Saturday, April 13, 2024
Home / Ludzie  / Wywiady  / Janina Bąk: Ciekawość jest ludzka, co nie oznacza, że ktokolwiek ma obowiązek ją zaspokoić

Janina Bąk: Ciekawość jest ludzka, co nie oznacza, że ktokolwiek ma obowiązek ją zaspokoić

Janina Bąk o życiu po swojemu

Janina Bąk

Janina Bąk / fot. Wikimedia / Michał Radwański

Statystyczka, autorka bestselleru „Statystycznie rzecz biorąc”. Opiniotwórcza i nagradzana influencerka, człowiek z wybitnym poczuciem humoru. Sojuszniczka środowisk LGBT+. Janiną Bąk w szczerej rozmowie z Anną Tatarską opowiada o mierzeniu się z komentarzami, które mają płeć, szczerości i o tym, kiedy przestała być delikatna.
Przeczytaj fragment książki „Jak dziewczyna”, którą jest historią o ponadpokoleniowej i ponadpolitycznej wspólnocie kobiecych doświadczeń

 

Anna Tatarska: Gruba, czyli leniwa, niekompetentna. Dla mnie ten komentarz jest nacechowany płciowo, bo skojarzenia większej wagi z charakterem są inne u kobiet, a inne u mężczyzn.

Janina Bąk: Jest też szczególny rodzaj komentarzy, które zdecydowanie mają płeć. To są komentarze związane z ciążą i z macierzyństwem. Niestety, pochodzą głównie od innych kobiet. Ktoś pisze wprost: „Błagam, nie komentujcie, nie pytajcie, to dla mnie trudne”, a zamiast uszanowania tej prośby ludzie zaczynają radzić: „Jak nie możesz mieć dziecka, to sobie adoptuj”, „Jedz orzechy, mi pomogło”, „Poroniłaś? Nie histeryzuj, zrobisz sobie drugie”. Niestety, wszystkie te komentarze pojawiły się naprawdę, ja tego nie wymyśliłam. To się nigdy nie kończy! Bo później, jak już dziecko mamy, to wszyscy roszczą sobie prawo do tego, żeby je wychowywać, ponieważ my oczywiście robimy to źle.


Przeczytaj:

Magdalena Kostyszyn: Wychodzę z założenia, że na pierwszym miejscu jesteśmy kobietami, dopiero potem matkami

Niektórzy ludzie, pisząc to czy mówiąc, mają dobre intencje. Wiesz, babcia znowu przy wigilii pyta: „Kiedy wnusio?”, radzi: „Zabierzcie się do roboty”, dziadek dorzuca, że „pokaże, jak to się robi”. Ale: „W starszym pokoleniu to normalne, ona tak ma”.

Janina Bąk: To nie jest tak, że ja chcę postawić babcię albo kogokolwiek pod pręgierzem za to, że spytała mnie, kiedy będę miała dziecko. Ale to dobrze, że dyskusje na ten temat się zaczęły – że zwracamy uwagę na to, iż niektóre pytania i komentarze już dawno powinny wyjść z użycia. Że warto być uważnym i wrażliwym. Te komentarze potrafią przybierać kuriozalne formy. Wiesz, że ostatnio pod jakimś zupełnie neutralnym zdjęciem ktoś pogratulował mi ciąży? Ja spytałam: „Jakiej ciąży?”, na co usłyszałam: „Przecież widzę po twarzy”. Nieważne, ile razy proszę, by tych kwestii nie poruszać – są ludzie, którzy i tak te wyrażone wprost prośby ignorują. A później jeszcze, gdy twardo i ostro stawiam granice, bo mam już dość, przychodzi kolejna grupa, która mi tłumaczy, że przesadzam, bo przecież ta osoba miała dobre intencje. To jest obarczanie winą ofiary! Ktoś czuje się skrzywdzony, a my mu mówimy, że nie powinien, bo komentujący chciał dobrze. Naszym obowiązkiem jest zadbać o to, by nie naruszać niczyich granic, by przypadkiem nikogo nie skrzywdzić. Na tym polega dorosłość – żeby czasem powstrzymać się od komentarza, chociażby na wszelki wypadek. Nigdy nie wiemy, jaką historię ma osoba po drugiej stronie. Samopoczucie drugiego człowieka jest ważniejsze niż nasza ciekawość. Czym się różni pytanie o dziecko od pytania, w którym dniu cyklu ktoś jest i jak tam czyjeś życie seksualne? A jednak takich pytań się nie normalizuje i nie tłumaczy ich autorów dobrym intencjami.

Facetom nikt nie pisze komentarzy, że „Kiedy dziecko, bo zegar biologiczny tyka”. Albo: „Czy ty jesteś bezpłodny, skoro jeszcze się nie doczekaliście potomka?”. Mimo społecznych zmian macierzyństwo wciąż jawi się jak jakaś naturalna droga, na którą każda kobieta powinna wejść, a jak nie weszła, to zapytajmy ją dlaczego, jakby to była nasza sprawa.

Janina Bąk: To widać po komentarzach na profilach celebrytek. Na przykład Ewa Chodakowska non stop dostaje komentarze, że już dawno powinna być w ciąży, bo zegar biologiczny tyka, a przecież to jest naturalna droga życiowa każdej kobiety. I że kiedyś będzie żałować, iż jej życie jest jałowe, a małżeństwo puste… Jakaś totalna masakra. Masz dziecko, chciałaś zajść w ciążę, uwielbiasz być mamą – wspaniale. Ale to twoje zdanie i nie każdy musi je podzielać. Macierzyństwo nie dla wszystkich kobiet będzie naturalnym wyborem i nie jest marzeniem każdej jednej kobiety na tym świecie. Nieposiadanie dzieci, bo się zwyczajnie nie chce ich mieć, też jest okej! A to również jest podejście niezwykle penalizowane społecznie.

Druga strona medalu jest taka, że dziś tematy, które długo były postrzegane jako zbyt intymne, coś, o czym mówić nie wypada, wychodzą na światło dzienne. Kobiety zaczynają otwarcie mówić o poronieniach, o in vitro, o tym, że płodność nie jest magicznie przypisana każdej kobiecie, że mężczyźni miewają z nią problemy i to nie ujmuje im wartości. Czy myślisz, że takie publiczne oswajanie drażliwych dotąd tematów ma szansę pozytywnie wpłynąć na kulturę obchodzenia się z drugim człowiekiem?

Janina Bąk: Chcę myśleć, że głośne mówienie o trudnych tematach kształtuje rzeczywistość, buduje świadomość – na przykład tego, jak często zdarzają się poronienia, choroby psychiczne, trudności innego typu.

Mówienie o tym może być ważne, może pokazywać, jak wiele osób dookoła mierzy się z podobnymi do naszych wyzwaniami. To, że niektóre osoby dzielą się z nami swoją historią i trudnościami, jest zawsze bezcenne.

Pamiętajmy jednak, że każdy ma prawo zrobić to na swoich zasadach. Zatem nawet jeśli ja się oburzę na pewne pytania, a jakiś czas później jednak swoją historię opowiem, to też jest okej. Być może ktoś potrzebował czasu, kiedyś nie był gotowy, ale teraz chce się czymś podzielić. To, że ktoś się dzieli fragmentem jakiejś historii, nie oznacza bynajmniej, że mamy prawo do całości informacji. Postujący ma prawo wyznaczyć gdzieś granice, powiedzieć: mam trudności psychiczne, ale nie chcę mówić o powodach. Albo: poroniłam, ale nie pytajcie, proszę, jak to się odbywało. To dotyczy wszystkich sfer życia. Na przykład za każdym razem, gdy jakaś sławna osoba dokona coming outu, niektórzy piszą: „ona zrobiła to za późno”, „on powinien był to zrobić wcześniej”. Nie! Każdy ma prawo potrzebować czasu, zanim poczuje się gotowy do poczynienia takiego kroku. Ma też prawo nigdy takiego kroku nie wykonać i nikomu nic do tego. Żaden człowiek nie jest nam winny swojej historii, a jeśli się nią dzieli, to ma prawo wybrać, ile z niej i jak szczegółowo opowie. Nie oszukujmy się, że pytamy innych o szczegóły prywatnego życia z innego powodu niż ciekawość. I ta ciekawość jest ludzka, co nie oznacza, że ktokolwiek ma obowiązek ją zaspokoić.


Może też cię zainteresuje:

Wysoka wrażliwość – przekleństwo czy dar?

 

Regularnym gościem na Twoim profilu jest „miniczłowiek”, bliskie Ci dziecko, z którym masz wyjątkową, ważną relację. Powiedz mi, co Ci daje relacja z miniczłowiekiem.

Janina Bąk: Dzieci mają wspaniałe postrzeganie świata, nieograniczoną wyobraźnię, umiejętność wychodzenia za linię. Jeszcze nie są w żaden sposób wtłoczone w foremki tego, co wypada, a czego nie. Nie zważają na konwenanse, prawa fizyki, cudze opinie. Jest dla nich naturalne, że mogą polecieć rakietą do żłobka, a każdy element rzeczywistości ma potencjał, by zachwycać. Kiedyś szłam z miniczłowiekiem ze żłobka, on podszedł do hydrantu i się do niego bardzo mocno przytulił. Spytałam: „Miniczłowieku, a czemu się przytuliłeś do hydrantu?”. A on odpowiedział: „Bo hydrantowi jest miło, że ja do niego przyszedłem”. Myślę, że takie zainteresowanie światem, ekstremalnie szczere dzielenie się emocjami – nawet z hydrantami – to jest coś, co nas bardzo dużo uczy. No i przede wszystkim jak na niego patrzę, to mam poczucie, że jestem tu po coś. Chcę się postarać urządzić mu ten świat najlepiej, jak się da.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Janina Daily (ona/jej) (@janina.daily)

 

Relacje z miniludźmi oznaczają czasami wymóg absolutnej szczerości – czegoś, co w kontaktach między dorosłymi zostało niemal całkiem wyparte. Często mam wrażenie, że nawet z bardzo bliskimi nam ludźmi jakoś z rozpędu komunikujemy się za pomocą formuł, sloganów. Czy absolutna szczerość w relacjach to coś, na co jesteś gotowa, czy musisz tę otwartość w sobie dodatkowo pielęgnować?

Janina Bąk: Nie zawsze jestem na to gotowa, ale bardzo dużo się uczę. Najcenniejsze są dla mnie relacje, w których obie strony wiedzą, że mogą powiedzieć: „Jestem zmęczona, nie spotkam się dziś z tobą” czy „Sprawiłaś mi przykrość”. Po prostu szczerze komunikować swoje stany i emocje. Musimy starać się przebywać w towarzystwie ludzi, którzy to rozumieją i się w takich sytuacjach nie obrażają. U mnie nie zawsze tak było, kiedyś traktowałam takie komunikaty bardzo osobiście i sama zachowywałam się czasem wbrew sobie, nieasertywnie, zamiast jasno powiedzieć, czego mi trzeba. To się powoli zmienia.

Potem wydarzyło się to, o czym mówiłaś w rozmowie z Piotrem Jaconiem na Pol’and’Rock Festival? W pewnym momencie przestałaś być delikatna?

Janina Bąk: Wciąż staram się być delikatna – dla siebie i innych. Wtedy, kiedy nikt nie narusza niczyich granic. Kiedy się po prostu z kimś nie zgadzamy, ale ta dyskusja wciąż nie jest pozbawiona wzajemnego szacunku, to jak najbardziej ta delikatność, subtelność jest możliwa. Ale dziś już wiem, że mam prawo bronić zarówno siebie, jak i osób czy wartości dla mnie ważnych. Czasem zareagować ostrzej. Jeśli widzimy, że ktoś kogoś kopie na ulicy, to nie stoimy nad nim i nie mówimy: „Przepraszam pana bardzo, wiem, że ma pan trudny czas, ale niech pan przestanie” – tylko postępujemy bardziej zdecydowanie. Uważam, że podobnie ma się rzecz w internecie – jeśli ktoś napisał przemocowy, obrzydliwy, homofobiczny komentarz, to mam już dość bycia grzeczną, tłumaczenia po raz setny tych samych spraw, że każdy człowiek ma prawo do szacunku. Reaguję ostrzej i nie negocjuję. Bo prawa człowieka nie podlegają negocjacji.

Przeczytaj:
Syndrom grzecznej dziewczynki – jak raz na zawsze przestać być świętą cierpiętnicą?

 

okładka książki Anny Tatarskiej Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet, które żyją po swojemu.

Anna Tatarska „Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet, które żyją po swojemu” / Wyd. Znak

 

Fragment wywiadu pochodzi z książki Anny Tatarskiej „Jak dziewczyna. Inspirujące historie kobiet, które żyją po swojemu” (Wyd. Znak).

 

Anna Tatarska

Anna Tatarska / fot. archiwum prywatne

Anna Tatarska zaprosiła Magdę Mołek, Janinę Bąk, Maję Heban, Agnieszkę Smoczyńską-Konopkę, Helenę Norowicz, Katarzynę Wolińską, Martynę Kaczmarek, Sylwię Chutnik, Danutę Stenkę, Maję Ostaszewską, Olę Petrus do intymnej rozmowy o stereotypach, dojrzewaniu, poszukiwaniu swojej ścieżki. O ciele i emocjach, o porażkach, rozczarowaniach i wkurzeniu. Bohaterki szczerze i otwarcie mówią także o rzeczach bolesnych i trudnych. O przemocy, traumie, wykorzystywaniu. O potrzebie bycia inną, o oczekiwaniach, których nie chcą już spełniać. Ale również o trudnej nauce akceptacji siebie, o sile wynikającej z bycia sobą. Premiera 8 marca 2023 r.

TAGI
top
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ