Jak wiedźma i jak dziecko, czyli wiele rodzajów kobiecości
Fragment książki „Sex care. Droga do kobiecej przyjemności” o tożsamości, seksualności i odwadze bycia sobą
Sex care to troska o własną seksualność, ciało, relacje i przyjemność / fot. Canva
Przyjemność nie zaczyna się w sypialni, ale w relacji z samą sobą. Z umiejętności słuchania własnego ciała, stawiania granic i odważnego zadawania sobie pytań o to, kim naprawdę jesteśmy. W książce „Sex care. Droga do kobiecej przyjemności” psycholożki i psychoterapeutki Katarzyna Kucewicz oraz Agata Loewe-Kurilla przekonują, że seksualność nie jest dodatkiem do życia, lecz jego ważną częścią. W publikowanym fragmencie przyglądają się kobiecej tożsamości, społecznym rolom i przekonaniom, które często utrudniają nam bycie blisko siebie
Z tego artykułu dowiesz się
- Dlaczego nie istnieje jedna definicja kobiecości.
- Czym różni się orientacja seksualna od tożsamości seksualnej.
- Jak społeczne role i oczekiwania wpływają na postrzeganie siebie.
- Dlaczego warto wracać do pytania: „Kim jestem?”.
- Ćwiczenie, które pomaga lepiej poznać własną tożsamość i potrzeby.
Nie ma jednej kobiecości. Istnieje tyle dróg, ile kobiet
Kiedy mówimy o kobiecości i o wzajemnym wspieraniu się, warto przypomnieć również o czymś tak fundamentalnym jak to, że prawa kobiet są po prostu prawami człowieka.
Równe traktowanie nie jest przywilejem ani gestem łaski. To podstawowy warunek godnego życia. A okazywanie szacunku drugiej osobie niczego nam nie odbiera. Nie wymazuje nas, nie unieważnia naszej tożsamości. Wręcz przeciwnie, tworzy przestrzeń, w której każda i każdy z nas może naprawdę rozkwitać.
Żeby kobiecość mogła w pełni wybrzmieć, trzeba ją najpierw zauważyć. Nie da się jej zrozumieć bez kontekstu, w którym powstaje i dojrzewa. Nie da się jej uznać, jeśli staje się przezroczysta, pomijana, traktowana jako coś „domyślnego”, a więc niewartego nazwania. Żeby naprawdę ją usłyszeć, trzeba czasem zajrzeć do tego, co długo było zamknięte. Pozwolić, żeby wyszły na światło dzienne takie emocje jak wstyd, rozpacz, frustracja. A kiedy te emocje wybrzmią, zrobią miejsce na nowe.
Bo gdy się już wykrzyczysz i wypłaczesz, możesz nagle zacząć śmiać się jednocześnie jak wiedźma i jak dziecko. Może właśnie tam, gdzie robi się niewygodnie, mieszka nasza siła.
Wśród sióstr, przyjaciółek, matek, sąsiadek.
Wśród kobiet, z którymi na co dzień nie zawsze wybieramy bliskość, ale które – gdy damy sobie choć odrobinę wzajemnej akceptacji – potrafią przypomnieć, że nie jesteśmy w tym same.
Nie ma jednej kobiecości. Istnieje tyle dróg, ile kobiet. Nasze odpowiedzi na pytanie, czym ona jest, nie muszą być jednoznaczne, gotowe ani wygładzone. Dla niektórych z nas kobiecość mieszka w ciele – w jego gestach, w oddechu, w tańcu, w doświadczeniu przyjemności. Dla innych mieszka w myśleniu, w słowach, w kontemplacji. Dla kolejnych – w macierzyństwie, w byciu w relacjach, w pracy zawodowej. Dla jeszcze następnych w samotności, a nawet w buncie. Dla wielu kobiecość to codzienny akt odwagi w byciu sobą pomimo oczekiwań. Dlatego tak ważne jest, żeby pozwolić sobie na niepewność, na pytania, na szukanie. Być może to właśnie brak jednej definicji stanowi jej największą moc, bo kobiecość może być dokładnie taka, jaka jesteś ty.
I jeśli dziś nie potrafisz jej jeszcze nazwać, to jest w porządku. Nazwij to, co czujesz. Opisz to, co pamiętasz. Pozwól sobie zbliżać się do tego, co dopiero ma się ujawnić. Nie musisz się spieszyć. Wystarczy, że zechcesz usłyszeć siebie. To początek.
Kim jestem? – raz jeszcze
Ćwiczenie: Jestem…
Usiądź wygodnie. Zrób kilka spokojnych oddechów. Daj sobie chwilę.
A teraz zadaj sobie pytanie: „Kim jestem?”
Wypisz poniżej dziesięć swoich tożsamości – określeń, ról lub skojarzeń, które dziś najlepiej cię opisują. Nie musisz zatrzymywać się na dziesięciu. Jeśli poczujesz, że chcesz napisać więcej, po prostu to zrób.
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
- ………………………………
…a może więcej?
Kiedy już wypiszesz swoje role i definicje, zatrzymaj się na chwilę i zobacz, w jakiej kolejności do ciebie przyszły. Czy napisałaś: „Jestem kobietą”? Jeśli tak, na którym miejscu? Czy użyłaś innych określeń związanych z płcią, seksualnością, narodowością, relacją z rodziną lub zawodem?
To, co pojawia się na twojej liście i co się na niej nie pojawia, mówi o tobie więcej, niż mogłabyś przypuszczać. To świetny punkt wyjścia do refleksji:
co o sobie myślę, jak siebie widzę, na czym opieram swoją tożsamość.
Z naszych doświadczeń warsztatowych i gabinetowych wynika, że kobiety często rozdzielają swoje „ja” na części: „ja prywatne”, „ja zawodowe”, „ja społeczne”. Czasami pojawiają się narodowość, zawód czy pasje. Ale bardzo rzadko do głosu dochodzi tożsamość seksualna, z wyjątkiem orientacji seksualnej. Zanim odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego tak się dzieje, wyjaśnijmy sobie, czym jest orientacja seksualna, a czym – tożsamość seksualna.
Orientacja seksualna a tożsamość seksualna
Orientacja seksualna odnosi się przede wszystkim do wzorców pociągu – tego, kto nas emocjonalnie, romantycznie lub seksualnie przyciąga. Jest więc opisem kierunku naszej atrakcyjności (na przykład heteroseksualność, homoseksualność, biseksualność, panseksualność, aseksualność).
Tożsamość seksualna jest znacznie szerszym, bardziej osobistym i psychologicznym konstruktem. Obejmuje to, jak rozumiemy siebie jako istoty seksualne:
- jak nazywamy swoje doświadczenia – ktoś może określać siebie jako osobę heteroseksualną, biseksualną, aseksualną, queer albo może uznać, że nie chce na razie nadawać sobie żadnej etykiety,
- jak interpretujemy swój pociąg, swoje potrzeby i przeżycia – jedna osoba może odczuwać pociąg głównie romantyczny, ale niewielki seksualny, inna może zauważać, że jej pożądanie zależy od poczucia bezpieczeństwa i bliskości, a jeszcze inna przeżywać swoją seksualność jako płynną i zmieniającą się w czasie,
- jakie znaczenie nadajemy swojej seksualności – dla jednej osoby seksualność może być ważnym elementem tożsamości i źródłem bliskości, dla drugiej może mieć mniejsze znaczenie, a jeszcze inna może ją postrzegać przede wszystkim jako obszar intymności, wolności albo samopoznania,
- jak nasze doświadczenia wpisują się w szerszy kontekst kulturowy, relacyjny i cielesny – sposób przeżywania seksualności może być kształtowany przez normy wyniesione z domu, religię, wcześniejsze doświadczenia w relacjach, obraz własnego ciała, stan zdrowia, historię traumy albo to, czy dana osoba czuje się akceptowana w swoim otoczeniu.
Można powiedzieć, że orientacja mówi o kierunku pożądania, a tożsamość o tym, kim jestem w tej historii.
W tym miejscu warto też zatrzymać się przy aseksualności, która często bywa upraszczana lub błędnie rozumiana. Jak już na początku wspomniałyśmy, aseksualność nie oznacza „braku seksualności”, lecz odnosi się do niskiego pociągu seksualnego lub braku jego odczuwania wobec innych osób. Jednocześnie osoby aseksualne mogą doświadczać bliskości, miłości, przywiązania czy romantyczności – a ich potrzeby relacyjne i tożsamość są tak samo zróżnicowane i ważne jak u osób odczuwających pociąg seksualny. Dla niektórych aseksualność stanowi kluczową część tożsamości, dla innych jeden z wielu elementów opowieści o sobie.
Przeczytaj też:
Trup w szafie i białe małżeństwo. Sabina przez 30 lat wypierała prawdę
Dlaczego zatem dzieje się tak, że rzadko mówimy o swojej tożsamości seksualnej? Może dlatego, że seksualność nie jest jeszcze częścią naszego codziennego języka identyfikacji? Może dlatego, że dopiero się uczymy, że możemy o niej mówić – spokojnie, dumnie, świadomie? A może dlatego, że w ogóle sama kobiecość wciąż wymaga od nas odwagi, by była nie tylko przeżywana, ale i nazywana?
Seksualność a norma
Nie istnieje jeden sposób myślenia o własnej seksualności. Inaczej przeżywają ją osoby funkcjonujące w obrębie normy społecznej, a inaczej osoby poza nią.
Kobiety, które identyfikują się jako heteroseksualne i cispłciowe, często nawet nie zauważają samego faktu, że orientacja seksualna i tożsamość płciowa są kategoriami, które można i warto nazywać. Ich orientacja jest społecznie uznawana za normę, dlatego często nie odczuwają potrzeby, aby ją nazywać czy tłumaczyć. Inaczej rzecz się ma w przypadku kobiet, które należą do grup mniejszościowych: lesbijek, osób biseksualnych, trans kobiet czy osób niebinarnych. Dla nich określenie własnej seksualności i tożsamości płciowej to nie tylko intymny akt autorefleksji, to również gest społeczny. W świecie, który nadal zakłada, że „wszyscy” są heteroseksualni i cispłciowi, samo nazwanie siebie może być rodzajem coming outu – wyjściem z cienia i zajęciem miejsca przy stole.
Kochanka
Podczas warsztatów zdarza się, że kobiety, zapisując jedną ze swoich tożsamości w rubryce „jestem”, używają słowa „kochanka” – a potem, odruchowo, sprawdzają reakcje na twarzach innych uczestniczek. Czy nie przesadziły z otwartością? Czy nie zostaną ocenione jako „puszczalskie” albo „złodziejki mężów”? Czy nie wzbudzą niechęci albo zazdrości? Kochanka to dla nich kobieta, która kocha, ma ukochaną osobę, kocha się z kimś itd. W Polsce „kochanka” znaczy, że ktoś ze mną kogoś zdradza. A im często chodzi o to, że akurat w tej fazie swojego życia nie chcą męża, nie chcą chłopaka, nie chcą randkować. Chcą się pięknie kochać z kimś, kto będzie pięknie je kochał.
Widzimy, jak głęboko społeczne i kulturowe mechanizmy nadal wpływają na naszą wolność bycia sobą. Zresztą nawet kobiety, które nazywają siebie żonami czy matkami, również w pewnym sensie „ujawniają” swoją seksualność – nie dlatego, że każda matka jest heteroseksualna, lecz dlatego, że samo wpisanie się w społeczne role rodzinne bywa odczytywane jako komunikat o normatywności relacji i pożądania. Tymczasem macierzyństwo i orientacja seksualna nie są ze sobą tożsame: lesbijki, kobiety biseksualne i queerowe również są matkami, partnerkami i opiekunkami, choć ich doświadczenie często pozostaje kulturowo niewidzialne.
Tyle że robią to w sposób społecznie uznany, osadzony w strukturze normatywnych ról. To także forma coming outu, ale oparta na uznanej i akceptowanej społecznie narracji.
„Sex care. Droga do kobiecej przyjemności”

Sex care. Droga do kobiecej przyjemności / Wyd. Znak
„Sex care. Droga do kobiecej przyjemności” to pierwsza polska książka poświęcona idei sex care – świadomej trosce o własną seksualność, ciało, relacje i przyjemność. Psycholożki Katarzyna Kucewicz i Agata Loewe–Kurilla zachęcają czytelniczki do czułego przyjrzenia się swoim potrzebom, emocjom i granicom. Zamiast instruktażu czy zbioru technik proponują rozmowę o kobiecości, wstydzie, pożądaniu i prawie do definiowania siebie na własnych zasadach. Premiera książki nakładem Wydawnictwa Znak odbędzie się 12 sierpnia.
