Tuesday, August 9, 2022
Home / Kuchnia  / Hamsa. Słońce na twarzy

Hamsa. Słońce na twarzy

Szeroka w Krakowie, a na niej Hamsa humus & Happiness Izraeli restaurant. Ulica słynąca z Synagog, turystów oraz kuchni żydowskiej. Do tej pory kojarzyła mi się z ciężkim klimatem, wyrafinowanym wystrojem (wiecie, kieliszki kryształowe na

Hamsa

Hamsa / fot. abitetoeat.pl

Specjalnie dla Czytelników Miasta Kobiet, restauracje „prześwietla” Ania, autorka bloga www.abitetoeat.pl

Szeroka w Krakowie, a na niej Hamsa humus & Happiness Izraeli restaurant. Ulica słynąca z Synagog, turystów oraz kuchni żydowskiej. Do tej pory kojarzyła mi się z ciężkim klimatem, wyrafinowanym wystrojem (wiecie, kieliszki kryształowe na stole, obrusy, smętni kelnerzy), trochę odstraszała, trochę jawiła się jako nie dla przeciętnego człowieka. A przecież kraje bliskiego wschodu są pełne słońca, radości, świeżości. Moje oczy na tą kulturę otworzyła wizyta w Libanie. Tak skrajnym, tak szalonym, bardzo lifestylowym.

Hamsa

Hamsa / fot. abitetoeat.pl

To właśnie tam miałam okazję bawić się w legendarnym klubie Budda Bar, który słynie również ze znakomitych składanek muzycznych. Poznałam smak Humus i bogactwa przypraw a kuchnia bliskowschodnia stała się jedną z moich ulubionych. Bo jest wyrazista.

Hamsa humus & Happiness Izraeli restaurant okazało się bardzo orzeźwiającym miejscem. Zupełnie niepodobnym do klimatu ulicy Szerokiej. Pierwsze co poczułam po wejściu do lokalu, to słońce na twarzy. I chociaż był to marcowy wieczór, w Hamsie było jasno, cudownie błękitnie, ze ścian patrzyły na mnie twarze ludzi, a z głośników wydobywała się współczesna arabska muzyka. Poczułam się wakacyjnie.

Kuchnia izraelska łączy w sobie wiele wpływów, ale jedno ją wyróżnia: nie ma żadnych zasad. Eksplozja smaków i aromatów jest tak zaskakująca, że moje kubki smakowe nie mogły nadążyć. Zacznijmy jednak od HAMSY – chyba mogę powiedzieć, że firmowego zestawu podawanego w talerzykach, które w całości tworzą właśnie znak dłoni – talizmanu, który chroni od złego. Zestaw Meze dla 2 osób za 29 zł skomponowaliśmy z: Lebneh z za’atarem – Kulki dojrzałego lebneh obtoczone w za’atarze i marynowanej oliwie z dodatkiem ziół, Klasyczny Humus z ciecierzycy, pasty sezamowej Tahini cytryny i czosnku oraz Najpopularniejszy w Izraelu dip z pomidorów, papryki i cebuli – były po prostu mistrzowskie. Zupa cytrynowa z kurczaka (11 zł) była orzeźwiająca i wcale nie kwaśna. Izraelska zupa pomidorowa z ciecierzycą (10zł) rozgrzewała ale poleciłabym ją raczej tradycjonalistą.

Hamsa

Hamsa / fot. abitetoeat.pl

Porcje w Hamsa są duże, dlatego warto wybrać się w więcej osób swobodnie próbując tego, co nasz przyjaciel ma na talerzu bez narażenia go na głód. Fajną opcją jest zabranie na wynos – ja zabrałam ze sobą to, co zostało z kolacji, szerząc smak Hamsy i dzieląc się ze znajomymi. A było czym bo jagnięcina duszona w słodko-pikantnym sosie z dodatkiem moreli, kardamonu, cynamonu z kuskusem i rodzynkami (37zł) podany jako danie główne zastąpił mi również deser. Bliskowschodnia polędwica wołowa marynowana w baharacie czyli arabskiej mieszance przypraw składająca się z kardamonu, kolendry, kuminu rzymskiego, ziela angielskiego, goździków, gałki muszkatołowej i papryki z sokiem z cytryny (39 zł) była soczysta i od razu uprzedzę Wasze pytanie – wcale nie „perfumowana”. Cały urok tej kuchni polega na umiejętności żonglowania dominującymi przyprawami w taki sposób, aby wydobyć z nich to, co najlepsze. I w Hamsa to się udało. Z przyjemnością tam wrócę żeby zgłębić pozostałe dania takie inne, niespotykane w Krakowie, ucząc się nowego zakątku świata podanego na talerzu. I chociaż przez wizytę w Libanie do Izraela nie mam już wstępu, to ciesze się, że mogłam gościć w Hamsie.

***

O Ani:

Uważa jedzenie za magię, a jego powstawanie – za czarowanie. Lubi wszystkie kuchnie świata, nawet ekstremalne. Eksperymentuje, doświadcza i dzieli się swoją pasją z czytelnikami swojego bloga www.abitetoeat.pl. Zwyciężczyni pierwszej edycji „Ugotowani” w TVN. Subiektywnie opowiada o poznanych miejscach, smakach serwując swoje wariacje na temat jedzenia.

O blogu:

A bite to eat czyli „coś do jedzenia” to blog kulinarny mojej pasji – gotowania. Znajdziecie tu różne kulinarne wyzwania, przepisy moje i zapożyczone, pomysły i wariactwa, opowieści o kulinarnych podróżach, recenzje odwiedzanych przeze mnie miejsc. Chcę by „A bite to eat” było dla Was inspiracją do codziennego gotowania.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ