Ile urlopu potrzeba, by realnie odpocząć? Znamy konkrety
Nie każdy wypoczynek musi być spektakularny
Nie ilość, a jakość / fot. Canva
Dwa tygodnie urlopu uchodzą za złoty standard prawdziwego wypoczynku. Tyle że psychologia nie daje nam tak prostej odpowiedzi. Dla jednej osoby najlepszym resetem będzie długi wyjazd, dla innej kilka dni poza miastem, a dla jeszcze innej – weekend spędzony w domu. O tym, ile naprawdę potrzebujemy odpoczywać, decyduje nie tylko liczba dni wolnych, ale także nasze potrzeby, poziom stresu i sposób, w jaki funkcjonujemy na co dzień
Co znajdziesz w artykule?
- Nie istnieje jedna idealna długość urlopu – wszystko zależy od naszego poziomu stresu, stylu życia i indywidualnych potrzeb.
- Weekend może wystarczyć, ale jeśli nawet podczas kilku dni wolnego nie potrafimy zwolnić, potrzebujemy dłuższej przerwy.
- Leżak, rower, city break czy domek nad jeziorem? Najlepszy wypoczynek to ten dopasowany do nas, a nie do obowiązujących trendów.
- O tym, że naprawdę odpoczęliśmy, świadczą m.in. lepszy sen, mniejsze napięcie, większa cierpliwość i powrót ciekawości świata.
- Nie warto czekać z urlopem do momentu, w którym jesteśmy skrajnie wyczerpane – odpoczynek powinien być profilaktyką.
Przeczytaj koniecznie:
Tej jednej rzeczy nie zabieraj ze sobą na plażę, jeśli chcesz naprawdę na niej wypocząć
Dwa tygodnie? Niekoniecznie
Nie istnieje jedna długość urlopu, która sprawdzi się u wszystkich. To, ile czasu potrzebujemy na regenerację, zależy m.in. od rodzaju pracy, sytuacji rodzinnej, poziomu stresu oraz tego, jak wyglądały ostatnie miesiące.
– Warto obserwować siebie, bo zarówno czas, jak i miejsce oraz sposób wypoczynku na każdego działają inaczej. Jedni najlepiej „ładują baterie” na leżaku nad basenem, inni – zwiedzając gwarne miasta, a jeszcze inni potrzebują kontaktu z przyrodą. Podobnie jest z czasem wypoczynku. Warto zadać sobie pytanie, po jakich wakacjach jesteśmy najlepiej wypoczęci
– mówi Katarzyna Leśniak, psycholożka z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia Grupy LUX MED.
Dobrym punktem odniesienia mogą być krótsze przerwy. Jeśli podczas weekendu czy kilku dni wolnego potrafimy choć trochę zwolnić, być może nie potrzebujemy długiego urlopu. Jeśli jednak nawet po zejściu z zawodowego trybu nadal jesteśmy napięci, a sam wolny czas wywołuje niepokój, organizm może potrzebować znacznie więcej czasu na wyhamowanie.
– Warto zwrócić uwagę na to, czy podczas weekendu, dłuższego weekendu albo kilku dni wolnego jesteśmy w stanie choć trochę zejść z obrotów. Jeżeli zupełnie nam się to nie udaje, nadal jesteśmy spięci, a pojawienie się wolnego czasu wywołuje wręcz niepokój, może to być sygnał, że potrzebujemy dłuższego urlopu, na przykład dwutygodniowego
– tłumaczy Katarzyna Leśniak.
Leżak czy rower? To zależy od ciebie
Nie ma również uniwersalnej zasady, że osoba pracująca fizycznie powinna na urlopie przede wszystkim odpoczywać bez ruchu, a pracownik biurowy powinien natychmiast zamienić fotel na rower. To, co nas regeneruje, zależy przede wszystkim od indywidualnych preferencji.
– Osoba pracująca fizycznie może doskonale odpoczywać podczas jazdy na rowerze czy pieszych wędrówek. To zupełnie inny rodzaj ruchu niż ten wykonywany przez kilka godzin dziennie w pracy. Z drugiej strony są osoby, które po intensywnych miesiącach potrzebują przede wszystkim spokoju i leżaka. Najważniejsze jest to, czy znamy siebie i pamiętamy, po jakich wakacjach rzeczywiście czuliśmy się wypoczęci
– mówi psycholog.
Dlatego warto przypomnieć sobie poprzednie urlopy. Nie tylko to, gdzie byłyśmy, ale przede wszystkim jak się wtedy czułyśmy. Egzotyczny kierunek, piękne zdjęcia i pełen atrakcji plan nie muszą oznaczać udanego wypoczynku. Podróż, pakowanie, zmiana klimatu czy tłumy mogą dla jednej osoby oznaczać kolejne źródło zmęczenia. Dla innej właśnie spontaniczność, nowe miejsca i intensywne zwiedzanie będą najlepszym sposobem na odcięcie się od codzienności.
Nasze potrzeby nie są zresztą stałe.
– Inaczej możemy wypoczywać, mając 20 lat, inaczej po trzydziestce czy czterdziestce, a jeszcze inaczej wtedy, gdy pojawiają się dzieci albo zmienia się nasz tryb życia. Dlatego warto co jakiś czas na nowo sprawdzać, co nam służy – podkreśla ekspertka Poradni Harmonia.
Czy city break naprawdę regeneruje?
Kilka dni w Rzymie, Paryżu czy Barcelonie może być dla jednej osoby idealnym odpoczynkiem, a dla innej – przepisem na kolejne zmęczenie. Hałas, tłumy i nadmiar bodźców nie dla wszystkich są problemem.
– Są osoby, które męczy hałas, tłum i duża liczba bodźców, ale są też takie, które właśnie wtedy czują się najlepiej. Cisza i odludzie mogą być dla nich znacznie mniej komfortowe niż gwar miasta. Dlatego na city breaku jak najbardziej można odpocząć. Czasami regenerujące jest już samo oderwanie się od miejsca, w którym żyjemy na co dzień
– mówi ekspertka.
Przeczytaj teraz:
City break dla spłukanych, czyli ekonomiczna wycieczka do Włoch
Dla jednych granicą między pracą a odpoczynkiem będzie moment wyjazdu z miasta, wejścia do pociągu czy włączenia trybu samolotowego. Inni na tyle dużo energii poświęcają na organizację krótkiego wyjazdu, że potrzebują dłuższej przerwy, by faktycznie poczuć ulgę.
Wspólny urlop może być świetny. Pod warunkiem że się dogadamy
Na jakość wypoczynku wpływa także towarzystwo. Wyjazd kilku rodzin może ułatwiać życie, szczególnie gdy dzieci są w podobnym wieku i dorośli mogą dzielić się opieką. Jest jednak jeden warunek: dobrze wcześniej ustalić, jak chcemy spędzać wspólny czas.
– Dobrze wiedzieć, czy osoby, z którymi jedziemy, wstają o piątej rano gotowe do wymarszu, czy raczej chcą zaczynać dzień bez pośpiechu. Takie drobiazgi później potrafią być źródłem dużej frustracji. Jeżeli znamy swoje zwyczaje i potrafimy się dogadać w kwestii organizacji dnia, wspólny wyjazd może być bardzo odciążający
– wskazuje psycholżka.
Wakacje mogą być też testem dla związku. Na co dzień pracę, obowiązki i logistykę łatwo oddzielić od czasu spędzanego razem. Podczas urlopu nagle jesteśmy ze sobą niemal przez całą dobę. Wtedy mogą pojawić się irytacje, na które wcześniej nie było czasu ani przestrzeni.
– Wtedy mogą zacząć drażnić nas rzeczy, których wcześniej nawet nie zauważaliśmy. Jeżeli w relacji trwa trudniejszy moment, warto jeszcze przed wyjazdem porozmawiać o tym, czego oboje potrzebujemy i które tematy chcemy poruszać podczas urlopu, a które możemy zostawić na później
– radzi Katarzyna Leśniak.
Po czym poznać, że urlop naprawdę zadziałał?
Organizm często daje pierwsze sygnały szybciej, niż jesteśmy w stanie je nazwać. Mniejsze napięcie mięśni, spokojniejszy oddech, lepszy sen czy ustąpienie dolegliwości nasilających się pod wpływem stresu mogą wskazywać, że ciało zaczyna się regenerować.
Odpoczynek widać jednak także w głowie. Pojawia się więcej przestrzeni na pomysły, ciekawość i kreatywność.
– Pojawia się większa kreatywność i miejsce na nowe pomysły. Nagle zaczynamy myśleć: może zapiszę się na kurs językowy, może nauczę się grać w tenisa. W silnym stresie jesteśmy skupieni przede wszystkim na przetrwaniu kolejnego dnia. Kiedy napięcie spada, wraca ciekawość i apetyt na coś nowego
– tłumaczy psycholog.
Dobrym znakiem jest również większa cierpliwość wobec partnera czy dzieci, mniejsza drażliwość i rzadsze zerkanie na zegarek. Jest jeszcze jeden sygnał, którego łatwo nie docenić: ochota na kontakt z innymi.
– Kiedy jesteśmy bardzo przeciążeni, nawet telefon od znajomego może wydawać się kolejnym obowiązkiem. Gdy stres się zmniejsza, kontakt z innymi znowu zaczyna być czymś naturalnym i przyjemnym. Chce nam się zadzwonić, spotkać, porozmawiać. To bardzo dobry sygnał, że odpoczynek rzeczywiście zadziałał – podkreśla Katarzyna Leśniak.
Nie czekaj, aż będziesz „padać na twarz”
Nie ma też jednej odpowiedzi na pytanie, jak często powinnyśmy wyjeżdżać. Jest za to jedna dość istotna wskazówka: urlop nie powinien być wyłącznie reakcją na skrajne zmęczenie.
Jeśli drobne sprawy zaczynają nas przerastać, coraz szybciej tracimy cierpliwość, a zwykłe obowiązki wywołują nieproporcjonalnie silne emocje, być może na odpoczynek jest już najwyższy czas.
– Odpoczynek powinien być profilaktyką. Nie warto czekać do momentu: „padam na twarz, więc muszę jechać na wakacje”. Lepiej obserwować siebie i w miarę możliwości planować odpoczynek wcześniej, szyjąc go na swoją miarę
– podkreśla ekspertka.
To wcale nie oznacza zagranicznych wakacji kilka razy w roku. Dla jednej osoby resetem będzie weekend w europejskiej stolicy, dla innej dwa dni na działce, spacer po lesie albo zajęcie, które pozwala na chwilę przestać myśleć o codziennych obowiązkach.
Po urlopie warto zrobić jeszcze jedną rzecz: zamiast od razu wracać do listy zadań, zadać sobie kilka prostych pytań. Jak mi było? Co mi służyło? Co mnie męczyło? Co następnym razem zrobię inaczej?
A jeśli odpowiedź brzmi: „najlepiej odpoczywam co roku w tym samym domku nad jeziorem” – tym lepiej. Nie każdy wypoczynek musi być nowy, spektakularny i godny publikacji na Instagramie. Czasem najlepszą strategią jest po prostu wrócić tam, gdzie już wiemy, że naprawdę odpoczywamy.
