Home / Rozwój  / Rodzicielstwo  / Nie musisz być złą macochą z bajki

Nie musisz być złą macochą z bajki

Jesteś kobietą, która wybrała życie u boku mężczyzny, który ma dzieci z inną?

Nie każda macocha musi przypominać tę z bajek

Nie każda macocha musi przypominać tę z bajek / fot. Fotolia

Rozwodników przybywa, przybywa więc samotnych ludzi z dziećmi, którzy próbują na nowo stworzyć stado, redefiniując tradycyjne pojęcie rodziny. W tym wszystkim są też one – kobiety, które wybrały życie u boku mężczyzny, który ma dzieci z inną

Ani mama, ani ciocia. Maco… kto?

– Widzi pan tego chłopczyka? Proszę wyjrzeć przez okno. Tego w niebieskiej kurteczce, który bawi się na placu zabaw.
– Widzę.
– Dziś wróci z panem do domu. Będzie z panem mieszkał, będzie dla pana ważny, dostosuje pan do niego swój grafik i budżet oraz swoją relację. Proszę być wyrozumiałym i miłym, nawet, kiedy chłopczyk będzie marudny, trudny, będzie miał ciężki dzień albo będzie głośny.
– Ale to niemożliwe! Przecież ja go nawet nie znam!
– To proszę teraz pomyśleć życzliwiej o swojej żonie.
To sytuacja z gabinetu psychologicznego, którą na forum przytacza jedna z macoch.

Bycie macochą nie jest byciem matką. Choć, jak mówi coach Aneta Sabat, która pracuje z rodzinami patchworkowymi, jest to przysposobienie dzieci, na których wychowanie ma się wielki wpływ, mimo że się ich nie wychowuje, bo ta rola jest zarezerwowana dla biologicznych rodziców.

Jedna macocha, 10 twarzy

Dla dzieci jest panią, z którą dzielą tatę i która chce decydować o rzeczach, o których dotychczas decydowali tylko rodzice i dziadkowie. W oczach matki dzieci to osoba, która będzie robiła wszystko, żeby odseparować ojca od dzieci i przekierować strumień pieniędzy na nową rodzinę, zamierza też ingerować w wychowanie jej dzieci. A przecież są jeszcze rodzice partnera, byli teściowe, cały system rodzinny, w który trzeba wejść. W Polsce relatywnie łatwo jest otrzymać pomoc w kwestiach wychowawczych czy związkowych, o ile nie jest się macochą. Wtedy trudno znaleźć zarówno mądre książki, jak i pomoc specjalisty. Dlaczego? Bo macocha to rola trudna i nieokreślona.

Z jednej strony dzieli się życie i buduje dom z mężczyzną, z drugiej ma się ograniczony wpływ na rzeczy, którymi w pierwszej rodzinie zarządza się w sposób organiczny.

Jak będziemy wydawać pieniądze? Co wolno, a czego nie wolno dzieciom w naszym domu? Czy wolno mi pojawiać się na uroczystościach rodzinnych, skoro jestem nową partnerką, czy powinnam usuwać się w cień? Jak radzić sobie z własnymi uczuciami? Na czym budować stabilizację? Czy muszę kochać swoich pasierbów? No i co zrobić, żeby zaspokoić też własne potrzeby, zamiast wskakiwać w rolę super-matki, super-ciotki, super-kumpeli, a po kilku latach totalnie się w tym systemie wypalić. To pytania, których nie są zazwyczaj świadome kobiety wchodzące w relację z mężczyzną z dziećmi.

Zaczyna się to zazwyczaj tak

Kochasz go i jest jasne, że skoro on jest taki świetny, jego dzieci muszą być wspaniałe. Przecież są jego. Dacie radę i stworzycie razem kochającą się rodzinę. Nauczeni poprzednimi rozstaniami, macie już wnioski i odrobione lekcje. Im więcej osób do kochania, tym lepiej. Z byłą żoną lub partnerką na pewno złapiecie nić porozumienia. Przecież wasze dobre stosunki będą korzystne dla wszystkich. Masz dzieci? Świetnie, twoje dzieci od teraz będą miały przyszywane rodzeństwo. Widzisz wszystko w różowych barwach i dopiero potem okazuje się, że rodzina patchworkowa nigdy nie działa z taką samą dynamiką, jak ta pierwsza. Zasady, które obowiązywały w poprzednich związkach od dziś nie obowiązują, a ty z pokojowo nastawionej pacyfistki zaczynasz się zbroić po zęby.

Przez pierwszy rok macocha jest pozytywnie nastawiona zarówno do pasierbów, jak i byłej partnerki swojego mężczyzny.

Miesiąc miodowy kończy się jednak wraz ze świadomością, że w patchworku nic nie będzie takie, jak sobie macocha wymyśliła.

W imię miłości trzeba będzie się skonfrontować z byciem na drugim miejscu, wiecznymi zmianami planów, nie uczestniczeniem w procesach decyzyjnych, krzywdzącymi stereotypami i uczuciami zdecydowanie większej liczby osób niż nasz partner – twierdzi Katarzyna Podurgiel, coach i założycielka Akademii Macoch, w której pomaga macochom uporać się z wyzwaniami nowej roli.
Innego zdania jest Aneta Sabat, według której patchworkowe rodziny nie różnią się niczym od tych pierwotnych, a złośliwa była żona mogłaby ustąpić fatalnej teściowej. To, czy pozwolimy jej zepsuć nasz związek zależy wyłącznie od nas i naszych priorytetów. Trenerka przestrzega jednak, by kobiety, które nie planują zakładać rodziny, poważnie przemyślały związek z mężczyzną-ojcem.
Niezależnie od tej różnicy zdań, obie zgadzają się co do tego, że zanim wejdzie się w taką relację, warto dobrze się zastanowić zarówno nad swoimi motywami, jak i możliwościami.

Strategie przetrwania

Szacowanie własnych sił według zamiarów to jedno, życie to całkiem inna bajka. Problem pojawia się już w momencie, w którym dajemy się ponieść romantycznej wizji, w której mieszana rodzina będzie funkcjonować tak, jak wydaje nam się, że rodzina powinna wyglądać. Skąd czerpiemy przekazy? Filmy familijne, znajomi, rodzice, książki najczęściej pokazują rodzinę jako heteronormatywną z biologicznymi dziećmi. Przekaz zmienia się w baśniach, w których macochy dręczą pasierbice, lub w tabloidach, w których ojczymowie molestują dzieci swoich żon. Nawet Słownik Języka Polskiego mówi o „traktowaniu po macoszemu”. Odgrywanie „normalnej” rodziny zazwyczaj nie kończy się dobrze.

Macochy nadmiernie się angażują w sprawy partnera i zamiast być dla niego wsparciem – ale dbać o własne granice i je uszczelniać, mieć pasje – wchodzą w rolę drugiej mamy, co złości pierwszą i wypala samą macochę, która może wcale nie zostać doceniona, a w dzieciach wywoływać dodatkowo konflikt lojalności.

W tym romantycznym scenariuszu brakuje uziemienia i strategii radzenia sobie z problemami. Dr James Bray, psycholog, który przez 10 lat zajmował się badaniami nad rodzinami patchworkowymi, nie wróży również dobrze modelowi matriarchalnemu, w którym to kobieta ma dzieci, a mężczyzna oddaje jej kontrolę nad ich wychowaniem i prowadzeniem domu. Kobieta jest tu bardziej sprawcza i kompetentna, a partner niejako na niej uwieszony. Związki tego typu zazwyczaj kończą się wraz z pojawieniem się wspólnego dziecka.

Jakie związki mogą przetrwać?

James Bray określa je mianem neotradycyjnych. Te rodziny opierają się na bardzo silnej więzi pary, która pogłębia swoją relację, jednocześnie odcinając ją od przeszłych związków.

Macocha jest systematycznie włączana w pełnię rodzinnego życia, w tym w życie pasierbów i może ustalać zasady oraz reguły. Choć nie udaje drugiej matki, jest pełnoprawnym członkiem rodziny.

Para jest elastyczna i adaptuje się do zmian, które niesie ze sobą rodzinne życie, ale potrafi też ustalać zasady i zarządzać relacjami z ex-małżonkami, rodzicami i resztą wielopokoleniowej rodziny, która nie jest mieszkańcami ich domu.
Warto się zastanowić, co jest ważne, a czego na pewno nie jesteś w stanie zaakceptować. Podobnie jak w tradycyjnej rodzinie, również w mieszanej priorytety partnerów i ich podejście do wychowywania dzieci może się różnić. Aneta Sabat, która nie tylko pomaga rodzinom mieszanym rozwiązywać konflikty, ale też sama jest macochą dla trzech pasierbic i matką syna z poprzedniego małżeństwa oraz dwójki z obecnego związku, mówi, że dla niej i jej partnera oczywistym było, że zamieszkają razem jedynie, jeśli wszystkie dzieci zaakceptują zarówno nowego partnera rodziców, jak i przybrane rodzeństwo. Wygląda na to, że patchwork się udał, bo najstarsze dzieci mówią, że w przyszłości chciałyby mieć równie udany związek, co rodzice.

Odczarować macochę

W oczach opinii publicznej macochy to wciąż te, które przyszły na gotowe. Jakby bycie z „mężczyzną z przeszłością” było wygraniem w życiowego totka, a współżycie z cudzymi dziećmi najłatwiejszą rzeczą pod słońcem.

Z jakiegoś powodu przyjęło się myśleć, że nowe partnerki ojca zamierzają żyć kosztem dzieci.

Tymczasem rzeczywistość macoch wygląda zazwyczaj dużo mniej kolorowo. Na pytanie: „Czy czujesz się czasem w swoim patchworku jak piąte koło u wozu?” blogerka pisząca pod pseudonimem Wydziarana Macocha, parska śmiechem: „Czy? Chyba raczej, kiedy ostatni raz nie czułam się piątym kołem u wozu?”.
Jej zdaniem macocha, prędzej czy później, zrozumie, że nie jest numerem jeden i wszystkie decyzje życiowe jej partnera będą podejmowane przez pryzmat dzieci. Przestrzega przed byciem naiwną i zadawaniem ukochanemu pytania o to, czy wybierze ją, czy dzieci. To spisuje relację na straty na samym starcie. W dodatku dynamika patchworku, w którym dzieci nie mieszkają z ojcem i macochą na stałe, jest zmienna.

Wszyscy grają tu w podzespołach, ojciec i macocha, ojciec i dzieci, dzieci i macocha, ojciec i biologiczna matka. Nie ma mowy o stabilizacji typowej dla tradycyjnych rodzin.

Dużo zależy też od partnera. Nie tylko jest pod presją i często z poczuciem winy, że nie uczestniczy w życiu swoich dzieci na co dzień, ale w dodatku powinien mieć na tyle empatii i cierpliwości, żeby wejść w buty macochy i zrozumieć jej emocje. „Ostatecznie rodzicem jest się od urodzenia dziecka, macochą kobieta staje się nagle i nikt nie uczy nią być. Doświadczenia nabiera się po drodze”, zauważa Wydziarana Macocha.

 

Matka, przytulająca swoją małą córkę

W byciu macochą ważne jest znalezienie złotego środka – bądź obecna w poprzednim życiu męża, ale nie nachalna / fot. Fotolia

Żyli długo i szczęśliwie?

Nigdy cię tu nie chciałam. Po prostu nigdy nie byłaś częścią mojego planu. Kiedy dorastałam i marzyłam o rodzinie, którą założę, nigdy cię w niej nie było. Nigdy nie chciałam pomocy innej kobiety przy wychowywaniu mojego dziecka. Mój plan zawierał mnie, tatę moich dzieci, dzieci, ale nie ciebie. Nie sądzę też, żebyś ty chciała mnie w swoim życiu. Wątpię, że planowałaś zajmować się dziećmi, których sama nie urodziłaś. Mogę się założyć, że twój rodzinny plan zakładał ciebie, tatę twoich dzieci i te dzieci, niekoniecznie mnie i moją córkę. Mogę się niemal założyć, że kiedy marzyłaś o byciu mamą, miałaś na myśli dzień, kiedy twoje dzieci się urodzą, a nie dzień w którym poślubiłaś swojego męża. Jestem pewna, że nigdy mnie nie uwzględniałaś w swoim życiowym planie.

Tak pisze w liście otwartym do macochy swojej córki pewna matka. I w pewnym sensie w kilku prostych zdaniach nakreśla całą trudność patchworkowej sytuacji. Nikt tego nie planował, nie tak to miało wyglądać, a jednak jest. Jakie będzie, w dużej mierze zależy od wszystkich zainteresowanych. Katarzyna Podurgiel jako motto swojej działalności przyjęła hasło „nie musisz być jak macocha Kopciuszka”. Wiedz więc, że choć nie masz specjalnego wpływu na mądrość i cierpliwość swojego partnera, na empatię matki dzieci ani na uczucia samych dzieci, masz wpływ na to, jaką macochą zechcesz być. Teraz to również twoja bajka.

 
Justyna Kokoszenko

MIEJSCA DLA MACOCH WARTE UWAGI:

 

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Klaudia Październik 16, 2018

    Słowem w sedno, jak mawiał klasyk. Bardzo ciężka i już na starcie negatywie odbierana rola w społeczeństwie. Niestety działamy tu stereotypowo. Sama macocha często nie wytrzymuje presji „drugiego miejsca”, przez co swoim zachowaniem mimowolnie potwierdza powszechną opinię. I kółko się zamyka.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach