanie literą i pisaniem. Potem to czasami mija, mnie nie minęło. Podziwiałam więc litery, kopiowałam piękne parafki dorosłych, potem rysowałam litery, dużo pisałam, a kaligrafią rozumianą, jako pisanie stalówką maczaną w kałamarzu, zaczęłam zajmować się na przełomie 1999 i 2000 roku.

Co było wtedy dla pani najtrudniejsze w tej sztuce?

Chyba nigdy nie myślałam, że cokolwiek w kaligrafii może być trudne. Sam proces do łatwych nie należy, początki są dość trudne, ale ja miałam to szczęście, że gdy zaczynałam, a był to rok 2000, niewiele osób w Polsce się tym interesowało. Co za tym idzie, nie było podręczników, filmiki na YouTube, Instagramie i Facebooku jeszcze nie istniały, więc nie miałam punktów odniesienia. Kreśliłam litery stalówką intuicyjnie, nie mając przed sobą wzornika, w związku z czym nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak są koślawe. Dzięki temu czerpałam z tego czystą przyjemność i satysfakcję. Później, po latach, gdy zdobyłam pierwsze wzorniki, bardzo szybko już robiłam postępy. Nie miałam więc takiego poczucia, że coś sprawia mi szczególną, budzącą irytację trudność. Raczej przypominało to zdobywanie kolejnych etapów wtajemniczenia w tą sztukę, przynoszące satysfakcję z rozpracowania jakiegoś literniczego zagadnienia.

Ile warsztatów musiała pani odbyć, aby móc powiedzieć: potrafię pisać!

Jestem samoukiem. Gdy zainteresowałam się kaligrafią, w Polsce nie były organizowane żadne warsztaty. Swoją działalność warsztatową rozpoczęłam w roku 2006, o ile mi wiadomo, były to wtedy pierwsze i jedyne takie zajęcia dostępne w Polsce (nie licząc ewentualnych zajęć dla studentów ASP). Dlatego nie odpowiem na pytanie: ile musiałam odbyć warsztatów, aby móc powiedzieć, że potrafię pisać. Patrząc jednak na to zagadnienie z punktu widzenia osoby, która uczy, mogę powiedzieć, że potrzeba kilku lat (około trzech, czterech), aby osoba praktykująca mogła powiedzieć, że potrafi kaligrafować. Poziom zaawansowania takiej umiejętności będzie, oczywiście, zależny od zaangażowania oraz zdolności manualnych. Nie wszyscy mogą ćwiczyć regularnie, a to podstawa, aby móc w pełni cieszyć się tą, czy inną umiejętnością.

s bastarda włoska i foundational Ewa Landowska

S bastarda włoska i foundational / fot. Ewa Landowska

Który z rodzajów pisma jest pani ulubionym i dlaczego?

Nie mam ulubionego stylu pisma, tak jak nie mam ulubionego stylu muzycznego.

Zachwyca mnie piękno liter i nie ma to większego znaczenia, czy będą to litery średniowieczne, czy renesansowe.

Historię litery łacińskiej szacuje się na 3000 – 4000 lat. W tym czasie powstało mnóstwo przepięknych rodzajów pisma. Oczywiście, czasami mam tzw. „fazę” na jakiś styl pisma i wtedy poświęcam mu szczególnie dużo uwagi, ale trwa to do czasu, aż nie zachwycę się czymś nowym. Są kaligrafowie, którzy specjalizują się w jednym stylu pisma, albo na przykład tylko w stalówce ostro zakończonej. Ja tak nie mam. Szukam piękna i nie ma dla mnie znaczenia, czy odkrywam je w ciężkich „gotyckich”, czy pokrętnych barokowych znakach.

W jaki sposób mogłaby pani zachęcić innych do nauki pięknego pisania? Co jest wartością tego rzemiosła?

Dla mnie chyba najważniejszą korzyścią płynącą z pięknego pisania jest uwrażliwianie na piękno. Otoczenie, w jakim żyjemy powinno być estetyczne, przekłada się to bowiem na jakość naszego życia, a także na nasze samopoczucie. Zwyczajnie, piękne otoczenie, przedmioty, sprawiają, że jesteśmy szczęśliwsi. Nasze dobre samopoczucie przekłada się na relacje z innymi ludźmi, itd. Piękne litery uczą nas czym jest piękno i harmonia. Naprawdę warto zadbać o swoją wrażliwość oraz o poczucie estetyki.
Coraz częściej też umiejętność tę zastępuje się klikaniem w klawiaturę, więc z praktycznego punktu widzenia wydawać by się mogło, że nie jest nam ona do niczego potrzebna. Nic bardziej mylnego. Czynność pisania aktywuje w mózgu ośrodek Broki odpowiedzialny za umiejętność łączenia głosek w wyrazy i zdania, czytanie ze zrozumieniem, formułowanie płynnych wypowiedzi, rozumienie języka.

Bywa, że osoby dorosłe, które zaprzestają ręcznego notowania, stają się wtórnymi analfabetami. Ostatnio dowiedziałam się również bardzo ciekawej rzeczy. Czynność pisania opóźnia procesy starzenia się mózgu i pozytywnie wpływa na pracę serca.

Nie są to wydumane rzeczy, to wszystko potwierdzają badania naukowe, przeprowadzane latami na grupie ochotników. Osoby piszące odręcznie, a zwłaszcza kaligrafujące, są często bardziej kreatywne podczas wykonywania innych obowiązków zawodowych i osiągają w pracy lepsze wyniki.

Ewa Landowska

Ewa Landowska / fot. Edyta Dufaj

Katarzyna Nandzik

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach