Home / Styl życia  / Kuchnia  / Głodni drugiego człowieka

Głodni drugiego człowieka

Jesteś głodna wrażeń? Twoją pasją są podróże i poznawanie nowych ludzi? Eataway jest dla ciebie!

Platforma Eataway obecnie gromadzi ponad 700 kucharzy z całego świata / fot. Michał Lichtański

Wyobraź sobie, że wracasz zmęczona z pracy, ale zamiast głowić się nad szybkim obiadem, idziesz na dal i samosy do kobiety z Bangladeszu, kimchi i miso do mieszkającej w Krakowie Koreanki, czy ruskie pierogi do rzeźbiarki z pasją do gotowania. W trakcie posiłku spotykasz ludzi z Ameryki, Francji, Rosji. Po wszystkim płacisz i wychodzisz. Niemożliwe? Z Eataway tak

Platforma Eataway obecnie gromadzi ponad 700 kucharzy z całego świata / fot. Michał Lichtański

Platforma Eataway obecnie gromadzi ponad 700 kucharzy z całego świata / fot. Michał Lichtański

Kucharz na wyciągnięcie ręki

Gdy dwa lata temu rozmawialiśmy z Martą Bradshaw, pomysłodawczynią i założycielką portalu Eataway, projekt dopiero startował. Idea, by za pomocą strony internetowej umówić się do kogoś na posiłek, spędzić czas w domu tej osoby, a następnie zapłacić za poczęstunek i wyjść, w Polsce była nowością. Dziś platforma gromadzi około 700 kucharzy, z 72 miast świata. A zainteresowanie ciągle rośnie.
– Autentyczność jest tym, co najbardziej cenią nasi użytkownicy. Dzięki naszej platformie mogą zobaczyć, kto dla nich gotuje, przywitać się i poznać tę osobę. W restauracji kucharza raczej nigdy nie spotkamy, poza kilkoma medialnymi osobowościami. Tutaj każdy kucharz jest na wyciągnięcie ręki, możemy do niego napisać i umówić się na spotkanie – mówi Marta.
Pomysł zapraszania do siebie obcych i dzielenia się z nimi posiłkiem, był o tyle niespodziewany, co oczywisty. Ile razy zdarzyło ci się pójść do resstauracji i nie być zadowoloną z przyrządzonego posiłku, czy jego ceny? Ile razy wychodziłaś z poczuciem niedosytu? Reakcją na takie uczucia było stworzenie Eataway. I choć początkowo rodzina i przyjaciele dziwili się pomysłowi Marty, nie dowierzając w jego powodzenie, teraz już nikt nie ma wątpliwości, że coś w tym jest.
– Najprostsze rzeczy czasem są najtrudniejsze. Ten projekt otworzył oczy wielu osobom, że Internet i nowe technologie trochę oddzieliły nas od siebie. A tak naprawdę, jesteśmy głodni prawdziwych ludzi. Jedzenie jest tylko pretekstem do spotkania. Zobaczmy, kto gotuje wokół nas, zamówmy sobie kolację, albo wpadnijmy na śniadanie. Poznajmy drugiego człowieka.

Sumona Noor / fot. S. Noor

Sumona Noor, użytkowniczka Eataway / fot. S. Noor

Gospodyni w sari

Sumona dołączyła do Eataway z powodu swojej pasji do gotowania. I dlatego, że w Krakowie nie ma dobrej restauracji indyjskiej.
– W moich okolicach, Bangladesz, Indie, jemy bardzo ostre jedzenie. Czasami przyjeżdżają do mnie osoby, które proszą o konkretne danie, by poczuć, jak to naprawdę u nas smakuje. Dzielimy się jedzeniem, doświadczeniami i kulturą, nawiązujemy przyjaźnie – mówi pokazując mi parapet pełen kwiatów. Sumowa poza gotowaniem lubi też ogrodnictwo. Wielu z gości obdarowuje ją więc kwiatami.
– Przecież nie muszą tego robić, bo płacą za posiłek, ale jednak mają poczucie, że to miły gest, gdy przychodzą do mojego domu.
W miesiącach letnich mieszkanie Sumony i jej rodziny odwiedza kilkadziesiąt osób. Są to w większości Polacy, ale także turyści, którzy chcą poznać tradycyjną indyjską kuchnię i zwyczaje. Może liczą także na zobaczenie gospodyni w sari?
– Zakładamy je tylko na specjalnej okazje. Kiedy jestem w Bangladeszu i jest jakieś święto czy spotkanie rodzinne, wtedy wszystkie je nosimy. W kwietniu organizuję powitanie nowego roku, Nobo Borsho, i wtedy założę sari. Chcę pokazać gościom tę atmosferę, bo w moim kraju jest to niezapomniane przeżycie.
Każde spotkanie organizowane przez Sumonę poprzedzone jest wielogodzinnymi przygotowaniami. Składniki muszą być świeże i najlepszej jakości, kupowane na targu od sprawdzonych i zaufanych sprzedawców. Produkty niedostępne w Krakowie zamawia przez Internet z Warszawy, Londynu czy Frankfurtu. Na kompromis nie idzie także jeśli chodzi o przyprawy. Na balkonie uprawia własną trawę cytrynową, papryczki chilli, kolendrę, czy miętę.
– Nasza kuchnia jest ostra, bo nie kupujemy gotowych przypraw, tylko robimy własne. Pod względem ostrości potraw, tylko Meksykanie mogą z nami konkurować – dodaje. Gospodyni zawsze pyta swoich gości, czy posiłek nie jest zbyt pikantny. Właśnie tak Sumona uczy się, jak przyprawiać potrawy dla Europejczyków. Dla niej papryczki chilli sprzedawane w naszym kraju w ogóle nie są ostre.

Eataway, to nie tylko wspólne jedzenie / fot. Michał Lichtański

Eataway, to nie tylko wspólne jedzenie / fot. Michał Lichtański

Takeaway?

Kolacje Marty, to dania polskie, które podaje zawsze we środy, o 19. Zwykle przy swoim stole gości od 10 do 15 osób.
– Robię proste dania, gulasze, placki ziemniaczane, sałatki, dużo kapusty kiszonej, kaczki, gęsi. Jest z tym wszystkim trochę zabawy, ale też satysfakcja, gdy widzę przy stole uśmiechniętych ludzi, którym smakuje. Tego nie mogą udawać – mówi.
Sumona zaprasza około 12 osób. Często organizuje także pokazy gotowania. Ostatnio zgłosili się do niej studenci, którzy chcieli nauczyć się przygotowywać curry, dal i wyśmienity, aromatyczny ryż, według tradycyjnych przepisów z Bangladeszu. Ale nie straszne jej także gotowanie dla ponad 50 osób.
– Przygotowywałam wtedy dania na wynos przez dwie noce. Zamówienie było do odebrania rano i spałam tylko dwie godziny. Ale wszystko było gotowe na czas – dodaje z uśmiechem.
Z tej funkcji portalu korzysta także Kaja. Krakowianka jest pasjonatką kuchni roślinnej, do której chce przekonać także wszystkożerców.
– Aromatyczne burgery z bakłażana, smalec z fasoli, na który nabierze się nawet największy miłośnik oryginału, brownie z batatów ociekające słonym karmelem, wegański ramen, tatar, a nawet kawior czy genialny creme brulee z kaszy jaglanej… Nic nie cieszy mnie tak, jak kolejne kulinarne odkrycie, tym bardziej jeśli mogę się nim podzielić. I właśnie dlatego dołączyłam do Eataway – mówi. Na portalu znajdzie coś dla siebie zarówno miłośnik mięs, warzyw czy słodkości. Także zastrzeżenia zdrowotne, takie jak nietolerancja glutenu czy laktozy, nie stanowią przeszkody w dołączeniu do społeczności. Wystarczy tylko po zarezerwowaniu kolacji napisać do gospodarza, który uwzględni te uwagi w swoim menu. Opcja zamawiania na wynos wychodzi naprzeciw osobom, które nie mają czasu na kilkugodzinne kolacje, czy będąc w pracy są znudzone lunchem zawsze z tego samego miejsca. Co stoi na przeszkodzie, by dziś spróbować baba ghanoush, trójkatnego kimbap z tuńczykiem, czy poppadoms? Ceny zestawów na wynos wahają się od 15 do 30 złotych i zostają nam dostarczone w ekologicznym opakowaniu, które podlega recyklingowi lub kompostowaniu.

Eataway pozwala poznać drugiego człowieka / fot. Michał Lichtański

Eataway pozwala poznać drugiego człowieka / fot. Michał Lichtański

Nie tylko dobre jedzenie

Kiedy dwa lata temu rozmawialiśmy z Martą, na stronie zarejestrowanych było 20 kucharzy, dziś jest ich 35 razy więcej. Uruchamiane są nowe opcje, trwają prace nad aplikacją mobilną, a ilość aktywnych użytkowników wciąż wzrasta. Co dalej?
– Chcielibyśmy być globalną stroną, rozwijać się na całym świecie. Na pewno będziemy potrzebować wsparcia finansowego, będziemy starać się o inwestora. Naszym marzeniem jest, by kiedyś będąc w Chinach czy Indiach, otworzyć naszą aplikację i zobaczyć, kto gotuje i umówić się na kolację. Wierzę, że to możliwe – mówi.
Dzięki Eataway możemy zetknąć się z obcą kulturą nie wyjeżdżając z miasta, jednocześnie spędzając czas z ludźmi z różnych kontynentów, przy domowym, smacznym posiłku. Ale to nie jedyna możliwość jaką otwiera portal.
– Przez stronę można zorganizować akcję pomocową. Jeżeli chcesz pomóc, to zgłoś do nas, że ugotujesz 10 porcji zupy dla bezdomnych. My zajmiemy się tym, by do nich dotarła, za pośrednictwem MOPSU czy kuchni brata Alberta. Potrzebujący są także uchodźcy. Możemy się zamknąć, budować wyższe mury, albo dłuższe stoły. I ja jestem za dłuższymi stołami.

Maria Pruszyńska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach