Saturday, December 4, 2021
Home / Rozwój  / Psychologia  / Gdyby został ci rok życia? Towarzyszka w żałobie i doula umierania mówi, jak przygotować się do śmierci

Gdyby został ci rok życia? Towarzyszka w żałobie i doula umierania mówi, jak przygotować się do śmierci

Czy wiedziałaś, że fazy żałoby to przestarzała teoria

Anja Fronczak, doula umierania, towarzyszka w żałobie

Anja Franczak, towarzyszka w żałobie i doula umierania / Fot. Mikołaj Starzyński

– Przestańmy udawać, że jesteśmy nieśmiertelni. Śmierci i żałoby nie da się wyeliminować z naszego życia – mówi Anja Franczak, towarzyszka w żałobie, założycielka Instytutu Dobrej Śmierci.

Ile trwa żałoba

Na czym polega rola towarzyszki w żałobie?

Anja Franczak: To jest zawód w Polsce mało znany. Natomiast w Niemczech ta profesja funkcjonuje od 25 lat, są instytuty i akademie, które szkolą w tym zakresie. Ja również jestem ich absolwentką. W Niemczech ten zawód nazywa się „Trauerbegleiter”, gdzie słowo „Trauer” oznacza żałobę, a „Begleiter” jest towarzyszem, który idzie obok ciebie, ale nie ingeruje w to, co robisz. Po przetłumaczeniu na język polski najbardziej odpowiednim określeniem wydała mi się „towarzyszka w żałobie”.

Czyli towarzyszka w żałobie wspiera ludzi po starcie, ale nie jest terapeutą?

Anja Franczak: Nie jest, co nie oznacza, że niektórzy nie potrzebują pomocy terapeutycznej. Czasami żałoba może współistnieć z depresją albo może być związana z traumą i wtedy zalecane jest wsparcie terapeutyczne. Natomiast sama żałoba nie jest ani diagnozą, ani zaburzeniem, ani chorobą. To po prostu jeden z egzystencjalnych elementów naszego życia, który pojawi się prędzej czy później. Jestem przeciwniczką problematyzowania tego tematu. Przez ostatnich 30 lat w psychologii bardzo zmieniło się myślenie o żałobie.

Współczesna nauka oddala się od myślenia, że żałoba składa się z faz, że z żałoby trzeba wyjść lub ją przepracować. Zorientowano się, że taka koncepcja nie odpowiada ludzkiemu doświadczeniu. Żałoba to jest coś, co pozostaje z nami na zawsze. Nigdy nie zapomnimy straty dziecka, partnera czy rodzica. Żałoba się nie kończy, tylko się zmienia, a człowiek, który poniósł stratę nie potrzebuje terapii, która ma doprowadzić do jakiegoś celu, tylko potrzebuje towarzyszenia w tym procesie.

Zaskoczyłaś mnie tym nowym podejściem do żałoby. Mam wrażenie, że osoby po stracie wciąż próbują się odnaleźć w jednej z jej faz.

Anja Franczak: Często ludzie mają w głowie jakiś wzór, do którego powinni się dostosować. I rzeczywiście, w większości jest to związane z fazami żałoby, które w Polsce niestety są powtarzane, zarówno w mediach, jak i na uczelniach. A to są teorie z lat 60-tych, które na międzynarodowym poziomie są traktowane jako prehistoria. Powstało wiele modeli, które są bardziej adekwatne do ludzkiego doświadczenia. Elementem mojej pracy jest poszerzenie tzw. normalności. Chodzi o to, aby uświadomić ludziom, że żałoba może mieć różne formy i nie ma jednego wzoru czy etapu, który trzeba osiągnąć. To nie jest tak, że każdy żałobnik ubiera się na czarno i płacze. Każda żałoba jest inna, moim zadaniem jest zobaczyć tę osobę w jej indywidualnej, niepowtarzalnej sytuacji.

Czasem ludzie zwracają się do mnie zmartwieni, że w ich przypadku żałoba trwa zbyt długo. W pierwszych tygodniach i miesiącach żałoby mają wsparcie bliskich. Po pewnym czasie ze strony najbliższych pojawia się niecierpliwość. Pytają ich, dlaczego nie wyrzucili ubrań po zmarłym, dlaczego wciąż płaczą. Takie wywieranie presji nie przynosi ulgi.

Doula umierania 

Zdobywasz również kwalifikacje, aby pracować jako doula umierania. Sądziłam, że zawód douli związany jest wyłącznie z kobietami ciężarnymi. Jakie zadanie ma do spełnienia doula umierania?

Anja Franczak: Doula ogólnie jest osobą, która towarzyszy innym przy przejściach, np. na początku albo na końcu życia. Na świecie, szczególnie w Anglii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, jest coraz więcej douli umierania. Są to osoby, które towarzyszą na ostatnim etapie życia tej osobie, która odchodzi, ale i jej rodzinie. Po niemiecku ten zawód nazywamy „Sterbebegleiter”. Tłumacząc na język polski, mówimy o towarzyszeniu w odchodzeniu. Doulę umierania można dodatkowo włączyć do opieki paliatywnej np. w ostatnich miesiącach terminalnej fazy choroby. Doula wkracza, kiedy już wiemy, że bliskiej nam osoby nie da się uratować, że perspektywa śmieci jest coraz bliżej. To jest czas, na który możemy mieć bardzo mocny wpływ. Nie pod kątem tego, aby zatrzymać śmierć, ale żeby zadać sobie pytania, jak osoba chora chce ten czas wykorzystać. Czy są sprawy, które zamierza uporządkować albo wyjaśnić, może coś chce jeszcze zrobić lub przekazać. Doule umierania pełnią też funkcję mediatorów, ponieważ w większości rodzin unika się tematu śmierci, nawet gdy nieuchronnie ona nadchodzi.

Wciąż uciekamy przed tym, czego nie możemy kontrolować. Nie przyjmujemy, że śmierć istnieje. Walczymy z nią do końca. Z czego to wynika?

Anja Franczak: Cały czas używamy terminologii wojennej: walczyć, przegrać. Nawet w tych sformułowaniach jest niezgoda na to, że śmierć istnieje. W ruchu hospicyjnym, opiece paliatywnej i w zawodzie douli umierania, podstawą jest akceptacja naszej granicy mocy. Uświadomienie sobie, że w centrum dbania o człowieka nie musi znajdować się wyłącznie walka i niezgoda na śmierć, ale opieka i dbanie o dobro. Wykluczenie śmierci z naszego życia, z rozmów i debaty publicznej, to dominujące zjawisko współczesnej kultury. Moim zdaniem wynika to z tego, że przez ostatnie 100 lat widok śmierci zniknął z naszego życia. Chorzy coraz rzadziej umierają we własnym domu, a coraz częściej w szpitalach, gdzie nasz kontakt z nimi jest bardzo ograniczony. W sferze prywatnej nie mamy więc bezpośredniego kontaktu z osobą umierającą, nie widzimy, jak wygląda umieranie.

Z naszych domów zniknęła też opieka po śmierci. Kiedyś rodzina przygotowywała zmarłego do pochówku. Dziś zajmują się tym profesjonalne firmy, to się dzieje za zamkniętymi drzwiami zakładów pogrzebowych. W tym tkwi źródło atmosfery tabu i ogromnego lęku, który funkcjonuje wokół rozmów o śmierci.

Dom zawsze jest najbardziej odpowiednim miejscem, aby godnie odejść?

Anja Franczak: To zależy od stanu pacjenta. Jeśli wymaga on bardzo intensywnej opieki medycznej, szpital jest dobrą opcją. Jednak z badań opinii publicznej, w tym z „Raportu o Dobrym Umieraniu” przygotowanego przez Hospicjum w Pucku wynika, że większość ludzi chce odejść w domu, w znanym im otoczeniu. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej, bo większość ludzi odchodzi w szpitalach. Moim zdaniem wynika to częściowo z braku edukacji w zakresie umierania. Opieka nad osobą umierającą jest dużym wyzwaniem i obciążeniem dla całej rodziny. Wymaga zaangażowania kilku osób. Niektóre rodziny nie są w stanie się zorganizować, a nawet jeśli jest taka opcja, pojawia się w nich duży lęk. Nawet jeśli osoba chora zostanie przetransportowana do domu, to w momencie wystąpienia objawów umierania, jej opiekunowie często zaczynają panikować i wzywają karetkę. W efekcie dużo osób umiera w karetce lub tuż po przyjeździe do szpitala. Gdybyśmy więcej wiedzieli o samym procesie umierania, jak on wygląda i jak podczas odejścia możemy dodać choremu otuchy, to więcej ludzi mogłoby umierać w domach. Tymczasem współczesne warunki utrudniają nam to, aby odprowadzić się nawzajem.

 

Zobacz też: Mistrzyni ceremonii pogrzebowej. Pogrzeb świecki

 

Jak przygotować się na śmierć

Czy człowiek w ogóle może przygotować się na własną śmierć?

Anja Franczak: Na nagłą raczej nie, ale wielokrotnie byłam świadkiem, jak ludzie przygotowywali się na śmierć po długiej chorobie. Starsi ludzie często mówią, że zbliża się czas ich odejścia. W takiej sytuacji najczęściej zostają wyciszeni przez resztę rodziny. W naszej kulturze nie ma pozwolenia na wyrażanie myśli o odejściu. Oczywiście, lepiej skupić się na życiu, ale jeśli od czasu do czasu pomyślimy o tym, że nasz czas na tym świecie jest ograniczony, będzie nam łatwiej ustalić nasze życiowe priorytety.

I taki też jest cel webinarów organizowanych przez Instytut Dobrej Śmierci? Tytuł jednego z warsztatów przez Was prowadzonych brzmi „Gdyby został ci rok życia”. Mocne.

Anja Franczak: Niby odnosi się do śmierci, ale tak naprawdę chodzi o życie, o to, żeby uporządkować pewne sprawy i z troską pomyśleć o swoich bliskich. Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś nagle ginie w wypadku samochodowym. Jego rodzina jest zrozpaczona, zagubiona i kompletnie nie wie, jakie życzenia miałaby osoba, która odeszła. Bo zabrakło rozmów dotyczących ewentualnej kremacji czy miejsca pochówku. Dla mnie wyrazem dużej troski o bliskich jest uporządkowanie pewnych spraw, przygotowanie testamentu czy teczki z ważnymi dokumentami i wszystkimi numerami kont i haseł. Prędzej czy później nadejdzie taka sytuacja, że będziemy musieli zorganizować pogrzeb dla kogoś z naszych bliskich. Statystycznie każdy z nas musi w życiu zrobić to dwa razy.

Jak może wyglądać więź z osobą, która zmarła?

Anja Franczak: Są różne sposoby, aby zmarli byli w naszym życiu wciąż obecni. Dużo osób ma małe prywatne rytuały. Na przykład ktoś regularnie gotuje cukinię według przepisu zmarłej babci albo ubiera szalik swojej mamy, która odeszła. Ktoś inny przejął ogród od dziadka i nadal uprawia w nim warzywa. Czyli nadal robimy coś, aby dana osoba była obecna w naszym życiu. Takimi działaniami sami sobie pokazujemy, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Zamiast myśleć, aby domknąć żałobę, warto znaleźć w swoim życiu miejsce dla tej, osoby, którą kochaliśmy i nadal kochamy.

O ekspertce: 

Anja Franczak – w połowie Niemka, w połowie Chorwatka, od 11 lat mieszkająca w Polsce. Zajmuje się tematami związanymi ze śmiercią i żałobą. Pracuje jako towarzyszka w żałobie. Poznała wiele osób, które mają styczność z tematem śmierci – pracowników hospicjów, terapeutów, przedstawicieli branży funeralnej i artystów, którzy przyglądają się tematowi przemijania. Podczas pierwszego lockdownu postanowiła połączyć te osoby, aby wzajemnie się od siebie uczyły i poszerzały własne horyzonty. Zaproponowała im założenie kolektywu. Tak powstał Instytut Dobrej Śmierci, który tworzy 60 ekspertów z bardzo różnych dziedzin, z psychologii, socjologii, antropologii kultury. Wszyscy zajmują się tematem śmierci.

TAGI

dziennikarka z Pomorza Zachodniego. Miłośniczka słów, które najchętniej zamienia na wywiady i reportaże. Prezenterka radiowa, zafascynowana światem dźwięków. Ciekawa każdego rozmówcy. Szczęśliwa żona, mama Weroniki i Jasia.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Avatar
    Agata 28 listopada, 2021

    Wspaniale, że są osoby, które się tym zajmują. Z tym umieraniem nadal problem w naszym społeczeństwie. Ciągle się uważamy, że będziemy żyć wiecznie.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach