Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Gabriela Muskała: Zbudowana ze skrajności

Gabriela Muskała: Zbudowana ze skrajności

Przeczytaj rozmowę z jedną z najzdolniejszych współcześnie aktorek

Gabriela Muskała: To niezwykle oczyszczające dla głowy, gdy masz jeden prosty cel, zdobyć górski szczyt albo wytrzymać w trudnej asanie / fot. Weronika Kosińska

Szalenie zdolna, pracowita i kreatywna. Delikatna, wrażliwa, ale też silna i zdeterminowana. Jedna z najlepszych współczesnych aktorek – Gabriela Muskała – opowiada o swojej drodze do aktorstwa, rozwoju zawodowym i osobistym oraz magicznym Krakowie

Alicja Szyrszeń: Od 31 marca możemy cię oglądać w nowym serialu stacji TVN „Szóstka” w reżyserii Kingi Dębskiej. Jakie będą losy twojej bohaterki?

Gabriela Muskała: Losy wszystkich bohaterów „Szóstki” są dramatycznie ze sobą splątane, bo opowiadamy o dawcach i biorcach w skomplikowanym procesie łańcuchowego przeszczepu nerek. Ale jest też coś, co rozjaśnia ten smutny temat – miłość, poświęcenie i chęć pomocy drugiemu człowiekowi. Moja bohaterka jest najciężej chora, w dodatku bardzo pragnie urodzić dziecko, a na to, również ze względu na wiek, ma niewiele czasu. Opowiadamy tak naprawdę o relacjach ludzi, którzy zostali postawieni przez los w bardzo trudnej sytuacji. Choroba determinuje bowiem nie tylko ich życie, ale też życie ich bliskich, uzależnia od obcych ludzi, maszyn do dializy, czekania na przeszczep. Trudno w tym wszystkim żyć normalnie, a jednak bohaterowie „Szóstki” właśnie o to walczą. Serial kręciliśmy w Krakowie.

Szóstka TVN Muskała

Kadr z serialu „Szóstka” / fot. Michał Stawowiak / TVN

Wróciłaś do Krakowa. Miasta, które w dzieciństwie było ci szczególnie bliskie. 

Tak, na Wawelu mieszkali moi pradziadkowie. Pradziadek Michał Kwiatkowski był mistrzem pozłotniczym, pozłacał wiele zabytków Krakowa, łącznie z Ołtarzem Wita Stwosza. Na Zamku Królewskim miał swoją pracownię, stąd jego wawelskie służbowe mieszkanie. Pamiętam nasze przyjazdy do Krakowa, otwierającą się wawelską bramę, bieg z moją siostrą Moniką do wysokiego murku, pod którym w dole stał wawelski smok. A kiedy zionął ogniem, mogłyśmy już na wyścigi pędzić na drugie piętro kamienicy do pradziadków. Odeszli, kiedy miałam osiem lat. Na Wawelu pozostał ich syn, Romek, niezwykle inspirująca postać. Znał na pamięć całego Miłosza i Mickiewicza, o literaturze wiedział wszystko. Był geniuszem matematycznym, edytorem w wydawnictwie, tłumaczem z esperanto i poetą. Ale przede wszystkim samotnikiem i dziwakiem, który do swojego wawelskiego mieszkania wpuszczał tylko kilka zaufanych osób. Należałam do tej garstki wybrańców i odwiedzałam go, kiedy tylko mogłam. Od dawna zbieram się do zmontowania dokumentu, który o nim nakręciłam, tylko kiepsko teraz u mnie z wolnym czasem.

Kraków, a właściwie Nowa Huta to poniekąd bohaterka jednej z twoich sztuk.

Dwa lata temu Małgorzata Bogajewska zaproponowała mnie i mojej siostrze (Monika Muskała – przyp. red.) napisanie dla Teatru Ludowego i wystawienie sztuki, której tematem będzie Nowa Huta. Początkowo przestraszyłam się. To jedyna dzielnica Krakowa, która była mi obca, a skojarzenia z nią pełne stereotypów. Ale kusiło mnie zrobienie debiutu reżyserskiego i praca ze wspaniałym zespołem aktorów Teatru Ludowego. Nasz research trwał ponad rok, próby trzy miesiące i tak stałam się wielką miłośniczką Nowej Huty. Z improwizacji aktorów powstała sztuka, której główny bohater cierpi na brak pamięci. Bardzo chciałyśmy opowiedzieć o tożsamości tego miejsca, które po 89 roku na nowo próbuje się określić. Dlatego amnezja pasowała nam idealnie. Do Nowej Huty wraca pomnik Lenina, który nie wie, skąd się tu wziął, ale czuje, że to miasto z jakiegoś powodu jest mu bliskie. Dawno zapomniał, wyparł z pamięci, że jest symbolem komunizmu i idei powstania Nowej Huty. „Tożsamość Wila”, tragikomiczna opowieść o Nowej Hucie, miała swoją premierę w grudniu 2017 roku i grana jest z powodzeniem na Scenie pod Ratuszem na krakowskim rynku. W ostatnim roku spektakl zjeździł też całą Polskę, biorąc udział we wspaniałym projekcie „Teatr Polska”.

Pamięć i meandry ludzkiej psychiki to tematy, które wciąż cię intrygują.
 

Gabriela Muskała: Za każdym razem, gdy piszemy z siostrą nową sztukę, śmiejemy się, że znowu głównym bohaterem jest pamięć, a właściwie jej brak.

Pierwsza nasza sztuka to „Podróż do Buenos Aires”, inspirowana monologami naszej babci, chorej na Alzheimera. Kolejne dwie „Daily Soup” i „Cicha noc” opowiadają o wypieraniu od pokoleń w rodzinie pewnych dotkliwych faktów, spychanych, zamiatanych pod dywan. Natomiast, gdy trzynaście lat temu w telewizyjnym programie zobaczyłam kobietę, która nie wiedziała, kim jest, dowiedziałam się, że istnieje jeszcze inna przyczyna utraty pamięci, fuga dysocjacyjna, która dotyka też młodych ludzi. Wynika z podświadomej chęci zapomnienia tego, co jest, co uwiera i boli, a z czym nie możemy sobie poradzić. Mózg resetuje wtedy pamięć biograficzną. Tak znalazłam inspirację do „Fugi” – mojego pierwszego scenariusza filmowego.

O ludzkiej pamięci, ale też moralności i odpowiedzialności za drugiego człowieka jest sztuka „Jak być kochaną”, w której wcielasz się w rolę głównej bohaterki Felicji. Premiera odbyła się na początku lutego w Teatrze Narodowym w Warszawie. To już twoje drugie spotkanie z reżyserką Leną Frankiewicz.

 

Gabriela Muskała jako Felicja w sztuce „Jak być kochaną”

Gabriela Muskała jako Felicja w sztuce „Jak być kochaną” / fot. Magda Hueckel /Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Wcześniej zrobiłyśmy z Leną „Wassę Żeleznową” Gorkiego w Teatrze Jaracza w Łodzi. Tam się poznałyśmy. Teraz Lena zaprosiła mnie do współpracy w Teatrze Narodowym. „Jak być kochaną” to historia kobiety ukrywającej w czasie wojny w swoim mieszkaniu mężczyznę, który nie odwzajemniał jej uczucia. Te lata ją naznaczyły. Felicja nie może zapomnieć pewnych wydarzeń, emocji z tamtych lat, chociaż bardzo chce. Podczas lotu do Paryża przechodzi swoistą psychoterapię, która da jej szansę na katharsis i oczyszczenie się z ciężaru wspomnień. Sztuka jest adaptacją opowiadania Kazimierza Brandysa oraz filmu W.J. Hasa pod tym samym tytułem. W filmie Felicję zagrała Barbara Kraftówna, a Wiktora Zbigniew Cybulski. W naszej sztuce Felicją jestem ja, a Wiktora gra Jan Frycz. To wybitny aktor i przesympatyczny człowiek. Zresztą cała nasza obsada to mocna i inspirująca grupa. Występują jeszcze Michalina Łabacz, Jacek Mikołajczak, Jerzy Łapiński, Arkadiusz Janiczek, Mateusz Kmiecik i Adam Szczyszczaj. Cudownie mi się z nimi pracuje – w Teatrze Narodowym przyjęto mnie z otwartym sercem.

W „Fudze”, której jesteś autorką i grasz główną bohaterkę, partneruje ci Łukasz Simlat. Wcześniej spotkaliście się m. in. na planach „Wymyku” i filmu „Moje córki krowy”. Twoim „stałym” partnerem był Robert Więckiewicz, z którym byliście małżeństwem trzykrotnie. Zagrałaś u boku Mariana Dziędziela czy Marcina Dorocińskiego. Czy jest aktor, z którym bardzo chciałabyś zagrać w filmie, bądź wystąpić w teatrze?

Od lat moim marzeniem jest spotkanie się w pracy z Januszem Gajosem. Podziwiam klasę i prawdę jego aktorstwa, a przy tym skromność, jaką ma w sobie. Oczywiście jest także wielu innych aktorów i aktorek, których sceniczna czy filmowa osobowość mnie ciekawi. Ale lubię też niespodzianki, dlatego jestem otwarta na to co przyniesie los.

Ludzie, którzy odkryli, że jesteś świetną aktorką, pytają dlaczego reżyserzy dopiero teraz obsadzają cię w pierwszoplanowych czy ciekawych drugoplanowych rolach. Gdzie byłaś wcześniej?

 

Kadr z filmu „Moje córki krowy"

Kadr z filmu „Moje córki krowy” / fot. Robert Palka/Kino Świat

Tu gdzie teraz – na scenie i przed kamerą (śmiech). Od trzeciego roku studiów aktorskich nie zwalniam ani na krok. Ciągle gram, duże, główne role w teatrze, w filmie i w serialu. Ale ponieważ do tej pory były to raczej mało komercyjne rzeczy, stąd pewnie zdziwienie, gdzie ja się podziewałam. Różnica polega na tym, że ostatnio zrobiło się wokół mnie trochę szumu w związku z nagłaśnianymi przez media premierami dwóch filmów, w których zagrałam, i nagrodami, jakie ciągle zbieram za te dwie role. Chodzi o „7 uczuć” Marka Koterskiego i „Fugę” Agnieszki Smoczyńskiej.

 

Jesteś ciekawa, kto był pierwszym nauczycielem Gabrieli Muskały, do jakiej mafii należała jako nastolatka i dlaczego poszła do coacha? Przejdź na drugą stronę!

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach