Jak zostałam bezrobotną rozwódką, z dzieckiem i brakiem pomysłu na siebie
Kiedy egoizm popłaca?
fot. Pexels / Pixabay
Kiedy Marta zamknęła za sobą drzwi korporacji, w której spędziła dziesięć lat, poczuła dziwną lekkość. To była ta euforia, którą obiecują w reklamach jogurtów, gdzie kobieta w białych spodniach biegnie przez łąkę
Myślała, że jest niezastąpiona
Przez dekadę jej życie przypominało idealnie skrojony Excel. Miała wrażenie, że jeśli choć na chwilę zwolni, cały ten misternie zbudowany świat rozsypie się w pył. A potem i tak wszystko się posypało.
Myślałam, że jestem niezastąpiona. Że bez moich raportów słońce rano nie wstanie. A potem przyszedł mail z działu HR i okazało się, że słońce wstaje bez problemu również beze mnie. Po dziesięciu latach po prostu mnie wywalili.
Perfekcyjna pani domu i kobieta biznesu w jednym
Marta, jak wiele kobiet z jej pokolenia, została wychowana w kulcie dawania rady. Miała być świetną pracowniczką, wspierającą partnerką, dobrą matką i najlepiej, żeby przy tym wszystkim nosiła nienaganny manicure. Tak więc nosiła swój manicure z dumą, przy tym prezentując wszystkie pożądane przez innych cechy. Była jak bohaterka amerykańskich telenoweli, jedna z tych żyjących na przedmieściach businesswoman z idealnym domem i rodziną.
Sąsiadki zazdrościły jej życia, a sąsiedzi w tajemnicy przed żonami podglądali ją, gdy strzygła swój perfekcyjny trawnik. Z czasem jednak perfekcja zaczęła jej ciążyć. Wychowywała dziecko jak najlepiej umiała, a mimo to, wiecznie dostawała od teściowej liczne i bezpośrednie sugestie, że mogłaby robić to inaczej. Niezależnie od tego, jak wiele nadgodzin wysiedziała i jak kreatywny posiłek ugotowała później mężowi, nie otrzymywała słowa pochwały, czy choćby minimalnego docenienia.
Wszyscy dookoła wychodzili z założenia, że skoro jest perfekcyjna, to nie należy jej się werbalna walidacja. Przez wiele lat stawiała więc na samodocenianie. Kupowała sobie kwiaty i nagradzała swój wysiłek drobnymi przyjemnościami: słodyczami, butami, wyjazdami do spa. Życie jakoś mijało.
Najpierw zostawił mnie mąż. Jednego dnia wszystko było dobrze, następnego miał spakowane walizki. Usłyszałam, że jestem zbyt idealna i że tego zwyczajnie nie da się znieść. Ja, która zagryzam zęby od rana do wieczora, żeby wciąż umieć założyć uśmiech na twarz i zrobić mu obiad po dziesięciu godzinach pracy. Powiedział, że tym domu nie można było zostawić brudnego kubka, bo ja natychmiast go myłam z uśmiechem męczennicy. A jaki miałam mieć uśmiech, skoro naprawdę czułam się męczennicą?
Czytaj też:
8 znaków, że on już nie jest tobą zainteresowany. Numer 3 cię zaskoczy!
Lubiła być najlepsza
Po rozwodzie nie płakała. Nie wzięła też wolnego z pracy, bo przecież bez niej by sobie nie poradzili. Budowała ścieżkę kariery od dziesięciu lat. Nie lubiła tej pracy, ale lubiła czuć się najlepsza, a korporacja, w której pracowała, często dawała jej tę satysfakcję. Co prawda nigdy nie usłyszała szczerych słów docenienia – one pojawiały się tylko w jej głowie. Ale sama świadomość własnych kompetencji wynagradzała jej udział w wyścigu szczurów.
Z niecierpliwością wyczekiwała awansu, który miał w końcu odjąć jej godzin pracy i dołożyć gotówki. Wtedy to dostała e-mail, w którym dział kadr „z żalem raczył poinformować ją o cięciach budżetowych, w wyniku których zlikwidowali jej stanowisko pracy”.
To też ciekawe:
Swing w małżeństwie – zasady gry
Gdybym tylko była egoistką…
Kiedy Marta zamknęła za sobą drzwi korporacji, w której spędziła ostatnie dziesięć lat, poczuła dziwną lekkość. To była ta euforia, którą obiecują w reklamach jogurtów, gdzie kobieta w białych spodniach biegnie przez łąkę.
Z tygodnia na tydzień zostałam bezrobotną rozwódką, z dzieckiem w wieku szkolnym i absolutnym brakiem pomysłu na siebie. To moja nagroda za bycie perfekcyjną. Zawsze stawiałam pracę i rodzinę na pierwszym miejscu. Może gdybym była egoistką, nie doszłoby do tego.
