Saturday, March 2, 2024
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Justyna Steczkowska: XV lat z życia

Justyna Steczkowska: XV lat z życia

Justyna Steczkowska opowiada o życiu na scenie, nowej płycie, o podróżach do Indii, pasjach i wyzwaniach.

Justyna Steczkowska:

Medialne chamstwo jest dziś nazbyt tolerowane, a mylenie talentu z pychą i brawurą stało się nagminne – mówi Justyna Steczkowska, fot. Michał Pańszczyk

Miasto Kobiet: Po sukcesie „Dziewczyny szamana” mówiła Pani: „Coraz trudniej o prawdziwą przyjaźń. Tracisz prywatność. Tracisz też część siebie. Ale nie jest to aż tak wielka cena za to, co w życiu lubię i co daje mi wielkie szczęście”. Ale w tym roku zapytana przez Ewę Wojciechowską z „Plejady” o gotowość na sukces i jego cenę powiedziała Pani: „Gdybym mogła cofnąć czas o 15 lat, poszłabym inną drogą, dzisiaj nie mam już wyboru”. Więc jednak żałuje Pani?

Justyna Steczkowska: Myślę, że po prostu zostałam źle zrozumiana. Praca w show-biznesie nie należy do łatwych, to prawda, ale większość zawodów „wysokiego ryzyka” jest po prostu trudna. Chodziło mi o to, że byłabym bardziej bezkompromisowa w swoich medialnych decyzjach. Wychowana w dużej rodzinie, mam syndrom kobiety, która chce dla wszystkich dobrze, nie szuka zwady z nikim i o wszystkim, co złe, stara się zapomnieć. Dopiero teraz dorastam do świadomości, że przecież mam prawo powiedzieć „nie” nawet wtedy, gdy ktoś bardzo mnie prosi… bo najczęściej prosi właśnie o to, co jest dobre dla niego, a złe dla mnie.

Miasto Kobiet: Jako dziecko przejmowała się Pani bardzo, gdy dzieci nazywały ją Panią Teklą. Jak Pani znosi nieprzychylne komentarze, których w dorosłym życiu nie brakuje?

Justyna Steczkowska: Dwa razy nawet dostałam kamieniem! To była taka „zaprawa w boju” do znoszenia tego, co piszą w dzisiejszych portalach społecznościowych. Tam spadają na nas całe skały!!! (śmiech). Łatwiej to znieść, wierząc, że większość ludzi, którzy wymyślają te historie, robi to po prostu dla pieniędzy, a nie dlatego, że naprawdę tak myślą.

Miasto Kobiet: Jaka będzie kolejna płyta? Już się rodzi w głowie? Podobno nie może się Pani zdecydować, czy będzie to muzyka sakralna czy… klubowa. To duży rozstrzał.

Justyna Steczkowska: To nieprawda, że nie mogę się zdecydować. Doskonale wiem, co chcę zrobić. Na pewno powstanie płyta zarówno z jedną, jak i drugą muzyką, tylko niekoniecznie w tym samym czasie. Po prostu głowa pęka mi od ilości dźwięków… Tylko że brak mi czasu na komponowanie, więc idzie mi to wolniej, niż bym chciała.

Miasto Kobiet: A co z pracą w teatrze, udziałem w filmach. Raz po raz powraca ten wątek w Pani wypowiedziach. Aktorstwo to dla Pani marzenie, wyzwanie?

Justyna Steczkowska: Było marzeniem, które się spełniło, ale nadal pozostaje wyzwaniem, na które czekam. Moje najnowsze teledyski to nie tylko obrazy. To krótkie filmy – jestem ich współtwórczynią razem z Michałem Pańszczykiem, który w dużej mierze odpowiada za wizualną stronę mojej najnowszej płyty „XV”.

Miasto Kobiet: Na koniec kilka luźniejszych pytań. Jak wygląda Pani dzień w domu? Taki bez koncertów, nagrywania?

Justyna Steczkowska: Zwyczajnie. Głównie czytam i zajmuję się miłą codziennością. Cieszy mnie jej monotonia, bo wiem, że nie potrwa długo i zaraz wciągnie mnie na nowo szaleństwo walki z czasem.

Miasto Kobiet: Po domu chodzi Pani bez makijażu? Bez jakich kosmetyków by się Pani nie obyła?

Justyna Steczkowska: W domu tak (śmiech), ale prawdą jest, że dbam o swoją skórę, żeby była zdrowa i jędrna jak najdłużej to możliwe. Same, nawet najlepsze kremy w domowym zaciszu tego nie załatwią. Dlatego znalazłam miejsce, które bardzo mi się spodobało i pozwalam profesjonalistom zajmować się tym fragmentem mojego jestestwa.

Miasto Kobiet: Zdradzi nam Pani, gdzie to jest?

Justyna Steczkowska: To Skin Clinic w Warszawie. Mój ulubiony zabieg to Intraceuticals. Naprawdę genialny!

Miasto Kobiet: Zakupy – czego najwięcej ma Pani w swojej garderobie? Założę się, że butów.

Justyna Steczkowska: Tak…

Miasto Kobiet: Szczupłą, gibką sylwetkę ma Pani chyba w genach. Ale może pocieszy Pani nasze czytelniczki, że i tak musi Pani włożyć wiele wysiłku, żeby tak dobrze wyglądać? Ma Pani fenomenalny zestaw ćwiczeń? Albo robi tysiąc brzuszków dziennie?

Justyna Steczkowska: Fenomenalny wygląd to nie jest słowo jednowymiarowe. Nigdy nie wiadomo, co w bliskości z drugim człowiekiem jest najważniejsze, pożądane, kochane, dotykane… Wygląd jest tylko jednym z wielu elementów, składających się na urodę kobiety, a szczupła nie musi wcale znaczyć piękna. Nie mam osobistego trenera, ale gram dużo koncertów, a na scenie nieustannie się ruszam i schodzę z niej kilogram lżejsza (śmiech). Poza tym piję dużo herbaty z miodem, bo oczyszcza organizm. Chwile dla siebie z filiżanką herbacianych przysmaków to moje ulubione chwile w ciągu dnia. Herbata mandarynkowa zawsze poprawia mi nastrój i orzeźwia, cynamonowa ze śliwką jest idealna na zimowe wieczory, a zielona na każdy dzień, dla zdrowia i urody.

Miasto Kobiet: Znamy Pani wizerunek sceniczny. A jak wściekła albo zdenerwowana Justyna Steczkowska daje upust emocjom?

Justyna Steczkowska: Jak większość ludzi. Po prostu wrzeszczę!!!!!!!! ( śmiech )

Miasto Kobiet: Co Panią wzrusza?

Justyna Steczkowska: Dzieci… nade wszystko. Każdy ich uśmiech, krzywa minka, płacz, pierwsze kroki, ich piękny świat. Ale też całujące się pary, wiosenne miłości, sakramentalne „tak”, piękna muzyka i sensowne filmy.

Miasto Kobiet: Na fotografowanie ma Pani jeszcze czas? Oczywiście poza programem „Ach, co to był za ślub”.

Justyna Steczkowska: Pomijając fotografowanie moich dzieci i rodziny – nie bardzo, nad czym ubolewam. „Ach, co to był za ślub” odniósł w Polsat Cafe niebywały sukces, a ponieważ widownia pokochała go całym sercem, robimy już kolejny sezon. Żeby program był naprawdę dobry, a zdjęcia z tego najważniejszego dnia z życia zakochanych wstępujących w związek małżeński naprawdę piękne, muszę poświęcić temu wcześniej dużo czasu. Działam wówczas na najwyższych obrotach, aby kolejny raz wygrać wyścig z czasem. Potem, mając do dyspozycji krótkie chwile wolnego czasu młodej pary, muszę przecież zrobić profesjonalną sesję zdjęciową! Przede wszystkim jednak jestem muzykiem i chociaż fotografia stała się moim drugim zawodem, to właśnie muzyka wypełnia moje ciało i duszę. Przynosi ogrom radości, wzruszeń i potrafi przenieść w magiczny świat, poza wszelkim wymiarem.

Miasto Kobiet: Kilkanaście lat temu w poświęconym Pani filmie Pani mama powiedziała: „Życzę jej wytrwałości, żeby pozostała taką samą Justyną, jaką była”. Jest nią Pani?

Justyna Steczkowska: Dla mamy zawsze nią będę i to jest największa radość. Dla niej jestem tylko jej córką i niczego nie muszę jej udowadniać. Jest mądrą kobietą i kocha mnie taką, jaka jestem.

rozmawiała: Aneta Pondo

Zobacz też sesję  zdjęciowa zrobioną w Indiach:
Justyna Steczkowską – zdjęcia

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ