Home / Rozwój  / Psychologia  / Historia dobrego porodu: Marzena Anna Boruta

Historia dobrego porodu: Marzena Anna Boruta

Rozmowa z Marzeną Anną Borutą, założycielką Fundacji Makatka.

Marzena Anna Boruta, założycielka Fundacji Makatka. / fot. Lucyna Jaworska

Marzena Anna Boruta, założycielka Fundacji Makatka. / fot. Lucyna Jaworska

Wiele kobiet poród przeraża, obawiają się bólu  o którym nasłuchały się od swoich babć i matek. Nie pomagają zapewnienia o wyższym poziomie medycyny, bo polskie szpitale dalej cieszą się ponurą sławą. Rodzić naturalnie, czy zdecydować się na cesarskie cięcie? Odpowiadamy na na najbardziej nurtujące pytania

 

Beata Meinguer co miesiąc prowadzi rozmowy z jedną wyjątkową kobietą o jej doświadczeniu porodowym. Na co dzień przygotowuje kobiety do świadomego porodu, wspiera i naucza przez cały okres ciąży. Dlaczego? Bo wie, jak istotnym wydarzeniem w życiu kobiety jest poród. Jej celem jest sprawiać, by wydarzenie to było pozytywnym doświadczeniem.

 

Beata należy do grona #KobietKrakowa, więc z dumą prezentujemy jej inicjatywę, w której opisuje 12 historii kobiet, które przeżyły dobry poród. Kolejna rozmowa przeprowadzona została z Marzeną Anną Borutą, założycielką Fundacji Makatka. Poprzednią historię, której bohaterką była Izabela Dembińska, przeczytasz tutaj.

 

Beata Meinguer: Jakim doświadczeniem był dla ciebie poród?

 

Marzena Anna Boruta: Niespodziewanym. W jakimś sensie szalonym, porywającym w zupełnie inny wymiar. Sama nie wiem, czy się czegokolwiek spodziewałam. Czy podejrzewałam, jak to może wyglądać. Miałam wiedzę teoretyczną, ale nie odnosiłam jej do siebie bezpośrednio. Nie towarzyszył mi ani strach, ani uczucie ekscytacji. W ciąży czułam niepokój, dopóki byłam przekonana, że będę musiała urodzić przez cięcie cesarskie. Moje dzieci jednak grzecznie ułożyły się główkowo. Trafiłam też na odważnych medyków, którzy mój pomysł wydania na świat bliźniąt siłami natury przyjęli z entuzjazmem. Kiedy wchodziłam na salę porodowa  miałam już poczucie zwycięstwa. Myślałam, że cokolwiek nie wydarzyłoby się dalej, zrealizowałam już moją wizje porodu w momencie, w którym złożyłam podpis pod brakiem zgody na cięcie. Choć stres jeszcze wtedy całkiem nie opadł…

 

W którym momencie ciąży czy porodu poczułaś, że od ciebie zależy, jakie to będzie doświadczenie?

 

Kiedy już, po półmetku ciąży bliźniaki ułożyły się główkowo-główkowo, zapytałam lekarki, czy jest szansa, że one zostaną tak do końca. W odpowiedzi, zadała mi pytanie, czy chcę rodzić naturalnie. Bardzo nie chciałam cesarki, koszmarnie bałam się operacji. Zresztą nadal się ich boję, nawet pomimo tego, że moje trzecie dziecko urodziłam przez cięcie cesarskie. Potem na izbie przyjęć, gdzie przyjechałam z sączącymi się wodami płodowymi, pierwsze pytanie, jakie mnie przywitało to, czy mam termin na cięcie. Spytałam więc, czy nie ma szans na poród naturalny. Nikt nie potwierdził braku tych szans, więc założyłam sukienkę porodową i poszłam rodzić.

 

Jaki był Twój najpiękniejszy moment w czasie porodu?

 

Nie mam pojęcia. To wszytko było poza czasem i przestrzenią. Zawsze mówię, że byłam w tym porodzie kosmosem. Nie chodzi o to, że byłam w kosmosie, ale o to, że cała byłam jakąś niesamowitą siłą, czymś czego nie potrafię objąć umysłem. Zresztą, kiedy gorzej się czuję, a takich momentów jest wiele, bo od lat zmagam się z dystymią, nurkuję w tę moją historię porodową i garściami biorę siłę, która w niej tkwi. Moją własną siłę, która wówczas była dla mnie zaskoczeniem.

 

Poza tym ledwo pamiętam konkretne momenty porodu.

Dopiero to, co działo się, kiedy moje dzieci pojechały na oddział, jestem w stanie jakoś poskładać w sekwencję zdarzeń. To było takie cudownie miękkie lądowanie, odpoczynek po byciu kosmosem. Bo to męczące być siłą bez początku i końca.

 

Jaki był najtrudniejszy moment w czasie twojego porodu i jak sobie z nim poradziłaś?

 

Wchodzę na salę porodową, siadam na łóżku i widzę po chwili jakieś kropelki krwi na prześcieradle. Myślę: o Boże, krwawienie! Będą mnie chcieli mnie ciąć! A może ta plama już tu była wcześniej?! (Nie żeby był to zupełnie świeży ślad krwi, ale wyparcie, jako sposób radzenia sobie z niespodziankami ma się zawsze nieźle). Przyszła położna, uśmiechnęła się, uspokoiła, że to pewnie po badaniu i to się zdarza. Poczułam, że jest ze mną, że mam jej wsparcie. To wystarczyło.

 

Wsparcie personelu było kluczowe w moim drugim porodzie, który skończył się cięciem. Trudno było pożegnać marzenie o możliwie jak najbardziej naturalnym porodzie, ale sytuacja była naprawdę niebezpieczna. Widziałam jak położne i lekarze są ze mną, towarzyszą mi w moim smutku i obawach. I choć nadal czuje lekką złość, że tak musiało się stać, mój drugi poród też uważam za bardzo wzmacniające i piękne doświadczenie.

 

Co opowiedziałabyś swojej córce o porodzie?

 

Że jesteśmy geniuszkami porodu. Nasze ciała są genialne, stworzone do tego, by w odpowiednim momencie uruchomić tę niewiarygodną maszynę wydawania dziecka na świat. Jeśli dzieje się cokolwiek niepokojącego – każdy geniusz może mieć wszak gorszy moment – możemy korzystać z pomocy medycyny. To nie jest porażka ani wstyd. To po prostu przyjęcie oferowanej pomocy.

 

Marzena Anna Boruta /fot. Łukasz Boruta

 

Czym jest siła kobiety dla Ciebie?

 

Czasem miłością, czasem szaleństwem, czasem empatią, a czasem słusznym gniewem. Czymś nieuchwytnym, nie dającym się zdefiniować. W mojej wirtualnej wiosce jest nas kilkaset i każda jest inna, ale każda silna. Czasem ta siła ujawnia się w wielodzietności, czasem w godzeniu ze stratą, czasem w opiece nad chorym dzieckiem, a czasem nad zdrowym, ale bardzo wymagającym. Ale najpiękniejsze rzeczy dzieją się, kiedy te nasze różne siły łączymy w jedno i jesteśmy ze sobą. Kiedy rodzimy, kiedy tracimy, kiedy się żalimy i kiedy się chwalimy, kiedy płaczemy ze złości lub wzruszenia. Siła kobiet jest wtedy bezbrzeżna.

 

Co ty, jako kobieta, odkryłaś o sobie w czasie porodu?

 

Źródło mocy. I że w szaleństwie jest metoda.

 

 

O autorce:

Beata Meinguer / fot. Barbara Bogacka

Beata Meinguer – hipnodoula, inicjatorka idei Błękitnego Porodu. Od 5 lat wspiera i przygotowuje kobiety do porodu w stanie naturalnej autohipnozy. Obala mity okołoporodowe, propaguje medycynę opartą na dowodach naukowych (z angl. Evidence Based Medicine), promuje współpracę interdyscyplinarną. Pokazuje, jak oswoić strach i obawy z wiązane z porodem, inspiruje, jak odzyskać lub utrzymać spokój w oczekiwaniu na dziecko oraz jak przygotować się psychicznie na poród.

Więcej informacji: www.beatameinguer.com oraz na facebookowej grupie wsparcia Błękitny Poród.

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach