Home / Inne  / Bezglutenowe słodkości

Bezglutenowe słodkości

Czy można stworzyć własny, dobrze prosperujący biznes zaraz po 20-stce? Julia i Damian są przykładem na to, że można.

fot. Paulina Teter

Czy można stworzyć własny, dobrze prosperujący biznes zaraz po 20-stce? Julia i Damian są przykładem na to, że można. Ich House of Donuts oferuje słodkie łakocie ubogie w gluten, które w niespełna rok podbiły serca mieszkańców Krakowa.

fot. Paulina Teter

fot. Paulina Teter

Julia ma 21 lat, Damian 22. Mimo młodego wieku, od roku prowadzą własny biznes. Oboje są studentami. Ona studiuje dziennie dietetykę. On uczy się handlu zagranicznego na jednej z krakowskich uczelni. Oprócz tego, Julia dojeżdża w weekendy do Warszawy na zajęcia z psychologii biznesu. Razem zarządzają miejscem, który łączy w sobie miłość do słodyczy ze zdrowym odżywianiem.
House of Donuts został stworzony z myślą o osobach, które zmagają się z różnymi nietolerancjami pokarmowymi. W dwóch punktach – na ul. Siemiradzkiego 25 oraz na ul. św. Jana 2 – dostaniemy masę słodkości w wersji wegan / gluten-free. Główną specjalnością lokali są amerykańskie donuty przygotowywane według oryginalnej receptury. Własnoręcznie zdobione słodkości łączone z pysznymi mlekami smakowymi tworzą ciekawe kompozycje. Oprócz tego, sklepy oferują kanapki, sycące owsianki, płatki jaglane, świeżo wyciskane soki oraz dobrze przyrządzone kawy. Ciężko znaleźć w Krakowie drugie takie miejsce, które może poszczyć się taką ilością różnorodnych produktów ubogich w gluten, laktozę oraz składniki pochodzenia zwierzęcego. – Mimo tego, że bazujemy na pięciu smakach, regularnie wprowadzamy zmiany, nowości oraz edycje limitowane. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów oferujemy również możliwość personalizacji ulubionych receptur poprzez wyszukiwanie odpowiednich zamienników – mówi Julia Krzanowska, współzałożycielka House of Donuts.

fot. Paulina Teter

fot. Paulina Teter

Skąd wziął się pomysł, aby pączki-donuty przenieś na polski rynek? A w dodatku pozbawić ich glutenu? Kluczowym momentem okazał się wyjazd do Kanady, gdzie Julia po raz pierwszy zobaczyła i spróbowała amerykańskich słodkości. Jednak po powrocie czekały na nią studia w Holandii. W międzyczasie pojawiły się również problemy zdrowotne. Okazało się, że cierpi na kilka nietolerancji pokarmowych. Dla osoby, która uwielbia łakocie zabrzmiało to jak wyrok. Wówczas, w Krakowie był deficyt lokali, w których mogłabym jeść bez obaw. Pomysł słodkości ubogich w alergeny zrodził się z chęci zaspokojenia własnych potrzeb oraz potrzeb osób, które tak jak ona zmagają się z problemem nietolerancji pokarmowej.

fot. Paulina Teter

fot. Paulina Teter

Biznes Julii i Damiana jest przykładem na to, że kluczem do sukcesu wcale nie muszą być duże nakłady finansowe, ale innowacyjność pomysłu i ciężka praca – 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę, bez względu na święta. – Na szczęście sukcesywnie pozyskujemy zaufany personel, który trochę nas odciąża, ale jeszcze nie tak dawno pracowaliśmy sami, po 16-17 godzin dziennie – mówi Julia. Początki były trudne. Ze względu na młody wiek, ciężko im było zdobyć szacunek pracowników. Jednak prowadzenie biznesu nauczyło ich nie tylko pracy z ludźmi, ale również wielu kierunków studiów w praktyce: zarządzania, marketingu, dietetyki czy prawa. W przeciągu roku, oprócz otwarcia dwóch punktów sprzedaży udało im się opracować model franczyzowy, który umożliwi im zdobycie polskiego, a w późniejszym etapie europejskiego rynku. Obecnie pracują również nad stworzeniem foodtrucka oraz różnymi multimedialnymi udogodnieniami. Ich biznes cały czas się rozwija, a oni sami mają apetyt na znacznie więcej.

Paulina Krawiec

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach