Sunday, October 2, 2022
Home / Felietony  / Aga Szuścik  / In-Ty-Mnie: Jak zerwać z pechem?

In-Ty-Mnie: Jak zerwać z pechem?

„Ja to zawsze mam pecha”, „dlaczego to wiecznie musi przytrafiać się akurat mnie”, „nic nigdy nie może być normalnie”… Brzmi znajomo?

skrzyżowane kobiece palce na szarym tle

Jak zerwać z pechem? / fot. Aga Szuścik

Jak zerwać z pechem? Na to pytanie, w ramach cyklu „In-Ty-Mnie”, odpowiada Aga Szuścik – edukatorka, artystka wizualna, autorka projektu i kampanii „To się nie zdarza”. Aga jest syrenką – osobą, która przeszła operację usunięcia części lub całości żeńskich narządów rodnych

 

Pech z rakiem szyjki macicy

Cztery lata temu, gdy miałam 32 lata i byłam tuż przed obroną doktoratu, zdiagnozowano u mnie raka szyjki macicy. Liczę na to, że po tej informacji od razu sprawdzisz, czy już nie czas na kolejną cytologię, natomiast domyślam się, że przy okazji, z ciekawości, wyszukasz w internecie czynniki ryzyka zachorowania na tę chorobę. Nie musisz tego robić – przestudiowałam tę listę za Ciebie, w dodatku wielokrotnie. Doskonale wiem, że to dane statystyczne, a nawet jedynie tendencje. Ilekroć jednak je przeglądam, wkurzam się, bo zgodnie z listą czynników ryzyka rozwoju raka szyjki macicy, nie powinno mi się to przytrafić. Wczesne rozpoczęcie współżycia i mnogość partnerów? To nie ja – raczej wolałam stałe związki, a dziewicą przestałam być dopiero trzy miesiące przed osiemnastką. Papierosy? W życiu nie kupiłam paczki. Liczne ciąże i porody? Jestem bezdzietna. Problemy z odpornością? Żadnych. Pewnie zadecydowało zarażenie wirusem HPV, ale to nic szczególnego – infekcję łapie cztery na pięć osób. Dlaczego więc to właśnie u mnie rozwinął się rak? Czemu akurat te cztery lata zagapiłam się z cytologią?

Pech z kawą i lodówką

Spuśćmy nieco z dramatyzmu. Wczoraj rozlała mi się kawa. Nie jakoś normalnie – na koszulkę, blat czy podłogę. Kubek przewrócił się tak, że gorący płyn chlusnął na bok lodówki i spłynął między nią a szafką. Musiałam wszystko odsuwać i czyścić, zaspana i zła. Gdy myślę o podobnych przypadkach – rakowych, kawowych i tych pomiędzy – u innych osób, w mojej głowie od razu pojawiają się słyszane często hasła: „ja to zawsze mam pecha”, „dlaczego to wiecznie musi przytrafiać się akurat mnie”, „nieustannie ściągam na siebie takie sytuacje”, „taka karma”, „kara boska”, „nic nigdy nie może być normalnie”. Brzmi znajomo? Znasz kogoś, kto co rusz wypowiada któreś z tych bezradno-wściekłych zdań? A może osobiście powtarzasz tego typu frazesy o pechu, karmie i karze, przypieczętowując swoją frustrację? Nim rozprawimy się z wymienionymi, opowiem Ci o przyczynach i skutkach, koniecznych ograniczeniach, dopasowywaniu się wszechświata oraz skupianiu się na wyniku! Ale zacznijmy od… psiej kupy.

Pech z psią kupą

Wyobraź sobie, że pędzisz do pracy. Nie jesteś jeszcze w połowie drogi i… wdeptujesz w psią kupę. Na środku chodnika. Dlaczego to się stało? Odpowiedź jest prosta: pochłonął Cię telefon, piękne niebo lub własne myśli. A czemu na chodniku znalazł się psi klocek? No cóż, pies, który szedł tędy dziś rano, dokładnie w tym miejscu się wypróżnił. No dobra, ale dlaczego akurat tutaj? Hm, jego opiekunka ostatnio się zakochała i jest cała w skowronkach. Rozkojarzona, nasypała wieczorem psu więcej chrupek niż zwykle, przez co już po obudzeniu czuł znany nam wszystkim ucisk w brzuszku. Biedak nie zdążył na swój ulubiony trawnik. Kobieta, zapatrzona w miłosne rozmówki na komunikatorze (czemu tak jej zależy?), nie zauważyła nawet, że to już i poszła dalej (jak to się stało?). Możemy oczywiście przyjąć mniej romantyczną (o ile historia o kupie może mieć jakikolwiek romantyzm) wersję, z gburem (czemu jest gburem?), któremu po prostu nie chciało się posprzątać po swoim psie (i czemu ten zrobił kupę na chodnik?). Niezależnie od prawdy, za Twoim wdepnięciem w kupę stoi złożona, wielowątkowa historia, rojąca się od pytań, wiodących coraz głębiej i głębiej. Seria przypadków. Efekt motyla. Przyczyny i skutki. Morze przyczyn i skutków.

Może też cię zainteresuje:
In-Ty-Mnie: Jak pozbyć się kompleksów?

Przyczyny i skutki

To, co się dzieje, jest zbiorem skutków swoich przyczyn, które same w sobie też są przecież skutkami innych przyczyn, i tak dalej, i tak dalej. Masz dziurę w oponie? Zarówno to, co ją zrobiło, jak i obecność Twojego koła właśnie w tym miejscu, są wypadkowymi złożonych biegów wydarzeń. Emocje troszkę opadają, gdy zaczynasz rozumować w taki sposób, prawda? Absolutnie nie twierdzę, że celem wszystkich ludzi na świecie jest bycie kwiatem lotosu, gdy wszystko idzie nie tak. Warto jednak czasem przypomnieć sobie, że rzeczy dzieją się po prostu, a nie na złość. Moja wczorajsza kawa rozlała się, bo zaspana zahaczyłam rękawem szlafroka, sięgając po zużytą kapsułkę. Nic szczególnego. A rak? Na skutek infekcji HPV rozwinęła się u mnie dysplazja komórek, którą przegapiłam, bo przez natłok obowiązków zbyt długo odkładałam cytologię. Nie zawiniłam. Nie zostałam ukarana. Była przyczyna – był skutek. Proste.

Konieczne ograniczenia

Ciśnie się na usta, że mogłam przewidzieć: uważać z rękawem szlafroka, iść do ginekologa. Tylko że właśnie… nie mogłam. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że owszem, była taka możliwość, ale gdybym wtedy miała dostęp do wiedzy na temat skutków swoich działań, z pewnością postąpiłabym przecież inaczej. Nie można kolokwialnie powiedzieć, że po prostu nie pomyślałam – w tamtych czasach robiłam wszystko, co mogłam, by nie zaliczyć jakiejkolwiek wpadki. Ty też przecież w każdej chwili swojego życia starasz się, jak możesz, by uniknąć choroby, smutku, nieszczęścia, skrzywdzenia siebie lub kogoś innego. Każda nasza decyzja jest podejmowana w sposób, mający zniwelować negatywne skutki obecnych przyczyn. Niestety jednak Twoja uwaga może objąć jedynie pewną ograniczoną ilość spraw, działań, czynników. Nie sposób zająć się każdym szczegółem i mieć idealny ogląd na całość. Jesteśmy tylko ludźmi.

Wszechświat i fakapy

Ba, nawet jeśli pomyślisz o wszystkim, plan może spalić na panewce z powodów niezależnych od Ciebie. Jak to możliwe? To bardzo proste – wszechświat umie wiele, ale nie dopasowuje się do niczyich oczekiwań (bo grają w nim – nie ma tu zaskoczenia – przyczyny i skutki). Stawiając kawę na ławę: to, że coś sobie zaplanujesz, wcale nie znaczy, że tak będzie. Nie chcę Cię demotywować, ponieważ prawdopodobieństwo powodzenia z pewnością jest bardzo wysokie, natomiast świat nie podlega bezwzględnej kontroli Twoich planów i przygotowań. Jest takie – brzydkie po angielsku, ale gładkie po bezczelnym spolszczeniu – słowo: fakap. Czym jest, wiedzą młodsi i starsi – to wpadka, klops, wsypa, wtopa, sytuacja, w której coś się psuje. W obiegowym znaczeniu tego słowa nie ma jednoznacznej informacji, czy zawinił człowiek, zwierzę, pogoda, przypadek… Na pewno jakaś część wszechświata. Wszechświata, który nie dopasowuje się do naszych oczekiwań.

Skupianie się na wyniku

Wiem, co chcesz powiedzieć: to wszystko tak pięknie i mądrze brzmi, ale dlaczego, gdy dochodzi do fakapu, utrzymanie nerwów na wodzy jest takie trudne? Planując sobie cokolwiek, włącza nam się nadzieja. Czujemy kontrolę i ekscytację z powodu realizacji planu. Myślenie, że coś może się nie udać, nie jest przygotowywaniem się na wszelkie wypadki, tylko demotywującym podłożeniem sobie nogi. Spodziewanie się fakapów zdaje się mieć nawet znamiona toksyczności – od razu do głowy przychodzi mi przykład zatruwania sobie udanej miłości okropnym przekonaniem, że jest za słodko i coś musi się wkrótce schrzanić. Mieć cel, zaplanować działanie i iść po to, czego się pragnie – to więc cudowne, zdrowe rozwiązanie. Z tej perspektywy skupianie się na wyniku jest super. Jeżeli jednak przechodzi ono w obsesję, a każdy fakap, nawet malusieńki fakapik, taki tyci fakapciuś zdaje się zagrażać całemu planowi i trząść światem w posadach, warto z napiętego balonu spuścić trochę powietrza. W końcu pewna ilość przeszkód wlicza się w najprostszą nawet statystykę…

Pech, zawsze ja i ściąganie na siebie

Czas wreszcie przerobić wymienione wcześniej zdania. Pierwsze, „ja to zawsze mam pecha”, jest dość nieudaną próbą wyznaczenia tendencji na podstawie serii przypadków – skoro stało się to w moim życiu kilka razy i dzieje się znowu, to na pewno przypadki te są powiązane… a zwykle nie są. Co więcej, takie myślenie sprzyja złemu nastawianiu się na przyszłość: mam pecha do mężczyzn, więc z tym na pewno również nie wyjdzie. A przecież kilka nieudanych związków nie znaczy, że kolejne też takie będą! Oczywiście, problem może być w Tobie, jednak wtedy kategorycznie nie należy mówić o pechu. Retoryczne pytanie „dlaczego to wiecznie musi przytrafiać się akurat mnie” i konstatacja „nieustannie ściągam na siebie takie sytuacje” są idealnymi przykładami takiego przesądzania o serii, z której trudno się wyrwać. Tkwienie w przekonaniu o tego typu fatum pozornie wydaje się wygodne, jest chyba jednak wielką udręką.

Siły nadprzyrodzone

Hasła „taka karma” i „kara boska” sugerują, że za tym, co złe, stoi jakaś świadoma siła, która odpłaca Ci „pięknym za nadobne”. Na pewno ma to jakieś działanie stymulujące w kwestii moralności i etyki, jednak znów jest daleko idącym uproszczeniem. Niezależnie od Twojej wiary lub jej braku, żadna religia nie działa w tak uproszczony sposób, że jak zajeżdżasz komuś drogę w poniedziałek, to we wtorek kot sika Ci do kapci, a jeśli w piątek nie odbierzesz telefonu od Zośki, to w niedzielę nie odpisze Ci Kamila. Choć jestem ateistką, wiem, że religie są o wiele bardziej skomplikowane i sprawiedliwość wiedzie przez odpowiedzialność czy też sąd ostateczny, a nie tryb tygodniowych przekomarzanek z którymś z bogów. Czyńmy dobrze dla siebie i innych, ale nie łączmy na siłę wydarzeń, które stykać się nie mają jak.

Jest normalnie

Ostatnim wymienionym zdaniem było „nic nigdy nie może być normalnie”. Omówienie go będzie chyba najlepszym finałem tego tekstu. Co to bowiem znaczy normalnie? Że wszystko idzie perfekcyjnie tak, jak zaplanowano? A co ze statystyczną ilością fakapów, przyczynami i ich skutkami oraz tym, że wszechświat nie dopasowuje się do Twoich oczekiwań? Otóż jest normalnie. Zarówno gdy wszystko się udaje, jak i gdy nie udaje się nic. Kiedy łapiesz gumę, rozlewasz kawę czy wchodzisz w psią kupę. Czy jest też normalnie, gdy dostajesz raka? W pierwszym odruchu nie ma szans, bym przytaknęła. Od czasu mojej diagnozy nic nie jest normalne. Z pewnością nie potrafiłabym też w twarz powiedzieć koleżance, która ma dwa niezależne nowotwory i dziecko z niepełnosprawnością, że to wszystko są po prostu skutki różnych przyczyn. Mimo wszystko uważam jednak, że racjonalizacja jest o wiele zdrowszym tłumaczeniem niż cedowanie wszystkiego na karę, ściąganie trudności czy pecha. Nie zasługujesz bowiem na cokolwiek, co jest złe, przykre i krzywdzące. Proszę, pamiętaj o tym.

 

O autorce

aga szuścik

Aga Szuścik / fot. materiały prasowe

Dr Agnieszka Szuścik – artystka wizualna, edukatorka, autorka projektu i kampanii „To się nie zdarza”, bloga „Życie po raku” oraz podcastu „Przygody ginekologiczne”. Jedna z „50 Śmiałych 2019”, prelegentka TEDx, ambasadorka licznych programów profilaktyki onkologicznej. Doktora sztuk filmowych, wykładowczyni ASP w Krakowie oraz w AF w Krakowie i Warszawie, prowadząca audycję „Sztuka słuchania” w OFF Radio Kraków, absolwentka szkoleń RTZ, współzałożycielka Akademii Siebie. Na przestrzeni ostatnich lat pomogła setkom kobiet: pamiętać o badaniach, uwierzyć w siebie i docenić swoje potrzeby. Obecnie pisze książkę o tym, czego uczy rak. Aga jest syrenką.

 

Cykl Agi Szuścik „In-Ty-Mnie”

In to wewnątrz, w środku. Właśnie tam, w głąb intymności umysłu i ciała sięga ten cykl mini-artykułów.
Ty znajdź w tych słowach siebie, zaakceptuj się, zrozum i pokochaj – jesteś tu najważniejsza.
Mnie, Agę Szuścik, wykorzystaj jako lustro, w którym możesz przejrzeć się ubrana w swoje decyzje, lub trampolinę, by odbić się prosto do inspiracji i wiedzy.
Widzisz myślniki pomiędzy tymi słowami? Myśl jest podstawą zmiany, działania oraz bycia ze sobą, tak po prostu, tak in-ty-mnie.

W każdy, pierwszy poniedziałek miesiąca, publikujemy tekst Agi Szuścik o życiu i o tym, czego uczy rak

 

 Przeczytaj wszystkie teksty: Cykl In-Ty-Mnie

       

Edukatorka, blogerka, podkasterka, wykładowczyni. Zajmuje się ginekologicznym i onkologicznym doświadczeniem pacjenckim, bada przestrzeń między medycyną a sztuką. Prowadzi agencję interaktywną dla medycyny oraz instagramowe konto@agaszuscik.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ