Home / Felietony  / Joanna Oparek: Kieruj się podszeptem wakacyjnego diabła

Joanna Oparek: Kieruj się podszeptem wakacyjnego diabła

Żadne toksyczne matki nie umierają latem ze zmartwienia, że nie odbierasz telefonu, którego nie dało się wyłowić z emocjonalnych głębin jezior i mórz nieplanowanej fascynacji letniej

Kieruj się podszeptem wakacyjnego diabła, daj się prowadzić, zaufaj staremu, dobremu Szekspirowi / fot. Christal Yuen / Unsplash

Jakie wspomnienie gorących letnich nocy będzie nas niosło przez jesienne popołudnia?

 

Gdziekolwiek by to było. Byle było gorąco. Temperatura powietrza i emocje są powiązane. Pewnie można by to wyrazić jakąś matematyczną funkcją – a mówiąc bez zażenowania, w uproszeniu: działa! No działa. Wzmaga! Bezpieczniej, gdy ta nieco niebezpieczna, a upragniona emocja jest ściśle powiązana z wakacyjną destynacją. Wtedy wiadomo. Mija tydzień, czy dwa, wracasz do domu. Poważniejsza sytuacja: emocja pojawia się w ciepłą noc w okolicy zamieszkania. Pozornie okej – wychodzi taniej. Ale konsekwencje… O, to może cię trochę kosztować. Emocja ma wyrobione, opalone ramiona, odwołuje się do dna głębokiego twojego ego, emocja jest błyskotliwa i pięknie ujmuje w słowa, to co chciałaby ująć tak czy owak. Co na to Ty? Czyli co na to Ona? Uciekniesz – wyjdziesz na głupią, zmarnujesz sobie najlepsze wakacyjne wspomnienie. Zostaniesz? No to wyjdziesz na głupią, zmarnujesz sobie najlepsze wakacyjne wspomnienie. Impas sierpniowej nocy – wyzwanie moralne albo sprawdzian dla hedonizmu, który uważam, należy jednak w sobie pielęgnować i podlewać go czymś.

Czyli co robić? I dlaczego znowu kompromis? No trudno, najwyżej zostaniesz królową kompromisu, a na pewno masz coś do stracenia, więc nie jest to takie znowu beznadziejne wyjście.

Mówiła mi matka, że wychodzi się kiedy jest najprzyjemniej. Niegłupie. Akurat na wakacjach należy wspomnieć słowa matki – zawsze każą ci uważać, równocześnie wyrażając nadzieję, że będziesz się cudownie bawić. I pamiętasz o tym niestety, spacerując po walącym się pomoście, na jakimś półwyspie półegzotycznym, w towarzystwie wyborowo- przypadkowym.

Po prostu pamiętasz wszystkie te ostrzeżenia, więc spacerujesz sobie dalej, jednak nie zbliżając się do krawędzi. Wszyscy mają przyjemność i wszystkie matki są zadowolone. Żadne toksyczne matki nie umierają latem ze zmartwienia, że nie odbierasz telefonu, którego nie dało się wyłowić z emocjonalnych głębin jezior i mórz nieplanowanej fascynacji letniej. Idziesz sobie środkiem, godząc się z faktem, że jako kobieta, która może wszystko, jesteś człowiekiem rozsądnym, który docenia polityczną wagę kompromisu. Więc idziesz sobie do czasu, tylko trochę po swoje, cieszysz się letnią nocą. Myślisz o południowych temperamentach, ściśle związanych ze stanem temperatury. Sprawdzasz, smakujesz, nie bierzesz za dużo. Całujesz się z wyliczeniem zysków i strat, i jest to trochę tak, jakbyś zamawiała ostrygę, ale tylko jedną, tak na start. A potem koniec. Bo fantastyczne, nadal prawie świeże mule na białym winie, czekają w domu.

Zawsze tak to sobie tłumaczymy. Mule w domu. Rozsądek. Ostrożność i stabilizacja. Żaden romantyczny pomost nie wygląda pewnie, nie trzeba specjalnie wysokiej fali, żeby zrzucić cię z pomostu, w ciemną, spienioną głębię namiętności nie do przepłynięcia.

Teoretycznie popieram. No doceniam, popieram i często przybieram tę postawę ostrożną, mam atencję dla świszczącego głosu superego, jasne, że tak. Tylko namawiam: skosztuj.

No tak przez chwilę, uciesz się tym smakiem, poczuj noc na języku, a skąd wiesz ile takich nocy jest jeszcze przed tobą, a co będziesz się szczypać? Człowiek szczypie się sam tylko w jednym celu – żeby sprawdzić czy to nie sen. A jeśli dzieje się naprawdę, to namawiam, namawiam, graj dalej, kieruj się podszeptem wakacyjnego diabła, daj się prowadzić, zaufaj staremu, dobremu Szekspirowi. Sen nocy letniej, wszystkim myli się ze wszystkim, robi się jakieś roszady nic nie znaczące, nic nie wiadomo i nic z niczego nie wynika.

Ale na końcu… przyzwoitoszare, protestanckonudne jesienne wieczory będą wypełnione wspomnieniami, które sprawiają, że przeciągasz się, przeciągasz… I ostatecznie uznajesz, że jednak warto kupić sobie karnet na pieprzoną siłownię. Bo ciało ma swoją mądrość – nawet mózg jest częścią ciała. I jego mądrość powinna być wykorzystana. Być na widoku i zdobywać sobie uczniów, czy wyznawców. W letnie noce, nad oceanem, na pustyni jakiejś, egipskiej czy Błędowskiej.

 

Joanna Oparek

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach