Saturday, June 22, 2024
Home / Ludzie  / Prawdziwe historie  / Ja zarabiam, mój mąż jest szczęśliwy. „Nie przeszkadza ci to?”

Ja zarabiam, mój mąż jest szczęśliwy. „Nie przeszkadza ci to?”

Co się dzieje, gdy żona zarabia więcej od męża?

Ojciec i córka

Niewidzialną prace mogą wykonywać też mężczyźni / fot. Adobe Stock / Oleksii Halutva / obraz wygenerowany za pomocą AI

Jedno dziecko, dom w dobrej dzielnicy, dobry model samochodu na podjeździe. Ewelina jest dyrektorką sprzedaży w międzynarodowej firmie. Marek robi to, co kocha.

– On jest artystą, ja korpoludkiem. W jego życiowych priorytetach pieniądze stoją na dalekim miejscu, liczy się kreatywność i odpowiadanie na wołanie duszy. To jego słowa, bo w moim zawodowym słowniku dusza raczej się nie przewija. Ja w swojej hierarchii wartości najwyżej mam poczucie bezpieczeństwa i niezależność, więc… muszę dużo zarabiać, żeby sobie to zapewnić.

Nie przeszkadza ci to?

Ewelina twierdzi, że sama by nie wpadła na to, że różnica w zarobkach może być źródłem nieporozumień w związku, bo u nich ten układ kształtował się stopniowo, więc do dysproporcji, jaka jest teraz dochodziło kilkanaście lat i stała się dla nich czymś naturalnym. Poza tym, Marek jako artysta, i to nie samozwańczy, tylko z talentem podpartym dyplomem, był społecznie bardziej akceptowalny z brakiem stałych dochodów, niż gdyby nie zarabiał, bo jest bezrobotny albo po prostu leniwy. Ale Ewelina kilka lat temu usłyszała od przyjaciółki „nie przeszkadza ci to?” i zachwiała się jej pewność.

– Trochę mnie to zaskoczyło, a potem zabolało, bo poczułam się tak, jakby ktoś mi powiedział, że w naszym związku coś nie gra. A przecież to dzięki temu, że Marek miał pracownię w domu, ja mogłam siedzieć do późna w biurze. Byłam spokojna o naszą córkę, bo mąż odbierał ją ze szkoły, pomagał w lekcjach, przygotowywał jedzenie. Trochę odwrócenie ról, w porównaniu ze statystyczną polską rodziną, ale czy to powinno niepokoić?

Polecamy też:
Mnich, który sprzedał swoje Ferrari, wstaje o 5 rano (Robin Sharma: „Klub 5 rano”)

Dusza nie na sprzedaż

Marek jest malarzem i fotografem, trochę równolegle, a trochę na zmianę, bo raz więcej maluje, a potem go pochłania łażenie po mieście i utrwalanie albo dziur na ścianach albo geometrii budynków, w zależności od tego, na co ma akurat fantazję, ale zawsze bardziej przedmiotów niż ludzi.

– Mógłby spieniężyć swój talent, ale robi to rzadko i nieregularnie. Mówi, że pieniądze zabijają sztukę, że nie może o nich myśleć, bo wtedy podświadomie mógłby malować coś, co bardziej będzie pod klienta, z myślą, żeby mu się spodobało, a nie to, co ma w duszy. Znowu ta dusza… A w duszy grają mu rzeczy, które raczej… ładne nie są. Przynajmniej w pierwszym, stereotypowym odbiorze. Pogodziłam się, że robi sztukę dla siebie. Zresztą przecież to właśnie jego pasja była tym, co mnie do niego przyciągnęło. Ja, raczej zasadnicza i mało spontaniczna, zapaliłam się od jego ognia. Byłam totalnie inna niż jego znajomi z artystycznego świata, ale może o to właśnie chodziło, że znalazł we mnie jakiś stały punkt oparcia. Mnie fascynowało zawsze jego postrzeganie świata i wrażliwość. Kiedy urodziła się córka, totalnie się w niej zakochał i nawet sztuka stała się drugorzędna.

„Nie przeszkadza ci to?” Ewelina usłyszała w momencie, gdy po kilku latach wspinania się coraz wyżej i wyżej w zawodowej karierze, osiągnęła wymarzony awans. Oprócz satysfakcji czuła też ogromne wyczerpanie.

– Ten awans był ważny, bo wiedziałam, że dopiero jako dyrektor sprzedaży będę miała zarobki wystarczające, by zaspokoić mój głód pieniędzy. Więc, jak mnie przyjaciółka zapytała, czy mi nie przeszkadza, że ja tyle pracuję, a Marek nie, odpowiedziałam odruchowo „no co ty, on kocha swoje pędzle, a ja swoje tabelki w Excelu, i każdy jest szczęśliwy”, i się roześmiałam. Ale potem układałam się z tym pytaniem bardzo długo, zanim odpowiedziałam sobie, że układ jaki mamy potrafię sobie wyobrazić, ale odwrotnego, że ja siedzę w domu, a on wraca wieczorem z pracy, już nie. Jednak to pytanie zatruło nam życie na kilka lat. Sprawiło, że zaczęłam naciskać na Marka, by bardziej się postarał dokładać do wspólnego budżetu, co niemal zrujnowało nasz związek.

Zobacz też:
Pracoholizm – co to jest i jak sobie z nim radzić? Poznaj skuteczne metody

Tylko tyle mu wystarcza?

Ewelinie nagle zaczęło przeszkadzać, że w Marku nie ma apetytu na więcej, że robi wyłącznie tyle, na ile ma w danym momencie ochotę, a nie tyle, ile mógłby.

– Miałam poczucie, że on kompletnie nie wykorzystuje swojego potencjału. Ja ze swoim parciem do przodu nie rozumiałam, że tylko tyle mu wystarcza. I właśnie o to zaczęliśmy się kłócić. Mówiłam na przykład, że jakby postarał się bardziej i sprzedał kilka obrazów to moglibyśmy wymienić meble w kuchni. A on odpowiadał, „a co z nimi nie tak?”. Zastanawiałam się, czy jemu się nie chce więcej, czy przerasta go myśl, że musiałby wkładać więcej wysiłku w sprzedaż, czyli coś do czego żaden artysta nie jest stworzony. Więc owszem, coś czasem sprzedaje, ale mam wrażenie, że tylko wtedy, gdy naprawdę klient jest zdeterminowany, żeby kupić. Mąż z trudem rozstaje się ze swoimi pracami.

Kłótne narastały, bo Marek uważał, że Ewelina się go czepia i koniecznie chce go zmieniać na swój sposób, a on nie ma ochoty być chomikiem w kołowrotku jak ona.

– Zarzuciłam mu, że jestem już wyczerpana tym, że na mnie spoczywa odpowiedzialność za finansowy byt rodziny. On mi z kolei, że jestem materialistką i nie widzę, że mamy wystarczająco dużo. Raz mi powiedział, że w ogóle nie dostrzegam jego wkładu w stworzenie domu, który ja traktuję jak hotel. I że nie doceniam, że to on musiał zrezygnować z siebie, żebym ja mogła się rozwijać, bo gdyby dał się pochłonąć sztuce tak jak ja pracy, to nie miałby kto wychowywać naszego dziecka. Wtedy ocknęłam się po raz pierwszy i zobaczyłam, że to jest opowieść o niewidzialnej pracy. Tyle że najczęściej nie zauważa się tego typu pracy kobiet, które „siedzą w domu”. Mój mąż był jak te niedoceniane i niewynagradzane kobiety. A to on odbierał córkę ze szkoły, gotował obiad, pomagał odrabiać lekcje. Kiedy była chora, to on był przy niej. Gdy mi to kliknęło, poczułam wstyd, że potraktowałam męża w sposób, w jaki sama nie chciałabym być potraktowana. W dodatku nie jest prawdą, że nie przynosi pieniędzy do domu, bo przynosi, tylko mniej. Więc wyglądało na to, że tak naprawdę nie mogłam się pogodzić z tym, że pracuje mniej i inaczej, bardziej na luzie, bez takiej presji jak ja. Że jest po prostu inny.

Marek odziedziczył po babci mieszkanie w centrum miasta. Z wynajmu na ich wspólne konto spływa mniej więcej równowartość najniższej pensji. Więc nawet, gdy nic nie sprzeda jako artysta, ma – jak wyraża się Ewelina „na waciki”.

– Ale te „waciki” to mój punkt widzenia, nie chciałabym nikogo obrazić, po prostu wiem, że moje potrzeby są większe. Markowie zdarzyło się kilka razy po jakimś udanym wernisażu, sprzedać kilka obrazów naraz i wtedy na konto spływało więcej niż moja pensja. Myślę, że po tych moich naciskach, aby się uaktywnił, poczuł presję i powiedział, że może od czasu do czasu pobawić się w fotografię ślubną. Pomyślałam, że to szaleństwo. Już widziałam te czerwone nosy, pijanych gości, rozbite kieliszki – bo na pewno to najchętniej by sfotografował. Na przeszkodzie stanęły mu na szczęście przepisy. Okazało się, że aby robić zdjęcia ślubów w kościele, fotograf musi przejść specjalny kurs organizowany przez kurię. Chodziło podobno o to, żeby taki fotograf wiedział jak godnie się w tym kościele zachowywać. Marek wrócił z kursu tak zniesmaczony, że porzucił pomysł fotografowania ślubów. My nie chodzimy do kościoła, nie ochrzciliśmy naszej córki, a w kościelnych ewidencjach jest wszystko. Według Marka wyglądało to tak, jakby go sprawdzono wcześniej i ksiądz, który kurs prowadził patrzył na niego z obrzydzeniem, jakby był robakiem nie człowiekiem.

Może Cię zainteresuje:
Któregoś dnia nie wstała z łóżka i zaczęła najdłuższy urlop w życiu

Wolałbyś, żebym był jak mój brat?

Drugi raz, i już na dobre Ewelina ocknęła się, gdy brat Marka zachorował na depresję.

– Tomek, dziesięć lat starszy od Marka, super zaradny, swoje manualne zdolności realizował jako chirurg. Szpital, dyżury, prywatna praktyka. Zarabiał bardzo dużo i nigdy go nie było w domu. Miał obsesję na punkcie zabezpieczenia przyszłości sobie i dzieciom. Założył im polisy, zaraz jak się urodziły. Kupił każdemu mieszkanie. Syn jest hazardzistą, przegrał równowartość tego mieszkania w zakładach online. Córka ma anoreksję. Tomek i jego żona rozpadli się totalnie. „Wolisz, żebym był jak mój brat, czy żebyśmy byli szczęśliwi?”, zapytał mnie Marek. I wtedy odpuściłam swoje pretensje.

Ewelina uświadomiła sobie, że nie jest problemem to, że Marek za mało pracuje, tylko, że ona pracuje za dużo. Złościła się jednak na niego, gdy mówił, że może by wróciła do domu wcześniej, że może nie brałaby kolejnego projektu, że może wakacje tym razem bez laptopa. Wkurzała się na niego, że nie rozumie specyfiki jej pracy, i że te wakacje, na których są, to właśnie dzięki jej pracy.

– Zdecydowanie za dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że Marek jest nie tylko moim ukochanym mężem i ojcem mojego dziecka, ale też nauczycielem życia, takiego w którym jest więcej radości niż napinania się, żeby  osiągnąć cel. Nie umiem zrezygnować całkiem z mojej kompulsji zarabiania, ale czuję wdzięczność, że Marek to równoważy swoim podejściem do życia. Jego kreatywność jest zdecydowanie piękniejszą wartością niż mój pracoholizm.

TAGI

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ