Sunday, September 20, 2020
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Joanna Kulig. Aktorka mimo woli…

Joanna Kulig. Aktorka mimo woli…

Jest młoda, utalentowana. Gra w kilku językach, współpracuje z najlepszymi światowymi aktorami i reżyserami. Sprawdź czego nie robi

Nie lubię nie pracować. Oczywiście nie lubię się czuć przeciążona, ale wolę, jak coś się dzieje.

Nie lubię nie pracować. Oczywiście nie lubię się czuć przeciążona, ale wolę, jak coś się dzieje. / Sukienka: Simple CP, kolczyki: Ania Kuczyńska for Yes

Jedna z najbardziej utalentowanych polskich aktorek teatralnych i filmowych młodego pokolenia. Gra w kilku językach, współpracuje z najlepszymi światowymi aktorami i reżyserami. „Miastu Kobiet” opowiada o śpiewaniu, łzach na planie filmowym i scenach z Juliette Binoche.

Nie lubię nie pracować. Oczywiście nie lubię się czuć przeciążona, ale wolę, jak coś się dzieje.

Nie lubię nie pracować. Oczywiście nie lubię się czuć przeciążona, ale wolę, jak coś się dzieje. / Sukienka: Simple CP, kolczyki: Ania Kuczyńska for Yes, fot. Adam Lewanowicz

Miasto Kobiet: O czym marzyłaś jako dziecko?

Joanna Kulig: O śpiewaniu! To była moja pasja od urodzenia. Odkąd pamiętam, wyobrażałam sobie, że jestem piosenkarką, wygrywam konkursy, tańczę i podróżuję. Puszczałam muzykę i biegałam po kuchni, a moja siostra za mną. Strasznie mi to przeszkadzało, mówiłam: „Nie biegaj za mną, bo mi przeszkadzasz w moim marzeniu”.

Miasto Kobiet: Dlaczego więc poszłaś do szkoły aktorskiej?

Joanna Kulig: Zdawałam na Akademię Muzyczną w Katowicach. Marzył mi się Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, ale się nie dostałam. Ktoś mi powiedział, że w Krakowie na PWST jest wydział aktorsko-wokalny, więc nie zastanawiając się wiele, złożyłam papiery. Tydzień przed egzaminem chciałam się wycofać, bo dotarło do mnie, jak dużo tekstów trzeba się nauczyć na pamięć. Ale zapłaciłam już wpisowe i nie dało się go odzyskać, więc poszłam na egzamin.

Miasto Kobiet: Jak rozumiem, nie przygotowywałaś się do niego zbyt długo?

Joanna Kulig: Znałam na pamięć wiersz Norwida Fortepian Chopina. W technikum hotelarskim wykułam go na konkurs recytatorski. Musiałam być niezła, bo wszyscy słuchali jak zahipnotyzowani.

Miasto Kobiet: Technikum hotelarskie?

Joanna Kulig: Tak, miałam taki edukacyjny epizod (śmiech), bo mama powiedziała, że śpiew śpiewem, ale dobrze byłoby mieć jakiś zawód. Dlatego jako nastolatka oprócz wykształcenia muzycznego zdobyłam konkretny fach (śmiech).

Miasto Kobiet: Dobrze, i ten Norwid wystarczył?

Joanna Kulig: Był jeszcze do przygotowania fragment prozy staropolskiej. Przypomniałam sobie, że w kościele na końcu mszy jest zawsze modlitwa, która by się nadawała. Wpadłam do zakrystii, do księdza, spisałam ją z Księgi Psalmów i miałam tekst staropolski. Przeszłam pierwszy etap egzaminów, ale nie zostałam przyjęta, bo zdobyłam za mało punktów. Pomyślałam jednak, że skoro tak daleko zaszłam bez przygotowania, to może egzaminatorzy dostrzegli we mnie talent, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Rok później podeszłam do egzaminów raz jeszcze i udało się. Aktorką zostałam więc, jak widzisz, trochę z przypadku. Już po pierwszym roku chciałam uciekać i ponownie zdawać na uczelnię muzyczną.

Miasto Kobiet: Dlaczego?

Joanna Kulig: To był dla mnie abstrakcyjny świat. Jakieś etiudy aktorskie, wchodzenie w dziwne stany emocjonalne, interakcje z innymi ludźmi. Trzeba było się uczyć mówić różne teksty w określony sposób. Straszna męczarnia. Mnie to w ogóle nie wychodziło, chciałam tylko śpiewać, więc dla mnie liczyły się jedynie zajęcia muzyczne. Z pozostałych przedmiotów uczyłam się tylko tyle, żeby mnie nie wyrzucili. Dopiero dużo później, kiedy zaczynałam czuć, o co może w aktorstwie chodzić i dlaczego tak innych pociąga, zaczęły się pojawiać w głowie przebłyski dziwnych stanów.

Szkoła teatralna to był dla mnie na początku abstrakcyjny świat. Jakieś etiudy aktorskie, wchodzenie w dziwne stany emocjonalne, interakcje z innymi ludźmi. Straszna męczarnia

Szkoła teatralna to był dla mnie na początku abstrakcyjny świat. Jakieś etiudy aktorskie, wchodzenie w dziwne stany emocjonalne, interakcje z innymi ludźmi. Straszna męczarnia / Sukienka: Maciej Zień, fot. Adam Lewanowicz

Miasto Kobiet: Jak na aktorkę z przypadku wyjątkowo szybko trafiłaś do Starego Teatru.

Joanna Kulig: To dopiero było zaskoczenie! Na drugim roku wygrałam casting, a na trzecim zaczęłam regularnie grać. A zaczęło się od tego, że Mikołaj Grabowski, ówczesny dyrektor Starego Teatru, postanowił zrobić z naszą grupą wokalno-estradową pierwszy akt „Operetki” Gombrowicza. Bardzo mi się podobały te piosenki, no ale co zrobić z tym moim nieszczęsnym, nieudanym aktorstwem?! Zapytałam Grabowskiego, czy gra aktorska musi być na takim samym poziomie jak śpiew. On, że oczywiście, więc się wtedy wzięłam za aktorstwo i zaczęłam ćwiczyć tak samo intensywnie jak śpiew. Zagraliśmy „Operetkę”, minęło kilka dni od premiery i dostaję zaproszenie na casting do Starego. Z wrażenia usiadłam. Ja na casting? To niemożliwe. Przesłuchiwała mnie Maja Kleczewska, potem wzięła mnie do Mikołaja Grabowskiego i mówi: „Chcę ją do tej roli Hermii w ’Śnie nocy letniej’”.

Miasto Kobiet: A niedługo potem zrezygnowałaś z etatu w teatrze. Podobno przez Kleczewską właśnie.

Joanna Kulig: Rzeczywiście, rola Hermii była trudna. Poza tym bardzo dużo wtedy grałam, były okresy, że 18 razy w miesiącu. Do tego chodziłam na castingi i miałam za sobą pierwszy film „Środa, czwartek rano”. Byłam przeciążona, dawałam z siebie zbyt wiele, co jest zresztą syndromem typowym dla młodych aktorów. Poczułam się wypalona. I ciągle miałam wahania, czy chcę ten zawód uprawiać. Moment, kiedy rezygnowałam z etatu w Starym, był w moim przekonaniu równoznaczny z rzuceniem aktorstwa. Składając wypowiedzenie, mówiłam sobie: „Nie chcę już tego robić”. Miałam taki kryzys, że pozamykałam w pudłach nagrody i wszystko, co mi się kojarzyło z aktorstwem.

Czytaj dalej na następnej stronie…

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach