Home / Rozwój  / Rodzicielstwo  / Historia dobrego porodu: Małgorzata Sikora-Borecka

Historia dobrego porodu: Małgorzata Sikora-Borecka

Odkryłam, że poród to nie coś, co mi się przydarzy, i że o ile na fizjologię nie mogę mieć wpływu, to jednak nastawienie zależy ode mnie

Małgorzata Sikora-Borecka jest doulą i matką

Pierwsza wykwalifikowana doula w Polsce i matka piątki dzieci/ fot. Maria Borecka

Poród to moment przełomowy w życiu kobiety, zmienia się nie tylko ciało, ale także sposób myślenia. Najważniejsze dla przyszłej matki jest to, by odbywał się w komfortowych warunkach i z wykwalifikowanym personelem. I tej niezbędnej pomocy udzielają doule

 

– Dzisiejsza rozmowa wynikała z potrzeby dzielenia się doświadczeniem porodu z innymi matkami, by propagować zdrowe podejście i przygotować do tej niezwykłej podróży.
Co miesiąc przeprowadzam rozmowy z 12 mądrymi kobietami, które chcą odczarować mit porodu jako doświadczenia bolesnego i trudnego.  Druga rozmowa przeprowadzona została z Małgorzatą Sikorą-Borecką. Pierwszą Historię Porodu przeczytasz tutaj – pisze Beata Meinguer.

Dobry poród: Historia druga

Małgorzata Sikora-Borecka – pedagożka, pierwsza przeszkolona doula w Polsce, prezeska Stowarzyszenia Doula w Polsce.

 

Beata Meinguer: Jakim doświadczeniem był twój poród?

Małgorzata Sikora-Borecka: Granicznym. Pamiętam, jak powtarzałam, że mogę być w ciąży, mogę wychowywać dzieci, ale fajnie by było, gdyby ktoś mógł urodzić za mnie. Moje dwa pierwsze porody nie były trudne, ale mam wrażenie, że weszłam w nie mniej przygotowana niż w kolejne. Poród to dla mnie doświadczenie z pogranicza dużego wysiłku fizycznego i czegoś nowego. To nie tylko fakt, że poznam i przyniosę do domu nowego człowieka, ale że wszystko się zmieni i będzie nowe. Z tym „nowym” wiązała się duża ekscytacja.

Poród jest mieszaniną emocji, zaciekawieniem, czekaniem na odczucia, trochę strachem i lękiem, przed tym nowym i przed wysiłkiem. Doświadczyłam pięciu porodów i za każdym razem była to taka sama mieszanka.

Pamiętam, jak przy pierwszym porodzie mogłam przełożyć teorię na praktykę. Po przyjeździe do szpitala usłyszałam od położnej: dobrze sobie radzisz! A ja nie bardzo wiedziałam co to w ogóle znaczy. Dowiedziałam się, że mam 5 centymetrów rozwarcia, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, że już. Każda informacja, którą otrzymywałam i każde nowe odczucie w ciele przyjmowałam z wielkim zaciekawieniem i fascynacją.
Przy drugim porodzie myślałam, że już wszystko wiem. Ten poród odbył się z doulą, był bardzo szybki i mam wrażenie, że przez to nie zdążyłam go doświadczyć w pełni. Byłam zaskoczona, że już trzymam swoje dziecko.
Przy trzecim porodzie doświadczyłam wejścia w poród i w siebie. W to, co się dzieje porodowego, wewnątrz mnie. Byłam tego bardzo świadoma.
Czasem patrzę z lekką zazdrością na dziewczyny, którym towarzyszę przy porodzie, ponieważ spotykam takie, które już przy pierwszym porodzie mają w sobie tę świadomość. Kiedy ja czekałam na swój pierwszy poród bardzo mało było słychać o emocjach wokół porodu, nastawianiu, nieczekaniu na efekt, tylko wchodzeniu w skurcz, jeden po drugim. Nikt nie mówił, że w porodzie może też chodzić o doświadczanie każdego skurczu, zamiast oczekiwania na finalny efekt.

Beata: W którym momencie ciąży albo porodu poczułaś, że od ciebie zależy jakie to będzie doświadczenie?

Małgorzata: Ja to chyba czułam od początku. Usłyszałam to w szkole rodzenia. To była jedna z pierwszych szkół rodzenia Fundacji Rodzić po Ludzku. Kładziono w niej duży nacisk na aspekty psychologiczne przygotowania do porodu. Mówiono, że to nie tylko fizjologia, ale że to, jak się czuję, co myślę, co wnoszę do porodu, z kim jestem – ma wszystko przełożenie na to, jak doświadczam porodu i jak rodzę. To było odkrywcze dla mnie, pomyślałam: jejku, to ja mam na coś wpływ?! Odkryłam, że poród to nie coś, co mi się przydarzy, i że o ile na fizjologię nie mogę mieć wpływu, to jednak nastawienie zależy ode mnie…  Z jednej strony było mi z tym łatwiej, a z drugiej trudniej z tą świadomością. Bo przecież jest łatwiej, kiedy nie przejmuję odpowiedzialności, tylko obarczam nią kogoś. Ale więcej było plusów tego odkrycia, cieszyłam się, że nie będę tylko bierną uczestniczką tego wydarzenia.

Małgorzata Sikora-Borecka inspiruje kobiety od lat/ fot. Małgorzata Sikora-Borecka

Beata: Najpiękniejszy moment w czasie porodu?

Małgorzata: Najpiękniejsze momenty to ten pierwszy kontakt wzrokowy. Kiedy po porodzie następowała chwila odpoczynku, i potem już w całości, nie tylko ukradkiem, mogłam przyjrzeć się swoim dzieciom, zobaczyć ich buzie. Pamiętam te momenty bardzo dobrze, pamiętam w jakiej pozycji wtedy siedziałam, jak różne to były twarzyczki i spojrzenia.
Ale mam też w pamięci najpiękniejszy moment nie swojego porodu. Kiedy byłam w trzeciej ciąży, pierwszy raz towarzyszyłam kobiecie jako doula. I to był moment, w którym zobaczyłam moc płynącą z kobiety, która rodzi. Zobaczyłam siebie w innej kobiecie. Możliwe, że to też pomogło przy moim trzecim porodzie, bo zobaczyłam w jakiś sposób siebie z boku. Dlatego wydaje mi się, że to bardzo ważne, aby kobiety czytały prawdziwe historie porodowe. Bo poród to nie tylko urodzenie dziecka, to nie tylko fizjologia, ale to też wydarzenie w życiu kobiety.

Beata: Najtrudniejszy moment w czasie porodu i jak sobie z nimi poradziłaś?

Małgorzata: Doskonale je pamiętam, to jest ten moment, kiedy dziecko już się rodzi i przechodzi przez szyjkę macicy. Moment rozciągnięcia. To jest tylko chwila, ale bardzo dobrze je pamiętam z powodu intensywności odczucia. Za pierwszym razem byłam zaskoczona tym odczuciem. Przy każdym kolejnym porodzie już wiedziałam, że to nastąpi i z jednej strony to był bardzo trudny moment, ale z drugiej wiedziałam, że jak już moje dziecko przejdzie ten punkt, to zaraz się urodzi. Kojarzy mi się to z przejściem przez pierścień ognia.

Beata: Co mówisz o porodzie swojej córce?

Z racji zawodu moje dzieci często słuchają o porodach. Po pierwsze mówię, że mogą chcieć mieć dzieci lub nie mieć. Po drugie, że to od nich dużej mierze zależy, jak przejdą przez poród. Po trzecie mówię im, że poród może być dla nich źródłem mocy.

Każdy poród był dla mnie źródłem mocy, mówię o tym zarówno moim córkom, jak i synom. Każde moje dziecko wie, jak się rodziło, każde z nich ma swoją historię porodową a nawet żarty na ten temat, które opowiadamy sobie przy okazji urodzin.

Mówię otwarcie, że było to dla mnie trudne, ale satysfakcjonujące i wzmacniające doświadczenie. Wiedzą, że moje porody są częścią mnie, taką jaką jestem teraz, że mnie ukształtowały.

Beata: Siła kobiety to dla ciebie?

Małgorzata: Kobieta! I to co ona w sobie ma, każda jedna. To, że jesteśmy tak różne, to jest nasza siła.

Beata: Co odkryłaś o sobie w czasie porodów?

Małgorzata: Mam tę moc! Nie z samego faktu urodzenia dziecka, tylko z otwarcia się na nowe. Poród jest przejściem, jest wejściem w nowe, a potem towarzyszeniem ku dorosłości. Za każdym razem miałam świadomość, że dostaję kogoś, komu będę miała przywilej takiego towarzyszenia.

 

Beata Meinguer / fot. Barbara Bogacka

 

Beata Meinguer – hipnodoula, inicjatorka idei Błękitnego Porodu.

Od 5 lat wspiera i przygotowuje kobiety do porodu w stanie naturalnej autohipnozy. Obala mity okołoporodowe, propaguje medycynę opartą na dowodach naukowych (z angl. Evidence Based Medicine), promuje współpracę interdyscyplinarną. Pokazuje, jak oswoić strach i obawy z wiązane z porodem, inspiruje, jak odzyskać lub utrzymać spokój w oczekiwaniu na dziecko oraz jak przygotować się psychicznie na poród. Więcej informacji:  www.beatameinguer.com oraz na facebookowej grupie wsparcia Błękitny Poród.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach