Saturday, July 11, 2026
Home / POLECAMY  / Gdy złamałam tę zasadę, zaczęły się koszmary

Gdy złamałam tę zasadę, zaczęły się koszmary

A czy TY wiesz, jak daleko możesz się posunąć?

Koszmary

Ilustracja: Izzyseriuos (SI) / Pixabay

To była pułapka, którą sama na siebie zastawiłam. Miałam trzydzieści cztery lata, niezłą posadę w korporacji i poczucie, że w moim życiu wszystko jest pod kontrolą. Aż przyszedł ten duszny wieczór, kiedy po zakończeniu niezwykle męczącego projektu wyszliśmy z szefem do baru na wino, celebrować sukces. Potem, pijani, wróciliśmy do biura po jakieś papiery. Tam, przy wygaszonym świetle, granica między profesjonalizmem a intymnością niespodziewanie wyparowała

Nie czułam motyli w brzuchu

Zamiast tego była adrenalina, która zawsze towarzyszy łamaniu zasad. Mój szef nie był księciem z bajki, tylko średnio urodziwym, za to bardzo pewnym siebie mężczyzną, który lubił mieć to, co było dla niego niedostępne, podczas gdy w domu czekała żona. Ja natomiast byłam kobietą, która w tamtym momencie rozpaczliwie chciała czuć, że ma władzę. Seks z nim miał być tylko chwilowym uniesieniem, rozładowaniem napięcia, które narastało w nas od miesięcy. Nie było jednak tak, jak w filmach. Już gdy to robiliśmy, czułam wstręt, powodowany jego nieświeżym oddechem i pokraczną pozycją, ale było za późno, żeby się wycofać. Kiedy wstałam rano, spojrzałam w lustro i nie poznałam własnej twarzy. Wytrzeźwiałam i zrozumiałam, że zamiast poczucia władzy, długo towarzyszyć mi będzie poczucie obrzydzenia. Czułam się zwyczajnie brudna. Wtedy też zaczęły się sny.

Duchy przeszłości wracają 

To nie były zwykłe koszmary. To było nawiedzenie, które zaczęło odbierać mi zdrowe zmysły. Pierwszej nocy przyśniła mi się babcia. Nie widziałam jej od lat, od pogrzebu. W moim śnie siedziała na brzegu łóżka, dokładnie w tej samej sukience, w której chowałam ją do trumny. Nie patrzyła na mnie z miłością. Jej wzrok, kiedyś ciepły, teraz był zimny i nieruchomy, oskarżający. Ciężar tego snu przygniatał mnie do materaca nawet po przebudzeniu. Wiedziałam, o co oskarża mnie to spojrzenie i wiedziałam, że jestem winna. Na domiar złego, gdy tego dnia poszłam do biura, spotkałam tam żonę mojego szefa – ciepłą i serdeczną jak nigdy. Gdy się do mnie uśmiechała, lał się ze mnie zimny pot. Zakręciło mi się w głowie. Uciekłam do łazienki i zwymiotowałam.

Potem było tylko gorzej

Koszmary zyskały własną, gęstą strukturę. Dzień po dniu, każdy ze zmarłych członków mojej rodziny objawiał mi się, prezentując to samo oskarżycielskie, milczące spojrzenie. W moim salonie zaczęły pojawiać się postacie nieznajomych – cienie o rozmytych rysach, które stały w kątach pokoju i przypatrywały mi się z narastającym obrzydzeniem. Pojawiała się czasem też postać żony szefa, ze swoim szerokim, ufnym uśmiechem. Z każdym kolejnym razem, sny stawały się bardziej natrętne.

 

Budziłam się cała mokra, z dłońmi zaciśniętymi w pięści i łzami w oczach. Czułam obecność mar nawet wtedy, gdy otwierałam oczy. Czasem, leżąc bez ruchu w ciemności, miałam wrażenie, że słyszę ich głosy, mimo że jeszcze nie spałam. Zaczęłam unikać lustra, bo bałam się, że kiedy spojrzę w nie następnym razem, w odbiciu zobaczę obok siebie jedną z tych postaci. Gdy jednak w końcu w nie patrzyłam, widziałam tylko kobietę, która zdradziła własne wartości dla kilku chwil marnej atencji.

Czytaj też:
Sennik – seks. Co oznacza sen erotyczny o szefie lub byłym partnerze?

W kościele zrozumiałam, czego mi trzeba 

Po kilku tygodniach nieprzespanych nocy byłam już zdesperowana. Czułam, jak poczucie winy i obrzydzenie samą sobą wysysa ze mnie siły. Złożyłam wypowiedzenie i czekałam, aż moje sumienie się oczyści, a wraz z nim znikną nocne mary. Bez skutku. Mijały tygodnie, a spokojny sen nadal nie przychodził. Wtedy, w skrajnej już desperacji, po raz pierwszy od niemal dwudziestu lat zawędrowałam do kościoła. Nie zrobiłam tego z potrzeby modlitwy, tylko z czystego lęku przed przebywaniem we własnym mieszkaniu.

 

Na szczęście nikogo w środku nie było, bo gdy usiadłam w ostatniej ławce, po prostu się rozryczałam. Ja, dorosła kobieta, siedziałam chowając twarz w dłoniach i kwiląc jak dziecko. Gdy wreszcie się uspokoiłam, dotarło do mnie, że naprawdę nie czuję niczyjej obecności. Pierwszy raz od zbyt dawna byłam sama ze swoimi myślami, bez poczucie, że coś nade mną wisi.

To też ciekawe:
Sennik ‒ duch. Dlaczego śnię o duchach?

 

To tam, w półmroku nawy, wśród zapachu wosku i wilgotnego kamienia, dotarło do mnie, że nie szukam tylko spokoju ducha, ale przede wszystkim przebaczenia, na które – choć wydawało mi się to niemożliwe – wciąż miałam szansę. Następne trzy dni spędziłam w tej samej kościelnej ławce – bezrobotna i wciąż niewyspana. Wiedziałam już, co muszę zrobić. Przygotowywałam się mentalnie do wyznania prawdy – najpierw w konfesjonale, a później przed żoną byłego już szefa.

Na co dzień pasjonatka krakowskiego środowiska muzycznego, wokalistka i producentka. Dziennikarstwo ma we krwi, a jak zwykła mawiać, z genami nie wygrasz.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ