Gdy kończy się szkoła, zaczyna się strach. Dlaczego Kasia boi się wakacji?
Historia odrzuconej dziewczynki
Za szkolnymi murami rządzi przemoc psychiczna, a gdy wraca do domu, doświadcza przemocy w każdej jej formie. / fot. Canva
„Zbliżają się wakacje i chwile, w których piekło ponownie zawładnie moją codziennością. Tylko w szkole odpoczywam, pomiędzy słowami, że jestem: głupia, brzydka, niewystarczająca” – zwierza się 13-letnia Kasia. Nie zawsze w domu dziewczynki butelki wódki turlały się po podłodze, a zamiast obiadu na stole leżały niezapłacone rachunki. Kiedyś było w miarę normalnie. Ojciec zmagał się z alkoholem już przed jej narodzinami, ale mama zawsze trzeźwo patrzyła na świat i stawała w obronie Kasi. Teraz w rodzinnym domu panuje ciemność zakłócana przez krzyki oraz bełkot. „W mojej klasie nie ma drugiego takiego dziecka, któremu na myśl o lipcu i sierpniu, spływają łzy po policzkach” – opowiada dziewczyna…
Co w artykule
- Przemoc psychiczna w szkole
- Miejsce, które trudno nazwać domem
- Strach przed zbliżającymi się wakacjami
- Plan na przetrwanie i marzenia o przyszłości
Wymarzona ucieczka w szarą rzeczywistość szkoły
Kasia zawsze należała do grona najsłabszych uczniów w szkole. Dziewczyna z ogromnymi trudnościami prześlizguje się z klasy do klasy.
– Nigdy nie miałam łatwo. Fakt, nie należę do wszechstronnie uzdolnionych osób. Jeśli nie poświęcę kilku godzin na materiał, to nie ma szans, że jakimś cudem zdam. Najczęściej z nauczycielami spotykam się na poprawkach, a już prawie zawsze jestem tam sama. Nie buntuję się, gdy inni uczniowie wyzywają mnie od głupiej. Nikomu nie powiedziałam, gdy historyk na całą klasę wykrzyknął „Jesteś leniwa, niewarta złamanego grosza!”, podczas wymachiwania kartką z ogromną jedynką. W pewnym momencie nawet uwierzyłam, że wszyscy dookoła mają rację.
Mimo poczucia wstydu, jakie towarzyszy Kasi na lekcjach, dziewczynka cieszy się na czas spędzony w szkole.
– Zawsze traktowano mnie jak margines społeczny, który nawet nie ma dokąd wrócić. Mój dom nie jest ciepłym domem, o którym czyta się w książkach dla dzieci. Dźwięk dzwonka na przerwę to dla mnie czas tylko dla siebie. Wtedy siadam do mojego ulubionego kąta (pomiędzy salą gimnastyczną a biblioteką), zakładam stare słuchawki z odtwarzaczem MP3 i staram się po prostu… nie myśleć. Jeśli nikt mnie nie zaczepi, potrafię tak przesiedzieć bez ruchu nawet 15 minut i delektować się świętym spokojem, podczas gdy rówieśnicy z niecierpliwością odliczają minuty do ostatniego dzwonka.
Przeczytaj również:
Szkoła – źródło pogłębiających, dziecięcych kompleksów?
Dom, do którego nie chce się wracać
W tym domu nie chce przebywać nawet pies Ares, który woli spędzać czas na zewnątrz bez budy. W czasach, kiedy toaleta wydaje się podstawą normalnego funkcjonowania, rodzina Kasi korzysta z wychodka. Jeden pokój, w którym śpią rodzice i ona, a obok niewielkie pomieszczenie ze stołem oraz dwoma palnikami. Kilka ścian w opłakanym stanie stanowi codzienne zagrożenie.
– Mieszkam tak, odkąd pamiętam i nie wiem, czym jest lepsze życie. Przyzwyczaiłam się. Do pewnego momentu nie narzekałam. Mama była prawdziwą mamą i otaczała mnie ciepłem, które wynagradzało trudne warunki.
Gdy ojciec Kasi stracił pracę, bo alkohol całkowicie zawładnął jego życiem, to zatroskana kobieta harowała za dwoje. Brak wsparcia i ciągłe wyzwiska ze strony męża sprawiły, że przestała walczyć o dobro rodziny. On przepijał zarobione przez nią pieniądze.
– Pamiętam, gdy i mama coraz częściej sięgała po piwo. Nie potrzebowała wiele, aby każdego dnia zapomnieć o bożym świecie. Miałam wrażenie, że przestaje czuć. Stawała się obojętna na obelgi, a moje emocje w tym domu przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Szybko także mama Kasi straciła pracę. Rodzice sprzedali samochód i żyli z zasiłków. W domu toczyły się niekończące kłótnie o to, kto z nich jest gorszy.
– Przez ostatnie lata za zamkniętymi drzwiami działy się straszne rzeczy. Nigdy nie zapomnę, jak ojciec pierwszy raz podniósł na mnie rękę. Jest silnym mężczyzną i nawet w upojeniu alkoholowym, równa mnie z ziemią. Najczęściej bije w okolice ud, aby nie zostawić – na pierwszy rzut oka – widocznych śladów. Do tej pory ciężko mi zrozumieć, jak w jednej chwili można kłócić się i rzucać talerzami, aby po chwili uprawiać dziki seks obok płaczącej córki. Nie chciałam tego słyszeć, nie chciałam tego widzieć, nie chciałam tego czuć…
Życie Kasi toczyło się na rozkładanej wersalce. To w tym miejscu spała, jadła, odrabiała lekcje, płakała, ale i marzyła o ucieczce.
Polecamy:
„Mnie też bili i wyrosłem na porządnego człowieka”. Bicie a dobre wychowanie dziecka
Już lepiej, gdy pili. „Mamo, tato, śpicie?”
Zdarza się, że gdy Kasia wraca do domu, jej rodzice śpią. Czasami na łóżku, innym razem na podłodze. Tylko wtedy dziewczynka otrzymuje szansę, aby usiąść do książek i odrobić zadanie domowe. Tykający zegarek nieustannie przypomina, że czasu pozostaje coraz mniej.
– Wracam do domu i od progu pytam, czy śpią. Brak odpowiedzi oznacza pozorny spokój i szansę na naukę. Zawsze wtedy czuję lęk, przerażenie, że za chwilę się obudzą. W pośpiechu zostawiam w zeszytach mnóstwo błędów. Potrzebowałam wsparcia w nauce, od lat zaległości potęgowały zaległości. Zdana tylko na siebie uczę się, jak przetrwać, a nie jak zrozumieć.
Kasia zaczyna zakłamywać rzeczywistość. Dziewczynka woli, aby świat wokół wierzył w jej lenistwo. Ukrywa prawdę o nieszczęśliwej rodzinie. Czuje wstyd na myśl o rodzicach, a ciągłe upokorzenia zajmują więcej miejsca w plecaku niż książki do szkoły.

Jest silnym mężczyzną i nawet w upojeniu alkoholowym, równa mnie z ziemią. / fot. Canva
Zamknięta w świecie hejtu i braku wsparcia
Kasia wyznała, że żyje w świecie przepełnionym hejtem. W pewnym momencie przestała się starać i szukać chociaż jednej bratniej duszy.
– Nie żartuję. Naprawdę w klasie nikt mnie nie lubi. Śmieją się ze mnie: z moich ubrań, z moich poglądów, z mojej biedy, ze wszystkiego, co mnie dotyczy. Oni czerpią taką satysfakcję, gdy widzą, jak się łamię. To chyba nie jest normalne… a może już jest?
Dziewczynka tylko raz spróbowała sięgnąć po pomoc u psychologa szkolnego. Uważała, że to doda jej odwagi.
– Pierwszy i ostatni raz. Psycholożka szkolna doradziła, żebym lepiej siedziała cicho, bo pogorszę sytuację. Podobno rówieśnicy nie lubią, gdy ktoś się stawia, a jeszcze gorzej – skarży. Pani Beata zasugerowała, że to ze mną może być największy problem. W jej opinii powinnam w końcu zabrać się za naukę, zamiast narzekać na niesprzyjające otoczenie.
Może cię zainteresuje:
„I co, zabijesz się?” Od heheszków do nienawiści
W pułapce systemu: dwa światy, żadnego bezpieczeństwa
Kasia utknęła w systemie, który z pozoru ma zagwarantować bezpieczną przestrzeń dziecku. Dziewczynka zdecydowanie preferuje szkołę, bo tam na przerwach czuje się choć przez chwilę wolna od strachu. Za oświatowymi murami rządzi przemoc psychiczna, a gdy wraca do domu, doświadcza przemocy w każdej jej formie.
– Podobno była u nas założona „Niebieska Karta”. Przychodziła jakaś pani, pytała, czy wszystko w porządku. Mama mówiła, że tak, a ja bałam się odezwać. Potem przestali przychodzić i wszystko zostało po staremu.
Kasia jest dobra w marzenia. Chyba to sprawia, że dotąd nie pozwoliła, aby w jej głowie pojawiły się przerażające myśli. Dziewczynka nieustannie snuje plany z cyklu „walka o przetrwanie” i manifestuje szczęście.
– Mimo tego wszystkiego wierzę, że przyszłość zależy ode mnie, a pełnoletność otworzy świat pełen możliwości. Mam konkretne plany. Gdy osiągnę 18 lat, wyprowadzę się i pójdę do pracy. Wolę żyć spokojnie bez matury niż udawać, że się uczę, tkwiąc w dysfunkcyjnej rodzinie. Jeśli uzbieram na kurs fryzjerski, zacznę rozwijać się w tym kierunku. Marzę o miejscu dla siebie, w którym nikt mnie nie zna. Pragnę raz na zawsze uwolnić się od przyklejonych łatek!
Dziewczyna twierdzi, że niewykształcone osoby nie są bez szans na rynku pracy.
– Boję się nadchodzących wakacji bez szkoły, ale chyba wiem, co zrobić. Pójdę na zbiory truskawek, a później borówek do mojej cioci. To złota kobieta i na pewno zgodzi się, abym zaoferowała swoją pomoc w pracy. Mam nadzieję, że spędzę tam całe dnie, a wypłatę odłożę na wymarzoną przyszłość.
Z tyłu głowy pojawia się jednak lęk, że pieniądze przydadzą się bardziej na zaległe rachunki nieopłacone przez rodziców niż na nowe życie Kasi.
