Sunday, February 16, 2025
Home / Ludzie  / Kre-aktywne  / Uwielbiam skoki w bok

Uwielbiam skoki w bok

Na swoim koncie ma już czternaście powieści – najnowsza, "Powrót", właśnie się ukazuje. Zapraszamy do lektury wywiadu z Izabelą Sową.

Izabela Sowa ma na swoim koncie ma już czternaście powieści – najnowsza, "Powrót", właśnie się ukazuje. / fot. materiał prasowy

Uważa, że jej bohaterki są od niej odważniejsze. W liceum chciała zmieniać świat, walczyć z systemem. Świat jest, jaki jest, a głową muru nie przebijesz. Do dziś się irytuję, słysząc podobne słowa. I właśnie wtedy zaczynam się naprawdę buntować, mówi. Bohaterka jej najnowszej książki „Powrót” ma w sobie coś z buntowniczki. Rzuca pracę za granicą, wraca do Polski i chce zacząć wszystko od początku. Zapowiada się naprawdę ciekawie.

Izabela Sowa ma na swoim koncie ma już czternaście powieści – najnowsza, "Powrót", właśnie się ukazuje. / fot. materiał prasowy

Izabela Sowa ma na swoim koncie ma już czternaście powieści – najnowsza, „Powrót”, właśnie się ukazuje. / fot. materiał prasowy

Recenzenci określają jej książki mianem „ambitnej literatury środka” i sytuują gdzieś między powieściami Grocholi i Masłowskiej. Ją inspiruje wszystko to, co cudze – książki, płyty, filmy i życiorysy bliskich jej osób. Serca czytelników podbiła serią Owocową trylogią – serią książek o współczesnych trzydziestolatkach, ich problemach, marzeniach i planach na przyszłość. Na swoim koncie ma już czternaście powieści – najnowsza, „Powrót”, właśnie się ukazuje.

Powrót to twoja… czternasta książka! Możesz już o sobie mówić „zawodowa pisarka”?

Nie mam odpowiedniego biurka (śmiech). Wiesz, myślenie o sobie w kategorii zawodu pojawia się w sytuacjach formalnych (umowa, petycje, spotkania autorskie), a na co dzień się po prostu pisze. Albo narzeka na brak weny.

Swoją debiutancką powieść Smak świeżych malin napisałaś w 2002 roku – w czasach kiedy rynek literatury kobiecej nie był jeszcze tak nasycony. Myślisz, że dzisiaj byłoby ci trudniej zacząć?

Dzisiaj mój debiut wyglądałby inaczej. Pewnie zaczęłabym od prześmiewczego bloga, wyłapując absurdy życia w tej podobno cywilizowanej części świata. A gdybym już miała się zabrać do pisania fabuł, byłaby to raczej seria przewrotnych kryminałów w stylu Brzytwy. Ale stało się inaczej, i nie żałuję. Dzięki Malinie, Wiśni i Jagodzie zyskałam twórczą swobodę. Jeśli dziś mnie coś ogranicza z zewnątrz, to terminy.

(...) bardzo lubię krótkie „skoki w bok”, bo dzięki nim pojawiają się nowe inspiracje." / fot. materiał prasowy

(…) bardzo lubię krótkie „skoki w bok”, bo dzięki nim pojawiają się nowe inspiracje.” / fot. materiał prasowy

Twoja „owocowa seria”, czyli trylogia, którą otwierał Smak świeżych malin, szybko stała się bestsellerem. Pisałaś wtedy o ludziach, których znałaś?

Starałam się oszczędzać najbliższych i nie obnażać samej siebie. Dlatego wbrew pozorom seria owocowa jest najmniej autobiograficzna. Dopiero później, od Zielonego jabłuszka, zaczęłam pisać bardziej osobiście. Rzadko portretuję konkretne osoby, raczej wybieram kilka cech, by ulepić całkiem nową postać. Chyba że ktoś mnie naprawdę wkurzy, wtedy ma szansę trafić na trzeci, czwarty plan którejś z powieści. Albo jeśli nie on, to chociaż jego nazwisko (śmiech). Ostatni raz dokonałam takiego zabiegu w Azylu.

Sukces przyszedł szybko – nie bałaś się, że potem nie napiszesz książki, która dorówna owocowej trylogii?

W ogóle nie było takich obaw, raczej pragnienie, żeby pisać coraz lepiej, co rozumiałam jako osiągnięcie idealnych proporcji między zabawą a zadumą. Praca trwa.

Recenzenci nazywają twoje książki „ambitną literaturą środka”. Sytuują cię „między Masłowską a Grocholą”. Kto tak naprawdę cię inspiruje, kiedy piszesz?

Najmniej inspirują mnie cudze powieści, najbardziej – błahe na pozór zdarzenia, muzyka i wreszcie filmy. Żadne tam arcydzieła czy wielkie produkcje. Ujmują mnie historie mało efektowne, kręcone bez zadęcia, nieco już przyblakłe i na swój sposób uczciwe. Po powrocie z Nowych Horyzontów, gdzie można zobaczyć podobne perełki, wracam z głową pełną pomysłów na nowe powieści czy scenariusze. Mija tydzień, dopada mnie proza życia i po wenie (śmiech). Ale bywa, że fascynacja jest na tyle silna, że udaje się zapisać coś więcej niż motto. Tak właśnie było z Powrotem.

Widać inspirację Amelią czy Purpurową różę z Kairu.

Cytuję oba filmy, ale zainspirowało mnie coś innego. Zimą dałam się wyciągnąć na niezwykły koncert Roba Coffinshakera. Świetna muzyka, magiczna atmosfera, i ludzie. Takich strojów nie ogląda się na uliczkach krakowskiego Kazimierza nawet w letnie sobotnie wieczory (śmiech). Czekając na koncert, dostrzegłam filigranową brunetkę wystylizowaną na rockabilly, od stóp aż po fikuśną fryzurę. Wtedy narodziła się Dorotka. Nie zmieniłam jej nawet imienia.

Pisałaś już powieści dla kobiet, kryminały, książki dla młodzieży. A do kogo kierujesz swoją najnowszą książkę? Wyobrażasz sobie czasem, kim są twoi czytelnicy?

Wiesz, które książki sprawiły mi najwięcej trudności? Te dla młodzieży, bo przy konstruowaniu fabuły dużo rozmyślałam o grupie docelowej. Siadając przed komputerem, wyobrażałam sobie tę nastoletnią publiczność, i od razu blokada. Dlatego teraz staram się nie myśleć: „kto to przeczyta”. A jeśli taka myśl przemknie mi przez głowę, odganiam ścierką.

Dorotka, bohaterka twojej najnowszej powieści, po latach wraca do Polski – kraju, z którego większość z nas chciałaby uciec. Ty uważasz, że jest tutaj jeszcze dużo do zrobienia? Lubisz Polskę?

Zapytaj sowę, czy lubi swój las (śmiech). To, co czuję do Polski, znacznie wykracza poza sympatię czy niechęć. Stanowię część tego kraju, i to jemu zawdzięczam swoją tożsamość, także kulturową, język, poczucie humoru, wiosenne napady melancholii i niektóre kompleksy. Mogę sobie ponarzekać na to i owo, sporo bym zmieniła (począwszy od prawa), ale to mój kawałek świata. Tu jestem u siebie. Nawet jeśli gdzie indziej panują wyższe standardy, a trawa jest bardziej zielona, to po miesiącu, dwóch euforia znika i pojawia się tęsknota, nie tylko za językiem, ale przede wszystkim za zrozumieniem.

"Najmniej inspirują mnie cudze powieści, najbardziej – błahe na pozór zdarzenia, muzyka i wreszcie filmy." / fot. materiał prasowy

„Najmniej inspirują mnie cudze powieści, najbardziej – błahe na pozór zdarzenia, muzyka i wreszcie filmy.” / fot. materiał prasowy

Mogłabyś mieszkać w innym kraju?

Czy mogłabym żyć z cudzym sercem? Pewnie tak (o ile przeszczep by się udał), ale wolę mieć swoje własne. Natomiast bardzo lubię krótkie „skoki w bok”, bo dzięki nim pojawiają się nowe inspiracje. Tak właśnie, podczas wakacji w Dubrowniku, narodził się pomysł na Azyl.

Dorotka to postać niepokorna – zamiast skończyć dobre studia, zajęła się… robieniem tatuaży. Ty też byłaś w młodości niepokorna i działałaś na przekór rodzicom? Buntowałaś się?

Wiesz, na ogół moje bohaterki są odważniejsze ode mnie. Także Dorotka. W dzieciństwie tupałam nogą, ale było to raczej testowanie granic. Potem w liceum zaczęłam się burzyć nie tyle przeciw rodzicom, co przeciwko panującemu przekonaniu, że nie warto się szarpać z systemem. Świat jest jaki jest, a głową muru nie przebijesz. Do dziś się irytuję, słysząc podobne słowa. I właśnie wtedy zaczynam się naprawdę buntować.

W Powrocie dobrze widać, jak rzeczywistość brutalnie weryfikuje nasze marzenia i pomysły na życie. Ty też dostałaś kiedyś od życia taką lekcję pokory jak twoja bohaterka?

Niejedną! Nie wiem tylko, czy wyciągnęłam z nich właściwe wnioski. Wydaje mi się, że najwięcej pokory zdobywam, kiedy widzę, w jak spartańskich warunkach żyją ludzie znacznie od mnie lepsi, zdolniejsi i mądrzejsi. Dostrzegają niesprawiedliwość losu, ale zamiast marudzić, próbują działać. To właśnie oni pokazują, że warto być dzielnym. I że każdy mur da się kiedyś skruszyć. Tacy właśnie ludzie gościli mnie wiosną w Kijowie.

Czy Powrót będzie miał swoją kontynuację? Może to dobry pomysł na kolejną bestsellerową trylogię?

Pokusa, by dopisać ciąg dalszy, pojawia się za każdym razem, gdy kończę powieść. Myślę, że w ten sposób ułatwiam sobie rozstanie z bohaterami. Ale kiedy już odkleję się od fabuły, pojawiają się całkiem nowe pomysły. Dlatego rzadko wracam do starych historii. Choć zdarzają się wyjątki; przymierzam się właśnie do trzeciej części serii z Brzytwą.

***

MatrasSpecjalnie dla naszych czytelników kod rabatowy powroty14, który daje Wam 30% rabat na całą ofertę na matras.pl. *

* Rabat nie dot. podręczników i pomocy szkolnych, nie łączy się z innymi promocjami z wyjątkiem rabatu za publikację recenzji, nalicza się od ceny detalicznej w koszyku po wpisaniu  w pole promocyjne kodu rabatowego. Jest ważny do 15 września 2014 r.

Wydawnictwo: Znak

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ