Saturday, April 13, 2024
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Gaja Grzegorzewska – Nagroda Wielkiego Kalibru 2010 za kryminał Topielica

Gaja Grzegorzewska – Nagroda Wielkiego Kalibru 2010 za kryminał Topielica

Klnie jak szewc, pali jak smok i lubi straszyć czytelników soczystymi opisami trupów. GAJA GRZEGORZEWSKA

Gaja Grzegorzewska

Gaja Grzegorzewska, fot. Anna Ciupryk

Miasto Kobiet: Kiedy Ci się znudzi pisanie o Julii Dobrowolskiej?

Gaja Grzegorzewska: Nie wiem, na razie dobrze mi się o niej pisze, zżyłam się z nią, mam w głowie jej historię, wiem, jak się będzie układać jej życie. Zresztą od początku myślałam, że to będzie seria.

Miasto Kobiet: Piszesz kolejną książkę?

Gaja Grzegorzewska: Tak. Jej akcja będzie się dziać w Krakowie. Książka będzie grubsza od wcześniejszych, chyba bardziej skomplikowana i bardziej mroczna. Zaczyna się w Święto Zmarłych. Julia wpada do świeżo wykopanego grobu i słyszy rozmowę nieprzeznaczoną dla jej ubłoconych uszek. Jest deszcz, mgła, jesienny chłód, mnóstwo podejrzanych typów i ponurych zaułków miasta. Pojawią się też motywy nekrofilskie. Co nie znaczy, że niebędzie terapeutycznej dawki czarnego humoru.

Miasto Kobiet: Odczuwasz presję, żeby każda kolejna książka była lepsza?

Gaja Grzegorzewska: Tak, zwłaszcza ze strony wydawcy. Najbardziej to czułam przy drugiej książce. W kółko wysłuchiwałam, że następna książka musi być lepsza.

Miasto Kobiet: I jak się pisze pod taką presją?

Gaja Grzegorzewska: To mobilizujące, ale równocześnie, kiedy już oddaję książkę i czekam na opinię, czuję lekkie zdenerwowanie i zastanawiam się, czy na pewno jest lepsza.

Miasto Kobiet: A jest?

Gaja Grzegorzewska: Nie wiem, czy druga była lepsza od pierwszej, ale trzecia jest najlepsza. Najbardziej też ją lubię.

Miasto Kobiet: Mówiąc o trzech książkach, pomijamy Orchideę, której jesteś współautorką.

Gaja Grzegorzewska: Tak, bo to jest coś zupełnie innego. Odpowiadam nie za jej całokształt, tylko za jedną trzecią treści. Ale na pewno była to książka, którą się pisało najweselej. Jest w niej wszystko: pastisz, parodia, zabawa.

Miasto Kobiet: Pisaliście ją tutaj, w Mleczarni?

Gaja Grzegorzewska: Tak, przy tamtym stoliku. (Gaja pokazuje stolik w rogu sali).

Miasto Kobiet: Łatwiej pisze się samej czy w trójkę?

Gaja Grzegorzewska: Zupełnie inaczej. Na początku trudniej, bo trzeba wypowiedzieć przy kimś zdanie, wiedząc, że od razu zostanie ocenione. Taką samą trudność miała zresztą Agatha Christie, gdy w pewnym momencie postanowiła wynająć osobę, której miała dyktować. Musiała się przełamać do wypowiadania zdań na głos.

Miasto Kobiet: Czułaś się w tym tercecie równorzędnym partnerem?

Gaja Grzegorzewska: Na początku nie. Odczuwałam presję dlatego, że piszę z Marcinem Świetlickim i Irkiem Grinem, którzy mają na koncie dużo więcej książek. Ale potem się przyzwyczaiłam i wydaje mi się, że byliśmy równorzędnymi autorami, z tym że to Irek wklepywał tekst i czasami, jeśli czegoś bardzo nie chciał, to nie napisał, chociaż długo go prosiliśmy.

Miasto Kobiet: Planujecie powtórkę?

Gaja Grzegorzewska: Teraz piszemy razem opowiadania. Też kryminalne i też będzie to pastisz, zabawa różnymi odnogami tego gatunku. Planujemy wydać zbiór opowiadań.

Miasto Kobiet: Zauważyłam, że lubicie pożyczać od siebie różne wątki. I bohaterów.

Gaja Grzegorzewska: To takie nasze zabawy. Do Topielicy pożyczyłam postać z książek Marcina Świetlickiego, pana Grzesia, operatora, który jakoś od początku pasował mi do moich kryminałów. Marcin napisał mi wszystkie SMS-y, które Grześ wysyła do Julii. Ja z kolei napisałam Marcinowi fragment sceny w książce Jedenaście, gdzie pojawia się Lola z moich kryminałów. Od Edwarda Pasewicza, który zresztą też tu siedział przed chwilą, wzięłam do Topielicy dwóch Katalończyków. Zapomniałam mu za to podziękować, więc byłoby fajnie, jakby się w tym wywiadzie ukazało, że mu dziękuję.

Miasto Kobiet: W czasie naszej rozmowy dzwoniła Twoja szefowa, rozumiem więc, że masz tzw. normalną pracę.

Gaja Grzegorzewska: Tak. Administruję siecią w firmie, która organizuje szkolenia dla architektów.

Miasto Kobiet: Nie trzeba być do tego informatykiem?

Gaja Grzegorzewska: Nie, to jest bardzo proste.

Miasto Kobiet: Praca „od – do” jest pewnie dla kogoś, kto pisze, dużym obciążeniem.

Gaja Grzegorzewska: Nie, bo pracuję tylko pięć godzin dziennie, mam wiele czasu na swoje pisanie i rozrywki.

Miasto Kobiet: A co robisz poza pracą i pisaniem?

Gaja Grzegorzewska: Bawię się, spotykam ze znajomymi. Bardzo się interesuję sportem, biegam, jeżdżę na rowerze. Razem z koleżankami założyłyśmy grupę „Dębniki ćwiczą” i codziennie o ósmej rano prowadzimy treningi. Niedługo chcę zrobić kurs instruktora kulturystyki.

Miasto Kobiet: Co ćwiczycie?

Gaja Grzegorzewska: To są ciężkie ćwiczenia siłowe, na tzw. masę, głównie w oparciu o ciężar własnego ciała. Są popularne na Zachodzie, u nas to jeszcze nowa rzecz. Nasi znajomi uważają, że trochę przesadzamy, ale wszyscy, którzy przychodzą na treningi, czują się potem doskonale. Jak się człowiek rano zmęczy fizycznie, to potem cały dzień jest pozytywnie naładowany.

rozmawiała Aneta Pondo

Dziennikarka i redaktor naczelna „Miasto Kobiet”, które wymyśliła i wprowadziła na rynek w 2004 rok. „Miasto Kobiet” to jej miłość, duma i pasja. Prezeska Fundacji Miasto Kobiet, która wspiera kobiety w odkrywaniu ich potencjału oraz założycielka Klubu Miasta Kobiet – cyklu spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Mike Tritt 27 listopada, 2011

    brawo Gajoor!

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ