Tuesday, September 28, 2021
Home / Felietony  / Aga Szuścik  / In-Ty-Mnie: Dlaczego nie mówi się „będzie dobrze”?

In-Ty-Mnie: Dlaczego nie mówi się „będzie dobrze”?

Nałogowo wypowiadamy te słowa, gdy ktokolwiek jest w tarapatach. Aga Szuścik wyjaśnia, na co zamienić oba człony, by słowa nabrały sensu, wyczucia i przestały wkurzać.

kobieta trzymająca skrzyżowane palce na ustach

Dlaczego nie mówi się „będzie dobrze”? / fot. Aga Szuścik

Dlaczego nie mówi się „będzie dobrze”? Na to pytanie, w ramach cyklu „In-Ty-Mnie”, odpowiada Aga Szuścik – artystka wizualna, edukatorka, autorka projektu i kampanii „To się nie zdarza”. Aga jest syrenką – osobą, która przeszła operację usunięcia części lub całości żeńskich narządów rodnych

 

Rak to nie urodziny

Od kiedy choruję na raka, a więc od ponad trzech lat, zwrotem, który najczęściej słyszę, jest „będzie dobrze”. Bywały okresy, w których słowa te padały częściej niż „jak się czujesz”, „jeszcze nie mamy wyników” czy nawet „dzień dobry”. Pieprzone „będzie dobrze” miało chyba działać jak kawałek srebrnej taśmy naprawczej, wiesz, duct tape’a – zaklejać dziury pełne niepewności i trzymać w kupie sytuacje, w których wszystko się rozpadało. Niektórzy rozwijali to cholerstwo do „czuję w kościach, że będzie dobrze” albo „będzie dobrze, no musi być dobrze”, niejednokrotnie uzupełniając to jeszcze „mówię ci” lub „wiem to” – dodatkiem mającym taką funkcję, jak „Niech jej gwiazdka pomyślności” po „Sto lat”. Głupie porównanie? Niezupełnie. „Będzie dobrze” niczym bowiem nie różni się od życzeń urodzinowych. To, poza nielicznymi wyjątkami, kurtuazyjna gadka, mająca wyrazić dobre intencje. Tylko że trudne sytuacje i traumatyczne przeżycia nie są jak urodziny.

Ty, ja, kawa i dwa trudne słowa

Ostro zaczęłam, wiem. Pozwoliłam sobie na to, ponieważ właśnie w taki sposób, niewybrednie, o „będzie dobrze” wypowiadają się moje koleżanki syrenki, amazonki oraz inne poznane przeze mnie osoby z rakiem, a, uwierz mi, mam ich w swoim otoczeniu naprawdę sporo. Okazuje się bowiem, że w trudnych chwilach po diagnozie, w trakcie leczenia czy przy podejrzeniu wznowy, słowa te brzmią jak wielki dzwon: pusto i głucho, za głośno, rozchodząc się aż po zębach. Dzwon ten bił w moją stronę setki razy. Czy jednak choć raz odpowiedziałam „nie waż się do mnie tak mówić”? Nie, ponieważ słowom „będzie dobrze” zawsze towarzyszyły krystaliczne intencje, trudny kontekst, a czasem i szczere łzy w oczach. Nie chciałam sprawić przykrości czy odrzucić podanej mi dłoni. Dziś jednak wiem, że dobre intencje to nie pretekst do zamiatania sprawy pod dywan, ale ewentualnie okoliczność łagodząca. Dlatego też, już nie ostro, lecz przyjacielsko, spokojnie, siadam z Tobą przy stole, na którym, oprócz kawy, stawiam te dwa słowa: „będzie” i „dobrze”. Weźmy je w dłonie, obejrzyjmy. Popukajmy w nie. Ściśnijmy. I wreszcie zamieńmy na coś lepszego – coś, czego będzie można używać w różnego typu trudnych sytuacjach, ilekroć chce się udzielić wsparcia.

„Będzie” a przyszłość

Zgodnie z kolejnością wybrzmiewania, najpierw weźmy na tapet „będzie”. Słowo to wypowiadamy przynajmniej kilka razy w tygodniu. „Będzie padać” czy „będzie za słone” to przewidywanie przyszłości w oparciu o dane z teraźniejszości. Ogólnie rzecz biorąc, bycie osobą przewidującą to powód do dumy, wręcz świadectwo odpowiedzialności, dowód logicznego myślenia. Oczywiście, możesz się mylić – deszczowe chmury przejdą bokiem lub śmietanka zneutralizuje smak zupy – jednak nikt nie będzie miał do Ciebie większych pretensji, bo życie zasadniczo polega na nieustannym przewidywaniu. Gdy jednak mówisz „będzie dobrze” komuś, kto zostaje pilnie wezwany przez wściekłego szefa, dziesiąty rok leczy swoją niepłodność lub ma raka, to nie jest ten sam mechanizm. Wtedy bowiem nie dokonujesz uważnych szacunków, opierając się na doświadczeniu i wiedzy ogólnej bądź specjalistycznej. Mówisz „będzie dobrze”, ale nie wiesz, jak będzie. Nie masz pojęcia – nie predysponuje Cię zdolność wyciągania logicznych wniosków na podstawie dostępnych danych. Nie jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie.

„Będzie” a wola

Możliwe, że poprzedni akapit wzbudził w Tobie sprzeciw, gdyż mówiąc „będzie dobrze”, wcale nie chodzi Ci przecież o przewidywanie przyszłości – wypowiadasz te słowa, by wyrazić, że… bardzo pragniesz, by nie było źle. To po prostu życzenie – chodzi o udzielenie wsparcia i szczerą, przyjazną intencję. W wyrażeniu, które katujemy, „będzie” oznacza zatem „chciałabym, żeby było”, „mam nadzieję, że będzie”, „obiecuję pomóc zrobić wszystko, by było”. Te początki zdań to wciąż dobra wola, piękne życzenie i wyciągnięta dłoń, lecz bez pustej obietnicy – czyż nie brzmią one o niebo lepiej? Co więcej, takie rozwinięcie tchnie życie w „będzie”, które samo jest w trzeciej osobie i w sumie nie wiadomo, do kogo się odnosi. Gdy mówisz o swojej woli, wspominasz o własnej nadziei lub składasz obietnicę, aktywizujesz siebie w trudnej sytuacji, w której osoba, do której mówisz, najprawdopodobniej naprawdę Cię potrzebuje. Świetnie!

„Dobrze” jest jak dynia

Odłóżmy „będzie” z powrotem na stół i sięgnijmy po drugie słowo. Wzięte w dłoń, objawia swoją nijakość. „Dobrze”… czyli właściwie jak? Szef zwolni za porozumieniem stron, nie zwolni wcale czy w ogóle nie ochrzani, tylko zaproponuje podwyżkę i otworzy szampana? Po dekadzie leczenia niepłodności nastąpi akceptacja, adopcja czy niespodziewane zajście w ciążę? A rak? Leczenie przyniesie skutek? Diagnoza okaże się pomyłką? Umieranie będzie znośne? „Dobrze” jest jak dynia: wygląda super, wszyscy ją lubią, ale bez wyrazistych dodatków w sumie nie wiadomo, o co jej chodzi. „Dobrze” trzeba zatem doprawić. Wiadomo, że masz na myśli pomyślny obrót spraw, warto więc po prostu spróbować zachowawczo i ogólnikowo opisać upragnioną, lecz prawdopodobną wersję wydarzeń, odwodząc w ten sposób osobę w trudnej sytuacji od projektowania najgorszych scenariuszy.

„Dobrze”: konkrety albo uśmiech

Ten akapit zacznę kłującą językowo wyliczanką. Że szef nie sprawi Ci przykrości. Że wyjdziesz z jego biura bez smutnej miny. Że prężnie rozwijająca się medycyna znajdzie rozwiązanie na Twoją niepłodność. Że w końcu uda Ci się zajść w ciążę. Że kolejne leczenie przyniesie wreszcie oczekiwany skutek. Że chemioterapia okaże się skuteczna. Że dasz radę pamiętać o tym, że rak to choroba przewlekła, a nie wyrok. Że szybko wrócisz do sił po operacji. Że włosy szybko odrosną. Właśnie tego życzymy przecież, mówiąc „będzie dobrze”. Skonkretyzowanie tego wymaga empatii, podjęcia wysiłku oraz przygotowania się na nieabstrakcyjną rozmowę, z której, jeśli zaproponujesz pomoc, możesz wyjść z listą rzeczy do zrobienia. O to Ci jednak chodzi: o bezpośredni kontakt, autentyczną wymianę energii i realne wsparcie, prawda? Jeśli nie, mimo wszystko nadal daj sobie spokój z „będzie dobrze” – wystarczy wtedy delikatny uśmiech.

Mądre zdanie – mądrym wsparciem

Złóżmy to w całość. „Bardzo chciałabym, żebyś wyszła z biura szefa bez smutnej miny”. „Mam nadzieję, że kolejne leczenie sprawi wreszcie, że zajdziesz w ciążę”. „Obiecuję zrobić wszystko, co mogę, by czas chemioterapii był dla Ciebie znośny”. To takie proste, a tak świetnie brzmi, prawda?

Empatyczne, konkretne, markujące zainteresowanie i gotowość udzielenia pomocy. Ba, samo wypowiedzenie takiego zdania często już jest realnym wsparciem.

Założę się, że mówiąc „będzie dobrze”, masz na myśli dokładnie tego typu konstrukcje. Zachęcam Cię do tego, by przeznaczyć ciut czasu i energii na to, by wymyślać i wypowiadać takie piękne sformułowania. To łatwiejsze niż Ci się wydaje. Jeżeli jednak wymyślanie takich zdań kompletnie Ci nie pasuje, zrób dla mnie choć jedną, małą rzecz – przed „będzie dobrze” dodawaj „mam nadzieję, że”.

Lasagne i trzymanie za rękę

To naturalne, że w sytuacji dla kogoś trudnej odczuwasz dyskomfort – bo nie zawsze da się pomóc, bo Ty nie jesteś w tak złej sytuacji, bo przez koktajl emocji nie wiadomo, co powiedzieć. Staraj się jednak nie tragizować – nie mów „to straszne, co cię spotkało, masakra, prawdziwy koszmar”. Nie udawaj eksperta – odpuść sobie wyliczanie „musisz zrobić to i to, podejść do tego tak i tak”. Szanuj odrębność doświadczeń – daj spokój z hasłami typu „wiem, co czujesz”. Nie ma natomiast co bać się zwrotów „nie wiem, co powiedzieć” czy „nie mam pojęcia, jak mogę ci pomóc”. Udawanie alfy i omegi jest o wiele gorsze niż ukazanie chwilowej bezradności. Moją ulubioną formą wsparcia jest zadawanie prostych pytań – osobno tych dotyczących wsparcia instrumentalnego i tych odnoszących się do wsparcia emocjonalnego. Przywieźć Ci lasagne ze szparagami? Wykupić Ci leki z recepty? Poprawić poduszkę? Napijemy się herbaty? Potrzymać Cię za rękę? Chcesz jeszcze raz to wszystko przegadać? Może wolisz pomilczeć? Przytulimy się?

Scenariusze bez dialogów

Jak pewnie się domyślasz, znam wiele osób, które straciły kogoś bliskiego. Ty pewnie również masz w swoim otoczeniu takich ludzi. Może nawet jesteś w takiej sytuacji – w końcu prawie każdy z nas był na pogrzebie kogoś, na kim nam zależało. Po śmierci bliskiej osoby często mamy do siebie jakiś żal. Te indywidualne, osobiste bóle można podciągnąć pod jedno stwierdzenie: „mogłam lepiej wspierać, zrobić więcej, zareagować inaczej, powiedzieć to lepiej”. Nie, nie mogłaś. Gdybyś mogła, to być to zrobiła, w końcu chciałaś jak najlepiej, prawda? Wyciągając nawet najmądrzejsze wnioski z dostępnych danych, nie jesteś w stanie przewidzieć, jak najlepiej byłoby się zachować. Istnieją też scenariusze, do których nie da się napisać dobrych dialogów – chwile, w których każde możliwe do wypowiedzenia słowo będzie kiepską opcją. Nie pluj sobie teraz w brodę za wszystkie wykrzyczane „będzie dobrze”, nie o to chodzi. Staraj się po prostu nie powielać klisz, od dzisiaj. Za każdym razem zatrzymaj się i zastanów, co naprawdę chcesz powiedzieć: czego komuś życzysz, jaką masz nadzieję, za co trzymasz kciuki, na co ta osoba może liczyć, co naprawdę jesteś w stanie zaoferować, co jest pomyślnym, lecz prawdopodobnym scenariuszem, który można byłoby brać pod uwagę.

Wirtualny kop w tyłek

Mimo kawalkady dobrych rad utrzymanych w jasnym, spójnym tonie, moje własne wspomnienia, związane ze wsparciem w czasie najgorszych chwil choroby, są dość chaotyczne. Na pewno bardzo doceniam tych, którzy byli przy mnie niezależnie od wszystkiego. Jestem także ogromnie wdzięczna tym, którzy nie zapomnieli o mnie, gdy wróciłam do domu ze szpitala. Najbardziej chyba cenię słowa oraz gesty oparte na analizie tego, co lubię i czego w danym momencie potrzebowałam, a nie tego, co zrobiłby społeczny ideał, oklepany w hollywoodzkich filmach. Wspaniale było móc mówić o tak ciężkich sprawach do osób, które słuchały mnie ze szczerą uwagą. Owszem, wiele tych cudownych ludzi mówiło mi „będzie dobrze”, ale nie mam do nich o to żalu. Dziś wszyscy oni, czytając moje teksty, takie jak ten czy publikowane na moim blogu „Życie po raku”, nie wypowiadają już tych dwóch miałkich, wyświechtanych słów. Zrzucili je ze stołu i zastąpili uważnymi konkretami. „Jadę po wyniki”, piszę bliskim. Odpisują od razu: „daj znać”, „jestem z tobą”, „ale markery, tomografia czy co?”, „przesyłam wirtualnego kopa w tyłek”, „mam nadzieję, że dasz mi okazję do otwarcia szampana wieczorem”. To o wiele lepsze niż „będzie dobrze”.

O autorce

aga szuścik

Aga Szuścik / fot. materiały prasowe

Dr Agnieszka Szuścik

Artystka wizualna, edukatorka, autorka projektu i kampanii „To się nie zdarza”, bloga „Życie po raku” oraz podcastu „Przygody ginekologiczne”. Jedna z „50 Śmiałych 2019”, prelegentka TEDx, ambasadorka licznych programów profilaktyki onkologicznej. Doktora sztuk filmowych, wykładowczyni ASP w Krakowie oraz w AF w Krakowie i Warszawie, prowadząca audycję „Sztuka słuchania” w OFF Radio Kraków, absolwentka szkoleń RTZ, współzałożycielka Akademii Siebie. Na przestrzeni ostatnich lat pomogła setkom kobiet: pamiętać o badaniach, uwierzyć w siebie i docenić swoje potrzeby. Obecnie pisze książkę o tym, czego uczy rak. Aga jest syrenką.

 

Cykl Agi Szuścik „In-Ty-Mnie”

In to wewnątrz, w środku. Właśnie tam, w głąb intymności umysłu i ciała sięga ten cykl mini-artykułów.
Ty znajdź w tych słowach siebie, zaakceptuj się, zrozum i pokochaj – jesteś tu najważniejsza.
Mnie, Agę Szuścik, wykorzystaj jako lustro, w którym możesz przejrzeć się ubrana w swoje decyzje, lub trampolinę, by odbić się prosto do inspiracji i wiedzy.
Widzisz myślniki pomiędzy tymi słowami? Myśl jest podstawą zmiany, działania oraz bycia ze sobą, tak po prostu, tak in-ty-mnie.

Opiekun merytoryczny cyklu: dr n. med. Paweł Szymanowski, prof. KAAFM

 

W każdy, pierwszy poniedziałek miesiąca, publikujemy tekst Agi Szuścik o życiu i o tym, czego uczy rak

 
To szósty tekst z cyklu „In-Ty-Mnie”. Poprzednie przeczytasz tutaj:

Czemu się przemęczasz? 
 Jak wspierać swój srom?
Jaki powinien być dobry ginekolog?
Jak się żyje bez macicy?
Czy istnieje lekarstwo na raka? 

 

 

artystka wizualna, edukatorka, autorka projektu i kampanii „To się nie zdarza” oraz bloga „Życie po raku”. Obecnie pisze książkę o tym, czego uczy rak. Aga jest syrenką

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach