Thursday, May 21, 2026
Home / Kultura  / Książka  / Jak zachwycić się sztuką średniowiecza?

Jak zachwycić się sztuką średniowiecza?

O miłości dworskiej i nie tylko

Zofia Załęska

ZofiaZałęska / fot. Paweł Ossoliński

Zofia Załęska, historyczka sztuki i lubiąca memy twórczyni profilu @memdiewistka na Instagramie, zaprasza w podróż po średniowieczu. Choć o tej epoce mówi się „wieki ciemne” to szybko przekonacie się, że sztukę wtedy tworzono, zachwycano się nią, a nawet z nią eksperymentowano. Publikujemy dla Was fragment książki Zofii Załęskiej pt. „Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza

Fragment rozdziału In’Amor i kultura dworska

Chyba każdy z nas ma to skojarzenie. Gdy myślimy o średniowieczu, na myśl przychodzą nam rycerze, zamki i księżniczki. Jest to całkiem słuszne skojarzenie, bo od mniej więcej XII wieku zaczął rozwijać się związany z tymi figurami fenomen zwany kulturą dworską.
Odnosi się ona nie tylko do miejsca zamieszkania królów, książąt czy przedstawicieli arystokracji – zamków lub pałaców z eleganckim i prestiżowym wyposażeniem – lecz także do wszelkiego rodzaju panujących wtedy zwyczajów, etykiety, polityki czy sztuki. Ponieważ kultura dworska rozpowszechniła się szybko i szeroko, w pewnym sensie można ją porównać do dzisiejszej popkultury.

 

Dwory były nie tylko centrami administracyjnymi, ale także nowym wzorcem luksusowego, rozrywkowego życia. Goszczono na nich intelektualistów i artystów – poetów, muzyków, malarzy oraz trupy teatralne i tancerzy. Bardzo często były to osoby znane, tworzące dla bogatych władców i dworzan obrazy, tapiserie, obiekty ze złota i kości słoniowej, ale też piszący wiersze czy poematy. Gdy artysta trafił na dwór, miał ogromne szczęście i perspektywę stabilnego życia. To w sumie ekwiwalent dzisiejszej umowy o pracę w zawodach artystycznych, z dodatkiem w postaci służbowego mieszkania.

 

Zaczęto przykładać wagę do edukacji oraz umiejętności czytania i pisania, co z kolei pociągnęło za sobą popyt na rękopiśmienne książki, zarówno rozrywkowe, jak i religijne. XII i XIII stulecie to czas powstawania kolejnych średniowiecznych bestsellerów, o których jeszcze wspomnę. Z czasem zaczęła rozwijać się tak zwana literatura wernakularna, czyli tworzona nie po łacinie, ale w językach narodowych.
Rewolucja literacka (a raczej literacko-muzyczna) rozpoczęła się na terenach Francji. Najpierw na południu pojawili się trubadurzy tworzący w języku oksytańskim (langue d’oc), a następnie na północy truwerzy, piszący w języku oïl (langue d’oïl).

Co ciekawe, wielu (i wiele) z nich znamy dzisiaj z imienia. Najczęściej były to osoby z kręgów arystokratycznych. Uznaje się, że pierwszym trubadurem był żyjący w XI wieku Wilhelm Akwitański, książę Akwitanii i Gaskonii, piszący pieśni o miłości, kobietach i polityce. Z kolei znaną truwerką była Blanka Kastylijska, żona króla Francji Ludwika VIII oraz matka kolejnego króla, Ludwika IX, zwanego Świętym. W zasadzie było to tak, jakby dzisiejsi członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej pisali utwory przełomowe dla historii literatury. Wątek polski – Wacław II, król Czech i Polski, też był opiekunem poetów (zwanych z niemiecka minnesingerami) oraz sam tworzył wiersze miłosne.

CZYTAJ TAKŻE:  Niebanalne zestawy kosmetyków na świąteczne prezenty

 

Średniowieczni twórcy i twórczynie poruszali różne te maty, jednak niemal wszyscy opiewali nową formułę miłości: mężczyzna oddawał serce wysoko urodzonej, niedostępnej damie (często już mężatce), zabiegał o jej uwagę i przechodził rozmaite próby, by zasłużyć na względy ukochanej. Echem tego są dzisiejsze wizje miłości romantycznej. Miłość ta była nie tyle uczuciem we współczesnym rozumieniu, ile stylem życia i sposobem na doskonalenie się. Taki rodzaj idealizowanej miłości określano mianem fin’amor, czyli po prostu miłością dworską.

 

Na koncept miłości dworskiej nałożył się jeszcze jeden fenomen, który powstał w podobnym czasie: tak zwana kultura rycerska. W końcu, czym byłaby średniowieczna Europa bez rycerza zakutego w ciężką (choć raczej nie lśniącą) zbroję? Do tej pory, czyli do mniej więcej XII wieku, wojownik był po prostu najemnym żołnierzem. Mógł nim zostać niemal każdy, kto umiał walczyć (oraz stać go było na konia). Z czasem stało się to dostępne tylko dla dobrze urodzonych mężczyzn, którzy cieszyli się poważaniem społecznym i wieloma przywilejami.

 

Żyli z ziemi, którą otrzymywali od swojego władcy w zamian za zwycięstwa w walkach lub za samą tylko obietnicę stawienia się do bitwy. „Przypadkiem” zbiegło się to z czasem organizacji wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej, kiedy zachodnioeuropejscy władcy w imię wiary chrześcijańskiej dążyli do odbicia Jerozolimy z rąk niewiernych. Wzrósł prestiż rycerzy, a wraz z nim wykształciły się skomplikowane rytuały pasowania na rycerza oraz kodeks postępowania, którego należało bezwzględnie przestrzegać.

Henryk I, hrabia Anhaltu, w walce
Codex Manesse, 1300-40, Zurych; Universitätsbibliothek Heidelberg w Heidel bergu, Cod. Pal. germ. 848, fol. 17r (domena publiczna).

 

Rycerze, poza udziałem w krucjatach i w mniejszych lub większych wojnach w Europie, musieli mieć jakieś za jęcie – to średniowieczny odpowiednik powiedzenia boys will be boys, czyli założenia, że młodzi mężczyźni muszą się wyszaleć. Okazję do tego dawały turnieje rycerskie. Organizowano je już od XI wieku przy ważnych wydarzeniach, jak koronacje, śluby, narodziny czy chrzty, ale dopiero od XIII stulecia stały się kosztownymi widowiskami, trwającymi niekiedy wiele dni, pełnymi scenografii, kostiumów, muzyki i ucztowania. Dopuszczono też wtedy damy do uczestnictwa w imprezach, co pozwoliło połączyć koncept kultury rycerskiej z miłością dworską. Rycerze walczyli o względy swoich wybranek serca i pojedynkowali się o ich cześć. Taką scenę możemy zobaczyć w rękopisie zwanym Codex Manesse, w którym zaprezentowani są słynni rycerze-poeci (il. wyżej) – tu w zażartej walce bierze udział Henryk I, hrabia Anhaltu, a siedzące na loży damy o pięknych blond włosach z zainteresowaniem oglądają i komentują wydarzenie.

Rycerz walczący ze ślimakiem Godzinki, pocz. XIII w., Flandria; Walters Art Museum w Baltimore, ms. W.90, fol. 134r (wolna domena).

Oczywiście, gdy dochodzi do pojawienia się jakiejś figury w kulturze, niemal zawsze towarzyszy jej satyra. Od XIII wieku w manuskryptach często znajdziemy motyw rycerza walczącego ze… ślimakiem. Ślimak (jak się wydaje) nie jest groźnym przeciwnikiem. Scena tego typu miała obśmiać rycerza strachliwego, niezbyt skorego do poważnej bitki. Spójrzcie, jak chowa się za tarczą i wystawia w stronę mięczaka długą włócznię, bojąc się podejść bliżej.

CZYTAJ TAKŻE:  Poznaj wyjątkowe okrycia jesienne od by Insomnia

 

Kiedy rycerze nie walczyli, mogli czytać – choć pewnie częściej słuchać – tak zwane romanse dworskie. To niekoniecznie opisy starodawnych zalotów. Określa się tak średniowieczne teksty pisane wierszem (lub później prozą), częściowo wzorowane na gatunku zwanym „pieśni o czynie” (fr. chansons de geste – na przykład Pieśń o Rolandzie, którą wszyscy pamiętamy z lekcji języka polskiego). Ich fabuła toczyła się zwykle wokół podróży bohatera (rycerza), który musiał wykonać trudne zadania, pokonać wrogów i przeżyć wiele fantastycznych przygód, aby doświadczyć szczęścia, spełnienia lub miłości. Najczęściej rycerze i damy ucieleśniali ideały epoki, podczas gdy, przykładowo, złoczyńcy byli wyraźnie ich przeciwieństwami. Często nawiązywano do literatury antycznej – można tu przywołać chociażby francuską Powieść o Troi z połowy XII wieku, którą napisał Benoît de Sainte-Maure, oraz Powieść o Eneaszu, z około 1160 roku, nieznanego autorstwa. Chętnie pisano o Aleksandrze Wielkim (między XII a XV wiekiem powstało kilkanaście takich powieści w różnych językach).

 

Poczytne były romanse arturiańskie, opowiadające o przygodach legendarnego króla Artura i rycerzy Okrągłego Stołu. Przetrwały do dzisiaj w wielu wersjach i językach – dopisywano kolejne prequele, sequele i spin-offy, zupełnie jak we współczesnych filmach i serialach o super bohaterach czy przygodach w kosmosie, tworzonych w nieprawdopodobnych ilościach. Jednym z najbardziej znanych autorów był Chrétien de Troyes – na marginesie warto dodać, że czerpał pomysły z wcześniejszych, często anonimowych, wersji legendy. Jego Percewal z Walii, czyli Opowieść o Graalu to relacja z poszukiwań tytułowego Świętego Graala.

 

Ciekawe, że król Artur budzi oczywiste skojarzenia z legendarnym kielichem użytym przez Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, a dopiero w tej powieści z około 1181–1185 roku pojawia się pierwsza wzmianka o tym artefakcie. Autor dzieła nie dokończył, ale zrobili to inni poeci i dziś jest to jeden z najbardziej znanych tekstów z kręgu romansów arturiańskich. Z kolei Lancelot z Jeziora, czyli Rycerz na podwodzie skupia się na miłości Lancelota do Ginewry, żony króla Artura. Zostaje ona porwana przez złego Meleaganta, a rycerz wy rusza jej na pomoc.

CZYTAJ TAKŻE:  Higiena intymna przy skłonności do infekcji – na co zwrócić szczególną uwagę?

 

Istnieją utwory, które nie wpisują się w trzy wymienione kategorie. Przykładem może być Powieść o Róży, o której powiem za chwilę, a także moja ulubiona – Powieść o Flamence (uwaga, będą spoilery). Anonimowy utwór, napisany w XIII wieku w języku oksytańskim, opowiada o pięknej Flamence, którą zazdrosny mąż zamyka w wieży z dwiema damami dworu i wypuszcza jedynie do łaźni i raz w tygodniu na mszę świętą. Flamenka w kościele porozumiewa się z młodym, idealnym rycerzem, Guilhemem z Nivers, który został wcześniej nawiedzony przez Amora – co tydzień mogą powiedzieć sobie tylko jedno słowo. Po wielu tygodniach kochankowie spotykają się w łaźni dzięki tunelowi, który bohater potajemnie wykopał. Jakby tego było mało, w pewnym momencie Flamenka zapoznaje swoje dwie służki z kuzynami Guilhema, aby wszyscy mogli zażyć nieco rozrywki.

Akcja toczy się dalej, ale jak widzimy, miłość stanowi tu główny wątek.

Źródło: materiał Partnera MK
TAGI
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ