Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Gabriela Muskała: Zbudowana ze skrajności

Gabriela Muskała: Zbudowana ze skrajności

Przeczytaj rozmowę z jedną z najzdolniejszych współcześnie aktorek

Gabriela Muskała: To niezwykle oczyszczające dla głowy, gdy masz jeden prosty cel, zdobyć górski szczyt albo wytrzymać w trudnej asanie / fot. Weronika Kosińska

 

Gabriela Muskała Weronika Kosińska

Gabriela Muskała: Po premierze „Fugi” tato powiedział, że mnie nie poznał, bo żaden mój gest, spojrzenie nie było tym, które zna z życia / fot. Weronika Kosińska

Czy są reżyserzy, z którymi bardzo chciałabyś współpracować?

Śmiejemy się z Agnieszką, że jak nakręcimy trzeci wspólny film, to będziemy miały tryptyk. Pierwszy to „Aria Diva” – trzydziestominutowy debiut Agi, w którym zagrałyśmy główne role z Kasią Figurą. Drugi to właśnie „Fuga”. Parę osób powiedziało nam, że historia Alicji z „Fugi” mogłaby być kontynuacją wątku Basi z „Arii Divy”. Basia jest tzw. Matką Polką, z potencjałem porzucenia rodziny. A wracając do pytania, bardzo cenię Wojciecha Marczewskiego, szkoda, że tak rzadko robi filmy. Mam niedosyt pracy z Wojtkiem Smarzowskim, z którym tak krótko, choć intensywnie zetknęliśmy się na planie „Wołynia”. Podziwiam też młode, fantastyczne reżyserki: Jagodę Szelc i Martę Prus. Zawsze chętnie spotkam się ponownie z moim ukochanym Mariuszem Grzegorzkiem.

Był twoim pierwszym ważnym nauczycielem.

I tak, i nie. Był bardzo ważny, ale nie był pierwszy. Miałam ogromne szczęście, gdy na początku drogi zawodowej poznałam nieżyjącego już Mariana Półtoranosa. Był instruktorem teatralnym w amatorskim teatrze KOKU przy Kłodzkim Ośrodku Kultury, w moim rodzinnym mieście. Zapisałam się tam jako licealistka. Jeździliśmy z jego monodramami po całej Polsce, wygrywając wszystkie możliwe amatorskie festiwale. Nazywano nas „Mafia Półtranosa”, bo kiedy tylko pojawialiśmy się na jakimś festiwalu, wiadomo było, że zgarniemy wszystkie główne nagrody. Jako laureatka zapraszana byłam później na festiwale profesjonalne. Marian był mistrzem monodramu, niesamowicie dużą wagę przykładał do formy. Nauczył mnie, czym jest teatr, czym jest rekwizyt, jak wielorakie może mieć znaczenie. I że lepiej, aby żaden mebel nie był na scenie tylko banalnym, pustym ozdobnikiem. Poczucie rytmu, melodia języka, praca z oddechem i przede wszystkim świadomość bycia na scenie i tego, co i po co mówi się do publiczności – tego wszystkiego nauczyłam się właśnie od Mariana. Natomiast długo miałam trudności z emocjami, byłam poblokowana. I wtedy pojawił się Mariusz Grzegorzek. Mariusz nauczył mnie pracy z uczuciami na scenie i przed kamerą, rozwibrował we mnie dramatyczne tony. Miałam wielkie szczęście, że ich spotkałam na początku zawodowej drogi. Jeden nauczył mnie formy, lekkości, rytmu, drugi głębi, emocji i skupienia. Później już mogłam tym żonglować.

kadr z filmu fuga reż. agnieszka smoczyńska

Kadr z filmu „Fuga” / fot. Jakub Kijowski

Czyli już jako licealistka byłaś aktorką.

Gdy przyjmowano mnie do szkoły aktorskiej w Łodzi, gdzie zdawałam po dwóch nieudanych próbach w Krakowie, mówiono mi, że jestem gotową aktorką, więc po co mi szkoła. Poza tym wyglądałam jak dziecko i miałam z tego powodu kompleksy. Ale szybko okazało się, że to niesamowity kapitał. Już na trzecim roku zagrałam Anię z Zielonego Wzgórza, a później Dorotkę w Czarnoksiężniku z Oz w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Zaczynałam od musicali, grałam w bajkach, farsach i komediach. Właśnie tam zauważył mnie Mariusz Grzegorzek i – paradoksalnie – dostrzegł we mnie dramatyczny potencjał. Zaprosił do głównej roli w „Agnes od Boga” w Teatrze Jaracza w Łodzi. Po tej sztuce zostałam już w tym teatrze i zaczął się mój wieloletni „festiwal ról dramatycznych” (śmiech).

A potem pojawiła się Agnieszka Smoczyńska, Bronka Nowicka czy Darek Glazer.

Młodzi, początkujący reżyserzy, którzy obsadzali mnie w swoich trzydziestominutowych filmach. Oni z kolei dali mi role zupełnie normalnych kobiet. Pracując z nimi, nauczyłam się grać życie, w którym niczego się nie stwarza, w którym się po prostu jest. To były takie blokowe, zwykłe kobiety i zupełnie nowe środki aktorskie, które polegały na tym, żeby być, a nie grać. Dla mnie to było jakieś nieprawdopodobne odkrycie po tych tragikomicznych formach i buzujących emocjach na granicy histerii. Miałam szczęście do reżyserów.

Dziś sama jesteś pedagożką i wykładasz w łódzkiej filmówce. Lubisz spotkania z młodymi ludźmi?

Owszem, bardzo. Moich studentów w szkole filmowej nie „nauczam”, ale dzielę się z nimi doświadczeniem. Bo ja też ciągle poszukuję i się uczę. Również od nich.

W filmie Marka Koterskiego „7 uczuć” grasz uroczą i pilną Weronkę Porankowską. Byłaś prymuską?

Nie (śmiech), choć uczyłam się dobrze, bo wymagał tego od nas tata. Ale zawsze miałam tysiąc innych ważniejszych spraw, pasji i rzeczy, które bardziej mnie ciekawiły niż szkoła.

Siły pozbawia nas dobre wychowanie. „7 uczuć” to film pozornie komediowy, a zarazem niezwykle mądry z przesłaniem dotyczącym wychowywania dzieci.

Tak, to bardzo ważny film, w którym ofiarami są nie tylko dzieci, ale też ich rodzice. Marek Koterski był fantastycznie przygotowany do pracy z nami. Każdy otrzymał biografię postaci, w którą się wcielał. Kręciliśmy „7 uczuć” kilka miesięcy po zakończeniu zdjęć do „Fugi”. Bałam się czy będę w stanie zagrać naiwną, delikatną dziewczynkę, skoro wcześniej wcieliłam się w ostrą, dziką Alicję – jej przeciwieństwo. Jak się okazało wystarczyło przekręcić odpowiedni kluczyk i uwolnić w sobie dziecko. To było oczyszczające uczucie.

Zupełnie inaczej było zagrać Alicję, bo jesteś autorką scenariusza.

portret gabrieli muskały

Gabriela Muskała / fot. Weronika Kosińska

I myślisz, że jako autorka scenariusza zbyt dużo o niej wiedziałam (śmiech). Ale mimo to, a może właśnie dlatego, w czasie przygotowań do roli musiałam się do niej zbliżać na nowo. Agnieszka Smoczyńska bardzo chciała bym w pracy nad Alicją zaczęła od ciała, a nie od głowy. Miałam zapomnieć o tym, jak wymyślałam tę postać, tylko poczuć ją w trzewiach. Wysłała mnie na kickboxing i na warsztaty do coacha aktorskiego Anny Skorupy, która po 25 latach mojej pracy aktorskiej dała mi nowe środki do budowania roli, otworzyła we mnie nowe tropy, nowe sposoby na zrozumienie postaci, wejście w jej emocje. Gdy zobaczyłam film w Cannes, wiedziałam, że warto było zaufać Agnieszce. Cudowna była też opinia moich rodziców po premierze filmu we Wrocławiu. Tato powiedział, że mnie nie poznał, bo żaden mój gest, spojrzenie, nie było tym, które zna z życia. Natomiast mama po seansie przyciągnęła mnie mocno do siebie i innym niż zawsze głosem powiedziała: Gabrysiu, jaki to wspaniały film! Spojrzałam na nią i zobaczyłam błysk dzikości w jej oczach. Dla tego spojrzenia mojej mamy warto było zrobić ten film. W pracy nad tekstem do „Fugi” i samym filmem ogromnym wsparciem był też mój syn Michał. 90% dialogów Alicji z synem to moje autentyczne, zapisane wiele lat temu rozmowy z Michałem. W filmie występują domowe videofilmy, zdjęcia, które ogląda Alicja, i są to prywatne materiały moje i syna. Michał już jako dorosły mężczyzna, czytał też różne wersje scenariusza i wspierał mnie na każdym etapie. Gdybym miała dedykować komuś ten film, to właśnie jemu.

Jesteś bardzo aktywna, zapracowana. Znajdujesz wolne chwile, by zrównoważyć życie zawodowe z osobistym?

To jedyna droga, żeby zachować siebie i móc dalej tworzyć. Z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem planuję swój wolny czas. Bardzo lubię aktywność, wszelkiego rodzaju sporty, jeżdżę na nartach, biegam, pływam, uprawiam gimnastykę i jogę. Potrafię odpoczywać podczas pieszych górskich wędrówek. Wyjeżdżam na aktywne wczasy, gdzie np. dzień zaczynam od jogi o szóstej rano, potem góry, a wieczorem znowu joga.

Gabriela Muskała: To niezwykle oczyszczający, również dla głowy czas, kiedy nie masz kociokwiku myśli, tylko jeden prosty cel, zdobyć górski szczyt albo wytrzymać w trudnej asanie.

Ale chętnie regeneruję się też podczas totalnego nicnierobienia, jak całodniowe leżenie na plaży z książką, a nawet bezmyślne przerzucanie kanałów telewizora. W ten sposób zawsze można coś wyśnić albo natknąć się na jakąś historię, która stanie się inspiracją do następnego projektu. Jestem zbudowana ze skrajności. Ale pomiędzy nimi jest miejsce na tysiące światów.

Alicja Szyrszeń

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach